Na początku bitwy to przede wszystkim kopia. A potem topory, nadziaki, czekany, tasaki- wszystko co skupia siłę na możliwie małym fragmencie broni. W mieczu to zbyt się rozprasza. Chociaż na słabo opancerzonego ciurę powinno starczyć.
W kwestii chirurgii uczyliśmy się i od starożytnych i od Arabów. Na uczelniach powszechne było korzystanie z dzieł Galena i Awicenny. Tyle tylko, że oni też o wielu rzeczach jeszcze nie wiedzieli. Początki antyseptyki to dopiero XIX wiek. Początki aseptyki tak samo. Znieczulać próbowano narkotykami lub alkoholem, ale znowu dopiero XIX stulecie przyniosło skuteczniejsze środki. Generalnie lepiej wtedy było nie chorować i nie ranić się zbytnio. I nie być kobietom. Bo jakieś 30%-50% kobiet umierało przedwcześnie w wyniku powikłań poporodowych. Z którymi nie radzono sobie zupełnie- jakakolwiek komplikacja kończyła się najczęściej zgonem i kobiety i dziecka. Chociaż znano cesarskie cięcie. Ale nie wolno go było wykonywać na żyjącej kobiecie, więc często było za późno na uratowanie dziecka.
A z jedzeniem się kombinuje. I sraczka raczej nie grozi. Bo zazwyczaj jedzono w miarę normalne rzeczy- mięsa właściwie każde (może poza indykami i innymi rdzennie amerykańskimi gatunkami). Do tego bardzo dużo ryb- wiadomo, pościć trzeba. Z warzyw przede wszystkim kapusta i rośliny strączkowe. No i pamiętać należy, że ziemniaki i pomidory to dopiero po Kolumbie. A dodatkowo zapchać można się kaszami, kluskami lub ryżem (dość drogi ale popularny w całej Europie). Na deser owoce w różnej formie (karmelizowane, zapiekane, lody etc), wszelkiej maści "cukry", ciasta, marcepany etc. Cukru buraczanego jeszcze nie znano, słodzono albo cukrem trzcinowym albo miodem. Do popicia raczej alkohol- picie wody mogło się skończyć sraczką (chociaż Jagiełło słynął z tego, że pił tylko wodę), bezpieczniejsze było piwo lub wino (raczej słabsze niż dzisiaj, często dodatkowo rozcieńczane), miód, cydr etc. destylaty znano, ale uważano je raczej za lekarstwo. Mleko podawano zazwyczaj przetworzone- maślanki, serwatki etc.