Wczoraj leciala w HBO Gra o Tron (akurat wlaczylem na najpiekniejszej scene z serialu, jak Jeffrey sie dusil) i powspominalem sobie Gre o Tron. Chyba kazda postac ktora lubilem zginela w ostatnich sezonach (i tak dlugo sie trzymali). Tywin, the Hound, Stannis, sir Jorah Friendzone (go moze uratuja). Ciesze sie ze jest nowy sezon, ale nie moge zniesc ze planuja ozywic Jona Snowa, jedna z niewielu osob z ktorej smierci naprawde sie cieszylem. I jeszcze watek Aryi Stark. Oprocz jej matki, byla ona jedynym Starkiem na ktorym mi zalezalo, a teraz rzygam gdy widze ja w tej gildi zabojcow. Szczerze, zamiast pokazywac cierpienia wewnatrzne Starkow, mogli by dac wiecej Stannisa. I teraz jeszcze ozywia postac ktora zupelnie na to nie zasluguje. Jedyne czego nie moge sie doczekac to zemsty Cersei. Wczesniej jej nie kibicowalem, szczegolnie gdy manipulowala tymi religijnymi dupkami, ale teraz, po tym co sie stalo, chce zeby dostala swoja krrrrrrrwawa zemste. Chyba tylko tego nie moge sie doczekac.