Do "jedynki" miałem bardzo ambiwalentne podejście. Rozwój domeny i dynastyczne intrygi były bardzo wciągające (zwłaszcza z Deus Vult), ale czar pryskał gdy zaczynały się wojny z innowiercami. Idiotycznie to wyglądało, gdy jakiś kalifat Bagdadu zaczynał wojnę z królestwem Szwecji i posyłał swoją armię morzem i lądem (przez chrześcijańskie królestwa, którym to jakoś wcale nie przeszkadzało) na "drugi koniec świata". Na koniec tej szopki jeszcze muzułmanie wygrywali i po rokowaniach pokojowych tworzyli jakieś muzułmańskie hrabstwa w Skandynawii. Gdzie tu sens? Niby attrition zrobili w Deus Vult większe, ale i tak nie zapobiegało to takim kwiatkom. Innymi słowy jako symulator ekonomiczno-polityczny średniowiecznej Europy to gra była słaba. Mam nadzieję, że wyciągnęli jakieś wnioski i dwójka jest pod tym względem lepsza.