- Walki w mieście? - zdziwił się jakby Daimyo. - Tę walkę będziemy toczyć po naszemu.
Ponownie dobył gwizdka i zadął w niego, tym razem innym, nieco niższym dźwiękiem. Tuż po tym, z szeregów stojącej pod murami armii, jakby znikąd w dziwny sposób (głęboko pochyleni, ręce wyprostowane z tyłu, na palcach, opływowo) w stronę murów zaczęło biec kilkunastu, może dwudziestu
wojowników. Nie zatrzymując się w biegu, zaczęli kręcić hakami na łańcuchach, a następnie wrzucili je na mury. W tym samym czasie, dym po ostrzale rakietowym ustapił i dostrzegłeś wciąż stojące, wszak mocno zniszczone mury miejskie, na których ostali się nieliczni żołnierze. Posiłki zaczęły wchodzić na mury.
Wtedy, tajemniczy wojownicy sprawnie zaczęli wspinać się po murach na łańcuchach i po niedlugiej chwili byli już na szczycie. Żołnierze Kompanii nawet nie zdążyli oddać strzałów, gdy Ci dziwni wojownicy, prędcy niczym grom, zaczęli skakać od jednego do drugiego, tnąc ich mieczami.
- Shinobi. To są shinobi. - rzekł mężczyzna. - Kto dowodzi w tej osadzie?