Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I  (Przeczytany 48537 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #90 dnia: Października 30, 2014, 20:37:12 »
    Garvaleth

    Podchodzi do worków z wyposażeniem i bierze kurtkę, koszulę i spodnie, Zakłada je za najbliższym drzewem. Zauważa także broń. Bez zastanowienia bierze miecz dwuręczny i pas do niego. Zakłada go i właściwie już jest cały oporządzony. Staje na "granicach" obozowiska i myśli o ucieczce, ale tą myśl przegania inna, która mówi mu o tym, że nie może to być ciężkie zadanie, więc w zamian za daną mu szansę- zostanie. Odwraca się przodem do reszty grupy i mówi z lekkim uśmiechem: Wypadało by się przedstawić, zwą mnie Garvaleth, miło widzieć twarze które nie zamierzają mnie pobić za krzywe spojrzenie, tak jak to miało miejsce w lochach!
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline Peterov

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1858
    • Piwa: 104
    • Płeć: Mężczyzna
    • Die for the Emperor or die trying
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #91 dnia: Października 31, 2014, 08:38:17 »
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo

    Nie mówiąc słowa wychodzę z za krzaka po załatwieniu potrzeby. Podchodzę do worków, pobieram Brązową kurtkę, koszulę i spodnie, które następnie ubieram.
    Jako broń biorę do rąk topór dwuręczny i toporek jednoręczny.

    Topór staram się założyć na plecy(jeśli wymaga to jakiegoś uchwytu czy dziury to lekko rozrywam kurtkę z tyłu, by móc jakoś założyć topór). Następnie podchodzę do wozu "Zwykłego" i szukam krzesiw, hubki a drewno zetnę toporkiem jednoręcznym. Rozpalę ognisko jeżeli nikt tego nie robi. Cały czas milczę.

    Offline Netoman

    • Bajkopisarz
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #92 dnia: Października 31, 2014, 10:56:40 »
    Domenic
    Pomagam brodatemu mężczyźnie załadować worki na wóz, następnie oglądam jak krasnolud rozpala ognisko. Głośno, tak by usłyszał mnie owy Roland
    - Witaj Rolandzie. Ja nazywam się Domenic, znajomi czasem mówią Duce. Czym to sobie zasłużyłeś by trafić do tak zacnej kompanii? - prowokacyjnym tonem, wystarczająco głośno by wszyscy słyszeli. 

    Offline Lwie Serce

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #93 dnia: Października 31, 2014, 14:09:48 »
    Roland
    Oglądając się na elfa podejrzliwym wzrokiem, po chwili się nieco uśmiecham i mówię:
    O! Jakiż zaszczyt mnie spotkał, elf! Tego tu najbardziej brakowało, i przy okazji taki elf co myśli, że coś mam ze słuchem! Co do twego pytania, panie Duce... to, że tu jestem to efekt pewnej karczemnej popijawy... a co zrobiłem to ma sprawa, chyba że mnie oszukali i wrobili bo niezbyt przytomny byłem...tak to logiczne. A tyś elfie, celował na strzelnicy i przypadkowo strzeliłeś komuś między oczy? - nieco drwiąco dodaję.

    Offline Netoman

    • Bajkopisarz
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #94 dnia: Października 31, 2014, 18:16:29 »
    Domenic
    - Gdy elf strzela, nie ma mowy o przypadku. Na chwilę przestaję się uśmiechać. Przeciągam się, strzelam stawami. Ja dostałem się do więzienia za... hmmm.. można by powiedzieć całokształt twórczości. Niesłusznie odebrano mi wszystkie dobra wsadzono mnie do paki. Przyszedł Ważny, postawił swego rodzaju ultimatum i jedyne co mi zostało to szybko wyjść z kicia
    Rozglądam się, czy ktokolwiek jeszcze podchwyci wątek.

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #95 dnia: Października 31, 2014, 18:45:13 »
    Marcus Trethvey
    Rzucam ostatnie spojrzenia na zabudowania redańskiej stolicy. Z pewnością nie będę wspominał ich dobrze. Następnie kieruję mój wzrok w stronę zagajnika, do którego się zbliżamy. Z tej odległości nie jestem w stanie określić poszczególnych typów drzew, jednakowoż, nie wygląda on na zbyt gęsty i stary. W końcu wjeżdżamy w kępę drzew, które okazują się być rozłożystymi klonami, przerośniętymi grabami, zieleniącymi się od liści lipami i ogromnymi bukami.  Miga mi przed oczami wiele krzaczków obwisłych jagodami i borówkami oraz malinowe chruśniaki. Wszystkie są obwieszone owocami, co sugeruje, iż nawet mieszkańcy podgrodzia się tu nie zapuszczają. Dziwne, ludzie nie gardzą nawet najlichszym jedzeniem, a tu omijają miejsce tak bogate w drewno i owoce leśne? Podejrzane, choć, z drugiej strony, zapewne dlatego Ważny wybrał to miejsce. Po jakimś czasie dostrzegam norę borsuczą, okrytą gęstymi chaszczami. 'Ha, wprawny łowca z odpowiednim sprzętem miałby tu świetne miejsce!' - myślę sobie. Po chwili zastanawia mnie jedna sprawa: czemu nie słyszę żadnych ptaków... ani innych zwierząt? Dziwne to miejsce. Po jakimś czasie jazdy zatartą, od dawna niewykorzystywaną ścieżyną pośród drzew, dojeżdżamy do polany ze spaloną chatą w centrum.
    -Zagadka rozwiązana. Któż założy się, że mieszkała tu jedna z ludowych uzdrowicielek, ale poniosła ona śmierć z ręki ludu, podjudzonego przez kapłanów i miejskich felczerów? Plebs myśli pewnie, że "czarownica" przed śmiercią przeklęła ten teren i lepiej się tu nie zapuszczać - mówię cicho sam do siebie. Na widok wozu oraz koni domyślam się, iż nadszedł czas, bym objął dowodzenie w drużynie. Zeskakuję z powozu i staję naprzeciw skazańców. Przyglądam się ich twarzom... redański wywiad nie dostarczył mi ich rysopisów, więc nie wiem właściwie, która postać jaką ma twarz, ale jedno jest pewne - są cholernie podobni do moich dawnych kompanionów! Patrząc na ich lica, zamyślam się...
    ***
    Ciemność. Ciemność? Gdzie podziały się ruiny chaty? Ku swemu zaskoczeniu zdaję sobie sprawę, iż leżę na ziemi. Ktoś uderza mnie stanowczo po twarzy.
    -Wstawaj! Wstawaj Marcus, do k***y nędzy!
    Otwieram oczy... ku swemu zdziwieniu dostrzegam przed sobą Dathanda Ostrita, mego zmarłego na wzgórzu Sodden kompaniona. Ma rozwichrzone włosy i osmaloną twarz. Rozglądam się oszołomiony... to na pewno zwidy. Czuję wyraźnie swąd palonego mięsa... obok mnie leży Galhar Gensus, Cintryjczyk. A właściwie to, co z niego zostało.
    -Ruszaj się, k***a, Marcus, bo zaraz znowu trafi to któryś z tych j*****ch piorunów! - krzyczy Dathand. Przy jego lekkiej pomocy, staję na nogi.
    -Co jest, k***a?! - mówię sam do siebie. Powietrze przecinają świetliste groty, gdzieś w oddali wybuchła kula ognia, o do niedawna stojąca tam postać, zapewne czarodziej, zniknęła w rosnącym płomieniu. Otacza mnie nieznośny huk i wrzaski umierających w straszliwych męczarniach. Moja głowa pulsuje bólem ledwo co zaleczonej rany, pamiątki z marnadalskiej klęski.
    -No ruszaj się! - po raz kolejny wydziera się na mnie mój towarzysz.
    -Cholera, gdzie jest reszta oddziału? Nic nie pamiętam! - pytam się go, równocześnie żegnając wzrokiem dymiące resztki Galhara.
    -Ty z Galharem pilnowaliście dostępu do wieży, ale trafiła w was jedna z tych przeklętych kul ognistych! Cintryjczyk chyba już pożegnał się z życiem, podobnie jak Inhardt, zarwała się pod nim skarpa jak jeden z tych nilfgaardzkich magów trafił w nią jakimś zaklęciem... Reszta, dowodzona przez Leonarta broniła ruin na wzgórzu, gdy odchodziłem - odpowiada Dathand.
    -Dobra, ruszajmy do ruin, może tam ktoś jeszcze żyje - decyduję się i biegnę, a raczej kuśtykam pod górę zbocza. Wszędzie słychać ludzkie jęki. Powoli zbliżam się do miejsca, skąd dobywa się seria huków. Niedaleko ruin rudowłosa czarodziejka toczy zacięty bój z równie nieznanym mi nilfgaardzkim magiem. Hałas jest nie do wytrzymania, oboje miotają w siebie najprzeróżniejsze mordercze zaklęcia, błyskawice, płomienie, iluzje... Gdyby to była zabawa, byłby to przedni pokaz czarodziejskich arkanów... ale to był bój na śmierć i życie. Zatkałem uszy, nie mogąc znieść tych odgłosów. Nagle magiczka została ugodzona zaklęciem. Nie mam pojęcia jakim, ale wrzask, jaki wonczas usłyszałem, zapamiętam na zawsze. Zbliżałem się do ruin, niemal całkiem otoczonych przez Czarnych.
    Zaszedłem pierwszego przeciwnika od tyłu, po czym ciąłem go dexterem. Nie dość pewnie - obrażenia zdecydowanie mi to utrudniały. Miast rozciąć go, zadałem tylko bolesną ranę i Nilfgaardczyk zawył, ściągając na mnie i Dathanda uwagę reszty oddziału. Szybko podeszli do nas i otoczyli. Zaczęli wyprowadzać sztychy i cięcia, w różnych sekwencjach, licząc, że w końcu przełamią blok. Przyjąłem postawę alber, parując kilka cięć, w końcu zaś któryś z wojowników spróbował zamaszystego ciosu toporem na moją głowę. Prędko przeszedłem w pozycję kron i szybkim oberhawem zakończyłem żywot wroga. Wówczas rozpoczął się kontratak obrońców ruin wieży. Rzucili się na Nilfgaardzyków i po krótkiej, acz krwawej walce zabiliśmy ich wszystkich. Ledwo żyw, siadłem na trawie i popatrzyłem na pobojowisko, korzystając, że w tej części wzgórza walki ucichły. Kilka metrów ode mnie leżał Dathand. Był przebity włócznią, treść żołądka powoli wypływała mu na wierzch. Obok niego leżał mój wierny druh i zastępca Leonart. Topór trafił go w głowęi oderwał sporą część "mięsa" od jego czaszki, jednak nie to, a bełt Nilfgaardczyka go zabił. Postrzał był przypadkowy, jednak celny - szlachcic dostał w prawe oko. W ruinach leżał Eckhart, zginął jeszcze przed naszym przybyciem. Popatrzyłem na moich ludzi.
    -Jak to przeżyjemy, to zwalniam was ze służby. Mam dość oglądania trupów... może by tak zająć się handlem? - mówię po części do nich, po części sam do siebie.
    -Ty handlem? Przecież ty nawet liczyć do dwudziestu nie umiesz! - zaczął śmiać się Virgilius, syn zamożnego kupca. Właściwie to miał ledwo czternaście lat i przypałętał się do nas, cholera wie czemu, gdy powinien siedzieć w szkółce przyklasztornej, jak mu ojciec przykazał.
    -Widział go kto! Mleko ma pod nosem, a dorosłych będzie pouczał! - wyraziłem swoje niezadowolenie, ponieważ brakowało mi dobrej riposty.
    -Gadać też nie umiesz, więc politykę też sobie odpuść. Trzeba umieć przegadać oponenta - odpowiedziała Daethie, elfka którą uratowaliśmy po tym, jak jej komando zostało rozbite przez Temerczyków. Trudno powiedzieć czemu, zamiast oddać ją pierwszemu lepszemu watażce jako wichrzycielce, traktowaliśmy ją jako kogoś równego sobie.
    -Skoro masz tyle do powiedzenia... to znajdź nam jakieś konie, chcę jak najszybciej opuścić to miejsce! - odpowiedziałem, znów z braku dobrego argumentu.
    -Jak to? Sp********y? - zapytał się krasnolud, Veltan.
    -Tak. Mam już dość tego całego zabijania. Wszędzie tylko krew, mózgi, kości, uryna i flaki. Chcę wrócić, k***a, do normalnego życia. To bitwa czarodziejów, nie mam zamiaru dać się usmażyć za marne pieniądze jakie dają nam Temerczycy - odparłem Veltanowi po odejściu elfki.
    -Nie ma co, czas się ruszać... - zaczął mówić Berentor, rosły chłop z okolic Angrenu, gdy nagle dostrzegłem zbliżającą się na niebie kulę ognia.
    -Skakać na booooki! - krzyknąłem, po czym sam rzuciłem się w stronę krzaków. Potężne uderzenie. Ból. Ciemność.
    ***
    Otwieram oczy. Stoję ciągle na polanie, ale ludzie rozeszli się. Poubierali się. Cóż, przynajmniej myślą.
    -Wybaczcie tę długą chwilę, ale... mój umysł był czymś zajęty. Zwą mię Marcus Trethvey z Moën, herbu Dwie Wrony, jeśli ktokolwiek zainteresowany jest heraldyką. Jako, że posiadam eksperiencję w takowych zadaniach, wybrano mnie na waszego dowódcę. Znam wasze nazwiska, jeno wywiad redański nie przedstawił mi waszych rysopisów, więc wolałbym, abyście się mi przedstawili. Jak już się ubierzecie, to zbliżmy się do tych ruin. Zbadamy je, po czym rozbijemy obozowisko. Póki co nie rozpalajcie ognia - zwracam się do drużyny, po czym, poprawiając miecz, ruszam w stronę koni, wybieram tego, który wyda mi się najzwinniejszy i ruszam w stronę spalonej chaty.
    « Ostatnia zmiana: Listopada 01, 2014, 00:23:46 wysłana przez lllew »

    Offline Peterov

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1858
    • Piwa: 104
    • Płeć: Mężczyzna
    • Die for the Emperor or die trying
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #96 dnia: Października 31, 2014, 20:11:04 »
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo

    Słysząc słowa rycerza wywalam zebrane drewno i z grymasem niezadowolenia na twarzy dołączam do reszty.

    Offline huth

    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #97 dnia: Października 31, 2014, 23:54:08 »
    Aleksandra vel Truśka
    - Ni ma ognia, ni ma zupy... - mówi do siebie, z typową manierą prostych ludzi lubiących wyrażać swoje myśli na głos.

    // o jaką chatę chodzi, lllew, coś pominąłem?
    // btw. to niezła wczuwa, atmosfera jak Wiedźmin zmieszany z Czarną Kompanią, wow.

    Offline Xander

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #98 dnia: Listopada 01, 2014, 15:48:24 »
    Xander ,, Rzeźnik ''
    Podchodzę do nowego dowódcy, szturcham go w ramię:
    - Panie, herbowy zwą mnie Rzeźnik,  jakiego to wyczynu żądają za naszą wolność ?

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 4301
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #99 dnia: Listopada 01, 2014, 17:24:16 »
    Wygląd domostwa z zewnątrz

    Z domem powiązana jest pewna lokalna legenda. Kiedyś w dawnych czasach gdy Aelirenn walczyła z ludźmi żyła w tym domu kobieta. Piękna jak elfka, mądra jak wiedzący i zakochana na zabój w pewnym śmiertelniku - młodym mężczyźnie, synem lokalnego barona. Również ten młodzieniec był zakochany w niej po uszy. Gdy tylko mogli spotykali się potajemnie u niej w domu. Spotkali się raz, drugi, trzeci, czwarty. Gdy trwała piąta schadzka jeden ze strażników doniósł baronowi, że panicz wymknął się z zamku potajemnie. Baron wpadł we wściekłość, że jego syn gdzieś się szlaja poza zamkiem i może zrobić jakieś dziatwie brzuch. A nóż widelec będzie chciała pieniędzy? Co to to nie! Baron polecił strażnikowi, że jak tylko panicz pojawi się w zamku od razu mu zameldował. Strażnik posłuchał polecenia i wrócił na swoje stanowisko. Tymczasem Panicz i Panna przyrzekli sobie, że będą na zawsze ze sobą i nic im nie przeszkodzi, nawet polecenie jego ojca. Gdy obiecali sobie to w blasku księżyca panicz opuścił pannę, by wrócić do zamku tak jak zawsze. Jak tylko pojawił się w zamku strażnik go zauważył i czym prędzej pobiegł do barona. Ten gdy dowiedział się, że jego syn jest w zamku kazał posłać po niego, a strażnikowi rozkazał, by obudził resztę drużyny i mają na niego czekać na zewnątrz. Po chwili jego oddział został sformowany, a panicz niczego nie podejrzewając czekał na swojego ojca. Być może baron chciał zapolować na jakiegoś grubego zwierza? Lubił przecież jeździć po nocy z drużyną. Baron tymczasem założył swoją zbroję, wziął rodowy miecz, sztylet i tarczę i wyruszył na dziedziniec. Tam już jego drużyna czekała. Baron ze złym uśmiechem zapytał się syna, gdzie on był przez większość nocy oraz w poprzednie noce gdy wychodził potajemnie z zamku. Ten chciał odeprzeć zarzuty, lecz wiedział że nic nie wskóra. Odpowiedział ojcowi, że spotykał się z pewną Panną mieszkającą w domku w lesie. Powiedział mu również, że chciałby się z nią ożenić, przy wszystkich świadkach i chciałby by stała się przyszłą baronową. Ojciec uwierzył w słowa syna i powiedział mu, by pokazał gdzie owa Panna mieszka. Syn niczego nie podejrzewając poprowadził drużynę Barona do lasu. Szli przez las z zapalonymi żagwiami, by oświetlać sobie drogę, lecz Panicz wiedział jak ma prowadzić. Trochę im to zajęło, lecz w końcu dotarli do celu. Baron powiedział, by Panicz poszedł po swoją wybrankę serca i przedstawił mu ją. Gdy on wszedł do środka, Baron rozkazał swoim ludziom, by jak tylko owa panna wyszła pochwycić syna i jego lubą po czym rozdzielić ich od siebie. Po chwili Panicz wyszedł z Panną przed dom. Baron z uśmiechem na twarzy spytał
    - A więc to ty jesteś wybranką mojego syna?
    - Tak panie - panna spojrzała paniczowi w oczy - Chcemy się pobrać.
    - Brać ich! - rozkazał Baron strażnikom i Ci pochwycili Panicza i Pannę oraz rozdzielili ich. Zakochani walczyli ze strażnikami, lecz wiedzieli, że opór nic nie da. Baron podszedł do syna i rzekł:
    - Nie będziesz mi psuł krwi! A na pewno nie z tą dziwką! - i podszedł do panny wyciągając jednocześnie sztylet
    - Ojcze! Nie!
    Lecz Baron nie słuchał swojego syna i dźgnął sztyletem Pannę w brzuch raz, drugi, trzeci. Gdy Baron uznał, że już wystarczy rozkazał swoim strażnikom, by wrzucić ją do środka i zamknąć drzwi. Po chwili gdy Ci strażnicy to zrobili Baron wziął od jednego z nich żagiew, odwrócił się do syna i powiedział - Następnym razem nie uciekaj z zamku - i rzucił żagiew do środka domu przez okno. Zachęceni strażnicy przez swojego pana rzucili resztę pochodni do domu. Ze środka pomieszczenia panna wrzeszczała smażąc się żywcem. Przed swoją śmiercią przeklnęła syna jak i Barona rzucając na nich klątwę. Panicz został zmuszony do patrzenia się na to, jak jego miłość spala się. Gdy domostwo dopaliło się Baron rozkazał powrót do zamku. Nie wiem co dalej między niby było, lecz wiem że Panicz nie spłodził potomków i wszyscy wymarli. Podobno duch Panny teraz krąży po tym lesie i ciągle krzyczy tak, jak jej ciało płonęło żywcem. Lecz wy nie mogliście znać tej legendy, ponieważ jest ona opowiadana przy ogniskach w okolicznych wioskach.


    Opis wewnątrz domostwa
    Ściany były opalone, gdzieniegdzie był mech oraz bluszcz. Z mebli zostały tylko resztki popiół i wióry. Schody prowadzące na piętro rozleciały się pod wpływem ognia jak i również czasu i teraz tylko "straszyły" przed wejściem na piętro. Jedyną rzeczą, która zastanawiała były masywne dębowe drzwi, które były zamknięte i prowadziły one do piwnicy. Widać nie wszystko zostało spalone, a piwnica mogła zawierać jakieś skarby. Miejscowych trzymała w ryzach legenda, lecz wy o niej nie wiedzieliście. Na podłodze było wystarczająco dużo miejsca, by można rozpalić ognisko i odpocząć przed podróżą.

    //Tak gwoli przypomnienia. Odpowiadacie tylko i wyłącznie za swoją postać. Nie możecie opisywać czegoś z miejsca GM, bo to po prostu nie ładnie. Rozumiem oczywiście, że chcecie często ubarwić swoją wypowiedź, lecz nie wtrącajcie się w robotę GM. Jest to uwaga do wszystkich, lecz przede wszystkim skierowana do lllewa oraz do Netomana.

    Offline Xander

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #100 dnia: Listopada 01, 2014, 18:53:21 »
    Xander ,, Rzeźnik ''
    Nie czekając na odpowiedz kapitana wchodzę do chaty. Widząc drzwi, sądzę że prowadzą one do piwnicy, w której mogą się znajdować jakieś ciekawe napitki. Podchodzę do nich i próbuję otworzyć je siłą.

    Offline huth

    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #101 dnia: Listopada 01, 2014, 19:42:27 »
    Aleksandra vel Truśka
    - No to, panie dowódco, rozpalać ogień czy nie?

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #102 dnia: Listopada 01, 2014, 20:01:02 »
    Marcus Trethvey
    -Ach, więc to tyś Xander "Rzeźnik". Póki co powiem ci tylko, że mamy dostać się do Temerii i spotkać z Ważnym. Zadowolony? - odpowiadam na rzucone wcześniej pytanie. Rozglądam się uważniej po budynku.
    -Nie wydaje mi się, by ten przybytek miał zamiar się tej nocy zawalić, więc tu rozbijemy obóz - zwracam się do drużyny - podprowadźcie wóz bliżej domostwa. Niech ktoś zbierze suche drwa, rozpalimy ognisko w środku, bo coś mnie się zdaje, że dach częściowo runął i dym będzie miał ujście. Truśka, nie wspominałaś coś przypadkiem o ciepłej strawie? Jak już ognisko będzie rozpalone, postaraj się coś upichcić. Warty ustalimy później - ostatnie zdanie wypowiadam właściwie sam do siebie, przyglądając się Xanderowi, który próbuje sforsować drewniane wrota.
    -Nie radzę. Budynek wygląda, jakby wybuchł tu pożar, a te drzwi wydają się być nietknięte. Zapewne są magiczne, widziałem takie w Cintrze. Lepiej nie próbować ich otworzyć, jeszcze się co człowiekowi od zawistnych magików stanie - radzę towarzyszowi.

    Offline Lwie Serce

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #103 dnia: Listopada 01, 2014, 20:06:10 »
    Roland
    Nie odzywając się idę po drewno.

    Offline Xander

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #104 dnia: Listopada 01, 2014, 21:32:04 »
    Xander
    - Wedle wielu nauk i przekonań ja już nie jestem człowiekiem. - Odpowiadam kapitanowi nieodwracająca się. - Poza tym ja nie wierzę w żadne czary.
    Mimo ostrzeżenia dalej próbuję otworzyć drzwi.