Witam wszystkich... Mnie zdenerwowała jedna rzecz. Przyłączyłam się do Chanatu, zebrałam 30 ludzi i wytrenowałam ich na bandytach najlepiej, jak się dało. Wzięłam jeszcze dwóch herosów i przekabaconego na moja stronę Men at Arms, który potem awansował w rycerza - gość nie do wykończenia, stoi w morzu pieszych i siecze ich, a jak raz zabili pod nim konia, to jeszcze przeżył na tyle, żebym zdążyła z pójść mu z pomocą i rozgonić hołotę,
No, ale ad rem. Chodzi o to, że tak jeżdżąc i plądrując wioski z moją 30stką ludzi, zobaczyłam że któryś z Lordów mojej frakcji potyka się w 60 ludzi z armią, która ma 180, więc pomogłam mu, atakiem na tyły, rozganiając nawiasem mówiąc najgroźniejszą część armii - kuszników. Komunikaty co chwilę pisały, że kusznik zabił jakiegoś lansjera, czy łucznika ( a moi nie ginęli, bo objeżdżałam armię od boku ). No i zarobiłam tyle na pokonaniu tamtej armii
( Królestwo Swadii ), że zebrałam 40 ludzi, wytrenowałam i jeszcze 5 potem zakładników odbiłam ( już na maksymalnym stopniu rozwoju ).
No i tak... Rozbiłam sama kilka armii mniejszych ( jakiegoś Lorda wzięłam do niewoli - było napisane, że mogę go odstawić do więzenia w miescie, nawet jest opcja, żeby rozmawiać z aresztantami, ale jakoś nigdzie nie widziałam opcji, żeby umieścić jeńcia w lochu :| ( a zjeździłam wszystkie miasta... bo po co mi jakiś lord? Wolę go oddać Chanowi, niech się staruszek cieszy ). No i wybrałam się na zdobycie własnego zamku, ale nikt nie chciałm za mną jechać - pisali, że nie jestem dośc godna ( chociaż sama rozbiłam kilka armii i schwytałam tego lorda ), no ale ok... Więc samodzielnie zaczęla oblężenie. Miałam wtedy rank około 380. Nagle patrzę, a tutaj trzy armie Swadian na mnie jadą... Wymanewrowałam je tak, że dwie mniejsze ( chociaż nie takie małe ) zaatakowałam za jednym razem, ale bez tej trzeciej ( oni mieli łącznie z 90 ludzi, ja 40 - spora przewaga ). Ładnie poprowadziłam swoich, ze dwa razy odskakiwałam od wroga, żeby się rozproszył i wtedy szarżowałam, osobiście powaliłam jednego dowódcę. Moich zginęło 5, rannych 4 a ich niemal wszyscy ( chociaz Lordowie są jacyś niesmiertelni, bo obydwaj ranni... jeden uciekl, drugiego złapałam ). No i przyszedł czas na trzecią armię... Okazalo się, że ma 190 ludzi... i prowadzi ją sam król! Zapisałam więc grę, bo wróg miał przytłaczającą przewagę i zaatakowałam. Oczywiscie wiedzialam, że przy takiej ilości ludzi, posiłki będa wielokrotnie przybywały ze strony przeciwnika - w końcu mam tak ograniczenie do 120 na planszy ( jakiś śmieszny program ściągnęłam ). Po raz kolejny ładnie wymanewrowałam wroga - nawiasem mówiąc, kazałam ludziom zostać i zobości przeprowadziłam rekonesans pod gradem strzał, moja tarcza wyglądała jak jeż, cud że nie straciłam konia, bo by mnie złapałi, ale dzięki temu wiedziałam, jak ustawiony jest wróg, więc pięknie poprowadzilam swoich po skarpie z prawej i zaatakowałam flankę, natychmiast ich rozgramiając. Potem wycofałam się i już frontalnie zniszczyłam posiłki ( dwukrotnie ). Za pierwszym razem skupiłam się tylko na szukaniu króla, co nie było trudne, bo miał oczojebną zbroję - wlasnoręcznie go powaliłam. Zsiadłam jeszcze z konia i wbiłam w jego ciało kilka razy miecz dla pewności, żeby nie przezyl, jak Lordowie - chciałam go zabić raz, a dobrze. No, ale okazało się, że oni są z tytanu, bo gość nie dość ze dalej zyl, to jeszcze uciekł :|
To chyba niemozliwe... No, ale dobrze... Postanowiałam dalej oblegać zamek. W międzyczasie pięciokrotnie próbowali go odbić - różnymi siłami ( 50, 120, 60, 90 + 30 - zaatakowały dwie armie ). Wszystkich bez problemu pokonałam, biorąc do niewoli 4 lordów ( razem miałam już 6 ). Straciłam w tych potyczkach trochę ludzi, ale nie więcej niż dwóch w jednej bitwie ( i to nie w każdej ), co nadrobiłam sobie odbijaniem ich jeńców - prócz uzupełnienia strat, odbiłam sobie 10 lansjerów, co wyczerpało mój limit drużyny. Dodatkowo, wypuściłam jakiegoś lorda z mojej frakcji i pozostałych zakładników. Ale te sukinsyny cały czas przerywali moje oblężenie ( a inżynierię mam za małą, żeby pobudować jakieś machiny, więc nie szturmowałam, bo to byłby przecież idiotyzm, zabierać się za atak, bez żadnej wiedzy na temat machin oblężniczych - zwłaszcza, kiedy garnizon wynosi 140 ludzi, a atak na zamek, to już nie jest jazda po otwartej przestrzeni, gdzie sprytnie wymanewrowuję wroga ). Postanowiłam więc poprosić o pomoc jakiegos lorda, albo Chana. I co się okazało? Każdy z nich mowił mi, że jak dokonam jakichś szlachetnych czynów, to mi pomoże. To samo Chan i każdy inny lord, którego spotkałam. Halo? Co się dzieje?
Przypomnę: pomoc lordowi w walce z przytłaczającą ilością wroga - a mogłam przejechać obok. Ustawiczne nękanie wroga, poprzez niszczenie jego gospodarki - polegające na ciągłym slalomie pomiędzy zamkami i plądrowaniu wsi ( jak wiadomo, podstawy gospodarki każdego państwa w tym okresie ), co prawdopodobnie spowoduje głód w kraju, kiedy pogram jeszcze dłużej. Niszczyłam wszystkie wsie, nawet te daleko na tyłach wroga, niebezpiecznie lawirując pomiędzy ogromnymi siłami wroga - np.: trzy armie, z trzech stron, każda po około 150 ludzi ( dla przypomnienia, ja mialam tylko 40 ). Dalej: wzięcie jakiegoś lorda do niewoli, zniszczenie kilku armii wroga, próba samodzielnego oblegania zamku ( ZAMKU, nie miasta ), pokonanie kolejnych dwóch, sporych grup przeciwnika, w tym armii KRÓLA wrogiego państwa. Osobiście powaliłam władcę i zabiłam go, dźgając nieprzytomnego na ziemi - może niezbyt honorowe, ale przeważnie skuteczne ( pojedynek był honorowy, udało mi się go dopaść 1 vs. 1 ), co zaowocowało pozbawieniem Swadii monarchy. Chociaż później się okazało, że w tej grze pomimo zapewnień, istnieją jednak potwory, w postaci zombie... które zasiada właśnie na tronie Swadii. Nie moja wina, że król uciekł. Był martwy, upewniłam się. Wzięłam do niewoli też lorda.
Następnie: pokonanie kilku sporych grup armii i wzięcie do niewoli 4 lordów. Próba oddania tych lordów Chanowi, bądź innemu osrodkowi w państwie ( chociaż nieudana, bo pomimo zapewnien z "bugfix", nie można zostawiać lordów w lochu :| ) pokazuje, że nie jestem samolubna.
Nie wspomnę już o niszczeniu karawan wrogich państw, rozwalaniu grup uciekających chłopów, niszczeniu bandytów na terenie kraju ( och, wielką ilość takich grup rozbiłam ) i wyłapywanie dezerterów ( głównie przez ich zabijanie, nie moja wina, ze nie chcieli wrocić po dobroci ), a także o uwolnieniu naszczego lorda i odbiciu wielu jeńców ( kilku pozyczylam, ale potrzebowałam ich pilnie ). Te czyny, dokonane w jakieś 100 dni ( licznik gry ), są chyba dostatecznie heroiczne. Sama, jedna kobieta. Zorganizowała grupę bojową i uczyniła tak wiele. A do dyspozycji miała tylko jedną wieś! ( swoją drogą, nie wiem czemu należy do mnie :P ) Nie ZAMEK, nawet nie MIASTO, ale kilka domków, gdzie jej oddział wypoczac po wyprawach. I to nie jest dość heroiczne, żeby pomóc mi w zdobyciu chociażby jednego zamku? Przecież to pomogłoby nawet naszemu państwu... Zdobyliby nowe tereny, a ja miałabym większa bazę wypadową, mogłabym zorganizować więcej ludzi, poszerzyć zakres działań, a być może walnie przyczynić się do wroga Chanatu, czyli królestwa Swadii, które walczy na dwóch frontach. Ale nie...
I własnie... Dlaczego nie? O co chodzi? Przecież to "symulator średnowiecza". To już nie pierwsza beta, tylko niemal finalna wersja. Rozumiem, że wiele błędów moze byc, ale żeby aż taki diametralny pozostał? Dodam jeszcze, ze rank wzrósł mi do 450 :|. To jest śmieszne. Może mi ktoś wyjasnic, co chodzi?