Położyłaś się na łóżku i praktycznie od razu zasnęłaś. Zaczęłaś śnić...
Śniło Ci się, że stoisz na klifie. Wiatr mocno rozdmuchiwał twoje włosy, lecz nie przejmowałaś się tym. Spoglądałaś w dal, szukając po zburzonej wodzie czegoś, co zgubiłaś. Nie wiedziałaś co to było. Stałaś tak, czas jakby stanął w miejscu. Jedynie grzmot wzburzonej wody uderzającej w klif zagłuszał ciszę... Po chwili woda się uspokoiła a ty usłyszałaś swoje imię. Odwróciłaś się i zauważyłaś swoją matkę... tę którą utraciłaś podczas swojego spokrewnienia. Jane otoczona była bladą jasnoniebieską aurą, przechodzącą w cynober. Uśmiechała się do Ciebie i gestem pokazała Ci, byś dołączyła do niej. Podeszłaś lecz nie mogłaś nic powiedzieć, tak jakby słowa były cięższe od tego, na co patrzysz. Zaczęłaś płakać, lecz Jane otarła Ci łzy swoją dłonią i powiedziała:
- Ciii, moja córko - po czym podniosła twoją głowę tak, byś patrzyła jej w oczy - Wiem, że widziałaś mnie poprzedniej nocy. Cieszyłam się widząc Ciebie dojrzałą, być może zadowoloną, ale też nieszczęśliwą. Nie próbuj być obojętna na innych. To zawsze się źle kończy. Ale nie mogę być z Tobą dłużej. Dzień przechodzi, noc już wstaje. Nie trzymaj się tylko zemsty! Masz całą wieczność na nią... I nie odtrącaj pomocy i uczuć innych.... Żegnaj córko. Może się jeszcze zobaczymy - po czym pocałowała Cię w czoło i puściła. Widziałaś jak odchodzi, po czym po chwili rozpłynęła się w powietrzu. Chciałaś coś krzyknąć, lecz nagle przebudziłaś się. Rozejrzałaś się po swoim pokoju i zauważyłaś, że jest ono posprzątane. Muzyka została wyłączona, ubranie leżało obok na fotelu uprane i wyprasowane. Spojrzałaś na zegarek i zobaczyłaś, że pokazuje on godzinę 20:00.
Co robisz?