Moje największe zwycięstwo? Mógłbym teraz "pobawić się w Tuwima " jak niektórzy ale co mi tam.
Ja(14lvl),wielkość bitwy na 300,poziom trudności na maxa. Ja oraz 12 kuszników najemnych zostaliśmy dogonieni przez leśnych bandytów(20).I już w tedy wiedziałem że nie mamy prawa tego wygrać, ale wiele nie myśląc ustawiłem kuszników na wzgórzu,a sam wyjechałem ostrożnie i powoli do przodu. Tak jak myślałem po chwili dostrzegłem zakapturzonych bandytów wyłaniających się za wzgórza. Strzeliłem panicznie z kuszy w tłum wroga ale pech chciał że bełt wbił się w drzewo obok. Zasłaniając się tarczą ruszyłem do swoich lawirując pod nawałą strzał wroga. Gdy już niemal dosięgałem swoje pozycje dostałem strzałą w plecy. Połowa życia poszła na marne...
Zsiadłem z rumaka(ten też ledwie zipiał),i za plecami strzelców przeładowałem kusze...
Potem ,wiadomo, wymiana , strzała za bełt. Nim bitwa dobiegał końca, i nie wiedziałem do ostatniej sekundy jak to się potoczy....Zachciało mi się wychylić i ustrzelić ostatniego wroga, jak pięknie i efektownie zostałem poczęstowany strzałą w głowę. Nic to,Ostatnia trójka najemnych kuszników go rozsiekła.
Efekt końcowy? Możecie mówić że żałosny ale na tym poziomie trudności to dla mnie sporo(Zapomniałem że gram na modzie Nowa Ojczyzna,a on sam z siebie ma lekko podniesiony poziom trudności).
Mimo że nie przytomny,to wraz z ostałą trójką, 2 rannymi, zebraliśmy sporo łupów(zdobywanie łupów na 5 poziomie).Opłaciło się stracić tylu ludzi,teraz stać mnie było na dwa razy tyle;)
Pozdrawiam, na tle takich "Herosów" którzy sami zabijają po 500 luda wypadam jak taki chłop walczący o pajdę chleba z kundlem;)