Wybacz, nie lubię ruskich... pierogów ;) Oferowali mi robotę na początku, ale nie wziąłem. Byłem na kontrakcie u Nordów i nawet przyjemnie mi tam było. Potem stwierdziłem, że pomogę Arwie Perłowej odzyskac tron. Nie kręciły mnie pustynne klimaty, ale jakoś wolałem działac dla tej panny niż Nordów. Nie było mi u nich źle, ale jednak wolałem rebelię. Teraz żyję ustawiony w Kebablandzie. Mimo to tęsknota za huskarlami nie mija, bo ta jednostka jest dla mnie niezastąpiona. Piechota sarranidzka to po prostu pomyłka, przynajmniej jak na mój styl gry. Potrzebuję opancerzonych twardzieli, którzy nie dopuszczą żywego ducha do moich strzelców albo potrafią przedrzec się przez wyłom w zamku. Sarranidzka piechota nie jest pancerna, więc słabo ją wykorzystuję. Stąd sentyment do Nordów pozostał. Zamiast huskarli używam też po sąsiedzku rhodockich sierżantów, a także strzelców (mogę bez problemu, bo podbiliśmy ich kraj, to nie ma nigdy niskiego morale u nich, że walczymy z nimi).
Te wywody to po to, by pokazac, że każda frakcja ma coś fajnego i żadna nie urzekła mnie w 100%.