Elwina Maradino
Ælfríc Léofrícinga
Blyth Glewas
Straże przepuściły was do miasta bez słowa. Ruszyliście w kierunku rynku. Szliście szeroką ulicą, przy której stały wysokie, 2 piętrowe budynki. Na ulicach panował umiarkowany ruch. Zauważyliście dużą ilość warsztatów rzemieślniczych po drodze. Droga, którą szliście była wypełniona kamieniami. Na ulicach nie spotkaliście żadnego przedstawiciela innej rasy niż ludzkiej. Zbliżaliście się powoli w pobliże rynku.
Grung Hrungnorsson
Cahir z Mlek'ien
Starszy strażnik widząc, że oboje zignorowaliście Aelfrica zatrzymał was przed bramą.
- Radzę wam jednak iść do tej kaplicy, albo sam was tam doprowadzę z uszczerbkiem na waszym zdrowiu - powiedział poważnym tonem, jakby słyszał waszą rozmowę.
Młodszy ze strażników ponownie czuł się zakłopotany, nie wiedząc co się dzieje. Obserwował całą sytuację, nerwowo trzymając rękę na rękojeści miecza.
Knit Prodt
Arthur Vengard
Shilard Fitz-Oesterlen
Mężczyzna przysłuchiwał się całej rozmowie z coraz większym uśmiechem na twarzy. W końcu, zauważając wzrok Knita odparł z uśmiechem:
- No tak jaskinia, to może nie jest królewska sypialnia, ale to było najlepsze rozwiązanie: z dala od cywilizacji i do tego tanie! - wtedy spojrzał na Shilarda i dodał - Nie ma sensu gonić tamtych, bo mają swoje zadanie. I uprzedzam pytanie: tak, wiem co macie zrobić i nie, nie pójdę z wami. A wracając, mam na imię Carnik.
Wtedy przerwał na moment i rozejrzał się po karczmie. Cały czas uśmiechnięty i ruchliwy. Skończywszy obchód wzrokowy po karczmie, dodał:
- To od czego by tu zacząć... Od razu przejść do rzeczy, czy może macie jakieś pytania? Tylko błagam nie pytajcie o rzeczy, których sami musicie się prędzej czy później dowiedzieć, typu co oznaczał wasz sen.
Kiełbasa nie zalatywała jadem kiełbasianym, więc ją zjadłeś.