Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Version 0.960 is out!  (Przeczytany 64623 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline karol66

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 26
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #255 dnia: Lipca 29, 2008, 11:21:18 »
    Oho, ciekawa taktyka. W sumie, to tylko raz próbowałam rzucić sie na zamek. No i się nie udało. Następnym razem spróbuję po Twojemu ;).
    Co do strategii i taktyki - walczyłam w tylu bitwach, bo myślałam że to przeciągnie na moją stronę Lordów, albo Króla, ktorzy pomoga mi w zdobywaniu zamków. Okazało się, że muszę robić jakieś denne questy. Cóż... zaczęłam grę od nowa i teraz zobaczymy ;). Może być ciekawie.

    Jeśli questy Ci nie odpowiadają a lubisz walkę to po prostu podążaj za jakimś lordem/królem/chanem/prezesem ^^ i czekaj aż on kogoś zaatakuje. Gdy tylko wywiąże sie walka skacz mu na odsiecz.
    Im wieksza jest dysproporcja sil miedzy walczącymi na niekorzyść "naszego" lorda tym wiecej dostaniesz punktów za pomoc mu (kiedy podłączyłem sie do walki w której moj lord miał 9 ludzi Vs 70 siepaczom przeciwnika to za jedna walkę standing z tym lordem skoczył z -2 do +12! to jakby zrobić dla niego ze 4 questy). Dodatkowo kilku innych lordów których później spotkałem na "dzień dobry" podnosiło swoj standing do mnie o 2-3 punkty wspominając "słyszałem o tym jak uratowałeś lorda X".

    Przy tym systemie ważna jest tylko jedna sprawa - to lord zawsze musi zaatakować/zostać zaatakowany pierwszy. Jeśli np. widzisz że wrogi lord goni naszego i pierwsza zaatakujesz, to  nawet jeśli ten goniony lord się podłączy do walki, i tak będzie to kalkulowane jako jego pomoc Tobie a nie odwrotnie.
    No i CHYBA (może ktoś mnie poprawi) nie ma punktów za pomoc innemu lordowi w zdobyciu zamku (widziałem, że NPC mnie za to chwalą ale nie zauwazyłem skoku standingów) co jest dość wkurzające, bo atak na zamek kosztuje więcej wysiłku.

    I jeszcze jeden tip do tego "systemu" podnoszeni standingów: jeśli generalnie wrogowie już przed Tobą uciekają, to nie idz blisko Twojego lorda tylko kawałek za nim (umiejętnośc tracking sie przydaje żeby się nie zgubić) - inaczej będziesz "ostraszać" przeciwników.
    Jeśli natomiast jesteś na takim etapie gry, gdy raczej wrogie armie Cię gonią, to możesz "podprowadzać" przeciwników pod swojego Lorda i jak on ich już zaatakuje, to łaskawie przyjść mu z odsieczą :)

    Anyway... ja ostatnio tez pracuję nad standingami i ten system mi bardziej odpowiada niz questy. Raz, że questy są powtarzalne a dwa że czesto powodują spadki standingów do wiosek, miast albo innych lordów. Jedyny quest który mi odpowiadał to quest dla "żon, matek i kochanek" jakie czasami można spotkać na zamku w miastach - jak raz podniesiesz sobie standing z taką damą, to później możesz za kase podnosić sobie standingi do lordów swojej nacji, którzy Cie nie lubią - najszybszy sposób na bycie powszechnie lubianym ^^
    « Ostatnia zmiana: Lipca 29, 2008, 11:25:22 wysłana przez karol66 »

    Offline Nina272

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 36
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #256 dnia: Lipca 29, 2008, 11:58:38 »
    Ciekawe, ciekawe. O wiele przyjemniejsze, niż wożenie listów, albo sępienie 3500 złota od jednego lorda dla drugiego.
    Im więcej z wami piszę, tym ta gra wydaje się ciekawsza :P.

    Offline Kyroman

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 80
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #257 dnia: Lipca 29, 2008, 13:33:53 »
    Obrażenia otrzymywane faktycznie zmniejszone były o 1/2. Natomiast nie zwiększyły się te zadawane.
    Dlatego śmiem twierdzić, że uderzenia dwóch, kolejno zjeżdżających lansjerów, nie były słabsze od tych, zadawanych na poziomie wyższym. Nie były słabsze też strzały oraz szable łuczników ;)
    No oczywiście. Zderzy się Twój lansjer z cudzym zbrojnym lancami. Twój zada mu normalne obrażenia, a sam dostanie połowę. To jasne, że tamten padnie od razu, a Twój ma jeszcze ogromne szanse przeżyć.
    chociaż w tej grze nie oddziałują wszystkie prawa fizyki. Nie sumują się wektory
    I to jest, cholera, problem, tyle że żeby takie rzeczy poprawić - do momentu aż będzie w pełni realistyczna fizyka - trzebaby zacząć pisać silnik od nowa :D Do wersji 1.0 może jeszcze coś tam poprawią (chociażby te nachylanie włóczni przez piechotę itp.), ale na jakieś porządniejsze efekty możemy dopiero liczyć w drugiej części gry. Miejmy tylko nadzieję, że autorzy nie pójdą w super grafikę, a bardziej skupią się na super rozgrywce.
    Co do zdobywania zamków - nie dyskutuję. To jest jasne, że muszę trafić na słabą załogę, albo mieć potężne siły. Każdy wchodzący na mury, dostaje się automatycznie pod grad ciosów z kilku stron. A każdy wbiegający po trapie, obrywa od strzelców. Jest to walka na wyniszczenie, w której nie ma mowy o większych manewrach. Dlatego też zgadzam się z Tobą. Zwłaszcza, jeżeli trafi się na załogę uzbrojoną w topory, które unieszkodliwią nasze tarcze ;).
    Najlepiej jest szukać zamków, które były oblegane, ale nieskutecznie - wtedy może siedzieć w takim ze 20-30 jednostek. Tak samo, jeśli wróg przejmie Twojej frakcji zamek, a wtedy odbijesz go, zanim zdążą naładować tam wojska, a ewentualny lord pilnujący włości, jest jeszcze osłabiony po bitwie. No, i z tego co wiem zawsze pierwszy zamek dostaje ktoś inny, dopiero drugi może być Twój - a jak już masz swój, możesz tam sobie postawić kilkaset jednostek, gotowych zawsze do walki. Co najmniej dwustu strzelców i praktycznie żaden zamek już Ci się nie oprze. Samych strzelców - nie mówiąc o piechocie i mniej rozwiniętych kusznikach.
    A jeśli już coś oblegać, to zdecydowanie najłatwiej oblegać zamek Malayurg - przynajmniej z tych, które sam oblegałem. Twórcy popełnili karygodny błąd: zanim wieża oblężnicza dojedzie do murów, może minąć kilkanaście minut. W murach jest stromy wyłom, po którym przepychający się obrońcy... po prostu się ześlizgują. Wystarczy postawić tam kilku piechurów (a resztę - kuszników - zostawić nieco w tyle) i wróg praktycznie sam się zabije. Zanim wieża dojedzie, w zamku może już praktycznie nikogo nie być.
    Pozorowany atak lekkiej konnicy i zbiegli za mną na dół ;).
    Szkoda tylko, że nieraz i nasze wojska tak robią. Szczególnie Khergici wydają się niesforni, na komendę "utrzymać pozycję" lub "za mną" reagują jakby z opóźnieniem. To twórcy także mogliby poprawić.
    W czasie samego ataku nie wchodzi się na mury tylko ostrzeliwuje lucznikami obrońców. Gdy skończy Ci sie amunicja - wycofujesz sie i ponawiasz obleżenie (amunicja sie odnawia).
    I tak do skutku czyli do momentu gdy zredukujesz obronę zamku do 10-30 łudzi.
    Jeśli obrońca ma dużo snajperów - trzeba tak ustawiać swoich żołnierzy żeby ich jak najwieksza liczba widziała jak najmniej przeciwników (wtedy koncentują ogień i szybko eliminują jednostki przeciwnika)
    To jest najlepsza strategia moim zdaniem. Jak już się ma własny zamek z obstawą, to do drużyny nawet najlepiej brać samych strzelców. Przy ustawionej dużej bitwie (300 osób) tak jak u Ciebie - 40 kuszników - może nie wystarczyć i trzeba brać ze sobą 120 ;) Sam nie wiem jak duża jest różnica w zdobywaniu zamków przy 72 a 300 jednostkach w bitwie. Na pewno im mniej, tym łatwiej wejść na mury, zapewne też mniej strat. Ale mniej realistycznie :P
    Jeśli obrońca ma dużo snajperów - trzeba tak ustawiać swoich żołnierzy żeby ich jak najwieksza liczba widziała jak najmniej przeciwników
    Przy dużej ilości kuszników to może być trudne - ustawiają się w rządku długim na całe mury i raczej nie da się ich wszystkich zgromadzić w jednym miejscu ;) Jakieś mody z szykami bojowymi poprawiają to? Bo tak to nieraz jest to wkurzające. Mogliby chociaż w trzy rzędy co kilka metrów się ustawić.
    Im wieksza jest dysproporcja sil miedzy walczącymi na niekorzyść "naszego" lorda tym wiecej dostaniesz punktów za pomoc mu (kiedy podłączyłem sie do walki w której moj lord miał 9 ludzi Vs 70 siepaczom przeciwnika to za jedna walkę standing z tym lordem skoczył z -2 do +12! to jakby zrobić dla niego ze 4 questy). Dodatkowo kilku innych lordów których później spotkałem na "dzień dobry" podnosiło swoj standing do mnie o 2-3 punkty wspominając "słyszałem o tym jak uratowałeś lorda X".
    To jest trochę głupio skonstruowane, bo najlepiej czekać aż kumpel jest już bliski przegranej. Mój rekord - 18 punktów w górę, jak dobrze pamiętam to oddziały były około 120 jednostek u mnie, 70 u wroga i jakieś 30 u kumpla. Gdybym zaatakował od razu, mielibyśmy zwycięstwo w kieszeni i tak. Wolałem poczekać, aż wróg trochę kumplowi dokopie - aż do momentu, jak został sam - i dopiero wtedy się dołączyłem. Dziwnie to nieco wyglądało, jak z niebieskim napisem latała tylko jedna postać ;) No, ale tak dostałbym pewnie z 5 punktów, a tak było 18.

    Swoją drogą, miałem wczoraj taką sytuację... No, może nieco inną. Ale jak lubicie epickie opowieści :D

    ---

    Veagirzy musieli sobie porządnie nagrabić - dziwnym trafem wszystkie inne nacje rzuciły się na nich. Nikt nie walczył między sobą - wszyscy walczyli z tym samym wrogiem. Cóż, nie było czego pilnować u siebie, bo i tak wróg był już sporo osłabiony, tak więc Rhodokowie mogli bez obaw wystawić kilkanaście armii, które ruszyły na zachód, ku twierdzom "zielonych".
    Na pierwszy ogień poszedł zamek Tilbaut - nie było chyba ciężko go przejąć. Niebiescy zostawili tam jednego z lordów (Belanza? imię w sumie nie jest ważne) i stamtąd wyruszyli na południowy wschód, by zająć się oblężeniem drugiego z graniczących ze Swadią vaegirskich zamków - Jeirbe. Kiedy tamtędy przejeżdżałem, naliczyłem aż jedenastu lordów z oddziałami - nieco osłabionymi po wcześniejszych potyczkach, ale nadal w dużej sile. Nieco trwało, zanim zdecydowali się na szturm, w każdym razie w międzyczasie pod pierwszą z ich zdobyczy zdążyła podjechać wroga armia - sam król, w sile siedemdziesięciu ludzi, chciał odbić swoje ziemie. Nie miał może wielkich szans, w każdym razie profilaktycznie zająłem się odganianiem go stamtąd. Nie mogłem zmierzyć się z nim na otwartym terenie - ja, z sześćdziesiątką ludzi nie licząc mnie, w tym z dużą ilością świeżych rekrutów lub jakichś tam zwykłych żołdaków, a jedynie kilkoma porządnymi kawalerzystami, mógłbym nie podołać zadaniu lub - w wyniku nieprawdopodobnego szczęścia - wyjść z potyczki ze stratą większości ludzi.
    Nie było więc innego wyjścia, jak ganiać się z wrogiem i bawić w podchody - raz ja podjeżdżałem do niego, by zaczął mnie gonić, raz zawracał w kierunku swojego oblężenia, raz nawet, zrezygnowawszy z odbijania zamku, chciał już się udać do swojej miejskiej siedziby. Musiałem wtedy wykorzystać wszystkie możliwości mojej drużyny, by jednak sprowokować go do pościgu.
    W międzyczasie Rhodokowie przystąpili do ataku na mury Jeirbe. Długo to trwało, a ja musiałem przez cały czas trzymać wroga blisko siebie, a jednocześnie kręcić się w tamtej okolicy. W końcu udało się - kolejna twierdza wpadła w ręce niebieskich, a król, na jego nieszczęście, znajdował się wtedy akurat w połowie drogi między mną a zamkiem. Spośród początkowych jedenastu oddziałów kilka ruszyło w stronę swoich siedzib, ktoś na pewno został pilnować zamku, ale jednocześnie co najmniej sześć z nich rzuciło się w stronę złapanego w pułapkę króla. Co prawda nie były to silne oddziały - liczyły sobie po może piętnastu, dwudziestu ludzi, z czego zdolnych do walki było w każdym pewnie niecała dziesiątka. To jednak wystarczyło - razem z moim wojskiem mogliśmy już z łatwością pobić wroga.
    Bitwa była dość szybka. Lordowie, w swojej głupocie ruszyli od razu do ataku. Ja swoje wojsko ruszyłem w lewo, okrążając rozległe wzgórze. Zaszedłem na tyły wroga dokładnie w momencie, gdy obie armie zderzyły się ze sobą. Osłabieni po oblężeniach rhodoccy sierżanci wcale nie wyglądali na przestraszonych i cięli wroga jak tylko się dało. Moja konnica z impetem wbiła się we wroga, nadziewając nieosłonięte plecy atakujących na swoje lance. Vaegirscy kusznicy oczywiście stali rozproszeni z tyłu - a cóż dla kawalerzysty może być piękniejszego niż samotny, słabo uzbrojony kusznik?
    Tak czy siak, bitwa zakończyła się stratą może czterech ludzi z moich szeregów i niewiele więcej u sojusznika. U każdego z lordów poprawiłem sobie także nieco reputację. Nie był to jednak koniec plusów - król wpadł w moje ręce jako zakładnik, a po kilku dniach jego ludzie upomnieli się o niego. Nie, nie zbrojnie - i tak nie mieliby już kogo wystawić. Zaproponowali mi całkiem ładną sumkę w złocie, na którą przystałem. Jeniec mi na razie na nic, a pieniądze się przydadzą - i tak musiałem nieraz posuwać się do grabieży, by być w stanie opłacić swoich żołnierzy. Teraz przynajmniej mam to z głowy na dobre dwa, trzy tygodnie.

    ---

    Dodam, że działo się to około 35-38 dnia od rozpoczęcia gry, a więc w jeszcze dość wczesnej fazie ;)
    « Ostatnia zmiana: Lipca 29, 2008, 13:39:03 wysłana przez Kyroman »

    Offline Nina272

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 36
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #258 dnia: Lipca 29, 2008, 14:52:53 »
    Co do pierwszej części Twoje wypowiedzi ( zanegowania mojego cytatu ) dodam, że w następnych zdaniach wyjaśniłam tę sytuację. Nie ważne, czy moi dostaną 1/2 czy 2/1 obrażeń. Przeciwnik praktycznie ich nie zadaje, bo wdrapuje sie pod górę, a wektory się nie sumują ;). Tak więc - mój koleś go masakruje, a sam otrzymuje niewielkie rany - nawet w skali 1:1 :P.

    Offline Emil

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 432
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #259 dnia: Lipca 29, 2008, 16:53:48 »
    Co do pierwszej części Twoje wypowiedzi ( zanegowania mojego cytatu ) dodam, że w następnych zdaniach wyjaśniłam tę sytuację. Nie ważne, czy moi dostaną 1/2 czy 2/1 obrażeń. Przeciwnik praktycznie ich nie zadaje, bo wdrapuje sie pod górę, a wektory się nie sumują ;). Tak więc - mój koleś go masakruje, a sam otrzymuje niewielkie rany - nawet w skali 1:1 :P.

    Najbardziej mi się spodobało "przeciwnik praktycznie ich nie zadaje". Bez obrazy, ale uwierz mi, że zwiększenie zadawanych obrażeń o 3/4 znacznie zwiększy obrażenia "praktycznie zadane". Mount&Blade to nie strategia ekonomiczna i nie można zaplanować dokładnie kto kogo w bitwie trafi i za ile "damage". Ta sama bitwa będzie wyglądać inaczej po każdej próbie jej rozegrania.

    A tak, w ogóle, to nic dziwnego, że gra znudziła Ci się już w połowie. osobiście gram na najtrudniejszych opcjach jakie tylko są możliwe od samego początku gry. Uwierz mi, gdy na takich opcjach na 1 lvl pójdziesz na turniej, najzwyczajniej dostaniesz w d*** bo jeden cios zabiera już nie 1/4 a połowę życia.

    Polecam zagrać od początku i się "naocznie" przekonać :P

    Offline Kyroman

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 80
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #260 dnia: Lipca 29, 2008, 19:35:35 »
    Próbowałem dzisiaj zrobić to co pisałaś wcześniej - nie rzucać konnicy do ataku, a jedynie iść piechotą. No, znalazłem małego Vaegira, 20 osób w drużynie. Odciągnąłem konnicę na bok, a piechotę puścić na atak. Wzgórz akurat nie było, jak już to takie, na które i tak można z lancą wjechać. Miałem 24 piechurów (około 5 najemników, kilku tych stadium niżej, może z 8 swadiańskich żołdaków, reszta swadiańskich bojowników) oraz 5 kuszników (1 rhodockiego strzelca, 4 najemnych). Cóż, walka piechoty z piechotą to nie była, bo okazało się, że wróg ma co najmniej 8 konnych (lorda, vaegirskich jeźdźców i rycerzy). Moje wojsko od razu zaczęło obrywać, po chwili kazałem konnicy ruszyć do ataku, ale zanim dojechała, znowu parę ludzi zdążyło paść. Ostatecznie miałem 16 martwych i równie dużo rannych, praktycznie cała piechota.
    Skopiowałem sobie save i rozegrałem tą bitwę ponownie - tym razem bez cackania rzuciłem konnych do ataku. Wynik: jeden ranny z mojej strony, któryś z bohaterów albo najemnik.

    Swoją drogą, gówniana polityka mi się trafiła. Wszyscy walczą z Vaegirami, w ciągu około dwóch miesięcy od startu stracili pięć zamków, jedyne ich oddziały jakie latają po mapie mają po 10-30 jednostek. Nawet karawan już nie mają czym obstawić - udało mi się dopaść taką, która miała ledwo 8 obstawy. Nie ma jakoś możliwości wpłynięcia na politykę? Np. powiedzieć coś komuś, zaatakować kogoś, cokolwiek? Najlepiej jest, jak trzy frakcje biją się między sobą, bo wtedy łatwo trafić na w miarę pusty zamek.

    Offline karol66

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 26
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #261 dnia: Lipca 29, 2008, 20:18:18 »
    chociaż w tej grze nie oddziałują wszystkie prawa fizyki. Nie sumują się wektory
    I to jest, cholera, problem, tyle że żeby takie rzeczy poprawić - do momentu aż będzie w pełni realistyczna fizyka - trzebaby zacząć pisać silnik od nowa :D Do wersji 1.0 może jeszcze coś tam poprawią (chociażby te nachylanie włóczni przez piechotę itp.), ale na jakieś porządniejsze efekty możemy dopiero liczyć w drugiej części gry. Miejmy tylko nadzieję, że autorzy nie pójdą w super grafikę, a bardziej skupią się na super rozgrywce.


    Ale wektory sie za to odejmuja.
    Walczac lanca nie zadasz duzego dmg jesli wrog ucieka na koniu a Ty go gonisz. Nawet jesli jestes szybszy to uderzenie bedzie slabiutkie.


    Przy dużej ilości kuszników to może być trudne - ustawiają się w rządku długim na całe mury i raczej nie da się ich wszystkich zgromadzić w jednym miejscu ;) Jakieś mody z szykami bojowymi poprawiają to? Bo tak to nieraz jest to wkurzające. Mogliby chociaż w trzy rzędy co kilka metrów się ustawić.


    Mozna to troche obejsc stosujac mieszane jednostki.
    Np. bohaterowie reagowali mi na komende "piechota", tatarscy lucznicy na "kawalerie" (o ile pamietam) no a reszta na "lucznicy" - anyway da sie ustawic jednostki strzelajace w 2-3 rzedach.
    A czasami wystarczy tez po prostu podejsc do zamku z boku (i zalatwic obrone na jednej z wiez), potem obejsc zamek od tylu i ustawic ich z drugiego boku zalatwiajac ludzi na drugiej wiezy i dopiero pozniej podejsc od przodu.

    Nie uzywalem jeszcze zadnych modow do formacji bo musialbym gre zaczynac od nowa ale planuje zagrac na tym combo modzie (zapomnialem nazwy ale tym jedynym duzym modzie na 9.60).


    Offline Nina272

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 36
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #262 dnia: Lipca 29, 2008, 22:21:04 »
    Do Emila - jakbyś czytał uważnie, to zauważyłbyś, że zaczęłam od nowa ;) I zaraz po tym stwierdziłam, że gra nie stała się trudniejsza ( znacznie ). A turnieje są denne. Niby jak mam wygrać łukiem z opancerzonym człowiekiem na koni, wyposażonym w dwuręczny miecz? ( zasięg 120)
    No, jakbym zainwestowała w atletykę, to pewnie jakoś bym uskoczyła ;). Ale niekiedy sprawa jest gorsza. Czasem dostaję naprawdę bzdurne bronie, których nie uczyłam się używac. Po prostu inwestuję w broń dwu i jednoręczną, a dostaję drzewcową ( którą mam np.: 40 ) a której nie lubię. O wiele lepiej bym sobie poradziła krótkim mieczem ( nawet mając w nim 40 pkt ) niż jakąś dzidą.

    Do Kyromana - ja wyraźnie zaznaczyłam, że używałam SAMEJ konnicy Khergitów ( czy jak tam to się pisze ). Nie dziwię się, że wróg rozgromił Ci całą piechotę. Po co czekałeś z konnicą? Cały sęk mojej taktyki polega na ataku konnicą na konnicę. Z tym, że moi jeźdźcy jadą z góry i jest ich ponad dwa razy więcej ;).
    Poza tym, nigdzie nie pisałam, żeby nie ruszać konnicą do ataku. To jest głupota. Zaznaczałam, że konnica musi mieć wsparcie piechoty ( jeżeli ktoś piechotę posiada ). Kiedy 10 Men at Arms rusza do ataku bez wsparcia swojej piechoty strzeleckiej ( niezwykle licznej ), są skazani na śmierć
    ( Prison Break ^^ ). Zwłaszcza, kiedy atakują pod górę. Albo, kiedy otoczy ich 40 jeźdźców ;).
    Remedium na Twoją bitwę było inne: należało dokładnie czytać.
    Powtórzę: moja taktyka obejmuje walkę samą konnicą - lansjerami i łucznikami. Piechota byłaby bezużyteczna - co doskonale udowodniłeś ;).
    Jej skuteczność polega na odciągnięciu konnicy wroga od piechoty - no i załatwieniu jej, zanim piechota dobiegnie ( a biega niezmiernie wolno ;) ). Przeważnie sie udaje - oczywiście nie musi za każdym razem. Trzeba trochę zręczności.

    karol66a - Ale wektory sie za to odejmuja.
    Walczac lanca nie zadasz duzego dmg jesli wrog ucieka na koniu a Ty go gonisz. Nawet jesli jestes szybszy to uderzenie bedzie slabiutkie.


    Racja! Też to zauważyłam. Jednak wyrwałeś zdanie z kontekstu. To przeciwnik stoi/ledwo jedzie/jedzie wolno, a ja/mój lansjer/mój łucznik nacieram na niego z góry ;). Nikt nikogo nie goni. A kiedy już goni, to strzela mu w plecy lub w konia. Wszyscy Khergici na maksymalnym poziomie mają przecież łuki ;). Poza tym, przecież zawsze mogą z lancy zmienić na miecz - każdy model postaci ma przytroczoną do siodła szablę. Więc kto każe im używać lancy? Przecież w tej grze jest tak, ze kiedy jakaś część jest widoczna na modelu, można jej użyć. A dźganie kogoś przed sobą lancą, byłoby idiotyzmem. Mało tego, byłoby ciężkie do wykonania ;). Lanca nie jest zdatna do precyzyjnych manewrów. Każda szarża polega na tym, żeby natrzeć na wroga z opuszczonym drzewcem, a po rozproszeniu go, użyć bardziej poręcznej broni. To akurat nie powinno być trudne do zaprogramowania, bo jeżeli istnieje takie pojęcie jak szarża ( niektóre konie mają ją ustawioną na 29 ), to nie widzę problemu, żeby napisać zależność: szarża - lanca, "nie szarża" - mieczyk/szabelka/toporek/luk ). Poza tym zauważyłam, że każdy swadian knight ma lancę, a mimo to czesto widuję ich w ataku na miecze ;).

    Teraz gram swadianami, a mój król - idiota, wypowiedział wojnę Chanatowi. Mam -40 z tym krajem, wiec nie będą przecież chcieli się mi rekrutować :|

    Na zakończenie napisze może jeszcze tylko, że największym zagrożeniem dla jeźdźców są sharshooterzy swadian. Może strzelają wolno i po małej trajektorii, ale kiedy szarżowałam na nich czołowo ( 25 shooterów, na 15 moich knightów ), zabili 3 rycerzy jedną salwą. Drugiej już nie zdążyli wypuścić i zostali zmieceni. Ale dla mnie, zabicie trzech knightów, zanim jeszcze dotrą do wroga, to sukces. Nawet ci vaegrańscy łucznicy nie zrobili mi takiego pogromu ;). Przy podobnej ilości, nie zginął mi nikt.
    « Ostatnia zmiana: Lipca 29, 2008, 23:03:19 wysłana przez Nina272 »

    Offline karol66

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 26
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #263 dnia: Lipca 29, 2008, 23:23:41 »
    Do Emila - jakbyś czytał uważnie, to zauważyłbyś, że zaczęłam od nowa ;) I zaraz po tym stwierdziłam, że gra nie stała się trudniejsza ( znacznie ). A turnieje są denne. Niby jak mam wygrać łukiem z opancerzonym człowiekiem na koni, wyposażonym w dwuręczny miecz? ( zasięg 120)
    No, jakbym zainwestowała w atletykę, to pewnie jakoś bym uskoczyła ;). Ale niekiedy sprawa jest gorsza. Czasem dostaję naprawdę bzdurne bronie, których nie uczyłam się używac. Po prostu inwestuję w broń dwu i jednoręczną, a dostaję drzewcową ( którą mam np.: 40 ) a której nie lubię. O wiele lepiej bym sobie poradziła krótkim mieczem ( nawet mając w nim 40 pkt ) niż jakąś dzidą.

    To jest do zrobienia - staje się blisko ściany (ale nie przy samej ścianie - na tyle blisko żeby konny nie zdązył skręcić i zastopował na murze).
    Jak facet już się dobrze rozpędzi to robisz lekki ruch w prawo i zaraz po tym full w lewo (taka zmyłka).
    Koń w pełnym biegu ma sporą bezwładność i w 95% gość nie da rady Cie rozjechać a gdy Cie minie i zastopuje na ścianie spokojnie wrzucisz mu 3 strzały w plecy.
    Później już praktycznie masz pozamiatane - albo próbuje Cie dopaść na małym speedzie (spokojnie sobie dasz radę trzymać sie poza zasiegiem miecza - koń ma za duży promień skrętu) albo oddala sie i ponowanie szarzuje - wtedy powtarzasz numer ze zmyłką.
    Komputer jest tragicznie głupi - zawsze próbuje uzyskać jak najwieksza prędkośc zamiast spokojnie podjechać do archera i rozwalić go z bliska (na małej prędkości zapewniającej max manewrowość).


    Jedyny pojedynek którego praktycznie nie idzie wygrać bez super skili w archery to facet pieszo z mieczem - albo zabijesz go zanim do Ciebie dojdzie albo giniesz.
    Dlatego jeśli wylosuje Ci walke 1:1 konny Vs pieszy archer to podstawowym problemem jest pilnowanie żeby nie zabic pod nim konia ;)

    A co do broni drzewcowej (lancy albo kopii) to to jest najlepsza bron w grze.
    Zdejmuje lorda jednym uderzeniem i jest absolutnie rewelacyjna na plaskim terenie.
    Moze probujesz z niej "uderzac" (klikajac)?
    Polearmow typu kopia sie praktycznie nie uzywa w ten sposob - tylko pasywnie kierujesz delikatnie myszka ale NIE KLIKASZ. Kopia/lanca sie sama opuszcza jesli uzyskasz okreslona predkosc i juz w tej chwili jest gotowa do uzycia. Celuj w glowe (albo generalnie gorna czesc ciala) - na full speed praktycznie pewny kill od 1 strzalu.



    « Ostatnia zmiana: Lipca 29, 2008, 23:28:12 wysłana przez karol66 »

    Offline Nina272

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 36
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #264 dnia: Lipca 29, 2008, 23:36:06 »
    Aj! To był mój błąd. Myślałam, że tak jak w każdej grze ( i każdą inną bronią w tej ) trzeba kliknąć. Idiotycznie to wygląda. Ale jeżeli tak stawiasz sprawę, to zamiast wożenia 2 toporów i miecza, zacznę wozić topór dwuręczny ( zasięg 120 ) miecz  ( bastard + tarcza ) i lance, kopię. Z tym, że... ta broń ma wpisane w obrażeniach 25, a topór 40 - przy czym, bardzo łatwo nim trafić na pełnym rozpędzie. Więc w jaki sposób to działa?

    Offline Pablo77

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 977
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • |\/|00j $$w33t4$|\|y i loofC14nY B3nD!!!!1111 :*:*
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #265 dnia: Lipca 29, 2008, 23:50:31 »
    Dostajesz duuuuuuuużą premię od speeda, a obrażenie są po prostu ogromne.
    Zapoznaj się z treścią regulaminu forum mówiącą o wysokości całej sygnatury. // Kalpokor

    Offline Nina272

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 36
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #266 dnia: Lipca 29, 2008, 23:51:53 »
    Git majonez, jak skończę oglądać o Czarnobylu, to kupię sobie jakąś lepszą lancę i przetestuję ^^

    Offline karol66

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 26
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #267 dnia: Lipca 30, 2008, 00:06:43 »
    Ja uzywam najdluższej kopii która (w wersji balanced) ma obrażenia 15b (ogłuszające) i dlugosc cos ok 218.
    Dzieki temu jak pikeman sie na mnie zasadza to spokojnie ja go zdejmuje pierwszy.
    Do tego biore wiecej jencow.
    Ta wartosc obrazen 15b odpowiada temu jakbys klikajac probowala lanca uderzyc kogos w walce pieszej. Na koniu te obrazenia sa WIELOKROTNIE mnożone.
    Pamietam ze kiedys nie trafilem w jezdzca tylko w jego konia i zadalem mu cos miedzy 100 a 150 dmg.
    Ile zadaje czlowiekowi nie wiem bo po prostu praktycznie nie zdaza sie zeby ktos to przezyl - albo pudluje albo leci info ze goscia trafilem i jest nieprzytomny.
    Czasami przy bardzo malej predkosci konia zranisz tylko kogos ale to wyjatki - zazwyczaj po prostu zdepczesz wszystko co stanie na Twojej drodze.

    Wady tej broni:
    Jesli sie na czyms zatrzymasz - przestajesz zadawac dmg (trzeba sie przełączyć na miecz).
    Jesli teren jest nierówny - kopia automatycznie podnosi sie do gory i tez nikogo tym nie zabijesz (wtedy mozna probowac wlasnie "klikac" ale efekt nie bedzie porazajacy).

    Moj setup do walki to:
    Max zbroja + heavy charger
    Tourney Lance (ogluszajaca)
    Miecz Foreign Curved Blade wykuty z Damascus Steel (30c, półtoraręczny - 25% dmg penalty jesli jest trzymany w jednej rece)
    Tarcza (nie pamiętam nazwy ale ta najwieksza z resistem 3 - zaslania praktycznie cala postac przed strzalami)
    Masterwork Bolts (+3 dmg, 18 szt)

    Przy oblężeniach zastępuje lance (unsless) kuszą Windlass Oak (63 dmg) ktora mi niestety zajmuje slot w inventory.

    Początek wiadomo - lanca + tarcza.
    Jesli utknę w jakiejś zadymie to zmieniam lance na miecz ale nie chowam tarczy.
    Jesli teren jest kijowy do lancy to wtedy tez miecz ale juz bez tarczy zeby zwiekszyc dmg.
    Uzywalem wczesniej Nordic bastard sworda ale zmienilem na ten bo nim sie nie wykonuje pchniec ktore IMO sa malo efektywne.
    « Ostatnia zmiana: Lipca 30, 2008, 00:10:26 wysłana przez karol66 »

    Offline Nina272

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 36
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #268 dnia: Lipca 30, 2008, 00:46:57 »
    A jak dziala ten resistance w tarczy? Ja używam tarczy o wymarach 82 ( jakies dziwne mi się wydają :P ) i resistance 14.

    Offline Kyroman

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 80
    • Piwa: 0
    Odp: Version 0.960 is out!
    « Odpowiedź #269 dnia: Lipca 30, 2008, 01:38:05 »
    Do Kyromana
    Wcześniej, dużo wcześniej, pisałaś m. in. o "mięsie armatnim", o atakowaniu na początku gry Swadianami bandytów stepowych ("zanim nie zrobiłaś Atarmsów"). Sprawdziłem to i, jak widać, wydaje się to niemożliwe. Bandytów stepowych na samym początku jest niezwykle trudno pokonać, jeśli nie ma się dostatecznej ilości konnicy.

    @Karol: czyli tą lanca po prostu służy Ci do zbierania jeńców? Trzeba będzie jej poszukać :D Sam teraz jeżdżę z jakąś 205 długości (w czym to jest w ogóle mierzone, w calach?) i chyba 24 obrażeń (ale nie wiem z jaką literką :P).

    Mój podstawowy ekwipunek jest dość nietypowy - zresztą chyba już o tym pisałem kiedyś. Oprócz lancy i czegoś jednoręcznego zawsze wożę ze sobą dwie, jak największe tarcze. Obecnie mam pawęże, bodajże rozmiar 80 (ta 82 mogłaby być lepsza, ale jak na razie widziałem tylko marne egzemplarze). A co to daje? Pawęż na plecach, pawęż w dłoń i można swobodnie sobie manewrować przed linią wroga, praktycznie bez obawy, że się oberwie (tak samo w wypadku tych całych "strzelających do tyłu Khergitów"). Chociaż i to nie jest idealne - dzisiaj, podczas szturmu na zamek, dostałem w pawęż na plecach oszczepem, na tyle mocno, by całkowicie wyzerowały mi się punkty życia. Tak czy siak, polecam. Bełty, jeśli nie wozi się kuszy, można zostawić ;)

    Co zaś się tyczy obrażeń od lancy, to zdarzyło mi się już 600 i więcej, ale to raczej kwestia niedopracowania gry. Kto miał zginąć, to zginął i tak.