Czas: Rano 30 lipca 1269 roku.
Miejsce: Tretogor. Ulice miasta, posterunek straży miejskiej przy wylocie bramy południowej. Zagajnik - jakiś spalony dom.
WszyscyPodróż przez ulice miasta przebiegła spokojnie. Ludzie oraz nieludzie schodzili z drogi waszej kompanii. W końcu jechaliście w asyście strażników miejskich, co oznaczało że jedzie ktoś ważny, pomimo wozu z niewolnikami. Od czasu do czasu ktoś krzyknął "śmierć!", lecz były to tylko wyjątki. Gdzieniegdzie wytykano was palcami, widać było że jesteście dzisiaj lokalną "rozrywką tłuszczy". Po pewnym czasie zobaczyliście bramę południową zwaną "Królewską", ponieważ to właśnie przez tą bramę najczęściej przejeżdżał król z orszakiem po wojnie. Według niektórych nazwa powinna zostać zmieniona, bo "Królewska" dawno popadła w zapomnienie przez gmin, ponieważ król rzadko z niej korzystał. A w czasach Rady Regencyjnej to już praktycznie nikt ważny nią nie przejeżdżał. Po chwili podjechaliście do bramy, przed którą znajdował się posterunek strażników. Gdy to zrobiliście, strażnik wyskoczył z budki wręcz jakby go coś tam oparzyło a w biegu poprawiał swój mundur do stanu "używalności". Gdy dowódca straży to zauważył, podszedł do niego i zaczął go objeżdżać na całego, jak i również przy okazji pluć na niego. Po chwili "zapomnienia się" dowódca podszedł do Ważnego i powiedział:
- Droga wolna, panie. Powodzenia z nimi!- I z tobą, Gunderze. Miej oko na mój dom.- Tak jest! - rzekł dowódca i zasalutował Ważnemu. Obstawa strażników rozeszła się na boki, a wy wyjechaliście przez bramę ku wolnym terenom. Byliście już wolni! No, prawie, bo część z was była jeszcze w klatce. Po pewnym oddaleniu się od miasta Ważny podjechał do wozu i powiedział:
- Truśko, wjedź do tego zagajnika - po czym wskazał Tobie drogę. Po pewnym czasie wjechaliście w las, a Ważny was wyprzedził pokazując wam drogę. Wjeżdżaliście w głąb lasu. Po pewnym czasie podjechaliście do jakichś spalonego domu, przy którym czekało na was sześć koni różnej maści(cztery brązowe, jeden biały i jeden czarny) z rzędami jak i również wóz z dwoma czarnymi końmi przypiętych do dyszla z klapkami na oczy.

Przeróbki:
- Wykonany z brązowego drewna;
- Brak zadaszenia;
Ważny zszedł z konia jak i również reszta jego oddziału. Ważny również powiedział, by
Truśka z
Marcusem zeszli z wozu. Gdy to robili Ważny rzekł:
- Matthias, Erhard, zajmijcie się więźniami. Dherko, obserwuj ich. Diano, ty wyjedziesz na trakt i będziesz naszymi oczami i uszami. Gdy zauważysz coś podejrzanego natychmiast przyjedziesz do nas i zaalarmujesz nas - wszyscy kiwnęli głowami na potwierdzenie i zajęli się wykonywaniem roboty. Ważny tymczasem podszedł do Marcusa i powiedział -
Jak tylko twój "oddział" się uformuje, my odjedziemy. Spotkamy się dopiero w Temerii, na północ od Wyzimy. Będzie tam opuszczony klasztor Melitele. Mam nadzieję, że nic tam się złego nie zalęgło. A nawet jeśli, to mam nadzieję że sobie z tym poradzimy - rzekł Ważny i uśmiechnął się łobuzersko do was. W tym samym czasie gdy Ważny rozmawiał z Truśką i Marcusem reszta oddziału Ważnego otworzyła klatkę i rozkazała byście wszyscy wyszli. Jak tylko to zrobiliście Erhard porozpinał was z kajdan. Poczuliście ulgę, gdy po takim czasie wreszcie poczuliście się wolni! Koniec z kratami, koniec z kajdanami! Gdy zostaliście "uwolnieni" Matthias, Erhard i Dherko poszli do swoich koni, po czym weszli na nie. Ważny uśmiechnął się w stronę byłych
Więźniów i powiedział:
- Tak jak wam obiecałem, jesteście wolni. Lecz pamiętajcie, jeżeli najdzie was ochota na ucieczkę z naszej umowy nici i nigdzie nie będziecie bezpieczni, nawet w samym piekle was wytropię. A wierzcie mi, nie chcielibyście tego. Zostawiam was pod opieką tego tutaj żołnierza - po czym wskazał na
Marcusa -
On będzie waszym "dowódcą", bo ja tak powiedziałem. Również on wam wytłumaczy, dlaczego znaleźliście się tutaj. Mam nadzieję, że umiecie jeździć konno. Jeżeli niezbyt, będziecie jechać na wozie. Na starym wozie jest trochę broni i pancerzy, które zarekwirowaliśmy Truśce gdy ona parała się przemytem. Wierzcie mi, zostaliście szczególnie wybrani do tej roboty, a przesłuchałem więcej więźniów w tamtym okresie niż poniektóry sędzia przez całe swoje życie. No Marcusie, reszta w twoich ramionach - po czym klepnął Ciebie i poszedł do swojego konia. Po chwili wsiadł na niego i oddział odjechał. Zostaliście sami.
Epilog
Czas: Rano 30 lipca roku 1269
Miejsce: Tretogor, siedziba Redańskiego Wywiadu znajdującego się niedaleko Pałacu Królewskiego. Pokój szefa RW - Vascoigne'a.
Vascoigne jak zwykle siedział za swoim biurkiem i czytał raporty, gdy w pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi.
- Wejść! - powiedział. Gdy drzwi się otworzyły na progu stanął jego asystent i rzekł:
- Panie, masz gościa.
- Kogo?
- Przyszła do ciebie Członkini Rady Regencyjnej, wasza miłość. Czarodziejka Filippa Eilhart.
- Po jaką cholerę tutaj przybyła - pomyślał, po czym rzekł :
- Wpuść ją.
Po chwili asystent wyszedł z biura i weszła do pokoju wspomniana czarodziejka. Gdy rozejrzała się po pokoju stwierdziła:
- Widzę, że również ze zmianą rządów zmienił się również wygląd tego pokoju.
- Trzeba iść z biegiem czasu. Myślałem że wy czarodziejki najlepiej to wiecie.
- Nie przyszłam się droczyć, Vascoigne. Mogę usiąść?
- Oczywiście - lecz zanim wskazał jej krzesło Filippa wyczarowała sobie bogato zdobiony fotel i usiadła. Vascoigne przez ułamek sekundy był zaskoczony obrotem spraw, lecz nic nie dał po sobie poznać. Czarodziejka rozsiadła się w fotelu i spytała:
- Wysłałeś już człowieka w pogoni za Duchem?
- Tak, najlepszego na jakiego mogłem sobie pozwolić.
- Kogo? - spytała
- Osberta Nohomme. Znasz go zresztą.
- Oczywiście, że znam. Ciężko nie znać człowieka, który zniszczył nilfgaardzki wywiad w Redanii, jak i również zasiekł przywódcę obcego wywiadu - Czarnego Barona.
- Więc wiesz, że do sprawy podszedłem poważnie.
- A jego metody? Zamiast wziąć którąś z Wolnych Kompani zatrudnił skazańców!
- Nie kwestionuję jego metod. Owszem, być może źle to wygląda z tej perspektywy, ale wierz mi, mają po co się fatygować.
- A czy wie co dokładnie ma zrobić?
- Poza odzyskaniem dokumentów? Nie zdradziłem mu nic, lecz podejrzewam że prędzej czy później się tego domyśli.
- Te dokumenty nie mogą ujrzeć światła dziennego! Wiesz o tym!
- Wiem, dlatego właśnie jego tam wysłałem! Nie jestem głupi jak Dijkstra. Ja w przeciwieństwie do niego podchodzę do takich spraw poważnie.
- Miejmy nadzieję - po czym wstała z fotela i skierowała się do drzwi przy okazji sprawiając, że fotel zniknął. Gdy miała już wyjść odwróciła się do Szefa Wywiadu i powiedziała:
- Jeżeli mu się powiedzie, dostanie to czego chce - po czym wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
- Oby tylko wrócił żywy - pomyślał Vascoigne i wrócił do przeglądania raportów.