Forum Tawerny Four Ways

Rozmowy Różne => Dyskusje kulturalne i naukowe => Wątek zaczęty przez: beanshee w Września 11, 2014, 20:18:38

Tytuł: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 11, 2014, 20:18:38
Za to w 44 było jak u Kononowicza- nie było niczego. Ani samolotów, ani wojsk pancernych, ani artylerii. Nawet broni ręcznej jak na lekarstwo. To była chyba najgorsza decyzja militarna w naszej historii.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 11, 2014, 23:03:26
Powstanie z pewnych przyczyn musiało wybuchnąć. Ale, było beznadziejnie przeprowadzone. Mieliśmy przewagę liczebną. Atak w nocy równoważyłby przewagę broni, znajomością terenu. Atak nad ranem, mógłby za to, wydłużyć pierwszy dzień. Koło 12, moglibyśmy kontrolować sporą część miasta, a wtedy pomoc ludności mogłaby być nieoceniona. Nie, nie chodziłoby tu o budowę barykad na dalsze walki.
Nie rozumiem tej 17. Kompletnie. Przecież, to dawało do zmierzchu 5-6 godzin. To taki mit narodowy, że 1 sierpnia był sukces. Nie, 1 sierpnia przesądził o wszystkim. To była klęska. Tego dnia przegraliśmy, bo ten dzień poszedł nam źle. 

1 sierpnia o godz. 17.00 jednostki Okręgu Warszawskiego AK oraz oddziały dyspozycyjne KG AK zaatakowały niemieckie obiekty we wszystkich dzielnicach okupowanej Warszawy. Położenie wyjściowe powstańców było niezwykle trudne. Na skutek decyzji dowództwa AK o skróceniu czasu mobilizacji do 12 godzin, wielu żołnierzy nie zdołało dotrzeć na czas na miejsca zbiórki[97]. W Śródmieściu, gdzie stawiennictwo było stosunkowo najwyższe, do oddziałów dotarło nieco ponad 60 procent żołnierzy. W dzielnicach peryferyjnych (m.in. na Woli i Pradze) stawiło się zaledwie ok. 40 procent żołnierzy[98]. Z tego samego powodu tylko 40 procent magazynowanej broni zdołano dostarczyć na czas do oddziałów bojowych. W rezultacie 1 sierpnia do walki stanęło zaledwie od 1500 do 3500 uzbrojonych żołnierzy AK (nie licząc kilkunastu tysięcy nieuzbrojonych powstańców, stanowiących siłą rzeczy rezerwę kadrową)[64]. Polskie oddziały były pozbawione ciężkiej broni, bez której szturmowanie silnie umocnionych obiektów było niezwykle trudne. Powstańcy nadmiernie rozproszyli swoje siły, atakując zbyt wiele celów jednocześnie. Ponadto podjęta w ostatniej chwili decyzja o zmianie siedziby KG AK spowodowała, że rozdzieleniu uległo podległe jej najsilniejsze zgrupowanie AK (Kedyw wraz z Komendą przeszedł na Wolę, podczas gdy pułk „Baszta” pozostał na Mokotowie)[99]. Nie udało się także uzyskać efektu zaskoczenia, gdyż niemieckie dowództwo, zaalarmowane meldunkami konfidentów, już o godz. 16.30 zarządziło alarm dla garnizonu warszawskiego i wszystkich Niemców pozostających w Warszawie[100].  -Wikipedia. Podobne dane, znalazłem w książeczce na ten temat.




Co śmieszne, we wrześniu 1939, mieliśmy ten sam problem! Przez nadmierne, mobilizowanie i demobilizowanie, spora część ludzi nie spieszyła się na mobilizacje jak się okazało ostatnią.
 
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 12, 2014, 18:18:35
Warder- powstanie nie mogło wybuchnąć. Zarówno ze względów politycznych jak i militarnych. Politycznych- bo AK doskonale wiedziało o wrogości Stalina. Wiedzieli jak zakończyła się akcja Ostra Brama. Liczenie na pomoc Stalina było naiwnością. Liczenie na aliantów było jeszcze większą naiwnością.
Militarnie- może i mieli przewagę w ludziach w pierwszych dniach. Ale na pewno nie w sprzęcie. Brakowało praktycznie wszystkiego- broni krótkiej, karabinów, pm-ów nie mówiąc o km-ach i broni p-panc. Co z tego, że powstańców było więcej, skoro nie mieli czym walczyć? W pierwszych dniach powstania nie udało się zająć żadnego obiektu o znaczeniu strategicznym. Kontynuowanie walki mimo tego to też była tragedia i niepotrzebny rozlew krwi.
Oktawian, pomysł z mostami pontonowymi jest o tyle genialny, że nie potrzeba do nich wozów, koni ani dróg. Jak w Krakowie Jagielle zmajstrowali ten most, to on sam sobie potem spłynął Wisłą aż do Czerwińska.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 12, 2014, 19:22:30
Warder- powstanie nie mogło wybuchnąć. Zarówno ze względów politycznych jak i militarnych. Politycznych- bo AK doskonale wiedziało o wrogości Stalina. Wiedzieli jak zakończyła się akcja Ostra Brama. Liczenie na pomoc Stalina było naiwnością. Liczenie na aliantów było jeszcze większą naiwnością.
Militarnie- może i mieli przewagę w ludziach w pierwszych dniach. Ale na pewno nie w sprzęcie. Brakowało praktycznie wszystkiego- broni krótkiej, karabinów, pm-ów nie mówiąc o km-ach i broni p-panc. Co z tego, że powstańców było więcej, skoro nie mieli czym walczyć? W pierwszych dniach powstania nie udało się zająć żadnego obiektu o znaczeniu strategicznym. Kontynuowanie walki mimo tego to też była tragedia i niepotrzebny rozlew krwi.
Po pierwsze, wkurza mnie ciągłe powtarzanie ze powstańcy liczyli na pomoc Stalina, to zwykłe, podłe kłamstwo nie poparte faktami.
Wręcz przeciwnie, jednym z celów powstania było uniknięcie "pomocy" Stalina. „Bór”Komorowski oficjalnie uznawał że "zawdzięczanie uwolnienia Warszawy przez Rosję byłoby zrezygnowaniem z niepodległości i poddaniem się Rosji".

Po drugie, w kwestii rozlewu krwi, krytycy powstania bardzo dogodnie ignorują fakty, ze istniały rozkazy o przekształceniu Warszawy w "Festung Warschau" i o zrównaniu jej z ziemią „domy podludzi (Polaków) winny zniknąć z powierzchni ziemi, a milionowe miasto Warszawa ma się zmniejszyć”(rozkaz Himmlera z 16 lutego 1943), nie ma żadnego dowodu ze powstanie w jakikolwiek sposób wpłynęło na potencjalne straty!!!.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 12, 2014, 19:38:15
Tak jak i nie ma dowodu, że Niemcy wymordowaliby jakieś ćwierć miliona ludzi.
Warszawa została włączona do akcji "Burza" a ta zakładała współpracę z armią czerwoną. Liczenie, że uda się Niemców wyprzeć bez udziału sowietów było jeszcze większą naiwnością.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 12, 2014, 21:04:30
Tak jak i nie ma dowodu, że Niemcy wymordowaliby jakieś ćwierć miliona ludzi.
Bzdura. Najlepszy przykład to Festung Breslau.
Warszawa została włączona do akcji "Burza" a ta zakładała współpracę z armią czerwoną. Liczenie, że uda się Niemców wyprzeć bez udziału sowietów było jeszcze większą naiwnością.
Po pierwsze. "Burza" zakładała współpracę z armią czerwoną "w miarę naszych sił i interesów państwowych".
Po drugie.  Kolejne kłamstwo. Warszawa w planie „Burza” nie była przewidywana jako teren działań wojskowych z powodu bezpieczeństwa ludności i zgromadzonych dóbr kultury narodowej.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 12, 2014, 21:10:57
Wrocław był miastem niemieckim, to wiele zmienia. Bardziej prawdopodobne jest to, co stało się z Krakowem.
Skoro zarzucasz mi kłamstwo to czekam na Twoje argumenty dowodzące, że w akcji Burza nie było ani słowa o współpracy z Sowietami.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 12, 2014, 21:15:19
Wrocław był miastem niemieckim, to wiele zmienia.
Niby dlaczego. Skoro zginęło 170tys niemieckich cywilów, to  250tys "podludzi" by przeżyło, co najmniej naiwne myślenie.
Skoro zarzucasz mi kłamstwo to czekam na Twoje argumenty dowodzące, że w akcji Burza nie było ani słowa o współpracy z Sowietami.
A co to ma wspólnego.

Tak jak pisałem akcja Burza w założeniach nie obejmowała Warszawy, choćby dlatego, że znajdowała się na terenie, co do którego ZSRR nie rościł sobie żadnych praw. Ujawnienie się w lipcu 1944 komunistycznego rządu PKWN zmieniło sytuacje diametralnie (swoją drogą kolejny zgrabnie omijany fakt).

Celem akcji „Burza” miało być pobicie wycofujących się Niemców i przyjmowanie wkraczającej armii czerwonej przez AK w charakterze gospodarza obok legalnej polskiej administracji. Gdzie tu mowa o czekaniu na pomoc?

BTW. Nie zarzucam kłamstwa tobie bezpośrednio, pisze o kłamstwach propagandy anty-powstaniowej.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 13, 2014, 16:37:02
Uważam, że skoro zaczęła się poważna dyskusja, to należy poprzednie tematy zawiesić, aż tutaj skończy się temat powstania. Tak z szacunku, ale też żeby nie robić z siebie ciężkiego idioty.

Ten temat będzie zawsze kontrowersyjny, bo ciężko o jednoznaczną ocenę. Z jednej strony rozumiem ludzi których drażni celebrowanie kl eski - ale myślę, że to jednak zła perspektywa. Nie chodzi o to, że upamiętniamy porażkę, ale o pamięć ludzi, którzy stali się ofiarami tragedii. Tak to odbieram. Trzeba przyznać, że to o czym mówimy gdy zastanawiamy się nad sensownością tego zrywu, nad tym co ci ludzie utracili - to nie była normalność. Niezależnie od dokumentów, planów, przesiedleń itp. - zwykły szary dzień w okupowanej Warszawie, jak i w innych miastach Polski - to były warunki poniżej jakichkolwiek norm. Przecież ci ludzi patrzyli na likwidację getta, na łąpanki i rozstrzeliwania na terror na każdym kroku. Swoją drogą przy okazji o festungach wychodzi na to, że nie bierzemy pod uwagę poznańskiej Cytadeli - czyli twierdzy którą Rosjanie szturmowali. Zmierzam do tego, że to co wyrabiano tam z ludźmi i w innych umocnionych punktach w Poznaniu i w całej Polsce, bo ani Poznań, Warszawa, czy Wrocław, nie były dla hitlerowców czymś wyjątkowym - no to jest ta normalność, którą stracono w czasie powstania. Można zrozumieć, że ci ludzie chcieli chwycić za broń.

Z drugiej strony nie widzę, jednak nic złego w rozliczeniu się z błędów, zwłaszcza tych, których dało się uniknąć. I to jest jak najbardziej zdrowe podejście i nie świadczy o braku szacunku, a wręcz przeciwnie. W książeczce z serii Osprey - którą widzę lubicie, znalazłem informację, że żołnierze Armii Czerwonej nie byli wstanie pomóc powstańcom, bo byli nieprzegrupowani, nie osiągnęli jeszcze zdolności bojowej. To nie jest radziecka propaganda. Też uważam, że ciężko jest winić Stalina za ofiary powstania. Jednak aliantów, już moim zdaniem można pociągnąć do odpowiedzialności, jak i Rząd londyński. Jeśli nie udało się wygrać, to kto ponosi winę za porażkę? Można stawiać takie pytania - nie ma dla mnie w tym nic co mogłoby świadczyć o braku szacunku. Tak to rozumiem. Dla mnie najbardziej kontrowersyjną w tym temacie jest sprawa dzieci.
Nie umiem ani tego jednoznacznie potępić, ani obronić, tak strasznej decyzji - ale wiem, że te dzieci które walczyły na wojnie wyrastały potem na normalnych ludzi. Dziwnie się potem sucha, jak my mamy ciężko i jakie to złe warunki sprawiły, że Miecio, czy Krzysio jest mordercą, albo jakie to czynniki zewnętrzne sprawiają, że rośnie agresja, czy problemy społeczne, że mamy biedę itp.
No dobra z mojej strony to tyle - tak już na poważnie.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 13, 2014, 17:02:48
Powstanie w getcie i Warszawskie wiele się nie różnią, jeśli się wczytać, to żydzi byli o tyle mądrzejsi, że zdawali sobie sprawę z tego, że wybierają tylko sposób śmierci. U nas problem tkwił w tym, że wódz nie miał jaj, w mieście było za dużo cywilów, nie wiadomo czy Okulicki nie działał bardziej ze strachu, że Rosjanie wkroczą i znowu go "przesłuchają" czy dla dobra Polski a może był jakimś szpiclem. Za dużo moim zdaniem, głupich błędów AK które do tej pory działało bardzo skutecznie, by skreślić możliwość, że ktoś w sztabie sabotował.
Powstanie było wielką klęską, zawsze byłem jego przeciwnikiem, ale teraz zacząłem się zastanawiać, czy nie był to tylko sposób umierania? W końcu, kilka dni przed powstaniem olano Niemiecki pobór do budowy umocnień. Możliwe, że powstanie i tak by wybuchło ale w gorszych okolicznościach, gdy Niemcy zaczęli by wywozić ludzi z miasta. Siłą. I AK zdecydowałoby się na obronę.
Dalej, pierwszy dzień powstania był paskudnie zorganizowany.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 13, 2014, 17:37:07
Z drugiej strony nie widzę, jednak nic złego w rozliczeniu się z błędów, zwłaszcza tych, których dało się uniknąć. I to jest jak najbardziej zdrowe podejście i nie świadczy o braku szacunku, a wręcz przeciwnie.
Oczywiście, nikt temu nie przeczy, błędów było wiele i sporej cześć można było uniknąć.

Problem w tym ze obok racjonalnej krytyki powstania, istnieje również ta irracjonalna oparta na fałszu i niedomówieniach. 
Podstawowym są niepoparte faktami twierdzenia ze powstańcy oczekiwali pomocy sowietów , podczas gdy jednym z oficjalnych celów powstania było uniknięcie "pomocy" Stalina.
Można dyskutować czy wstrzymanie frontu (efektywnie na kilka miesięcy) było mniej czy bardziej celowe, albo czy nieudostępnienie lotnisk aliantom zachodnim wpłynęło na jego wynik, ale fałszem jest twierdzenie ze skoro Stalin powstaniu nie pomógł, to znaczy ze powstańcy tej pomocy oczekiwali.

Innym fałszem jest emocjonalne podkreślanie ilości ofiar powstania, podczas gdy ostateczna liczba była zaledwie ułamkiem strat wojennych w Warszawie i niewiele odbiegła od średniej miesięcznej dla okupowanej Polski.
Pomija się ze w okupowanej Warszawie, przed powstaniem cywile również ginęli tysiącami, a lista wykroczeń karanych śmiercią była absurdalnie długa.

Dogodne ignorowanie rozkazów (udokumentowanych) o stworzeniu "Festung Warschau" i zrównaniu Warszawy z ziemią również nie jest uczciwe.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 13, 2014, 17:53:23
Nie uczciwe, jest też, wmawianie, że z powstania powinniśmy być dumni. To robienie wody, a nawet penisa z mózgu, kolejnym pokoleniom. Sorry, chcesz to bądź dumny nawet z rozbiorów, ale mojej rodziny w to nie mieszajcie przez indoktrynację w szkolę.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 13, 2014, 18:03:21
Waldzios, przeczytaj sobie rozkaz nr. 126 dot. akcji "burza". Wyraźnie jest tam napisane, że AK w miarę możliwości ma współpracować z Armią Czerwoną. Tak się zresztą działo- np. operacja "Ostra Brama"- nie udałoby się zająć Wilna bez Sowietów.
No i spójrz na ten Kraków- miasto ucierpiało w nieznacznym stopniu, liczba zabitych cywilów też była dużo niższa niż we Wrocławiu czy Warszawie.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 13, 2014, 18:21:26
Waldzios, przeczytaj sobie rozkaz nr. 126 dot. akcji "burza". Wyraźnie jest tam napisane, że AK w miarę możliwości ma współpracować z Armią Czerwoną. Tak się zresztą działo- np. operacja "Ostra Brama"- nie udałoby się zająć Wilna bez Sowietów.
Powtarzam po raz kolejny, "współpracować w miarę naszych sił i interesów państwowych", to nie to samo co "czekać na pomoc Stalina"  !!!

Bór twierdził ze "zawdzięczanie uwolnienia Warszawy przez Rosję byłoby zrezygnowaniem z niepodległości i poddaniem się Rosji", ale niektórzy krytycy sprawiają wrażenie jakby czytali "kochany Stalin nas uratuje".
No i spójrz na ten Kraków- miasto ucierpiało w nieznacznym stopniu, liczba zabitych cywilów też była dużo niższa niż we Wrocławiu czy Warszawie.
Oczywiście brak rozkazu o przekształceniu Krakowa w twierdze, ani planów zrównania go ziemia nie ma żadnego znaczenia??

Już 15 lipca 1940, istniał tak zwany „Plan Pabsta” który zakładał, iż populacja Warszawy zostanie zmniejszona do poziomu 130 000 mieszkańców, a powierzchnia do 15 kilometrów kwadratowych.
(click to show/hide)

Himmler z 16 lutego 1943: „domy podludzi (Polaków) winny zniknąć z powierzchni ziemi, a milionowe miasto Warszawa ma się zmniejszyć”

Adolf Hitler 6 lutego 1944:  „Warszawa musi zostać zburzona, gdy tylko nadarzy się ku temu sposobność”
Nie uczciwe, jest też, wmawianie, że z powstania powinniśmy być dumni. To robienie wody, a nawet penisa z mózgu, kolejnym pokoleniom. Sorry, chcesz to bądź dumny nawet z rozbiorów, ale mojej rodziny w to nie mieszajcie przez indoktrynację w szkolę.
A czy ja na litość boską pisałem coś o dumie, możesz nie być dumny z powstania, możesz nawet nim pogardzać, twoja sprawa, żyjemy w wolnym kraju, ale nie daje to nikomu prawa do powtarzania oszczerstw.

Twierdzisz ze nie jesteś zindoktrynowany, ale czy na przykład próbowałeś szukać danych o ilość ofiar w Warszawie w czasie wojny i porównywać to z powstaniem, albo chociaż z ilością ofiar w Polsce?  Może szukałeś materiałów źródłowych, ewentualnie rozmawiałeś z powstańcami/ czytałeś wspomnienia?
Jeśli nie, to mam wątpliwości kto tu jest zindoktrynowany...
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 13, 2014, 18:45:19
Ależ ta pomoc była oczekiwana. Spodziewano się, że 3, góra 4 sierpnia Armia Czerwona włączy się do walki. Zresztą, nawet Mikołajczyk przebywający wtedy w Moskwie prosił Stalina o pomoc dla powstania.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 13, 2014, 19:08:20
Gdyby, nie uwzględniano Rosjan, powstanie zaczęłoby się wcześniej. Kilka dni wcześniej, spójrz, że olanie rozkazu Fishera było jednoznacznym aktem tego, że Polacy mają go w nosie, bo zaraz go nie będzie. Powstanie, można było spokojnie zacząć wtedy. Może z lepszym afektem, bo Niemcy podbili prawie całą Europę, nie byli retardami. Po 28, wiedzieli, co się święci w 100%.
Czekaliśmy na wieści o ruskich.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 13, 2014, 19:31:14
Ależ ta pomoc była oczekiwana. Spodziewano się, że 3, góra 4 sierpnia Armia Czerwona włączy się do walki. Zresztą, nawet Mikołajczyk przebywający wtedy w Moskwie prosił Stalina o pomoc dla powstania.
Dlaczego utożsamiasz wkroczenie Rosjan z pomocą??.
Zakładano ze Rosjanie tak czy inaczej do Warszawy wejdą, to wydawało się oczywiste, chodziło o stworzenie dogodnej sytuacji dla AK w momencie wkroczenia Rosjan "myśmy co do Rosji nie mieli żadnych złudzeń, ale nie chcieliśmy się biernie przypatrywać wypadkom".

Gen. Bór-Komorowski, Wiadomości nr 39, Londyn 1971, fragmenty:

O Rosjanach:

- Czy uważał Pan Generał to za pewne, że Rosjanie wejdą do Warszawy?
Tak, uważaliśmy to za pewnik. Były wszelkie dane, że wejdą. O ile na wojnie może być coś pewnego.

- Na jak długo Pan Generał planował walkę?
Przypuszczaliśmy, że walka potrwa maksimum siedem dni, że trzeciego, czwartego dnia powstania Rosjanie wejdą do Warszawy.

- Jak przed 1 sierpnia 1944 r. widział Pan Generał zachowanie się AK po wejściu Rosjan do Warszawy?
Mówił o tym mój rozkaz z 12 września wydany po rozpoczęciu się sowieckiego natarcia na Pragę, zabraniający rozbierania barykad, dopóki nie wyjaśni się stosunek Rosjan do nas.

- Czy Pan Generał przewidywał stawianie oporu Rosjanom, gdyby zachowali się agresywnie?
Przewidywaliśmy walkę na wypadek gwałtu. Zastanawialiśmy się nawet, w jakim rejonie to uczynić. Ostatnio myśleliśmy skupić oddziały na północ od Hożej w rejonie Lwowskiej itd. Nie dalibyśmy się rozbroić bez walki.


O akcji "burza":

- Czy doświadczenia z Wołynia, Wilna itd. nie były wystarczające?
Gros wiadomości o "Burzy" pochodziło z terenów na wschód od Bugu. Obszary te to były nasze ziemie wschodnie, które Rosja uważała za swoje. Nie wiedzieliśmy jak będzie po zachodniej stronie Bugu. Wydawało się nam, że nie ma rosyjskich zarządzeń centralnych określających stosunek Rosjan do AK i że w rzeczywistości stosunek był różny. Na przykład w Lubelszczyźnie Rosjanie dawali broń naszym oddziałom.

- Jaki wpływ na decyzję wywołania powstania miało utworzenie PKWN?
To było potwierdzenie rosyjskich tendencji. A więc umocnienie argumentu, że Rosja musi się wreszcie zdecydować - natrafiwszy na Warszawę zajętą przez AK. Myśmy co do Rosji nie mieli żadnych złudzeń, ale nie chcieliśmy się biernie przypatrywać wypadkom. Wiadomość o utworzeniu PKWN doszła do nas 23 lipca.

- A jaki wpływ na decyzję wywarły sowieckie apele nawołujące Warszawę do walki?
Apele te były li tylko potwierdzeniem naszych przypuszczeń, że celem sowieckiego uderzenia jest opanowanie Warszawy.

Gdyby, nie uwzględniano Rosjan, powstanie zaczęłoby się wcześniej. Kilka dni wcześniej, spójrz, że olanie rozkazu Fishera było jednoznacznym aktem tego, że Polacy mają go w nosie, bo zaraz go nie będzie. Powstanie, można było spokojnie zacząć wtedy. Może z lepszym afektem, bo Niemcy podbili prawie całą Europę, nie byli retardami. Po 28, wiedzieli, co się święci w 100%.
Czekaliśmy na wieści o ruskich.
Oczywiście ze uwzględniano Rosjan, nie dało się nie uwzględnić Rosjan. Ruscy byli podstawą planu. Rychłe wkroczenie Rosjan uważano za fakt, co nie znaczy ze ktokolwiek łudził się ze to "pomoc".
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 13, 2014, 19:40:51
Oczywiście że liczono na pomoc, taką jak w Wilnie chociażby. A że potem ruskie robili czystki to już inna sprawa.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 13, 2014, 19:54:39
Oczywiście że liczono na pomoc, taką jak w Wilnie chociażby. A że potem ruskie robili czystki to już inna sprawa.
"pomoc - działanie podjęte dla dobra innej osoby"- słownik języka polskiego;
W przypadku Wileńszczyzny z trudem można mówić o współpracy, na pewno nie można nazwać tego pomocą.
Naprawdę uważasz ze AK-owcy byli tak naiwni ze uważali ze Sowieci zrobią cokolwiek dla ich dobra?

"Wobec wkraczającej na ziemie nasze regularnej armii rosyjskiej wystąpić w roli gospodarza. Należy dążyć do tego, aby naprzeciw wkraczającym oddziałom sowieckim wyszedł polski dowódca mający za sobą bój z Niemcami i wskutek tego najlepsze prawo gospodarza. Miejscowy dowódca polski winien się zgłosić wraz z mającym się ujawnić przedstawicielem cywilnej władzy administracyjnej u dowódcy oddziałów sowieckich i stosować się do jego życzeń". Tadeusz Komorowski "Bór" 20 listopada 1943 roku

Wkraczanie Rosjan było faktem, działania AK były reakcją na ten fakt, stanowiły alternatywę dla biernego przypatrywania się wypadkom, mówienie w tym kontekście o "pomocy" jest moim zdaniem mocno niewłaściwe.
Nie "liczono na pomoc", tylko uprzedzano rosyjskie działania, to podstawowa różnica.

Wracając do powstania, różnica miedzy naszymi poglądami wygląda tak:
- ty twierdzisz "powstańcy liczyli na pomoc Rosjan";
- ja uważam ze "powstańcy liczyli ze Rosjanie zachowają się w przewidywalny sposób";
drobna, ale podstawowa różnica.

BTW.  Nie jestem gloryfikatorem powstania, po prostu uważam ze powstańcy zasługują na sprawiedliwość w pewnych kwestiach.
 
Zgódźmy się, ze się nie zgadzamy i wróćmy do tematu, powoli zaczynał się robić zabawny...
Zreszta, nikt mi nie odpowiedział na pytanie czemu kłody, a nie dwutonowe głazy?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 14, 2014, 00:05:35
Inną definicją pomocy jest po prostu wsparcie. A na wsparcie sowietów na pewno czekano. Bo nie wierzę, żeby dowództwo powstania było aż tak nieudolne że liczyło na wyzwolenie Warszawy własnymi siłami.
Oczywiście Rosjanie zachowali się w przewidywalny sposób. Dlatego uważam, że sama decyzja o rozpoczęciu powstania była najgorszą, jaką można było wtedy podjąć.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 14, 2014, 00:44:28
Nie uważasz ze to taka trochę bardziej rosyjska definicja ;), ja wolę tą słownikową :P.
Ze wsparciem tez nie do końca się zgadzam, mimo ze "wsparcie Stalina" brzmi nieco inaczej niż "pomoc Stalina".

Oczywiście ze czekano "Tak, uważaliśmy to za pewnik. Były wszelkie dane, że wejdą.", takie było założenie planu. Nikt temu nie przeczy. Problem w tym ze zgranie działań z zakładanym terminem wejścia sowietów nie oznacza od razu sowieckiej pomocy czy współpracy, ot synchronizacja działań.

Szczerze jaką decyzje według ciebie należało podjąć?  i co by to zmieniło ?.
Według wszelkich danych sowieci byli od 3 dni od Warszawy, a AL było gotowe zorganizować własne powstanie, załóżmy ze Bór miał proroczy sen, załóżmy nawet ze AL zrezygnowało, a sowiecki front rzeczywiście musiał się zatrzymać, minęło kilka dodatkowych miesięcy, w Warszawie zginęło kolejne kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy cywili, a Sowieci ruszyli dopiero za pół roku, naprawdę uważasz ze mimo zapowiedzi wszystkich ważniejszych przywódców Niemieckich Warszawę oddano by sowietom bez walki, ze nie ufortyfikowano by miasta, ze liczba ofiar była by mniejsza?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 14, 2014, 02:01:25
To definicja ze Słownika Języka Polskiego, wydanie PWN :)
Uważam, że należało prowadzić dalszą walkę typowo partyzancką. Nawet nie w samej Warszawie, co na tyłach frontu. Paraliżować niemieckie transporty, rozbijać posterunki, nękać wycofujące się oddziały.
Liczba ofiar mogłaby być mniejsza. Zwłaszcza że Niemcy w Warszawie w ostatnich dniach lipca byli w fatalnym stanie. Administracja wiała gdzie popadnie, w mieście było niewiele wojska w dodatku o złamanym morale. Tak naprawdę powstanie było prezentem i dla Stalina i dla Hitlera. No i przedłużyło wojnę o ładnych parę miesięcy.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 14, 2014, 02:21:58
To definicja ze Słownika Języka Polskiego, wydanie PWN :)
Według sjp wsparcie to "pomoc udzielona komuś, zwłaszcza pomoc materialna", czyli wracamy do punktu wyjścia :).
Poza tym wsparcie w sensie pomoc, i wsparcie jako termin militarny "działania bojowe mające na celu wzmocnienie głównego ataku; też: oddziały bojowe prowadzące takie działania" to są różne znaczenia :P.
Zwłaszcza że Niemcy w Warszawie w ostatnich dniach lipca byli w fatalnym stanie. Administracja wiała gdzie popadnie, w mieście było niewiele wojska w dodatku o złamanym morale.
To raczej brzmi jak argument za powstaniem :).
Tak naprawdę powstanie było prezentem i dla Stalina i dla Hitlera. No i przedłużyło wojnę o ładnych parę miesięcy.
Pytanie jak wyglądała by Europa zachodnia bez tych paru miesięcy. Bez berlina zachodniego, możliwe ze bez zachodnich Niemiec, nieprzyjemna perspektywa.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 14, 2014, 02:36:55
Ja mam taką definicję: 1. działanie zmierzające do poprawienia czyjejś sytuacji, wsparcie;
To byłby argument za powstaniem pod jednym warunkiem- gdybyśmy mieli czym walczyć. Pokonanie nawet słabego wroga bez artylerii, broni p-panc z niedostatkiem ckm-ów, jest praktycznie niemożliwe. Czytałam niedawno wspomnienia jednego z powstańców. Jego pluton dostał rozkaz zajęcia lotniska bielańskiego. I to pomimo tego, że wyposażeni byli jedynie w kilka granatów i pistoletów. Samobójstwo.
Nawet gdy powstanie już się zaczęło można było jeszcze uratować tyle ile się da. Gdy było już pewne, że Sowieci nie wkroczą a w Warszawie nie udało się osiągnąć żadnego z celów strategicznych należało przerwać tę rzeź. Przebijać się do Kampinosu i tam podjąć dalszą walkę partyzancką.
Jakby wyglądała Europa? Któż to wie. Ale Churchill raczej nie dałby Stalinowi zbyt dużych wpływów w Europie.To by było zbyt wielkim zagrożeniem dla Brytanii. Wiem za to, że Polska wyglądałaby o niebo lepiej. Ci, którzy zginęli to byli najlepsi z najlepszych. Bezcenne, nowe elity kraju. Dobrze wykształcone jeszcze przed wojną.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 14, 2014, 03:36:51
Ja mam taką definicję: 1. działanie zmierzające do poprawienia czyjejś sytuacji, wsparcie;
Dla ścisłości ta definicja pochodzi ze słownika SJP.PL ("Redakcją słownika zajmują się hobbyści.")
Łatwo go pomylić z sjp.pwn.pl ("Wydawnictwo Naukowe PWN")
Ale nie chwytajmy się za słówka bo to bez sensu i do niczego nie prowadzi.
To byłby argument za powstaniem pod jednym warunkiem- gdybyśmy mieli czym walczyć. Pokonanie nawet słabego wroga bez artylerii, broni p-panc z niedostatkiem ckm-ów, jest praktycznie niemożliwe. Czytałam niedawno wspomnienia jednego z powstańców. Jego pluton dostał rozkaz zajęcia lotniska bielańskiego. I to pomimo tego, że wyposażeni byli jedynie w kilka granatów i pistoletów. Samobójstwo.
Pomijasz całkowicie kontekst.
Warszawa z miasta liczącego 1.3mln mieszkańców, skurczyła się do kilkuset tysięcy, ludzie ginęli tysiącami, liczba ofiar stale rosła. Dodatkowo w lipcu po ogłoszeniu PKWN rosyjskie plany stały się jasne.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwał od Rosjan pomocy (ani wsparcia). Sytuacja była tragiczna.
Piszesz jakby powstańcy wybierali miedzy walką a sielanką, mogli walczyć albo dać się wymordować, innego wyjścia nie było.
Nie było magicznej teleportacji do czasów współczesnych, ci którzy przeżyli powstanie musieli jeszcze przetrwać resztę wojny i represje stalinowskie.
Wiem za to, że Polska wyglądałaby o niebo lepiej. Ci, którzy zginęli to byli najlepsi z najlepszych. Bezcenne, nowe elity kraju. Dobrze wykształcone jeszcze przed wojną.
Dla mnie to myślenie życzeniowe, jestem przekonany ze Warszawa skończyła by zburzona tak czy inaczej.
Istnieje cała masa dokumentów/rozkazów które krytycy powstania ignorują.
Warszawa była skazana już w 1940r („Plan Pabsta” ), większość ludności miasta została wymordowana zanim wybuchło powstanie (~700tys ludzi).
Gdyby powstanie nie wybuchło, a front mimo to się zatrzymał, to przy rosnącym tempie egzekucji i mordów, po pół roku straty mogły przekroczyć te z powstania.
Rzeczywiście szanse na sukces powstania były nikłe, nawet powstańcy to przyznawali, niestety alternatywą dla powstania nie było życie, tylko bierne przypatrywanie się wypadkom.
Poza tym naprawdę się łudzisz ze gdyby nie powstanie Stalin pozwolił by przeżyć tym "bezcennym, nowym elitom kraju", dodatkowe kilka tys ofiar to dla niego jak splunąć.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 14, 2014, 03:46:45
Część z nich miałaby szanse przeżyć. I walczyć dalej. Każdy wielki teoretyk wojny, od Sun Tzu po von Moltkego tłukł swoim adeptom do głowy zasadę, że lepiej poczekać niż atakować za wszelką cenę w walce skazanej na porażkę. Ba, von Clausewitz radził nawet, żeby czekać do momentu aż zwycięstwo będzie pewne.
Zdaję sobie sprawę, że życie w Warszawie sielanką nie było. Ale powstańcy zostali zaprowadzeni jak barany na rzeź. Budynki można odbudować, pola obsadzić na nowo, ale żołnierzy nie da się odzyskać. Dlatego należy nimi dowodzić z najwyższą ostrożnością.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: sir Luca w Września 14, 2014, 14:09:08
Pozwolicie, że wstawię tu obszerny cytat zawierający wypowiedzi pana Davies'a, z którymi w zupełności się zgadzam, może trochę pomoże wam w dyskusji;-)

(click to show/hide)
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 14, 2014, 14:16:12
     Gryzie mnie ten rząd w Londynie. Moim zdaniem, to, że grom ważnych decyzji podejmowano w salonach, gdzie sytuacje okupowanego kraju znano z opowiadań, było złe. Decyzje powinny być podejmowane wyłącznie w Polsce, przez wojskowych tutejszych. Czasem mam wrażenie, że Londyńczycy bali się tego, że gdyby wojna zakończyła się dla nas pomyślnie, do władzy doszedłby jakiś rodzimy Tito, spychając tych wszystkich Mikołajczyków na daleki plan.
   Główny błąd Luco, tych założeń to dla mnie takie nagminne mieszanie polityki i wojska. O tym, że w sferze wojskowej decyzje podejmuje się tylko w odniesieniu do wojskowości i możliwości a nie polityki, świadczy milion przykładów. Choćby Napoleon, tak dobierał marszałków, bojąc się o swoją sławę i pozycję we Francji, że potem gdy przyszło co do czego Ci ludzie dostawali ogromny wpiernicz. Ney był wierny (Ale też lekkomyślny, i podatny na wpływ otoczenia) ale co z tego, skoro w większości kampanii odznaczał się jako człowiek średnich zdolności. Świetnie dowodził żołnierzami na polu, tam gdzie trzeba im było widoku wodza który, spokojnie przeżuwa tytoń koło ruskiej reduty, tam właśnie był Ney. I Ney wtedy pod Borodino był wielki! Tam gdzie trzeba było, człowieka który gdy żołnierze uciekają i rzucają broń, ten ją podniesie i sam będzie strzelał do kozaków też był Ney. Ney, świetnie dowodził, żołnierzami, nie znał strachu. Ale jak się okazało dowodzić żołnierzami a korpusami to dwie inne rzeczy. To Neyowi powierzał zaś cesarz najważniejsze sprawy, bo posłać Davouta by zajął Berlin był strach, czy aby we Francji nie powiedzą, że ojczyznę uratował Cesarz czy ktoś inny.
Po Austerlitz i Jeną, Cesarz bał się tego, że Davout odnosił sukcesy większe niż Napoleon. Gdyby myślał tylko w kategoriach wojskowych, to by posłał go do Hiszpanii i nie umieścił swojego brata nad nim w Rosji (tego faktu, nie jestem pewien). Gdyby powstańcy myśleli w kategoriach tylko wojskowych, to albo postawiliby sobie cel, zdobyć miasto, albo nie wszczynać powstania w takiej formie.


   Waldzios, ustalmy pewne fakty. Bo dyskusja trwa o to jak nazwać, oczekiwanie Komorowskiego i powstańców, że Rosjanie wkroczą. To jest pomoc, bo ktoś by nas wsparł. To, że potem nie wiadomo jakby się potoczyły wypadki, nie oznacza, że nie atakowalibyśmy wspólnie Niemców. Jeśli Stalin chciałby nas wesprzeć, użyłby artylerii i lotnictwa, nie musiałby słać wojsk. To chyba na tego typu wsparcie liczyli powstańcy. Byłoby to w interesie Rosjan, bo zamiana wielkiego miasta, w wielką twierdzę mogłaby kosztować i Rosjan dużo krwi.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 14, 2014, 14:20:56
Pozwolicie, że wstawię tu obszerny cytat zawierający wypowiedzi pana Davies'a, z którymi w zupełności się zgadzam, może trochę pomoże wam w dyskusji;-)
Wkopałeś się :P,  już kiedyś tego próbowałem, teraz zacznie się dyskusja jak niewiarygodnym historykiem jest Davies.
     Gryzie mnie ten rząd w Londynie. Moim zdaniem, to, że grom ważnych decyzji podejmowano w salonach, gdzie sytuacje okupowanego kraju znano z opowiadań, było złe. Decyzje powinny być podejmowane wyłącznie w Polsce, przez wojskowych tutejszych. Czasem mam wrażenie, że Londyńczycy bali się tego, że gdyby wojna zakończyła się dla nas pomyślnie, do władzy doszedłby jakiś rodzimy Tito, spychając tych wszystkich Mikołajczyków na daleki plan.
Od 26 lipca 1944 r prerogatywy w sprawie powstania miał Delegat Rządu przebywający na miejscu, wiec opowiadasz bzdury, ostatecznej decyzji wcale nie podejmowano w Londynie.

W lipcu ogłosił się PKWN, wcześniej nie było mowy o powstaniu w Warszawie, oni się nie bali, oni wiedzieli!!!
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 14, 2014, 14:26:18
Trochę tu winy sanacji, wpakowaliśmy zbyt wielu mężów stanu do ciupy, a potem właśnie zabrakło ich.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 14, 2014, 14:32:05
   Waldzios, ustalmy pewne fakty. Bo dyskusja trwa o to jak nazwać, oczekiwanie Komorowskiego i powstańców, że Rosjanie wkroczą. To jest pomoc, bo ktoś by nas wsparł.
Brednie, taka logika mogła działać za PRLu.
Czy jeśli planujesz kupić parasol, bo za 3 dni ma być ulewa, to znaczy ze oczekujesz pomocy deszczu, idiotyzm.
Przeciwdziałanie powodzi, przez sypanie wałów, to tez nie oczekiwanie na pomoc fali powodziowej.

To, że potem nie wiadomo jakby się potoczyły wypadki, nie oznacza, że nie atakowalibyśmy wspólnie Niemców. Jeśli Stalin chciałby nas wesprzeć, użyłby artylerii i lotnictwa, nie musiałby słać wojsk. To chyba na tego typu wsparcie liczyli powstańcy. Byłoby to w interesie Rosjan, bo zamiana wielkiego miasta, w wielką twierdzę mogłaby kosztować i Rosjan dużo krwi.
Nie było tego w planach, wiec nie możesz twierdzić ze powstańcy oczekiwali na coś o czym nie wiedzieli.
Spodziewano się zachowania jak w trakcie akcji Burza, rozbrajania i aresztowań:
"Mówił o tym mój rozkaz z 12 września wydany po rozpoczęciu się sowieckiego natarcia na Pragę, zabraniający rozbierania barykad, dopóki nie wyjaśni się stosunek Rosjan do nas."
"Przewidywaliśmy walkę na wypadek gwałtu. Zastanawialiśmy się nawet, w jakim rejonie to uczynić."

Trochę tu winy sanacji, wpakowaliśmy zbyt wielu mężów stanu do ciupy, a potem właśnie zabrakło ich.
No to już wiemy, kto ciebie zindoktrynował :).
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: sir Luca w Września 14, 2014, 14:52:23
Lygryss, jakim cudem chcesz oddzielić politykę od wojny skoro wojna... to polityka???
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 14, 2014, 15:25:14
   Takim, że gdy przychodzi do bitwy trzeba brać pod uwagę cele strategiczne i możliwości. Wszelkie mieszanie w to ideologi, kwestii politycznych itd. to błąd. Nie twierdzę, że wojna to tylko i wyłącznie wojna, wiem, to kontynuacja polityki za pomocą innych środków. Ale, gdy już zaczynamy wojować to trzeba podejmować decyzję, by osiągać cele militarne a nie właśnie ideologiczne, polityczne.
   Może pojmuję wojnę mniej subtelnie, ale ostatnie wojny totalitarne, których podłożem były ideologię, rzucają nowe światło na to, "kontynuowanie polityki".
   Waldzios, powstańcy oczekiwali tego, że Rosjanie coś zrobią. Możemy to nazwać jak chcesz, ale oczekiwali tego, że Rosjanie będą walczyć z Niemcami. Z relacji świadków, często widzimy to, że ich zaskoczyło to, że nagle nad Warszawą zrobiło się cicho.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 14, 2014, 15:36:18
   Waldzios, powstańcy oczekiwali tego, że Rosjanie coś zrobią. Możemy to nazwać jak chcesz, ale oczekiwali tego, że Rosjanie będą walczyć z Niemcami. Z relacji świadków, często widzimy to, że ich zaskoczyło to, że nagle nad Warszawą zrobiło się cicho.
Litości, zacznij czytać, dziesięć razy powtarzałem ze wejście Rosjan było częścią planu:
"Tak, uważaliśmy to za pewnik. Były wszelkie dane, że wejdą. O ile na wojnie może być coś pewnego."
Po raz dziesiąty, oczekiwanie na wejście Rosjan i oczekiwanie na pomoc Rosjan to nie to samo!.

Według twojej logiki, oczekiwanie na powódź albo trzęsienie ziemi,  jest oczekiwaniem na pomoc żywiołu.

Zamiast skomentować wypowiedzi w rodzaju "zawdzięczanie uwolnienia Warszawy przez Rosję byłoby zrezygnowaniem z niepodległości i poddaniem się Rosji", powtarzasz w kółko propagandowe hasło "pomoc Rosjan " bez przedstawienia żadnych dowodów!

Pytanie: Skoro wkroczenie Rosjan do Warszawy nazywasz pomocą, to ich wkroczenie do Polski i utworzenie PKWN, tez według ciebie było pomocą?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 14, 2014, 15:45:11
Oczekiwaliśmy, że Rosjanie wejdą i będą walczyć z Niemcami. A nie, że po prostu wejdą. Jeśli, przyjąć twoje teorie, to nie wejście Rosjan to uniknięcie "trzęsienia ziemi", czyli scenariusz wręcz super optymistyczny. Unikamy, tego co nazywasz żywiołem, kataklizmem, przeszkodą.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 14, 2014, 15:58:27
Oczekiwaliśmy, że Rosjanie wejdą i będą walczyć z Niemcami. A nie, że po prostu wejdą. Jeśli, przyjąć twoje teorie, to nie wejście Rosjan to uniknięcie "trzęsienia ziemi", czyli scenariusz wręcz super optymistyczny. Unikamy, tego co nazywasz żywiołem, kataklizmem, przeszkodą.
Do Polski tez nie weszli po prostu. Tez walczyli z Niemcami. Według twojej logiki to była identyczna "pomoc".

W momencie podjęcia decyzji o powstaniu walki Rosjan z Niemcami jeszcze trwały (to tez "pomoc"?), jak można mówić o oczekiwaniu na coś co dzieje się właśnie w tej chwili?.

Niczego nie oczekiwaliśmy, Rosjanie weszli i nic w tej sprawie nie mieliśmy do powiedzenia. Tak samo w kwestii powstania, jak w kwestii całej Polski.

Nie było scenariusza optymistycznego, ruscy to żywioł, można było mu się próbować przeciwstawiać (powstanie) albo przyglądać bezczynie,
 "myśmy co do Rosji nie mieli żadnych złudzeń, ale nie chcieliśmy się biernie przypatrywać wypadkom",
próby były skazane na porażkę, ale niektórzy ludzie po prostu nie potrafią stać bezczynnie wobec żywiołu.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 14, 2014, 19:19:09
Warder, to chyba nie ma sensu. Chociażbyśmy przytoczyli tonę rozkazów, pamiętników, wspomnień etc. gdzie czarno na białym napisane jest, że powstańcy czekali na Sowietów wkraczających do Warszawy i walczących razem z nimi, to i tak nie uwierzy. Nie wiem skąd to zacietrzewienie.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 14, 2014, 19:43:57
Warder, to chyba nie ma sensu. Chociażbyśmy przytoczyli tonę rozkazów, pamiętników, wspomnień etc. gdzie czarno na białym napisane jest, że powstańcy czekali na Sowietów wkraczających do Warszawy i walczących razem z nimi, to i tak nie uwierzy. Nie wiem skąd to zacietrzewienie.
Nie przytoczyliście ani jednego.
Rzucam cytaty w prawie każdym poście, nie raczyliście skomentować żadnego, a odpowiadacie z pozycji wszechwiedzy.

Cały czas próbujesz mi wmówić wbrew logice, ze "powstańcy czekali na Sowietów wkraczających do Warszawy i walczących razem z nimi" równa się "powstańcy czekali na pomoc Sowietów". Nie ma dla was żadnego znaczenia co w tej kwestii twierdzili powstańcy, przecież wiecie lepiej.

Równie dobrze możesz twierdzić skoro Sowieci wkroczyli do Polski i walczyli z Niemcami, to znaczy ze ich celem była "pomoc".
Dlaczego wkroczenie Sowietów do Polski to okupacja, a do Warszawy to "pomoc", nieco wybiórcze podejście do historii.

Dla mnie to absurd, analogicznie można twierdzić ze powodzianie czekają na pomoc powodzi, bo wiedzą ze zdarzy się za trzy dni.

Nie obraź się, ale to co piszesz brzmi jak propaganda z PRLu, z jej historyjkami o "bratniej pomocy".

Sowieci walczyli ze Niemcami od momentu wkroczenia do Polski, powstanie nic tu nie zmieniało, a termin wkroczenia do Warszawy był oszacowany na konkretny termin na podstawie analizy frontu.
To ze Rosjanie wejdą i będą walczyć z Niemcami, to nie były marzenia czy oczekiwania, tylko analiza sytuacji.

To nie Rosjanie mieli wejść na pomoc powstaniu, tylko powstanie uprzedzić rosyjskie wejście, naprawdę nie widzicie różnicy?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Września 14, 2014, 19:53:46
Z tego co mi wiadomo PW wybuchło głównie przeciwko Rosjanom. Powstańcy mieli złe informacje na temat ilości i uzbrojenia Niemców (czołgi, wozy pancerne, itd.), dlatego warszawiacy myśleli że sami wykurzą Niemców z Warszawy zanim wejdą Sowieci. Wtedy jakby weszli Rosjanie musieliby wymordować AK, którzy by rządzili w mieście. W przypadku takiej sytuacji, która zaszła by w Warszawie, czyli Sowieci mordują sojuszników, Alianci mieliby tą sytuację zobaczyć (w końcu Warszawę zachód widział i wiedział co tam się dzieje). Czyli podsumowując Rosjanie nie mogliby utworzyć PRL bez stolicy, która byłaby w rękach AK, a gdyby dopuścili się "przejęcia" Warszawy zwrócili by uwagę Aliantów, a raczej tego by nie ryzykowali.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 14, 2014, 20:12:59
Nie zarzucaj mi nienawiści do powstańców. Przytoczyłam rozkaz nr. 126- walka w miarę możliwości razem z Sowietami. Józef Szczepański 29 sierpnia napisał wiersz zaczynający się od słów:
Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą
Nadzieje na pomoc mogły wśród mniej zorientowanych wywołać też komunikaty nawołujące do walki z okupantem.
Powtórzę po raz kolejny- dowódcy powstania nie byli aż takimi ignorantami aby łudzić się, że zdołają opanować miasto tylko własnymi siłami. Liczyli na powtórkę z Wilna. AK zaczyna, Sowieci kończą.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 14, 2014, 20:23:29
Nie zarzucaj mi nienawiści do powstańców. Przytoczyłam rozkaz nr. 126- walka w miarę możliwości razem z Sowietami.
Sam cytowałem ten rozkaz kilkakrotnie, nie ma w nim słowa o "pomocy".

Współpraca "w miarę naszych sił i interesów państwowych", nie jest równoznaczna z oczekiwaniem na "pomoc Stalina", szczególnie ze druga strona wcale do tej współpracy skłonna nie była.
A witanie z pozycji "gospodarza" zdecydowanie nie oznacza pozycji kogoś kto zawdzięcza Rosji pomoc.
"zawdzięczanie uwolnienia Warszawy przez Rosję byłoby zrezygnowaniem z niepodległości i poddaniem się Rosji", (pogrubiłem słowa Bora żeby trudniej je było zignorować)
Nadzieje na pomoc mogły wśród mniej zorientowanych wywołać też komunikaty nawołujące do walki z okupantem.
Powtórzę po raz kolejny- dowódcy powstania nie byli aż takimi ignorantami aby łudzić się, że zdołają opanować miasto tylko własnymi siłami. Liczyli na powtórkę z Wilna. AK zaczyna, Sowieci kończą.
Wiec według ciebie to co zdarzyło się w Wilnie to była pomoc? Uważasz ze sowieci weszli do Wilna z dobrego serca by pomóc AK? Weszli, bo mieli wejść, nikomu nie pomagali. Jeśli już to AK pomogło sowietom. Aresztowania i egzekucje to tez według ciebie pomoc?
Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą
Piękny przykład, jeśli dla ciebie "czerwona zaraza" i "zbawienie witane z odrazą" to  ta słynna pomoc,  to rzeczywiście ta dyskusja  chyba nie ma sensu.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 14, 2014, 21:34:53
Czekali na pomoc. Z odrazą, ale jednak czekali. W Wilnie Sowieci też najpierw udzielili pomocy, aresztowania zaczęły się dopiero później.
Powtórzę po raz kolejny- Bór i Okulicki zdawali sobie sprawę, że Sowieci są wrogo nastawieni. Ale szans na samodzielne opanowanie miasta nie było. Plan był jasny- my zaczynamy, walczymy kilka dni, Sowieci wchodzą i robią resztę. Z nami.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 14, 2014, 22:45:55
W Wilnie Sowieci nie zrobili niczego, czego by nie uczynili gdyby nie było tam AK-owców.
Działania AK-owców mogły im ułatwić zadanie, ale w żaden sposób nie wywołały żadnej reakcji z ich strony którą można nazwać pomocą. Po prostu robili swoje.
Synchronizacja działań ze strony AK, i brak nadzwyczajnych działań ze strony sowietów, nijak nie da się nazwać pomocą, nieważne jak się upierasz.
Synchronizacja tak, współpraca tak w ograniczonym stopniu, pomoc w żadnym razie.
A to co się działo po zakończeniu działań, to już na pewno nie była pomoc.

Powstańcy oczekiwali ze sowieci wkroczą do Warszawy, oczekiwali ze jeśli sowieci napotkają Niemców to będą z nimi walczyć, oczekiwali rozbrajania, oczekiwali ze sowieci będą starali się opanować Warszawę, każdy z tych punktów można udokumentować.
Ale na litość boska, nie byli idiotami za jakich ich uważasz, nie oczekiwali sowieckiej pomocy i z założenia nie chcieli sowietom nic zawdzięczać.

"zawdzięczanie uwolnienia Warszawy przez Rosję byłoby zrezygnowaniem z niepodległości i poddaniem się Rosji". (będę powtarzał słowa Bora do skutku)
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 14, 2014, 23:42:40
Prosto z mostu: czyli twoim zdaniem, scenariusz, że Rosjanie się zatrzymują i nie robią  nic w sprawie Warszawy był optymistyczny dla sztabu?
Przecież nikt nie liczył na pomoc, a takie zachowanie, zgodnie z twoją logiką było idealne dla nas. Ruskie stały za Wisłą i nie przeszkadzały.


Kolejna rzecz. Czy gdyby Rosjanie, ostrzeliwali artylerią pozycję Niemieckie, to byłoby to pomocne dla Warszawy?
Jeszcze inaczej, gdyby powstanie wybuchło na początku Lipca, to Rosjanie byliby daleko (koło Białegostoku) a Niemcy w gorszej kondycji niż w sierpniu. Oni ledwo zbierali się po batach na Białorusi, ich największej klęsce  na tej wojnie. W sierpniu zaś, odbili potężne uderzenie w rejonie Warszawy.
My, czekaliśmy jednak na Rosjan na rogatkach. 
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 15, 2014, 00:49:08
Prosto z mostu: czyli twoim zdaniem, scenariusz, że Rosjanie się zatrzymują i nie robią  nic w sprawie Warszawy był optymistyczny dla sztabu?
Przecież nikt nie liczył na pomoc, a takie zachowanie, zgodnie z twoją logiką było idealne dla nas. Ruskie stały za Wisłą i nie przeszkadzały.
Nonsens, kiedy ja coś takiego twierdziłem?
Dla sztabu jedynym optymistycznym rozwiązaniem było wkroczenie Rosjan zgodnie z przewidywaniami 3-4 sierpnia do Warszawy.
Mniej przewidywalnym czynnikiem było to jak się potoczą walki z Niemcami, oraz czy Niemcy będą kontynuować walkę wobec wkraczających wojsk radzieckich.

Nie zaprzeczam faktowi wkroczenia Rosjan, tylko interpretacji tego faktu jako pomocy!!!.
To wkroczenie było oczekiwane, korzystne, pomocne/przydatne, itd,  ale nie była to pomoc, tylko niezależne zdarzenie.
Kolejna rzecz. Czy gdyby Rosjanie, ostrzeliwali artylerią pozycję Niemieckie, to byłoby to pomocne dla Warszawy?
Gdybanie, ale odpowiem.
To by zależało od sytuacji, pomocne (w sensie przydatne) oczywiście, klasyfikujące się jako pomoc (działanie podjęte dla dobra innej osoby) w zależności od motywów.
Pożądane, niespecjalnie, bo musiało by się wiązać z wdzięcznością.

Według mnie żadne działanie Rosjan nie mieściło w tej kategorii pomocy, bo pomoc z definicji wymaga działania dla czyjegoś dobra.
Jeszcze inaczej, gdyby powstanie wybuchło na początku Lipca, to Rosjanie byliby daleko (koło Białegostoku) a Niemcy w gorszej kondycji niż w sierpniu. Oni ledwo zbierali się po batach na Białorusi, ich największej klęsce  na tej wojnie. W sierpniu zaś, odbili potężne uderzenie w rejonie Warszawy.
My, czekaliśmy jednak na Rosjan na rogatkach. 
Na początku lipca, Warszawa była wykluczona z planu Burza, dopiero PKWN zmienił sytuacje.
Delegat Rządu miał prerogatywy w sprawie powstania od 26 lipca 1944 r , więc wcześniejszy wybuch powstania był raczej niemożliwy.
Reszty nie chce mi się komentować, bo z powstaniem nie ma nic wspólnego.

Liczenie na pomoc Stalina było naiwnością.
Znudziła mi się ta dyskusja.

Na zakończenie chce podkreślić ze gdyby zamiast nacechowanego emocjonalne stwierdzenia:
"Liczenie na pomoc Stalina było naiwnością."
użyć rzeczowego:
"Powstańcy błędnie przewidzieli działania Rosji."
ta dyskusja nie była by potrzebna.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Sefirot w Września 15, 2014, 14:44:33
Warderze, rzuciło mi się w oczy twoje twierdzenie, że w bitwie liczy się tylko zwycięstwo. Niestety Cię zasmucę, bo istnieje coś takiego jak honor, etyka... Tak samo jest w polityce. Natomiast to, co, jak myślę, nazywasz "ideologią" to zwykłe uprzedzenie, które jest uniwersalne. :)
Powstanie Warszawskie to był niezwykle ryzykowny zryw, który okazał się jeszcze bardziej, niż ryzykownym, tragicznym dla Polski. Wielu powstańców z pewnością oczekiwało pomocy Proletariatu, szczególnie ci z AL (dla cwaniaczków - tak, nie mieli oni wpływu na AK, no chyba że byli agentami). ; ) Ci z AK też być może oczekiwali mniejszego ucisku z ich strony... albo może chcieli ratować miasto, sami opuszczając ojcowiznę...
Jak coś, nic nie czytałem, staram się brać na logikę. :(

PS nie uważacie, że lepiej by było, gdyby nie odbudowywano Warszawy, tylko zrobiono tam mauzoleum? Takie tam gdybanie, miasto-symbol "faszystowskich świń", czy nie był by to piękny symbol dla Polski rządzonej przez Lud (44-dziś).
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 15, 2014, 15:48:37
Chyba tradycja nakazuje nie-odbudować w takim przypadku jakiś obiektów. Obawiam się, że takie muzeum byłoby zbyt dużym kosztem, dla tych którzy chcieli normalnie żyć, ale rozumiem o co ci chodzi.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 15, 2014, 16:21:19
3 stycznia 1945 roku, Krajowa Rada Narodowa ogłosiła decyzję o odbudowie Warszawy, 17 stycznia Armia Czerwona wkroczyła do miasta, to nie my podejmowaliśmy decyzje w tej sprawie.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Sefirot w Września 15, 2014, 16:36:12
No i co, że nie my? :)
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 15, 2014, 16:41:48
No i co, że nie my? :)
Równie dobrze mogłeś zapytać, czy uważamy że lepiej by było, gdyby odesłać ruskich do domu :P.
Mieliśmy taki sam wpływ na odbudowę Warszawy, jak na to czy Sowieci wkroczą do Polski.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 15, 2014, 17:46:08
Tradycja nakazywała odbudować Warszawę. Pozostawienie gruzów, jako smutnego pomnika, nie miałoby żadnego morału. Trzeba było odbudować to miasto jak i cały kraj, zniszczony po przejściu frontów.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 15, 2014, 18:02:54
"Jedyną myślą nie do zniesienia jest to, że znieść można wszystko. " - Arthur Rimbaud
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Sefirot w Września 15, 2014, 18:50:06
Równie dobrze mogłeś zapytać, czy uważamy że lepiej by było, gdyby odesłać ruskich do domu :P.
Mieliśmy taki sam wpływ na odbudowę Warszawy, jak na to czy Sowieci wkroczą do Polski.
Napisałem, że to tylko takie tam gdybanie. Popatrz na mój opis...
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 15, 2014, 19:41:42
Warderze, rzuciło mi się w oczy twoje twierdzenie, że w bitwie liczy się tylko zwycięstwo. Niestety Cię zasmucę, bo istnieje coś takiego jak honor, etyka... Tak samo jest w polityce.
Honor i etyka w polityce? Wolne żarty.
No i zasmucę teraz Ciebie- na wojnie liczy się tylko zwycięstwo. Niestety, my Polacy lubimy szafować określeniami typu "zwycięstwo moralne". Ale ono nie ma żadnego znaczenia. Na świecie nie ma miejsca dla przegranych. Czy nam się to podoba, czy nie, ale o kształcie świata decydują zwycięzcy.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Września 15, 2014, 20:18:51
No ewentualnie można stwierdzić, że nie liczy się zwycięstwo taktyczne, jeśli przegrany odniósł zwycięstwo strategiczne :P
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 15, 2014, 22:29:59
O tym jak wielkie znaczenie ma  "honor" i "etyka" w polityce, świadczy przykład Szkocji. Niby, przez wiele lat, marzyli o tej odrębności a teraz gdy mogą ją mieć to, możliwe, że zagłosują w większości na nie.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 16, 2014, 08:01:59
Akurat kwestia Szkocji jest zbyt skomplikowana aby zamknąć ją tym jednym zdaniem.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Sefirot w Września 16, 2014, 15:57:29
Bardzo ciekawe, nie mam zamiaru się sprzeczać, to nie ma sensu. Powiedzmy, że są 2 idee - idea absolutnego zwycięstwa, amoralna i idea zwycięstwa z honorem, moralna. Każdy wybiera tę, którą chce, a to, kto którą wybierze, zostawiam Wam do ocenienia. : )
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Września 16, 2014, 16:00:30
Ale od dawna, jeśli nie od zawsze, w większości wybierano tą pierwszą, "amoralną" opcję :P
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 16, 2014, 16:29:23
Większość ludzi wierzyła też, że ziemia jest płaska.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Sefirot w Września 16, 2014, 16:35:46
Warder, to czy Szkocja wystąpi ze Zjednoczonego Królestwa, czy nie, nie ma nic wspólnego z moralnością jakąkolwiek?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 16, 2014, 16:39:30
     Zwycięstwa z honorem?
  Kojarzy mi się tutaj gra o tron, Tywin Lannister pytający, o to, dlaczego uznajemy za gorsze zabicie kilku ludzi przy kolacji niż 10000 w czasie bitwy.
   Zwycięstwo z honorem, często pociąga ofiary. W polityce każdy dba o siebie, nikt nie będzie rozliczał z honoru, ale zawartości lodówki czy w czasie wojny krwi przelanej.
   Zresztą gdy cały świat gra nie fair, a ty chcesz grać fair...Zginiesz.



Raczej to pokazuje, spór między racją zwykłego szaraczka który chce mieć w życiu dobrze a troską o jakieś dobro wspólne, niepodległość. Na to nakłada się jak zauważyła beanshee, wiele innych konfliktów m.in religijny.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 16, 2014, 16:56:52
No widzisz to nie jest takie proste - Niemcy obiecywali zwiększoną porcję chleba, dla Żydów, gdy ci zgłaszali się do pociągów, które wiozły ich do obozów zagłady. Zachęcałbyś do podpisywania volkslisty, wydawania Żydów?
Ale z wojnami religijnymi to jest trafiony argument za dużo czystych ideałów prowadzi do zerwania kontaktu z rzeczywistością.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Sefirot w Września 16, 2014, 19:11:26
Kolega się naczytał młodzieżowych powiastek fantasy i teraz takie coś...
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 16, 2014, 23:04:07
Na temat słów Beanshee, o tym, że historię piszą zwycięzcy. Jeśli chodzi o front Włoski, to chyba więcej zbrodni wojennych popełnili alianci niż Niemcy. Niemcy przegrali wojnę, więc o tych zdarzeniach wiemy mniej. Problem tkwił w tym, że z musu francuski korpus musiał wziąć, członków plemion które cywilizowane, bardzo nie były. Mus. Bo dobrze walczyli a to była wojna.


No dobrze. Skoro literackie przykłady Ci nie leżą, to przejdziemy do smutniejszego, bo prawdziwego zdarzenia:
Bazyli Bułagarobójca po bitwie pod Bełasicą, postanowił złamać nie tylko armie wroga, ale i resztkę ducha Bułgarów. Kazał więc oślepić wszystkich jeńców i obciąć im dłonie łaskawie pozostawiając jednemu na bodajże 100, jedno oko aby wiódł ich do domu. W ten sposób zniszczył przeciwnika.
 W czasie bitwy pod Azincourt doszło do rzezi jeńców. Król Anglii bał się, że ich rosnąca liczba, w momencie gdy ktoś zaatakował jego obóz, stanie się przyczyną zguby armii. "Roztropnie i łaskawie", gdy okazało się, że to tylko wieśniacy chcą się wzbogacić na tyłach a armia wroga jest w rozsypce Henryk nakazał zaprzestania rzezi.
 Co do twoich idei zwycięstwa, moim zdaniem nie ma takiej dwubiegunowości. Zawsze dąży się do zwycięstwa na wojnie, za wszelką cenę. Siedząc wygodnie, z dupą na fotelu może tego nie czujesz, ale jeśli się postarasz możesz sobie wyobrazić to, że ułamek sekundy na wojnie i Ciebie nie ma. Ty chcesz żyć. To włącza się w nas w chwili zagrożenie. Dlatego, łatwo jest być odważnym za murami zamku. W takim polu, właśnie odwaga to moc aby nie ulec strachowi. Wtedy, możesz mi uwierzyć albo i nie, o etyce się nie myśli, gdy zwieracze nie trzymają. Możesz sobie wyobrazić, że nikt kto szedł na wojnę, raczej nie zakładał, że zdarzy się mu zesrać ze strachu. A zdarzyło się wielu.
   Etykę i honor na wojnie dopisywano zazwyczaj, po wojnie. Aby było ładniej. Dzielny rycerz zsiadł z konia, pokonał złego rycerza i wrócił do ukochanej.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: huth w Września 17, 2014, 01:01:08
Warder, to czy Szkocja wystąpi ze Zjednoczonego Królestwa, czy nie, nie ma nic wspólnego z moralnością jakąkolwiek?
Może ma trochę, troszeczkę, troszeniutkę, no tak ciut-ciut. Bardziej chodzi o gospodarkę. No i tego... platformy wiertnicze..


Btw już chyba kolejny raz dyskusja o powstaniu schodzi na ogólne tematy, już dwa razy wydzielałem o tym tematy, teraz już mi się nie chce, więc piszmy dalej :P
W XX wieku powstało wiele pojęć z członem 'total' i taka też była wojna, zaczęła obejmować wszystko i o ile wcześniej ktoś mógł mówić tu o moralności, a tam o wojowaniu, to już tak uderzająca wiedza, że celem wojny(czyli polityki) nie jest po prostu podbicie, ale i eliminacja podbitych, sprawia, że naiwne jest szukanie etyki w tym wszystkim. Wytworzenie się spójnych, zamkniętych państw, to jakby wydzielenie osobnych gatunków. Im jakiś bardziej inteligentny i bezwzględny, tym łatwiej mu eliminować inne(ale to skrajny przypadek, bo bardziej liczy się przystosowanie i bycie 'akurat wystarczającym', patrz obecna wojna 'hybrydowa'). Te bardziej 'uświadomione', jeśli razem nie stworzą symbiozy, to po kolei będą zżerane. Taki klimat. W sensie ekosystem.
Niestety z takiego, wprawdzie redukcjonistycznego, punktu widzenia(aby działać tak, żeby 'gatunek' przetrwał), wybuch powstania jest samobójstwem. Ostatnio wpadłem na wiersze Józefa Szczepańskiego "Ziutka", no bardzo ładne wiersze, ale rany boskie jak młodzieńczo optymistyczne i naiwne.
Btw. ciekawy jest obecnie czytany(znaczy nagrany był w 1970) przez autora(Białoszewski) Pamiętnik z powstania warszawskiego w radiowej Dwójce. On to sobie tak napisał jakby nic wielce strasznego się nie działo, a czyta to w ogóle, jak gdyby nigdy nic.

Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 17, 2014, 01:45:35
Niestety z takiego, wprawdzie redukcjonistycznego, punktu widzenia(aby działać tak, żeby 'gatunek' przetrwał), wybuch powstania jest samobójstwem.
Masz całkowitą racje, tylko ze z dzisiejszego punktu widzenia, każde ówczesne działanie, inne niż całkowita bierność, spełnia te kryteria samobójstwa.
Samobójstwem było już wstąpienie do dowolnej organizacji militarnej, nieważne czy to było SZ RP, AK, NSZ, AL, PSZ czy LWP, w każdej z nich można było wyłącznie zginać, nie zyskując nic w zamian dla Polski.

Pytanie, dlaczego niektórym wygodnie jest nazywać samobójstwem wyłącznie powstanie, przecież nie usprawiedliwia tego ani skala działań ani wbrew dramatycznym stwierdzeniom liczba ofiar.
Mam wrażenie ze powstanie stało się przysłowiowym "chłopcem do bicia".

     Zwycięstwa z honorem?
Masz po cześć racje, honor albo jest albo go nie ma, zwycięstwo lub przegrana nie maja tu nic do rzeczy.
honor - poczucie godności osobistej lub dobre imię;
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 17, 2014, 11:06:08
    Inaczej, gdyby po odparciu szarży Picketta, Unioniści zamiast strzelać jak do kaczek, do konfederatów (którzy przeszli wcześniej 1,5 mili pod ciężkim ostrzałem, i dostali na bagnety łomot), po prostu przyglądali się jak, przeciwnik odchodzi na swoje tyły to byłoby to honorowe. Wygraliśmy, oni ponieśli ogromne straty, niech odejdą w pokoju.
    Tylko, że potem Ci żołnierze, mogliby się przegrupować i walczyć dalej. To wojna. Jeśli ja go nie zabije, on może zabić mojego kuzyna jutro.

   Ciężko więc odnaleźć honor tutaj. Festung Breslau upadło, gdy zaproponowano dobre warunki kapitulacji. Wszystkie punkty zostały złamane. Nie pochwalam tego, ale dowódca sił radzieckich, w ten sposób zdobył miasto, a że Niemców, nikt za bardzo nie lubił, to mógł się spodziewać, że nikt mu tego nie wypomni.


    Warszawa jest atakowana, bo z całej akcji burza była przeprowadzona najgorzej. Na wschodzie, współpracowaliśmy z sowietami i wygrywaliśmy. Choć potem, nas rozbrajali. W Warszawie przez ciągłe alarmy i ich odwoływanie do ataku poszło 1 sierpnia ledwie 50% sił.  Przez to, nie zdobyliśmy większości miasta. 1 Sierpień był decydujący, gdyby byli wszyscy i cała broń, może udałoby się zdobyć trochę więcej terenów i postawić Niemców w gorszej sytuacji. Wtedy jednak, miasto zostałoby zbombardowane dywanowo. Co mogłoby pociągać konieczność wyprowadzenia, ze stolicy resztek garnizonu na obrzeża.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: huth w Września 17, 2014, 14:41:23
Masz całkowitą racje, tylko ze z dzisiejszego punktu widzenia, każde ówczesne działanie, inne niż całkowita bierność, spełnia te kryteria samobójstwa.
Samobójstwem było już wstąpienie do dowolnej organizacji militarnej, nieważne czy to było SZ RP, AK, NSZ, AL, PSZ czy LWP, w każdej z nich można było wyłącznie zginać, nie zyskując nic w zamian dla Polski.

Pytanie, dlaczego niektórym wygodnie jest nazywać samobójstwem wyłącznie powstanie, przecież nie usprawiedliwia tego ani skala działań ani wbrew dramatycznym stwierdzeniom liczba ofiar.
Mam wrażenie ze powstanie stało się przysłowiowym "chłopcem do bicia".
No nie wiem, taka zupełna bierność to też samobójstwo. Chodzi raczej o to, żeby działać tak, żeby nie prowokować lwów w klatce, w której się jest, tym bardziej jeśli nie ma się nawet noża.
Wstąpienie do organizacji samobójem... no tu już schodzisz do skali jednostki(bycie żołnierzem, to bycie samobójcą z zawodu w pewnym sensie). Żeby zrobić coś dla Polski, trzeba było do czegoś należeć, jak inaczej działać konspiracyjnie? Zresztą... brak organizacji militarnych właściwie eliminuje z uczestnictwa w grze konkurentów/drapieżników, czy byciu pasożytem(do tego porównuję konspirację), więc żeby jakoś przetrwać trzeba po prostu zmienić stronę...  tylko że w przypadku III Rzeszy chyba i to nie miało by sensu, skoro chcieli Słowian wyeliminować? No ale to już znaczne odejście od konkretnej ówczesnej sytuacji i spekulacje, za dalekie odlatywanie.

Warder, coś dziwnie stawiasz przecinki :P
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 17, 2014, 19:07:27
A ja sobie to wszystko przemyślałem i doszedłem do wniosku, że zupełne nielogicznym jest mówienie o braku moralności. Gdyby ktoś istotnie chciał być niemoralnym, to nawet nie brały udziału w tej dyskusji. Jeśli przejmując się losem powstańców, mówicie o tym, że należało działać "niemoralnie", to jest to nietrafione. Chyba chodzi jednak o to, że powstanie było źle zorganizowana i kto ponosi za to odpowiedzialność, a nie o to, że trzeba był być niemoralnym. Wyrazisty przykład - nikt nie zachęcałby do współpracy z doktorem Mengele, nawet jeśli zachęca do odrzucenia moralności mówiąc o powstaniu - mam nadzieję, że zostanę dobrze zrozumiany.

A z tą biologią i polityką, to się HUtH nie zapędzajmy, bo to właśnie Ci panowie od Main Kampf tak kombinowali. Ale zgadzam się, że aliantów specjalnie się nie rozlicza z zbrodni wojennych, czasem ktoś skrytykuje naloty dywanowe, a nawet bombę atomową, ale to i tak wraca do obrazku w stylu Call of Duty - powiewający sztandar, ogolony facet z kwadratową szczęką i karabinem Thompsona, deszczowe niebo, odległy huk dział, przelatujący nisko myśliwiec  Airacorba, lub Spitfire, zniszczony dom z czającą się za węgłem załogą obsługującą karabin  MG 42 a więc grupką fanatyków o okrutnych rysach,....    wiecie o co chodzi.  Bez obrazków pokazujących hitlerjugend, albo "dorobek naukowy" tych naukowców którzy potem pracowali dla NASA.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: huth w Września 17, 2014, 21:34:59
@ Oktawian
Tak superdokładnie tej dyskusji nie śledzę, w każdym razie rozumiem, że chodzi ci, że używa się tu terminów o nieodpowiednim znaczeniu, no to pewnie masz rację, na forach i ogólnie jak ludzie gadają jest znaczeniowy bałagan. Z tą moralnością to już było zupełnie ogólnie, że trudno działać całkiem zgodnie z jakimiś kanonami etycznymi na wojnie, skoro to jak wiązanie sobie rąk i wzmacnianie przeciwnika. W każdym razie to i tak sprowadzana się w końcu do graczy... jak w wojnie o kolonie amerykańskie, Europejczycy postępowali wobec siebie z jakimś tam honorem, ale Indian to w ogóle nie obchodziło, co z resztą też potem się na nich zemściło ze strony tych 'honorowych'(nie żeby wcześniej nie wyżynali w pień osad dzikich...). Można powiedzieć, że ta jakaś moralność/honor bardziej sprowadza się do bycia wkalkulowaną w bezwzględnej grze, strony grają honorowo, więc jest ok, ale jeśli stronie mimo widma bardziej odległych konsekwencji w danej sytuacji bardziej opłaca się działanie niehonorowe, to takie wybierze.
Co by się wybrało, gdyby współpraca z Mengele gwarantowała niepodległość Polski?

Cytuj
z tą biologią i polityką, to się HUtH nie zapędzajmy, bo to właśnie Ci panowie od Main Kampf tak kombinowali.
Tak tak, no to jest drapieżnictwo typu kanibalizm, dość skrajna strategia na wygranie z konkurencją. Im nie wyszło, ale na mniejszą skalę bywało to przeprowadzane skutecznie(Czerwoni Khmerzy, Indonezja 1965-66, ludobósjtwo Ormian, nie mówiąc o Afryce).
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 17, 2014, 21:58:36
Wyrazisty przykład - nikt nie zachęcałby do współpracy z doktorem Mengele, nawet jeśli zachęca do odrzucenia moralności mówiąc o powstaniu - mam nadzieję, że zostanę dobrze zrozumiany.
   Nie byłoby to moralne, ale gdyby ten człowiek w więzieniu (gdyby do niego trafił...) przed egzekucją ustalił, że znalazł rozwiązania na jakąś ważną chorobę dzięki badaniom, to nie wiem co byłoby niemoralne. Powiesić go, i skazać na śmierć kolejne miliony? Czy dogadać się z nim, mimo zbrodni wojennych. Co jest moralne? Skazać na śmierć ludzi czy zapomnieć o nich?
   Moralność wpisuje się w pewną kategorię, o której często piszemy tutaj ale nie nazywamy jej imieniem. Ja bym powiedział, że w polityce i na wojnie decyzje podejmuję się sercem albo rozumem. Pewne rzeczy są wspólne, ale czasem to co jest dobre, nie jest korzystne. Dlaczego na wojnie, więc liczą się same korzyści? Bo nikt nie rozlicza z dobroci, ale ze strat? A może dlatego, że wojna to sztuka w której, tysiące ludzkich istnień są poświęcone w planie, nim bitwa się zacznie. Hannibal pod Kannami, mógł oznajmić swojej piechocie, że planuje aby zaczęła się wycofywać. Ale mogłoby to wyglądać sztucznie, umieścił więc słabsze oddziały w centrum i te mordowane, wybijane, dziesiątkowane zaczęły oddawać pole. W ten sposób powstało to półkole.
    Czy to było moralne?
 A co z enigmą? Nie wiem czy wiesz, ale były przypadki, że wiedza zdobyta nią mogła uratować życie ludzi. Nie korzystano, aby Niemcy nie zorientowali się, że ich super enigma jest ich piętą achillesową. Ba! Alianci zaatakowali statek przewożący jeńców na kontynent i zatopili go. Jeńców brytyjskich. Atakowali wszelkie konwoje, a to miało uwiarygodnić, całą sytuację, że zazwyczaj alianci wiedzą co gdzie i jak.


Takich przykładów jest wiele. Dlatego, wolę pisać o grze o tron, mimo wszystko, nie czuje przyjemności z wytykania tego, że w polityce dąży się po trupach do celu. A na wojnie, to hasło jest bardzo dosadne. My byśmy bardzo chcieli widzieć, w wojnie takie Monte Cassino. Żołnierze, biegnący na szczyt, za ojczyznę. Ale to także, żołnierz ginący w beznadziejnych okolicznościach w imię taktyki. A jego życie, nim bitwa się zaczęła było już skreślone.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 17, 2014, 22:41:24
Prace Mengele są do dzisiaj wykorzystywane w medycynie, chociaż nikt tego głośno nie mówi. Ale po prostu odwalił za lekarzy czarną robotę- jego badania były skrajnie nieetyczne, jednak przyniosły efekty. Czy korzystanie z nich jest niemoralne? Ciężko powiedzieć, bo mimo wszystko służą dobru ludzkości. Jak u Goethego: Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 17, 2014, 23:51:38
Czy przyniosły efekt? Nie powiedziałbym, ale mogę się mylić. Możesz przybliżyć mi to, co masz na myśli?
Na pewno, wiele faktów opisał. Testował rzeczy, które w normalnych warunkach są nie do przetestowania.
Ale przełomów, nie było.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 18, 2014, 00:34:43
Chodzi mi o to, że Mengele swoje eksperymenty przeprowadzał nie z chorego sadyzmu a chorej potrzeby wiedzy i popchnięcia nauki naprzód. Przeprowadzał badania min. nad tyfusem, nomą czy odpornością człowieka na ekstremalne warunki. Mimo że te eksperymenty były skrajnie nieetyczne, to jednak przeprowadzał je zgodnie ze standardami naukowymi (te wszystkie ślepe próby etc.). Dzisiaj korzysta się z tych badań przy opracowywaniu nowych technologii w medycynie, bo mimo wszystko mają wartość naukową.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: huth w Września 18, 2014, 01:26:31
Chodzi mi o to, że Mengele swoje eksperymenty przeprowadzał nie z chorego sadyzmu a chorej potrzeby wiedzy i popchnięcia nauki naprzód. Przeprowadzał badania min. nad tyfusem, nomą czy odpornością człowieka na ekstremalne warunki. Mimo że te eksperymenty były skrajnie nieetyczne, to jednak przeprowadzał je zgodnie ze standardami naukowymi (te wszystkie ślepe próby etc.). Dzisiaj korzysta się z tych badań przy opracowywaniu nowych technologii w medycynie, bo mimo wszystko mają wartość naukową.
Raczej z potrzeby ideologicznej, żeby naród Niemiecki(ten niebieskooki) był uberhiper. Przy takim ideologicznym nacisku nauka zostaje wykrzywiona. Może coś tam się przydało, ale ile tego było niepotrzebnego, bezsensownego, no wiecie o co chodzi.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 18, 2014, 02:00:46
Na pewno większość jest zupełnie niepotrzebna. Ale znajomy chirurg opowiadał o wykorzystaniu jego badań nad skutkami wyziębienia i działania wysokiego/niskiego ciśnienia na organizm.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: huth w Września 18, 2014, 20:09:11
A nie pomylił tego z eksperymentami Japończyków może? :P
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 18, 2014, 21:02:21
Japończycy też kombinowali. Chociaż u nas ich badania nie są tak znane.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 18, 2014, 21:35:53
No dobrze, udało nam się pewne sprawy doprecyzować. Jeśli wykorzystuje się organy osób, które zginęły w wypadkach to nie znaczy, że prowokowanie w tym celu wypadków byłoby moralne. Z tego co się orientuję wykorzystywano badania z obozów zagłady, a wspomniane przeze mnie badania naukowców pracujących dla NASA, też nie wiele od tego schematu odbiegały, widziałem nawet książkę na ten temat, ale niestety jej nie czytałem. Nie ma nic moralnego w opinii, która zakłada, że nie należało wszczynać powstania. Podobnie jak można zrozumieć, że masa niedających się zamknąć w statystykach powodów, mogło do tego powstania pchnąć chociażby strach co przyniesie jutro.

Działania Czerwonych Khmerów nie nazwałbym skutecznymi, bo niczego nie rozwiązały, tylko stworzyły problemy. W tym sensie były bezsensowne, skuteczne tylko w chorym tego słowa znaczeniu, więc ostatecznie to do niczego nie prowadzi.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: huth w Września 18, 2014, 23:52:11
Nie ma nic moralnego w opinii, która zakłada, że nie należało wszczynać powstania. Podobnie jak można zrozumieć, że masa niedających się zamknąć w statystykach powodów, mogło do tego powstania pchnąć chociażby strach co przyniesie jutro.
Hmmm no nie wiem, jeśli brać pod uwagę los cywilów... samo to, że wybiera się za miejsce walk miasto pełne ludzi daje do myślenia(tak jakby nic nie było wiadomo o likwidacji i powstaniu w getcie). Owszem cel szczytny(moralnie?), ale się rozbił o rzeczywistość(właściwie przed samym wybuchem już). Wyobraź sobie zamiast Bora Churchilla :P
Cytuj
Działania Czerwonych Khmerów nie nazwałbym skutecznymi, bo niczego nie rozwiązały, tylko stworzyły problemy. W tym sensie były bezsensowne, skuteczne tylko w chorym tego słowa znaczeniu, więc ostatecznie to do niczego nie prowadzi.
No tak, Kambodża to taki kraik, ale zawieszając kwestię wpływów/interwencji zewnętrznych to się udało. W każdym razie Turkom i Indonezyjczykom się w pełni udało. No i w sumie Amerykanom, Kanadyjczykom i Australijczykom też się udało(w kwestii autochtonów). W zależności od charakteru władzy akceptacja dla różnych strategii się zmienia, takie 'twarde' państwo, które musi utrzymać swą jednolitość, bo zmiany oddolne są dla władzy zabójcze, zrobi, i właściwie musi zrobić wszystko dla dominacji i o ile potencjalne zagrożenie nie jest silne, a także dosyć 'obce', to je dosłownie wyeliminuje. A w państwie bardziej otwartym i w dużej mierze opierającym się na korzyściach z różnorodności i dyskursu między populacjami nie ma miejsca na taki 'kanibalizm'.
No po prostu sam nie widzę miejsca na jakąś 'dobrą etykę' w takich konfliktach, oprócz sytuacji, kiedy przeciwnym sobie stronom pasują takie zasady. Wtedy oprócz tego całego mordowania w samym bezpośrednim starciu jest całkiem elegancko :P
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 19, 2014, 09:14:05
Oj, wyszła mi literówka, która zmieniła sens wypowiedzi, chciałem powiedzieć:

"Nie ma nic NIE-moralnego w opinii, która zakłada, że nie należało wszczynać powstania."

To znaczy, że kierując się dobrem ludności cywilnej nie robisz nic złego.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Września 19, 2014, 09:57:13
Czysto teoretycznie nawet gdyby ta głupota zwana powstaniem warszawskim wypaliła.. To co dalej? Miasto niekoniecznie pozytywnie nastawione dla ZSRR na ich drodze a armia ZSRR gotowa w każdej chwili zmieść je z powierzchni ziemi. Wygranie powstania miało nas stawiać w lepszej pozycji do negocjacji? Weźcie mi przypomnijcie jak to tuzy powstania niby tłumaczyły. A może oni wymyślili sobie, że po prostu żyją w matrixie i stworzą niepodległą Warszawę? Seria prowokacji i po prostu Stalin by sobie poprzejechał po Warszawie pod byle pretekstem i kto by mu coś zrobił? No wytłumaczcie mi. Oczywiście o sensie powstania i czy miało szanse nie ma co dyskutować bo to był skrajny idiotyzm no ale jak już dywagujemy to mi wytłumaczcie co oni chcieli osiągnać gdyby wygrali.

Inna kwestia to skrajny idiotyzm jednak tym razem teraźniejszy. Jak można do jasnej anielki świętować taką kompromitującą porażkę, i rzeź?? My jesteśmy nienormalni czy o co chodzi? Pamięć o ofiarach ok po to są cmentarze ale świętować to z taką pompą? Co jest z nami nie tak?

Jednak aby tylko nie krytykować to pochwalę, żę w ostanich latach na moich ziemiach Powstanie Wielkopolskie coraz bardziej jest obchodzone. Wręcz bym powiedział, że już powoli wyrosło na najważniejsze święto u nas na równi z świętem niepodległości. Jednak mi osobiście jako Wielkopolaninowi jakoś bliżej do świętowania powstania. Piłsudzki jak wiadomo na nas się wypiął.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Września 19, 2014, 13:17:20
Jak to zwykłem mawiać - szkoda, że rocznicy Kircholmu czy Wiednia tak się nie świętuje jak powstania. Wiadomo, hołd ofiarom powinno się oddać bo to jednak była odwaga, poświęcenie (szkoda, że też ludzi nie biorących udziału w walce) ale bez przesady...

Nasza historia zawiera dużo wspanialsze karty, o których jest cicho nad czym ubolewam.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 19, 2014, 14:14:36
Inna kwestia to skrajny idiotyzm jednak tym razem teraźniejszy. Jak można do jasnej anielki świętować taką kompromitującą porażkę, i rzeź?? My jesteśmy nienormalni czy o co chodzi? Pamięć o ofiarach ok po to są cmentarze ale świętować to z taką pompą? Co jest z nami nie tak?
Już 15 lipca 1940, istniał tak zwany „Plan Pabsta” który zakładał, iż populacja Warszawy zostanie zmniejszona do poziomu 130 000 mieszkańców, a powierzchnia do 15 kilometrów kwadratowych.
(click to show/hide)

Himmler z 16 lutego 1943: „domy podludzi (Polaków) winny zniknąć z powierzchni ziemi, a milionowe miasto Warszawa ma się zmniejszyć”

Adolf Hitler 6 lutego 1944:  „Warszawa musi zostać zburzona, gdy tylko nadarzy się ku temu sposobność”

Adolf Hitler 27 lipca 1944: decyzja o przekształceniu Warszawy w "Festung Warschau"i jej obronę za wszelką cenę, twierdze zdolną do wielomiesięcznej obrony i przez długi okres mającą zatrzymać potok radzieckiego zaopatrzenia, które w ofensywie berlińskiej musiało być transportowane przez warszawski węzeł kolejowy.

Do dnia powstania w Warszawie zginęło ponad 600tys ludzi, a tempo mordowania rosło.
Warszawa było "rzeźnią" już przez powstaniem, powstanie było próbą powstrzymania tej rzezi.
Tak, sprawa była przegrana, ale nie w dniu wybuchu powstania, tylko dużo wcześniej.

Wyrok był wydany, pozostała kwestia czy próbować walczyć czy przyglądać się bezczynie, bo może jakoś to będzie. 
"Zawdzięczanie uwolnienia Warszawy przez Rosję byłoby zrezygnowaniem z niepodległości i poddaniem się Rosji"
"Myśmy co do Rosji nie mieli żadnych złudzeń, ale nie chcieliśmy się biernie przypatrywać wypadkom."

27 lipca Hitler wydał rozkaz "Festung Warschau",  23 lipca dotarła dotarła wiadomość ze Stalin ogłosił stworzenie PKWN, a wedle raportów wojskowych sowieci byli o trzy dni od wkroczenia do Warszawy, innej wiedzy nie było, jasnowidzów nie zatrudniano.

Wedle stanu wiedzy powstańców "były wszelkie dane" ze w przeciągu 3-4 dni rozpocznie się wielomiesięczne oblężenie Warszawy,
decyzja w tym momencie sprowadzała się do tego  czy walczyć, czy uciekać do "lasu" i zostawić cywilów samych sobie.
Czy decyzja była błędna, można dyskutować, ale na pewno nie była to kompromitacja.

Co do normalności. Nie ma na świecie drugiego takiego narodu (na szczęście tylko w części) który pluje na własną historie jak Polacy, dla mnie to jest skrajny idiotyzm.

Mogę się częściowo zgodzić z koncepcja ze świętowanie powstania nie jest potrzebne, ale nie rozumiem po co potrzebna jest ta jadowita i nieuczciwa kampania nienawiści przeciwko powstaniu. Rozumiem tą potrzebe w PRL, ale dzisiaj wydaje mi się to absurdalne.

Mam wrażenie ze dla niektórych "środowisk", powstanie to jedyne negatywne zdarzenie w trakcie wojny.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Września 19, 2014, 18:00:25
Ostry ton nt. powstania musi być ponieważ inaczej nikt się nie przebudzi. Porażki kontemplujemy na cmentarzach i tylko tam. Koniec i kropka.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 19, 2014, 18:14:54
    W sytuacji w której, ogłoszono budowy, lepiej byłoby gdyby dowództwo AK, zdecydowało się wyprowadzić z miasta jak najwięcej żołnierzy AK. Stąd teza, że Okulicki pracował dla nkvd, postawiona w książce Obłęd44, bodajże. Tego, pewien nie jestem, ale na takie przypuszczenia się natknąłem.
    Trzeba zauważyć, że nasi najlepsi żołnierze, bodajże oddziały kedywu nie chciały wcale przemieszczać się z rejonu Powązek, wręcz przeciwnie. Chodziło o to, aby właśnie wycofać te jednostki z przegranej walki. W końcu, gdy powstanie było jasne, że nie przynosi efektu, może jak najszybszy przerzut doborowych sił do puszcz, o ile by się udał, byłby korzystny.
   Powstanie w skutkach, zniszczyło to co mieliśmy najcenniejsze. Piękną stolicę i młodzież która mogłaby dalej walczyć o Polskę. Po wojnie, nasze podziemie było tak rozbite, że UB zrobiło prowokacje z tym podstawionym zarządem, prawda? Gdyby Ci ludzie przeżyli, UB walczyłoby z nimi. To prawda.
Ale, ich doświadczenie mogłoby, przydać się w 1953-1956. Gdyby udało się utrzymać konspirację do tego momentu, nawet w formie, ćwiczeń młodzieży, rzadszych akcji militarnych to moglibyśmy tuż po Węgrzech chwycić za broń.
    AK poniosło w trakcie akcji "Burza" straty, z których nie umiało się podnieść. UB, walczyło z nami i dopełniło dzieła. Ale sam fakt, że resztki, bez organizacji walczyły po 2-3 lata, rodzi pytanie, jakby wyglądała sytuacja gdyby Zośka, parasol cały kedyw, był nietknięty. Wątpię, byśmy przedłużyli walki do śmierci Stalina i Bieruta. Dalej, spójrzmy jednak, jak funkcjonowały te całe fikcyjne paszporty, na te sądownictwo, uniwersytety podziemne.
Gdyby to utrzymać, to w odpowiednim momencie, kraj powstałby do walki, która miałaby sens. Dzieci które urodziły się najpóźniej w 1939, byłyby minimum 14 lat starsze, więc można mówić o tym, że bohaterowie jednej konspiracji walczyliby u boku świeżego pokolenia.



    Nawiasem, Hitler po zamachu, nie ufał wojsku jeszcze bardziej. Słyszałem, że ktoś radził mu, aby pozwolił zająć Polakom Warszawę. Dlaczego? Bo jeśli sowieci, zdławią ją, zniszczą to może być kością niezgody w koalicji. W 1944, UK dalej łudziła się, że Stalin pozwoli na demokrację na wschodzie Europy. Ewentualny atak na sojusznika, mógłby dać Niemcom argument, w rozmowach z aliantami. Bezwarunkowa kapitulacja, w obliczu siły która niszczy sojuszników, serio chcecie tego? Nie zapominajmy, że alianci bardzo sceptycznie podeszli do raportów z obozów koncentracyjnych i śmierci.
Czy myślicie, że ten scenariusz, przyniósłby korzyści Niemcom? Czy raczej byłby to samobój, bo Polacy na układy by nie szli i jedyną opcją oddania miasta byłoby wycofanie się, co rodziłoby jednak ten problem, że Polacy mogliby nie czuć "wdzięczności". Taka fikcja, co byście zrobili na miejscu Hitlera? Ja bym, właśnie oddał część Polski, Polakom. Zostawił, trochę sprzętu i postawił armię Rosyjską przeciwko Polskiej. Postawiłoby to, Rosjan w ciężkiej sytuacji. A cała idea, miast-twierdz leżących daleko od frontu, była poroniona. Takim samym miastem był Stalingrad. Jeśli, nie ma się możliwości zawiązania dużych sił wroga, albo gdy wroga stać by oblegać miasto, bo ma ogromną przewagę liczebną, to ma to sens nikły, jeśli nie jest to element większego planu, zawiązania sił wroga do czasu kontrofensywy.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 19, 2014, 20:13:45
Trzeba było zrobić to, co na Pradze. Już 4 sierpnia dowództwo AK na Pragę zdecydowało, że w wyniku niepowodzenia powstania żołnierze mają powrócić do konspiracji. Część wojsk przebiła nię na drugi brzeg aby walczyć dalej, ale większość zaszyła się po lasach aby walczyć dalej.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 19, 2014, 22:24:35
To co pisze Waldzios, brzmi jednak sensownie.
Nie zgadzam się, że w innych krajach nie obchodzi się uroczystości upamiętniających porażki. Anglicy rozpamiętują ofiary rzezi w okopach  w czasie pierwszej wojny nie kryjąc, że ginęli całymi setkami tysięcy bez najmniejszego sensu, Francuzi kultywują przecież pamięć Joanny d'Arc, którą sami spalili na stosie, Niemcy mówią o Hitlerze, a Hiszpanie są dumni z rysunków Francisco Goya, upamiętniających masakry w czasie wojny z Napoleonem, Japończycy pamiętają o bombie atomowej.

Oddzieliłbym wyraźnie rozmowy o powstaniu od tego w jaki sposób obchodzić jego rocznicę. A to prawda, że powstanie Wielkopolskie coraz bardziej się przebija w świadomości narodu i dobrze.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 20, 2014, 03:17:31
Powstanie Warszawskie 1944 - komentarz (http://wiersze.doktorzy.pl/powstanie.htm) Autor nieznany

Ze względu na cenzurę, zamieszczam tylko odnośnik.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Września 20, 2014, 07:45:03
Chciałbym przypomnieć, byście wszyscy prowadzili w miarę spokojną rozmowę. Temat trudny i każdy ma swoje spojrzenie na ten temat. Lecz nadużywanie wulgaryzmów, nawet jeżeli to niby cytat nie będzie tolerowane.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 20, 2014, 07:59:02
Pierwszy akapit właściwie skreśla cały sens studiów historycznych. Bo one polegają właśnie na tym, że historyk siedzi w fotelu, popija herbatę i rozważa- warto, nie warto, tak by było lepiej a ten generał to w ogóle nie wiadomo za co szlify dostał.
Historia właśnie jest od oceniania i wyciągania wniosków. Bez tego byłaby tylko sztuką dla sztuki.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Września 20, 2014, 10:02:56
Wow, nigdy nie spodziewałem się, że zobaczę Waldziosa przeklinającego, tym bardziej nie aż tak. Widać musieliście go nieźle zdenerwować :P
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Września 20, 2014, 10:53:31
Pamięć tak ale na cmentarzach i bez pompy tak jak teraz. Teraz Powstanie to chyba najbardziej huczne obchody. Nie oceniam co ja bym zrobił bo nie wiem. Oceniam to tylko przez pryzmat dzisiejszy, że kultywowanie masakry i porażki nie ma sensu bo może znajdą się naśladowcy. Powstanie to cenne doświadczenie z historii o którym powinniśmy pamiętać ale wnioski powinniśmy wyciągać negatywne a nie pozytywne. Zdrowy naród to ten który chcę wygrywać i jest dumny ze zwycięstw w pierwszej kolejności. Tyle w temacie.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: huth w Września 20, 2014, 12:47:32
Powiem wam, że byłem na Miasto 44 i kurde, co za kino! Ponowoczesna przewrotna rozpierducha z efektami jak z Matrixa i Szrregowca, dobrze ze jest taki Komasa, którego nie obchodzi realistyczne i klasyczne podejście. Polityka gdzieś daleko w tym wszystkim.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 20, 2014, 12:48:55
Ostry ton nt. powstania musi być ponieważ inaczej nikt się nie przebudzi. Porażki kontemplujemy na cmentarzach i tylko tam. Koniec i kropka.
Kim będziemy po tym przebudzeniu, jeśli wyrzekniemy się polskiej historii?
Co zyskamy, gdy zrobimy z Polaków pokorne bydło, które zamiast walczyć idzie grzecznie na rozstrzelanie?
Przebudzimy się i co? Popędzimy po rosyjskie paszporty?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 20, 2014, 13:05:27
A myślałem, że Waldzios tak ładnie wszystko wyjaśnił, że nie będzie już rozmowy jak dla mnie - nic dodać nic ująć.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 20, 2014, 13:10:33
Waldzios, tu nie o to chodzi, aby wyprzeć dumę z osiągnięć naszego oręża. Tylko, by być dumnym ze zwycięstw. Tu masz powstanie:
http://youtu.be/WqDehyjVIKk?t=3m21s (http://youtu.be/WqDehyjVIKk?t=3m21s)
Co do elitarnych dywizji...Więcej było takich jak SS Dirlewanger, z tego co kojarzę. Czyli, mordercy wyciągnięci z więzień, którzy w walce z ruskimi dostali równo, zerowa wartość bojowa, ale długoletnie doświadczenie w pacyfikacjach wsi. Wlasowcy, którzy także, nie radzili sobie w walce z powstańcami, bo ich mocną stroną były zbrodnie wojenne... Taką hołotę, wysłano do Warszawy i uzupełniano straty, bo przecież w więzieniach/obozach byli potencjalni rekruci. Więc, przetoczyły się te oddziały przez stolicę, gwałcąc, paląc i rabując. Jaki tu sukces powstania, że taki bicz sprowadzili na cywilów?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 20, 2014, 13:17:33
No właśnie, Niemcy mieli właśnie takich ludzi i to oni decydowali gdzie, kiedy i na kim ich użyją, więc trzeba było siedzieć cicho i czekać, czy Hitler uzna, że w tym miesiącu będzie wytrzebić ten a nie inny naród?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Września 20, 2014, 13:33:46
Cytuj
Kim będziemy po tym przebudzeniu, jeśli wyrzekniemy się polskiej historii?
Co zyskamy, gdy zrobimy z Polaków pokorne bydło, które zamiast walczyć idzie grzecznie na rozstrzelanie?
Przebudzimy się i co? Popędzimy po rosyjskie paszporty?

Ale kto tu się chce wyrzec polskiej historii? Bądźmy dumni, że jesteśmy Polakami, oddawajmy hołd walczącym nawet za beznadziejną sprawę, szanujmy ich, podziwiajmy, ale nie sławmy bardziej takich wydarzeń od naszych wspaniałych zwycięstw!
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 20, 2014, 13:44:23
Jak w Rosji wyglądają obchody:
https://www.youtube.com/watch?v=Sy1K9U4MJkg (https://www.youtube.com/watch?v=Sy1K9U4MJkg)
Gdyby pewien, użytkownik tego forum tam rządził, to by świętowali 22 czerwca, i płakali, że tak dzielnie walczyli a ten niecny blitzkrieg...Sniff sniff...


Historia to pewien ciąg decyzji. Jedne są dobre, inne są złe. Oceniamy to z perspektywy czasu, zwłaszcza te ryzykowne decyzje. Skoro, możemy rzucić tezę, że Napoleon mógł użyć elitarnej gwardii do osłony odwrotu spod Waterloo, zamiast rzucić wszystko na jedną kartę i stracić całą armię to możemy kwestionować powstanie. To samo, z szarżą Picketta. Także, czas pokazał, że Longstreet miał rację a atak był pozbawiony sensu. W historii każdego państwa, pełno jest błędów i porażek, tyle, że w Polsce my podchodzimy do nich źle.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 20, 2014, 13:54:13
Waldzios, tu nie o to chodzi, aby wyprzeć dumę z osiągnięć naszego oręża. Tylko, by być dumnym ze zwycięstw. Tu masz powstanie:
http://youtu.be/WqDehyjVIKk?t=3m21s (http://youtu.be/WqDehyjVIKk?t=3m21s)
Tylko jeśli założysz ze można być dumnym wyłącznie ze zwycięstw.
Czy postawa ludzka, odwaga, poświecenie nie ma żadnego znaczenia?

Sam kilkakrotnie podkreśliłeś ze AK zamiast przystępować do powstania, mogło wycofać się z Warszawy, to by pewnie była mądra decyzja, straciliby trochę sprzętu, ale ocalili życie. 
AK tkwiłoby w lesie, a cywile byliby mordowani w Festung Warshau. Czy wtedy byłbyś dumny?

Ale kto tu się chce wyrzec polskiej historii? Bądźmy dumni, że jesteśmy Polakami, oddawajmy hołd walczącym nawet za beznadziejną sprawę, szanujmy ich, podziwiajmy, ale nie sławmy bardziej takich wydarzeń od naszych wspaniałych zwycięstw!
Ale jedno drugiemu nie przeczy.
Oczywiście, czcijmy zwycięstwa, jestem nawet zwolennikiem przeniesienia święta niepodległości na jakiś milszy termin.

Wcale nie domagam się oddawania hołdu powstaniu, szacunek wystarczy.
Sprzeciwiam się wyłącznie propagandzie nienawiści, oraz otwartemu ignorowaniu faktów które to tej propagandy nie pasują.

Problem w tym ze brakuje nam postawy neutralnej, jest "hołd", potem długo długo nic i wreszcie modne "zdrajcy, idiotyzm, zbrodnia".
Gdzie się podziało normalne ludzkie podejście: "to byli zwykli młodzi ludzie w niemożliwej sytuacji".
Pierwszy akapit właściwie skreśla cały sens studiów historycznych. Bo one polegają właśnie na tym, że historyk siedzi w fotelu, popija herbatę i rozważa- warto, nie warto, tak by było lepiej a ten generał to w ogóle nie wiadomo za co szlify dostał.
Historia właśnie jest od oceniania i wyciągania wniosków. Bez tego byłaby tylko sztuką dla sztuki.
Nie wmówisz mi ze hasła "zdrajcy, idiotyzm, zbrodnia", mają cokolwiek wspólnego z rozważaniami historycznymi. Historyk powinien być neutralny, rzeczowy, zaangażowanie emocjonalne dyskredytuje go.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 20, 2014, 14:06:30
Czy postawa ludzka, odwaga, poświecenie nie ma żadnego znaczenia?
W historii? Zazwyczaj nie. Odważni, leżą na cmentarzach a sprytni zapisują na kartach historii, że to oni byli odważni. To przykre, ale straty USA w wojnach światowych były o wiele mniejsze, niż w czasie wojny secesyjnej. Tyle, że potem wyrośli na wielkie mocarstwo, dorobili się super wytwórni filmowych i kręcą filmy o plaży Omaha. Ile osób obejrzało szeregowca Ryana na świecie, a ile jakiś film o powstaniu? Kto, jest odważny w oczach świata? No tak... Ty wiesz, lepiej. Szkoda, ale typowy obywatel jakiejś Portugalii zapewne, na pytanie o powstaniu odpowie, że niby jakieś było ale na pocieszenie, wie gdzie leży Warszawa doskonale, a na pytanie o lądowanie w Normandii streści kilka znanych każdemu filmów wojennych. Kto jest odważny w jego oczach?
Oczywiście, Ci którzy wyskakiwali z barek.

AK tkwiłoby w lesie, a cywile byliby mordowani w Festung Warshau. Czy wtedy byłbyś dumny?
   Wtedy Stalin ruszyłby z frontem wcześniej, chcąc pokazać się jako "zbawca" Warszawy i umieścić tam swój PKWN. Gdyby zapytać cywili, czy wolą życie z PKWN czy śmierć, to wybór byłby jasny. Jeśli, nie wierzysz w to, to spójrz na losy powojenne. Komuniści jednali sobie naród tym, że da się żyć. Jakoś. Ale, zawsze. AK także by przetrwała. W o wiele lepszej kondycji, mogłaby przejść do konspiracji niemilitarnej, czekać na lepsze czasy.

   Hasła: "zdrajcy" "idiotyzm" itd. mają zastosowanie w historii bo pełno w niej poronionych pomysłów.
     
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 20, 2014, 14:13:08
Wiesz co Warder tu masz rację, ciężko nie użyć słowa "idiota", czy "zdrajca" jak się czyta historię. No tu się zgadzam.
Ja też rozszerzyłbym tą listę o kilka słów, na które zaraz nałożono by cenzurę. Np. jak piszę doktor Mengele, to tak na prawdę myślę coś zupełnie innego. "Pojeb", to i tak jest delikatne, bo "pojeb", to ktoś kto sika ci na samochód. Jak zbudować właściwą skalę?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 20, 2014, 14:19:53
W historii? Zazwyczaj nie. Odważni, leżą na cmentarzach a sprytni zapisują na kartach historii, że to oni byli odważni. To przykre, ale straty USA w wojnach światowych były o wiele mniejsze, niż w czasie wojny secesyjnej. Tyle, że potem wyrośli na wielkie mocarstwo, dorobili się super wytwórni filmowych i kręcą filmy o plaży Omaha. Ile osób obejrzało szeregowca Ryana na świecie, a ile jakiś film o powstaniu? Kto, jest odważny w oczach świata? No tak... Ty wiesz, lepiej. Szkoda, ale typowy obywatel jakiejś Portugalii zapewne, na pytanie o powstaniu odpowie, że niby jakieś było ale na pocieszenie, wie gdzie leży Warszawa doskonale, a na pytanie o lądowanie w Normandii streści kilka znanych każdemu filmów wojennych. Kto jest odważny w jego oczach?
Oczywiście, Ci którzy wyskakiwali z barek.
To co czym piszesz to nie historia, tylko sposób "sprzedawania" historii.
Fakt  ze świat lepiej zna filmy o lądowaniu w Normandii, niż te o powstaniu, udowadnia tylko ze kręcimy kiepskie filmy, nie ma zupełnie nic wspólnego z oceną powstania.

Każdy naród ma ciemne i jasne strony historii, różnica istnieje w jej przedstawieniu.

Dla mnie najlepszym przykładem jest Japonia i moda na samurajów.
W prywatnej rozmowie japoński historyk przyzna, ze kodeks honorowy był absurdem, rytualne samobójstwa idiotyzmem, a słynne miecze to dowód na pięćsetletnie zacofanie technologiczne.
Różnica jest taka, ze nigdy nie zrobi tego publicznie.
   Wtedy Stalin ruszyłby z frontem wcześniej, chcąc pokazać się jako "zbawca" Warszawy i umieścić tam swój PKWN. Gdyby zapytać cywili, czy wolą życie z PKWN czy śmierć, to wybór byłby jasny. Jeśli, nie wierzysz w to, to spójrz na losy powojenne. Komuniści jednali sobie naród tym, że da się żyć. Jakoś. Ale, zawsze. AK także by przetrwała. W o wiele lepszej kondycji, mogłaby przejść do konspiracji niemilitarnej, czekać na lepsze czasy.
No jasne, Niemcy wbrew dziesiątkom rozkazów i dokumentów oddaliby miasto bez walki, wygodne ignorowanie faktów. Powiedz mieszkańcom Festung Breslau ze Stalin to "zbawca".

   Hasła: "zdrajcy" "idiotyzm" itd. mają zastosowanie w historii bo pełno w niej poronionych pomysłów.
Pod warunkiem ze wynikają z faktów, a nie z mody lub propagandy.
Zresztą nie pisałem o "historii", tylko o historykach którzy z racji pełnionego zawodu powinni przestrzegać pewnych zasad etycznych.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 20, 2014, 14:35:40
Jakie znaczenie miał Wrocław? A jakie Warszawa...
2 A. Panc. miała przy tym trzykrotnie większe zapasy amunicji oraz większe zasoby paliwa niż walcząca na rzekomo priorytetowym przyczółku warecko-magnuszewskim radziecka 69. Armia[222]. 28 lipca 1944 Stawka poleciła dowództwu I Frontu Białoruskiego, aby swoim prawym skrzydłem rozwinęło natarcie na Warszawę i nie później niż 5-8 sierpnia zdobyło Pragę oraz sforsowało Wisłę na wysokości Pułtuska i Serocka. W tym samym czasie lewe skrzydło frontu miało uchwycić przyczółki w rejonie Dęblina, Solca i Zwolenia. Po sforsowaniu Wisły marszałek Rokossowski miał kontynuować natarcie w kierunku Torunia i Łodzi. Dokument ten – ujawniony dopiero po rozpadzie ZSRR – pozwala wysnuć wniosek, że sowieckie dowództwo planowało w pierwszych dniach sierpnia 1944 zdobyć Warszawę za pomocą dwustronnego manewru okrążającego
Porażka w bitwie pancernej pod Warszawą spowolniła co prawda natarcie Rokossowskiego, lecz w mniejszym stopniu niż przedstawiała to później radziecka propaganda. W dokumentach przechowywanych w Centralnym Archiwum MON Federacji Rosyjskiej (datowanych na lipiec 1944) nie znaleziono żadnej wzmianki o załamaniu natarcia na Warszawę ze względu na niemiecki opór[226]. Co prawda 1 sierpnia dowodzący 2. A. Panc. generał Aleksiej Radziejewski wydał swoim oddziałom rozkaz przejścia do obrony, lecz miała to być jedynie przerwa taktyczna – niezbędna, aby uzupełnić zapasy amunicji i paliwa. Jeszcze 2 sierpnia radziecka „Prawda” zagrzewała czerwonoarmistów hasłem „na Warszawę!”[223]. Przewaga sowiecka była wówczas wyraźna i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa Niemcy nie zdołaliby utrzymać miasta. Na kierunku warszawskim Rokossowski dysponował 75 wielkimi jednostkami (w tym wieloma pancernymi), którym Niemcy przeciwstawić mogli w najlepszym razie ok. 22 dywizji[227]. Z meldunków składanych przez radzieckie oddziały frontowe wynikało, że na początku sierpnia 1944 roku zachodni brzeg Wisły był w wielu miejscach w ogóle nieobsadzony przez Niemców[228]. Dowództwo niemieckiej 9. Armii oceniało sytuację w rejonie Warszawy jako katastrofalną
-wiki
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 20, 2014, 15:00:13
A mam odpowiedź na twoje pytanie Warder o to co należy zrobić na miejscu Hitlera. Przypomniało mi się, że takie pytanie padło w jednym odcinku Monty Pythona, podali też prawidłową odpowiedź:
"Na początku zaanektowałbym Polskę".

Twoja gra RPG w Hitlera zakłada, że ten człowiek działał racjonalnie. To jednak jest błąd.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 20, 2014, 15:19:58
Jakie znaczenie miał Wrocław? A jakie Warszawa...
Znaczenie propagandowe było nieporównywalne.
Znaczenie strategiczne było co najmniej równe, Warszawa była ważnym węzłem kolejowym.

Jeśli nie odpowiada ci przykład Wrocławia  to weźmy Mińsk (białoruski), dlaczego w Warszawie nie miało by się powtórzyć to samo?

Reszta tekstu udowadnia tylko ze Rosjanie mieli przewagę liczebną, żadne odkrycie. Gdyby Niemcy uwzględniali to w kalkulacjach, złożyliby kapitulacje na początku wojny.

Niemcy wiedzieli o własnych planach przeciwnatarcia, więc nie musieli się spieszyć z obroną.

Dobrym przykładem w tej kwestii jest Poznań. Praktycznie nie przygotowane do obrony miasto w ciągu kilku dni zmieniło się w twierdze, a garnizon zwiększył się z 12 to 65tys (z czego połowa to regularne oddziały 9 Armii). W efekcie w trakcie walk centrum miasta legło w gruzach.

Trochę gdybania:
Ciągle powtarzacie ze powstańcy powinni przewidzieć ze front się zatrzyma na pół roku,
a skoro powstańcy mogli to przewidzieć, to tym bardziej Niemcy powinni mieć taką wiedze.

Wedle tej logiki rozkaz o fortyfikacji z 27 lipca wydano na pół roku przed wkroczeniem sowietów, mnóstwo czasu na przygotowania :P.

Skoro powstańcy to "idioci", a zatrzymanie frontu było zasadne i przewidywalne, to Niemcy planowali półroczne prace fortyfikacyjne!!! Gdzie tu miejsce na ocalenie stolicy?

Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 20, 2014, 16:00:14
    Ile czasu trwało zdobywanie Mińska? Co do Wrocławia, Poznania itd. Nie zapominajmy o jednym, celem był Berlin, serce Niemiec. Olbrzymia przewaga pozwalała, na to by okrążać miasta. Taktyka ta, była niekorzystna dla Niemców. Front im się łamał a Ci poświęcali kolejne tysiące na obronę miast, których obronić nie mogli. Ten sam błąd popełnił Napoleon w 1813.
   Zresztą rzucasz cały czas przykładami twierdz, które naprawdę walczyły. A co ze Szczecinem? Świetne położenie, doskonale umocniony, obsadzony tysiącami żołnierzy. Poddał się praktycznie bez walki. Jeśli by, założyć, że Własowcy, Dirlewanger itd. broniliby Warszawy to, scenariusz poddania się wykreślamy. Ale Ci żołnierze, byli bardzo kiepscy, zapewne więcej kombinowaliby jak uciec z Warszawy niż jak jej bronić.
   Kołobrzeg bronił się 14 dni. Kolejna wielka twierdza.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 20, 2014, 16:14:41
    Ile czasu trwało zdobywanie Mińska?
Zdobywanie Mińska trwało 5 dni, wystarczyło by zburzyć 80% budynków i zredukować populacje do 50tys.
Co do Wrocławia, Poznania itd. Nie zapominajmy o jednym, celem był Berlin, serce Niemiec. Olbrzymia przewaga pozwalała, na to by okrążać miasta. Taktyka ta, była niekorzystna dla Niemców. Front im się łamał a Ci poświęcali kolejne tysiące na obronę miast, których obronić nie mogli. Ten sam błąd popełnił Napoleon w 1813.
W przypadku Wrocławia, Poznania celem był Berlin, a w przypadku Warszawy co? Tokio?
Warszawę można okrążać, Wrocławia i  Poznania nie?
Gdzie tu logika?
   Zresztą rzucasz cały czas przykładami twierdz, które naprawdę walczyły. A co ze Szczecinem? Świetne położenie, doskonale umocniony, obsadzony tysiącami żołnierzy. Poddał się praktycznie bez walki. Jeśli by, założyć, że Własowcy, Dirlewanger itd. broniliby Warszawy to, scenariusz poddania się wykreślamy. Ale Ci żołnierze, byli bardzo kiepscy, zapewne więcej kombinowaliby jak uciec z Warszawy niż jak jej bronić.
W przypadku Szczecina dziesiątki wysoko postawionych nazistów nie powtarzały na dziesiątki sposobów, ze miasto należy zburzyć.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 20, 2014, 16:31:53
    Warszawa miała znaczenie propagandowe, jej zdobycie, najlepiej w jednym kawałku przez siły ludowego wojska i umieszczenie tam PKWN byłoby sukcesem. Poznań miał znaczenie jako węzeł kolejowy. Z tego co wyczytałem, Niemcy mogliby zamknąć się w Warszawie, ale ich sytuacja na odcinku centralnym frontu, po mancie na Białorusi była rozpaczliwa. Ewentualne, wpakowanie wszystkiego co się rusza do miasta, było głupie.
Oczywiście, Hitler miał swój świat, w którym nagle alianci zachodni zmieniają front a miasta twierdze, to doskonałe przyczółki do ofensywy. Hitler, chciał zniszczyć Warszawę. Możliwe, że doszłoby do zamiany miasta w twierdzę, ale ta idea byłaby poroniona. Miasta-twierdze, broniły się dobrze gdy były miastami niemieckimi, to takie moje zdanie. Armia niemiecka, otoczona w Warszawie byłaby w położeniu beznadziejnym.
    Wystarczy spojrzeć, jak gówniane wojsko Niemcy rzuciły na naszą stolicę w momencie powstania. Jakaś policja, trochę dobrych żołnierzy, motłoch z RONu, Dirlewanger itd. Ta hałastra gdyby uderzyło na nią wojsko, zostałaby rozbita. Wątpię aby doborowe jednostki jak Viking zostały poświęcone do twierdzy.


PS.
Aby nie było, nie krytykuje młodych ludzi, którzy walczyli o wolną Polskę. Czasem trzeba zaryzykować i powstanie ma ten piękny element, że walczyliśmy jak Polacy. Ale Monte Cassino, gdy łamała się obrona, na wzgórzu otoczonym trupami, to nasi zaczęli śpiewać "Jeszcze Polska nie zginęła" i walczyli dalej. Byli żołnierzami na wojnie, świadomie poświęcali własne życie, "Za Polskę i dla Polski" jak rzekł umierający oficer. Niemiecka radiostacja trąbiła, że wystarczy, że podejdą do posterunku i krzykną "Do domu" a zostaną odwiezieni do Polski, mówili o tym, co w kraju wyrabiają sowieci, a jednak, prawie nikt, nie szedł. Choć, ludzie Ci znali dobrze sowietów i wiedzieli, że to prawda.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 20, 2014, 16:45:00
    Warszawa miała znaczenie propagandowe, jej zdobycie, najlepiej w jednym kawałku przez siły ludowego wojska i umieszczenie tam PKWN byłoby sukcesem. Poznań miał znaczenie jako węzeł kolejowy.
Przestań powtarzać propagandę i zerknij na przedwojenna mapę połączeń kolejowych, szczególnie we wschodniej Polsce.
(click to show/hide)
Warszawa nie była po prostu węzłem kolejowym, ona była Węzłem Kolejowym.
Z tego co wyczytałem, Niemcy mogliby zamknąć się w Warszawie, ale ich sytuacja na odcinku centralnym frontu, po mancie na Białorusi była rozpaczliwa. Ewentualne, wpakowanie wszystkiego co się rusza do miasta, było głupie.
Oczywiście, Hitler miał swój świat, w którym nagle alianci zachodni zmieniają front a miasta twierdze, to doskonałe przyczółki do ofensywy. Hitler, chciał zniszczyć Warszawę. Możliwe, że doszłoby do zamiany miasta w twierdzę, ale ta idea byłaby poroniona. Miasta-twierdze, broniły się dobrze gdy były miastami niemieckimi, to takie moje zdanie. Armia niemiecka, otoczona w Warszawie byłaby w położeniu beznadziejnym.
    Wystarczy spojrzeć, jak gówniane wojsko Niemcy rzuciły na naszą stolicę w momencie powstania. Jakaś policja, trochę dobrych żołnierzy, motłoch z RONu, Dirlewanger itd. Ta hałastra gdyby uderzyło na nią wojsko, zostałaby rozbita. Wątpię aby doborowe jednostki jak Viking zostały poświęcone do twierdzy.
Każde oblężenia z natury było głupie, ale Niemcy mimo to je organizowali. Zakładanie ze mimo obietnic, w Warszawie zachowaliby się inaczej jest naiwne.

Aby nie było, nie krytykuje młodych ludzi, którzy walczyli o wolną Polskę. Czasem trzeba zaryzykować i powstanie ma ten piękny element, że walczyliśmy jak Polacy. Ale Monte Cassino, gdy łamała się obrona, na wzgórzu otoczonym trupami, to nasi zaczęli śpiewać "Jeszcze Polska nie zginęła" i walczyli dalej. Byli żołnierzami na wojnie, świadomie poświęcali własne życie, "Za Polskę i dla Polski" jak rzekł umierający oficer. Niemiecka radiostacja trąbiła, że wystarczy, że podejdą do posterunku i krzykną "Do domu" a zostaną odwiezieni do Polski, mówili o tym, co w kraju wyrabiają sowieci, a jednak, prawie nikt, nie szedł. Choć, ludzie Ci znali dobrze sowietów i wiedzieli, że to prawda.
Problem w tym ze Monte Cassino jest pod pewnymi względami zbliżone do powstania.
Różnią się głownie etykietką "zwycięstwo", "przegrana".

Teoretycznie było to zwycięstwo, niestety okupione nieproporcjonalnymi stratami, a na koniec zupełnie nie wykorzystane.
Alianci zwycięstwo zmarnowali, Polacy nie zyskali zupełnie nic.

Nie było nawet sukcesu dowódczego, ot walka na wyczerpanie, jak skomentował pewnie Niemiec "W końcu nam zabrakło amunicji, a Amerykanom nie zabrakło czołgów."

Oprócz postawy Polaków, teoretycznie nie ma z czego być dumnym. To samo dotyczy powstania.

Ze strategicznego punktu widzenia, przegrane powstanie przynajmniej spowolniło natarcie sowieckie, bitwa o Monte Cassino nie dała nic.

Oceny historyków nie są wcale pozytywne:
"kampania, która ze względu na brak sensu strategicznego i wyobraźni taktycznej jest czymś wyjątkowym w historii wojskowości"  J.F.C. Fuller
"niewiele warte zwycięstwo okupione ogromnymi stratami" John Ellis
 
Na koniec Norman Davies:
"Zbyt często, w imię poszukiwania tak zwanej prawdy obiektywnej, historycy odzierają historię ludzkości z uczuć, emocji i moralnego wymiaru. Monte Cassino odarte z męstwa, rozpaczy, patriotyzmu, bólu i uniesienia nie byłoby Monte Cassino."
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 20, 2014, 19:03:19
To ja jeszcze się wypowiem z czysto militarnego, odhumanizowanego punktu widzenia- najgłupsze co może zrobić dowódca to bezmyślnie szafować żołnierzami. Miasto zostanie zburzone? Trudno. Zginą cywile? Trudno. Ale ja dalej mam armię. Mogę walczyć jeszcze długo. A w przypadku powstania stracono wszystko- miasto, ludzi i wojsko. Nie zyskano nic. 3-0 to raczej kiepski wynik.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 20, 2014, 20:54:36
To ja jeszcze się wypowiem z czysto militarnego, odhumanizowanego punktu widzenia- najgłupsze co może zrobić dowódca to bezmyślnie szafować żołnierzami. Miasto zostanie zburzone? Trudno. Zginą cywile? Trudno. Ale ja dalej mam armię. Mogę walczyć jeszcze długo. A w przypadku powstania stracono wszystko- miasto, ludzi i wojsko. Nie zyskano nic. 3-0 to raczej kiepski wynik.
Odpowiem analogicznie.
Zatrudnianie jasnowidzów, z czysto militarnego punktu widzenia, nie jest praktykowane.

Z odhumanizowanego punktu widzenia, gdyby można z góry przewidzieć wynik każdej bitwy, nie było by wojen.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 20, 2014, 20:57:34
Miałeś do czynienia z historią wojskowości? Czytałeś Clausewitza, von Moltkego albo przynajmniej Korolkowa?
Jasnowidz nie jest potrzebny. Wystarczy zdrowy rozsądek. A ten zakazuje rzucania się z gołymi rękoma na przeciwnika.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 20, 2014, 21:11:35
A tak z czystej ciekawości jak widzisz beanshee coś takiego jak walka ludzi w obozach śmierci?
Był taki film na ten temat - "Szara strefa".
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 20, 2014, 21:22:54
Mnie bardziej interesuje opinia beanshee o powstaniu w getcie warszawskim.

W przypadku powstania warszawskiego można na siłę ignorować pewne fakty.
Przy  powstaniu w getcie jest trudniej, nie można spekulować. ze gdyby nie wybuchło to mieszkańcy żyli by długo i szczęśliwie.

Co niezawodny zdrowy rozsądek Clausewitza mówi o walce w takiej sytuacji? Czy to był moment, kiedy najwyższa śmiałość była miarą mądrości, a może odwrotnie ?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 20, 2014, 21:24:47
No właśnie co by nam Clausewitz doradził?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Września 20, 2014, 21:27:55
Clausewitz napisałby, że przewidujący dowódca nie dopuściłby do takiej sytuacji :P
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 20, 2014, 21:33:24
To jakby tu uniknąć II wojny światowej?
Zresztą zapraszam do działu "Kłodą w pikinierów" to sobie pogadamy o takich ciekawych scenariuszach na różne alternatywne sytuacje i problemy.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 20, 2014, 21:36:19
Powstańcy z getta nie mieli żadnych celów militarnych do osiągnięcia. Oni chcieli jedynie narobić huku przed śmiercią. A buntami w obozach śmierci było trochę inaczej- w takim Sobiborze kilkudziesięciu więźniów doczekało końca wojny.
Z powstaniem z 44 roku jest inaczej. Tam były cele militarne do zrealizowania. Jednak okazało się, że cele te nie mogły być osiągnięte. Z różnych względów, ale główny problem był taki, że oni mieli za dużo a my za mało.
Von Clausewitz radził, aby dowódca nie bał się czekać a nawet wycofywać. Według niego było to dużo lepsze rozwiązanie od wykrwawiania się w nierównym boju. Dowódca musiał umieć szukać okazji. Nie wdawać się w walkę tylko uderzać raz a porządnie.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 20, 2014, 21:40:37
Oderwanie się od przeciwnika to elementarne zagrywka, zwłaszcza dla nas starych wyjadaczy strategii komputerowych. No ale, jak ci Warszawiacy mieli się oderwać od Hitlera? Rozumiem o co ci chodzi, ale to na prawdę zaczyna coraz bardziej jeździć po gdybaniu.

No cóż, to jest twój pogląd, masz do niego prawo. Może nawet jakieś możliwości istniały.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 20, 2014, 21:50:10
Kampinos był wtedy jeszcze całkiem łatwo dostępny.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 20, 2014, 22:07:17
No cóż to jest jakaś myśl, tylko tyle, że ja jestem facetem, któremu szybko puszczają nerwy. Więc, głupio mi pisać co mogli zrobić ludzie w tak ekstremalnej sytuacji. Ja bym stracił panowanie nad sobą i zdolność do racjonalnego myślenia gdzieś koło 10.30 pierwszego września 1939.

Może można było podjąć inne decyzje, ale to jednak jest kwestia oceny niewymiernych sytuacji. Dla tych ludzi jeszcze trudniejszych do uchwycenia.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 20, 2014, 22:11:18
Dlatego podejście -nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera- nie ma sensu. Po coś te szkoły oficerskie istnieją. I po coś dostanie się do najlepszych nie jest zbyt proste.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Września 20, 2014, 22:14:04
Dostanie się jest trudne tylko dlatego, że mało tych szkół jest. W sumie chyba z 5, przy czym na lotnictwo i siły morskie po jednej.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 20, 2014, 22:23:21
Nie mam na myśli tylko polskich szkół. Do brytyjskiego Sandhurst czy amerykańskiego West Point dostać się jest tak ciężko jak na najlepsze cywilne uczelnie.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 20, 2014, 23:31:14
Powstańcy z getta nie mieli żadnych celów militarnych do osiągnięcia. Oni chcieli jedynie narobić huku przed śmiercią.
Idealnie, tego spodziewałem, coś nie pasuje do teorii to to odrzucamy całkowicie.

Pytanie brzmiało, czy powinni walczyć, a nie czy mieli cele militarne .
Dlatego podejście -nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera- nie ma sensu. Po coś te szkoły oficerskie istnieją. I po coś dostanie się do najlepszych nie jest zbyt proste.
Nie jestem pewien co sugerujesz, ale dla jasności:
Tadeusz Komorowski „Bór” ukończył  szkołę oficerską piechoty i kawalerii w Wiener Neustadt.
Antoni Chruściel ukończył  szkołę oficerską w armii austriackiej, wykładał taktykę w WSWoj. w Warszawie.
Tadeusz Pełczyński i Leopold Okulicki  - ukończyli Wyższą Szkołę Wojenną w Warszawie.
Itd.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Września 21, 2014, 00:37:20
Za to Oktawian nie ukończył żadnej szkoły wojskowej. Tylko i wyłącznie do tego piję:)
Powstanie w getcie od powstania warszawskiego różnią się od siebie jak dzień od nocy. Jakiekolwiek porównania są bezcelowe.
A czy żydzi powinni się wtedy bić? Tak. Nie mieli nic do stracenia. Zdawali sobie sprawę, że i tak są skazani na śmierć. Co do jednego.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 21, 2014, 09:36:09
Ja nie kończyłem, ale mówisz to tak jakbyś była co najmniej wykładowcą w West Point. :)
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 21, 2014, 10:03:19
Co do getta, sprawa prosta - to był wybór jak umrzeć. Ludzie, umówili się, że z bronią lepiej więc...
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 21, 2014, 10:32:32
Moja ocena Powstania Warszawskiego opiera się raczej na moim doświadczeniu życiowym, czyli wychodzę z założenia, że nie można żyć w ciągłym stresie i zaszczuciu. Nie na kalkulacjach wojskowych. Jak już pisałem, to są wszystko nie dające się jednoznacznie uchwycić zjawiska, więc nie uważam moich poglądów z jedynie słuszne. Na ile powstanie warszawskie, różni się od powstania w getcie to też jest kwestia spojrzenia, może to wcale nie była taka wielka różnica np. dla kogoś kto wiedział, że może jutro zostać zastrzelony bo wyjdzie w nocy z domu po lekarze dla chorego dziecka. Prawda?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 21, 2014, 14:03:13
Powstanie w getcie od powstania warszawskiego różnią się od siebie jak dzień od nocy. Jakiekolwiek porównania są bezcelowe.
O porównywanie tez nie prosiłem, tylko o odpowiedz czy powinni walczyć i jak się do tego maja niezawodne zasady Clausewitza.
Ale nie szkodzi, już się przyzwyczaiłem do ignorowania niewygodnych pytań. Uznam ze dowiodłem mojego argumentu :P.

Ne ujmując Clausewitzowi, wole jednak kierować się zasadami pana Boole’a.

Fakty:
27 lipca - ogłoszenie rozkazu o fortyfikacji Warszawy;
1 sierpnia - wybuch powstania;
3-4 września - przewidywane wkroczenie Rosjan;
17 stycznia - rzeczywiste wkroczenie Rosjan;
(zupełnie ignoruje tu dyskusje czy wkroczenie Rosjan to "bratnia pomoc" czy "niepowstrzymany żywioł" :P)

Teraz spekulacje, są dwie możliwości:
1) sytuacja na froncie nie była przewidywalna;
2) sytuacja na froncie była przewidywalna;

1) sytuacja na froncie nie była przewidywalna;
w tym wypadku powstańcy podjęli słuszną decyzje, a powstanie przy spełnieniu założeń miało szanse się powieść;
wniosek: nie można winić powstańców za brak umiejętności jasnowidzenia;

2) sytuacja na froncie była przewidywalna;
w tym wypadku powstańcy pomylili się w ocenach, a powstanie w tym terminie było błędem;
teraz błąd w logice krytyków, zakładając ze sytuacja była przewidywalna dla powstańców, tym bardziej przy dostępnych środkach była przewidywalna dla Niemców;
skoro dla Niemców sytuacja na froncie była przewidywalna, to planowali prace fortyfikacyjne w Warszawie od 27 lipca nawet do 17 stycznia;
pół roku prac fortyfikacyjnych nie wskazuje na zamiar oddanie miasta bez walki, nie brzmi tez jak sielankowe i bezpieczne miasto z "bajek dla dzieci" opowiadanych przez krytyków powstania;
wniosek: można winić powstańców za bledną ocenę sytuacji, ale nie za zniszczenie miasta;
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 21, 2014, 17:19:03
Olałeś kompletnie mój argument, oparty na relacjach tych którzy przeżyli powstanie w getcie. Więc, uznam, że okazał się silniejszy i moje górą, twój tok myślenia.
Powtarzam jednak, powstanie Warszawskie miało cele w 100% inne niż cele powstania w getcie. Nam chodziło o zwycięstwo, im o to, że skoro i tak zginą to świat umówił się, że lepiej aby to stało się z bronią w ręku. Można by to porównać do powstania warszawskiego , gdyby polegałoby one na tym, że oddziały AK atakują niemieckie oddziały frontowe w tym stylu:
https://www.youtube.com/watch?v=XCtuZ-fDL2E (https://www.youtube.com/watch?v=XCtuZ-fDL2E)

Celem powstańców w getcie powtarzam była godna śmierć i pamięć. Uznali, że lepiej ginie się w walce która nie ma sensu, niż w komorze gazowej. I zgadzam się z nimi. Chodziło o godność. A powstańcy Warszawscy snuli wizję, wyzwolenia ojczyzny.

Powstanie w getcie było paradoksalnie sukcesem. Cel został osiągnięty. Zginęli w bitwie, jak ludzie a nie w obozie, gdzie by kazano im się rozebrać do naga, oddać złote zęby, okulary itd. a następnie by ich zagazowano.  Powstańcy Warszawscy walczyli o wolną Polskę, Ci z getta o godną śmierć. Tego się nie da porównać.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Września 21, 2014, 17:50:45
To jest rozsądny argument, ale nie wiem na ile rzeczywiście wierzono w zwycięstwo w czasie powstania warszawskiego. W wspomnieniach często przewija się motyw zachłyśnięcia się pierwszymi chwilami wolności, rzadko kiedy ktoś wspomina o tym do czego to zmierzało.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Waldzios w Września 21, 2014, 18:02:50
Olałeś kompletnie mój argument, oparty na relacjach tych którzy przeżyli powstanie w getcie. Więc, uznam, że okazał się silniejszy i moje górą, twój tok myślenia.
Nie odpowiadałeś na moje pytanie, wiec dlaczego miałem uznać ze post jest skierowany do mnie?

Powtarzam, pytałem czy powinni walczyć i nie uzyskałem odpowiedzi.
Wypowiedzi nie na temat nie wymagają odpowiedzi.

Dobrze wiem jaki był cel powstania w getcie, jaki był przebieg  i dobrze znam różnice.
Olałem celowo, bo tak jak w przypadku beanshee był wykręcaniem się od odpowiedzi.

Ignorowanie niewygodnych pytań i faktów to jest klasyka bezmyślnej krytyki powstania,.
W zasadzie nie kłamiecie, tylko ignorujecie to co wam do teorii nie pasuje.

Najprostszy przykład to te nieszczęsne węzły kolejowe.
Teoretycznie zdanie "Warszawa była celem propagandowym, a Wrocław i Poznań to węzły kolejowe", nie zawiera kłamstwa.  Dla wygody zgrabnie pomijacie ze Warszawa również była węzłem kolejowym, i to o dużo większym znaczeniu. Klasyka propagandy.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Warder w Września 21, 2014, 18:11:33
Bo to działa na zasadzie:

Warszawę musieli zająć ze względów propagandowych.
Poznań był koniecznym węzłem kolejowym, więc też musieli go zająć.
Warszawa też była węzłem kolejowym, więc tym bardziej opłacało się ją zająć, bo miała podwójne znaczenie. Znaczenie propagandowe było ważniejsze, więc jaki jest sens w pisaniu o kolejnym? Jak piszę o tym, że piłkarz A jest napastnikiem to nie zawsze muszę dodać, że oprócz tego jako tako, gra na lewej pomocy. To jest selekcja faktów, ze względu na te ważne i ważniejsze.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Października 02, 2014, 20:43:46
Dwa miesiące temu hucznie obchodzono rocznicę wybuchu powstania. Dzisiaj mija rocznica zakończenia. I cisza. Nikt nie mówi o gruzach, nikt nie wspomina ofiar. Nikt nie składa wieńców na cmentarzach... smutno tak.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Octavian w Października 03, 2014, 09:59:43
No o tym nie pomyślałem. Coś w tym jest.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 03, 2014, 15:25:57
w darmowym METRO od gw o końcu powstania piszą :P
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Października 03, 2014, 18:44:00
No piszą. Krótkie artykuliki o tym, że się skończyło. I tyle. Czy Warszawiacy są w stanie powiedzieć coś o obchodach? Jakieś wieńce, syreny- cokolwiek?
Tytuł: Powstanie Warszawskie
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Sierpnia 01, 2016, 10:03:08
Dla mnie to oczywista katastrofa i masakra cywili. Wydarzenie, które powinno być głęboko zakopane i nie wywlekane poza cmentarze na których oczywiście powinno się oddawać bez rozgłosu hołd ofiarom, dbać o groby etc. Żaden z dowódców nie poniósł konsekwencji co też jest karygodne. Najbardziej tragiczne jednak jest aktualna postawa większości Polaków. Klęska, która powinna być zapomniana jest wychwalana pod niebiosa i wpisuje się ta cała otoczka i szał w etos martyrologii polskiej. Mało który naród ma takie osiągnięcia i bogatą historię jak nasz. USA czy inne ubogo historyczne kraje, ba nawet Rosjanie świętują zwycięstwa.  A my pałujemy te Powstanie Warszawskie i wieczne użalanie się nad sobą. A to powstanie było prawdziwą rzezią. Jestem ciekaw Waszej opinii.   
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Hieronim114 w Sierpnia 01, 2016, 10:16:00
Tak wszyscy którzy to wspomnieli powinni być sądzeni. A dzisiejszym politykom to odpowiada ponieważ na tym zdobywają zaufanie ludzi, ale przy głębszym pomyśleniu zachowują się jak świnie.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Sierpnia 01, 2016, 18:45:26
Zgadzam się z tym, że Powstanie było katastrofą. Ale absolutnie nie możemy o tym zapominać. Naukę na przyszłość wyciąga się przede wszystkim z porażek.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Dyktator w Sierpnia 01, 2016, 18:55:16
Tak wszyscy którzy to wspomnieli powinni być sądzeni.

Co ty p**** chłopcze?
A może osądźmy jednak osoby, które ewidentnie nie skończyły jeszcze podstawówki, a zaczynają wypowiadać się na publicznych forach?
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Hieronim114 w Sierpnia 01, 2016, 19:48:52
Ja mam swoją teorie jak nie pasuje to mnie możesz zbanować proszę bardzo.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Dyktator w Sierpnia 01, 2016, 20:18:53
Ja mam swoją teorie jak nie pasuje to mnie możesz zbanować proszę bardzo.

Jaką teorię? Gdzie tu jest teoria? Ty tylko piszesz głupoty, najczęściej zdania wyrwane z kontekstu albo tak głupie wiadomości, że nie wiadomo nawet, jak to skomentować. I jeśli dostaniesz bana (a sądzę, że dostaniesz prędzej, czy później, bo nie widzę widocznej poprawy jak dotąd), to właśnie za to, a nie za posiadanie własnego zdania, co próbujesz tutaj zasygnalizować.

A teraz wracając do tematu, przedstaw proszę tą "teorię". Co miałeś na myśli pisząc zdanie, które zacytowałem.  Kogo ty chcesz sądzić? Tych, którzy wspominają powstanie? Jak tak, to powtarzam pytanie z poprzedniego posta.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Hieronim114 w Sierpnia 01, 2016, 20:21:27
Nie chodziło mi o sąd tutaj się zapędziłem chodziło mi o to że niektórzy sztucznie oddają hołd żeby uzyskać poparcie.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Prußak w Sierpnia 01, 2016, 21:07:33
My już jesteśmy takim Chrystusem Narodów i robimy huczne obchody przegranego powstania, przez które zginęły tysiące ludzi i okazało się wielką klęską, na stronach internetowych masa artykułów, a Powstanie Wielkopolskie, które powinno być świętowane ze względu na jego pozytywny koniec jest marginalizowane, na dobrą sprawę z tego co widzę to obchody na rynkach są robione jedynie w Poznaniu i jego bliskich okolicach. W tym roku to już nawet szanowny prezydent Poznania miał to gdzieś i nie pojawił się na najważniejszym święcie w naszym regionie.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Bojar w Sierpnia 01, 2016, 21:38:33
Tak jak napisał Prusak... Chyba głównym powodem tego naszego wychwalania porażek jest nasza "romantyczna" historia, przywiązanie do Mickiewiczów i innych romantyków oraz to, że te wydarzenia były stosunkowo niedawno i nadal żyją ludzie, którzy w tym powstaniu walczyli. Zakładam, że za kolejne 80 lat (o ile nic się ciekawego w geopolityce nie zmieni) powstanie warszawskie będzie obchodzone tak samo jak listopadowe czy styczniowe.

Trzeba przyjąć, że lubimy celebrować nasze porażki a zwycięstw po prostu nie obchodzimy :D (co jest trochę smutne)
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Kamillo18 w Sierpnia 01, 2016, 22:28:56
A co do powstania, no to przytoczę jeden cytat:
Cytuj
''Trzeba było przeżyć 5 lat okupacji w Warszawie w cieniu Pawiaka, trzeba było słyszeć codziennie odgłosy salw, tak, że przestawało się je słyszeć, trzeba było asystować na rogu ulicy przy egzekucji dziesięciu, dwudziestu, pięćdziesięciu przyjaciół, braci lub nieznajomych z ustami zaklejonymi gipsem i oczami wyrażającymi rozpacz lub dumę. Trzeba było to wszystko przeżyć, aby zrozumieć, że Warszawa nie mogła się nie bić.''
Ogólnie, z perspektywy widza i osoby, która jedyną broń jaką trzymała, to wiatrówka, każdemu jest się łatwo wypowiadać, że Powstanie Warszawskie było złe itd. No nie wydaje mi się, że dowódcy od razu zakładali, że przegrają :P Każde powstanie ma mniejsze szanse na powodzenie, jednak, trzeba liczyć na m.in. na czynniki zewnętrzne. Np. Indie i działania Gandhiego spowodowały, że Indie oderwały się od Brytyjczyków. Czy ktoś dawał im tak wielkie szanse na samym początku ? Chyba nie. Co do II Wojny, no to Jugosławia - tam działało kilka partyzantek, sytuacja była jeszcze bardziej tragiczna niż u nas ze względu na podziały etniczne, jednak odnieśli sukces. U nas zadecydowało przede wszystkim stanowisko państw Zachodu, jednak myślę, że takie osoby jak Bór - Komorowski, Pełczyński czy Okulicki liczyły, że Francja i Anglia obiorą nieco inne stanowisko swojego działania.
Mimo wszystko, skończyło się jak skończyło. Wielu poległo, kolebka młodzieży jak np. Baczyński. Należy gloryfikować osoby, które walczyły za stolicę i za kraj. A co do powstania wielkopolskiego - mieszkam w woj. śląskim, jednak dobrze wiem, że 27.12 jest ważnym dniem dla naszej historii. Niestety, po tym co spotkałem ludzi z różnych okolic Polski, wiele osób również z woj. wielkopolskiego nie wie co to za data :D

A nawiązując do postu osoby wyżej, że za 70 lat powstanie warszawskie będzie traktowane jak listopadowe czy styczniowe to tutaj bym się sprzeczał. Literatura polska bogata jest w pozycje napisane przez uczestników powstania warszawskiego, dlatego też tutaj pamięć będzie trwalsza. Także kinematografia jest bogatsza, m.in swietny film z 1956 roku, "Kanał". To raz. A dwa, oczywiście moim zdaniem, takie powstanie styczniowe od początku było bardzo podzielone strukturalnie na terenie RP, dlatego też ono jest najbardziej marginalizowane (przynajmniej ja mam takie odczucie). Wiele osób jedynie z czym kojarzy styczniowe to Traugutt (bo ma on ulice w wielu miastach) i wiersze Orzeszkowej (tutaj to jednak znacznie mniejsza część). O datach, kiedy oba powstania z XIX wieku trwały nie wspominam, bo wiele osób nie ma pojęcia :)
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Sierpnia 01, 2016, 22:47:59
Tego się nie zmieni na pstryknięcie palcem, muszą się zmienić pokolenia. Kult porażek i nieudanych powstań jest promowany i obchodzony "z serca" i "szczerze" głównie przez ludzi w wieku 50+ oraz polityków i inne osoby publiczne dążące do uzyskania poparcia wśród tej grupy. Tacy ludzie albo mieli rodziców lub bliską rodzinę która miała nieszczęście zaznać wojny, lub najstarsi z nich sami brali w tych wydarzeniach udział - dlatego czują większą potrzebę obchodzenia tych świąt i pod ten kierunek kreują scenę polityczną - bo to ona głównie dyktuje "mainstream" świąt narodowych. No i mamy co roku te smętne apele, polityków udających zaangażowanie wiercących się w stołkach byle się skończyło bo chce się puścić bąka i czytanie a wręcz recytowanie przemówień w tym specyficznym grobowym klimacie świętowania klęski plus znudzeni młodzi ludzie przywleczeni przez dziadków. Dla nas to kompletnie bezsensowne, nawet czasem groteskowe ale trzeba spojrzeć na tych powstańców i starszych ludzi którzy siedzą i słuchają apeli ze łzami w oczach - dla nich to się rzeczywiście liczy i myślę że jednak im się należy. Może to taka szopka ale czy wciąż żyjący uczestnicy powstania którzy przetrwali wojnę i komunę nie zasługują chociaż na to? Kiedy tych osób zabraknie, młodsze pokolenia nie będą już tak rozpamiętywać tych wydarzeń. Staną się one po prostu faktem historycznym. Póki co są one faktem historycznym jeszcze niemal namacalnym.

Cała idea "Chrystusa narodów" jest też dość zrozumiała. Naprawdę mało który naród doznał tyle szkody co Polski - udręczony naród potrzebuje mitologi z którą się zwiąże żeby był sens walki o swoje. Dzięki temu Polska po rozbiorach wróciła na mapy, dzięki temu Polska wyrwała się z bloku wschodniego ale dziś kiedy pozycja na mapie jest już dość pewna takie podejście jest rakiem z którym trzeba walczyć. Polski patriotyzm potrzebuje nowej mitologi - mitologi sukcesu, według mnie patriotyzm opiera się na złudzeniu i wmawianiu sobie ideałów - niech to złudzenie i ideały będą adekwatne do stanu obecnego.

Cytuj
A nawiązując do postu osoby wyżej, że za 70 lat powstanie warszawskie będzie traktowane jak listopadowe czy styczniowe to tutaj bym się sprzeczał. Literatura polska bogata jest w pozycje napisane przez uczestników powstania warszawskiego, dlatego też tutaj pamięć będzie trwalsza. Także kinematografia jest bogatsza, m.in swietny film z 1956 roku, "Kanał". To raz. A dwa, oczywiście moim zdaniem, takie powstanie styczniowe od początku było bardzo podzielone strukturalnie na terenie RP, dlatego też ono jest najbardziej marginalizowane (przynajmniej ja mam takie odczucie). Wiele osób jedynie z czym kojarzy styczniowe to Traugutt (bo ma on ulice w wielu miastach) i wiersze Orzeszkowej (tutaj to jednak znacznie mniejsza część). O datach, kiedy oba powstania z XIX wieku trwały nie wspominam, bo wiele osób nie ma pojęcia :)
Myślę że powstanie może zostać nawet bardziej zmarginalizowane i to szybciej niż za 70 lat, daję na to 20.. Bądźmy szczerzy - nas to już nie jara i nikogo jarać w przyszłości nie będzie poza fanami historii. Ludzie mają inne priorytety, jeśli nie byli związani emocjonalnie lub w jakikolwiek inny sposób z powstaniem to zwyczajnie je oleją a świętowanie porażek stanie się coraz mniej huczne.

Swoją drogą - oglądałem teraz na TVP jakiś montaż z dialogami nagrań powstania. Widzę tych ludzi z broniami, granatami, nie mających pojęcia co się dzieje - strach w oczach. Nastolatki rwą się do bitki. Idą walczyć i wielu z nich nie wraca. Dowódcy ochoczo posyłają kolejne zastępy cywilów na rzeź. To jest po prostu smutne. Szanuję tych ludzi i to co zrobili ale dla mnie ich zachowanie jest irracjonalne - granie w rosyjską ruletkę z kulami i wytrenowanym wojskiem. Brak szacunku dla własnego życia i rodziny która będzie opłakiwać ewentualną śmierć Czy to aż taka miłość do szeroko pojętego kraju? Czy to bohaterstwo? Nie wiem - jak dla mnie ci ludzie byli w błędzie i po prostu mi ich szkoda że przehandlowali swoje życia na ideały. Szkodą jest też wpajanie dzieciom w szkołach że "pójście na wojenkę z karabinem w ręku bronić orła białego" jest dobre. Nie jest.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Kamillo18 w Sierpnia 01, 2016, 23:03:18
Szkodą jest też wpajanie dzieciom w szkołach że "pójście na wojenkę z karabinem w ręku bronić orła białego" jest dobre. Nie jest.
Tu się zgodzę z Tobą. Całe szczęście nigdy nie miałem konieczności wyboru jak ludzie te ponad 70 lat temu, jednak wątpię, że zdecydowałbym się pójśc walczyć. Nie z powodu tchórzostwa (chociaż bałbym się, przyznaję), lecz z tego powodu, że raczej średnio widzę umieranie z rozkazu pajaców siedzących ciepło w stołkach i obmyślających przeprowadzenie kolejnej akcji. Zresztą, o tym jak zachowywali sie dowódcy można przeczytać w książce "Powstańczy tryptyk" Bliechewicza. Swoją drogą dobra pozycja :)
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Bojar w Sierpnia 01, 2016, 23:12:37
Kamillo, ale samo rozpoczęcie się powstania rozpoczęło się od kłamstwa płk. Chruściela pseud. Monter jakoby widziano czołgi sowieckie na Pradze co było niemożliwe, bo stały bez paliwa parędziesiąt kilometrów od Wawy. Generałowie bali się sowietów i dlatego postanowili popełnić spektakularne samobójstwo... Było wiadomo już w Teheranie w 43, że Anglicy nam nie pomogą, bo byliśmy przydzieleni do sowieckiej strefy okupacyjnej. Więc k**wa jak niby mieliśmy to wygrać? Brak sprzętu, słabo wyszkoloni żołnierze, obecność cywili, brak szans na pomoc z zewnątrz, przeciwnik nie musi przejmować się stratami cywilnymi, bo ma usprawiedliwienie w postaci powstania itd. Powstanie jednoznacznie było porażką dla Polski, ale co najważniejsze było morderstwem ze strony bezmyślnych i butnych generałów na WŁASNEJ ludności cywilnej.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: Kamillo18 w Sierpnia 01, 2016, 23:17:50
Wiadomo, że po tylu latach jesteśmy mądrzejsi, jednak myślę, że dowódcy powstania w jakiś sposób liczyli na pomoc ze strony aliantów pomimo słownego porozumienia W.Brytanii z ZSRR. Żeby była jasność - w żaden sposób nie bronię dowódców powstania, oddaję jednak hołd walczącym i poległym, dzieciom, młodzieży w moim wieku, starszym, którzy przez te 63 dni dzielnie walczyli i ginęli na ulicach Warszawy, czy też w kanałach.
Tytuł: Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
Wiadomość wysłana przez: beanshee w Sierpnia 02, 2016, 18:16:33
Kamillo, wybacz, ale bredzisz.
Zacznijmy od tego, że w Warszawie przebywał wtedy Jan Nowak - Jeziorański. I on wprost powiedział w KG AK, że na wsparcie aliantów w sytuacji z lata 1944 nie ma co liczyć. Front zachodni był za daleko, o nieprzychylności Sowietów też nikogo przekonywać nie trzeba było. Mało tego, mimo że płk. Kazimierz Iranek-Osmecki (szef wywiadu AK) meldował o kontrnatarciu Wehrmachtu i zakończonej porażką ZSRR bitwą pod Wołominem, "Monter" zawierzył niezweryfikowanej plotce o sowietach na Pradze...
Tajemnicą nie było też to, że zapasy broni wystarczały na uzbrojenie zaledwie 10% wojska. W dodatku brakowało broni p-panc a broni p-lot nie posiadano w ogóle. A o tym, że Niemcy mogą liczyć na wsparcie lotnictwa, czołgów i ciężkiej artylerii to nawet dziecko wiedziało.
Słowem, Powstanie było przede wszystkim decyzją polityczną. Zupełnie nieprzemyślaną i katastrofalną w skutkach.