Uważam, że skoro zaczęła się poważna dyskusja, to należy poprzednie tematy zawiesić, aż tutaj skończy się temat powstania. Tak z szacunku, ale też żeby nie robić z siebie ciężkiego idioty.
Ten temat będzie zawsze kontrowersyjny, bo ciężko o jednoznaczną ocenę. Z jednej strony rozumiem ludzi których drażni celebrowanie kl eski - ale myślę, że to jednak zła perspektywa. Nie chodzi o to, że upamiętniamy porażkę, ale o pamięć ludzi, którzy stali się ofiarami tragedii. Tak to odbieram. Trzeba przyznać, że to o czym mówimy gdy zastanawiamy się nad sensownością tego zrywu, nad tym co ci ludzie utracili - to nie była normalność. Niezależnie od dokumentów, planów, przesiedleń itp. - zwykły szary dzień w okupowanej Warszawie, jak i w innych miastach Polski - to były warunki poniżej jakichkolwiek norm. Przecież ci ludzi patrzyli na likwidację getta, na łąpanki i rozstrzeliwania na terror na każdym kroku. Swoją drogą przy okazji o festungach wychodzi na to, że nie bierzemy pod uwagę poznańskiej Cytadeli - czyli twierdzy którą Rosjanie szturmowali. Zmierzam do tego, że to co wyrabiano tam z ludźmi i w innych umocnionych punktach w Poznaniu i w całej Polsce, bo ani Poznań, Warszawa, czy Wrocław, nie były dla hitlerowców czymś wyjątkowym - no to jest ta normalność, którą stracono w czasie powstania. Można zrozumieć, że ci ludzie chcieli chwycić za broń.
Z drugiej strony nie widzę, jednak nic złego w rozliczeniu się z błędów, zwłaszcza tych, których dało się uniknąć. I to jest jak najbardziej zdrowe podejście i nie świadczy o braku szacunku, a wręcz przeciwnie. W książeczce z serii Osprey - którą widzę lubicie, znalazłem informację, że żołnierze Armii Czerwonej nie byli wstanie pomóc powstańcom, bo byli nieprzegrupowani, nie osiągnęli jeszcze zdolności bojowej. To nie jest radziecka propaganda. Też uważam, że ciężko jest winić Stalina za ofiary powstania. Jednak aliantów, już moim zdaniem można pociągnąć do odpowiedzialności, jak i Rząd londyński. Jeśli nie udało się wygrać, to kto ponosi winę za porażkę? Można stawiać takie pytania - nie ma dla mnie w tym nic co mogłoby świadczyć o braku szacunku. Tak to rozumiem. Dla mnie najbardziej kontrowersyjną w tym temacie jest sprawa dzieci.
Nie umiem ani tego jednoznacznie potępić, ani obronić, tak strasznej decyzji - ale wiem, że te dzieci które walczyły na wojnie wyrastały potem na normalnych ludzi. Dziwnie się potem sucha, jak my mamy ciężko i jakie to złe warunki sprawiły, że Miecio, czy Krzysio jest mordercą, albo jakie to czynniki zewnętrzne sprawiają, że rośnie agresja, czy problemy społeczne, że mamy biedę itp.
No dobra z mojej strony to tyle - tak już na poważnie.