Error - nie do końca sie z Tobą zgodzę - w rzeczywistości taki rycerz, którego głównym zajęciem była walka - czy to na turniejach, czy na polach bitew nie powinien mieć wiekszych problemów z piechurami. W średniowieczu to właśnie jazda była główną siła uderzeniową. Oczywiście - otoczony ze wszystkich stron większych szans nie miał - zazwyczaj, gdy zostawał bez konia. Mobilność w cięzkiej zbroi była zerowa. Jednak M&B nie oddaje wcale, lb w niewielkim czynniku kilku spraw:
a) taranowania pieszych - które to zamo z siebie było niebezpieczne, zaś gdy nawet kogoś ogłuszyło, to nadjeżdzający kolejni jeźdźcy sobie ładnie kopyta wyczyścili o leżącego
b) elementu psychiki - gdy sie widzi zakutego w stal przeciwnika, który pędzi na Ciebie z kopią, to myslisz głownie o tym jak przeżyć. Trzeba było mocnej woli (lub przełożonego z batem za plecami), żeby wytrzymać w formacji (których niestety w M&B sie nie uswiadczy). Przyklad Banditów raczej nie jest synonimem dyscypliny.
A przy okazji - sam czytałem, ze w szwedzkiej broni palnej z XVII wieku często znajdowano kilka pocisków, które nie wypaliły. W sensie pośrodku bitwy strzelec nie zwracał uwagi, ze ładunki nie wypaliły i ładował kolejne pociski. Jakby jednak to w końcy wypaliło, to tak wesoło by nie było.
Szkoda, że w M&B nie ma bardziej dokładnego systemu morale - w sensie dostajesz po d*** - twoja drużyna ucieka i odwrotnie. Jednak z powodu m.in ograniczonego pola bitwy to bardzo trudne do zrealizowania.