Mówisz o moim filmie? Oglądałem go dawno ale tam raczej nie było mowy o ustroju USA, tylko o ekonomii. Tak, uwypuklam różnice między tymi systemami. Dobrze mieć dwa różne pojęcia na dwie różne rzeczy. Wszechwładza większości to demokracja, rządy prawa to republika, koniec. Możesz tu pisać o pochodzeniu każdego z tych słów i jakie miały kiedyś znaczenie, ale ja chcę, z pragmatyzmu, mieć dwa pojęcia na dwa różne zjawiska, nawet jeśli nie występują w rzeczywistości (co nie znaczy, że są niemożliwe). To, że PO nazywa się partią liberalną nie znaczy, że liberalnymi partiami mam nazywać teraz te podobne do PO. To że dzisiejsze państwa łączą te dwa systemy nie znaczy, że jego pierwowzory stały się tożsame. Pan prof. Koziej nic błyskotliwego nie stwierdził w sprawie anihilacji, ale co do niemożności rozgraniczenia nie bardzo rozumiem. Skoro łączymy dwa systemy, to nie jest on ani jednym ani drugim z tych dwóch. Jak ktoś ma rodzica białego i czarnego to nie jest ani biały ani czarny, tylko jest mulatem. Możesz mnie uznać za upartego, że nie chcę zgiąć karku pod ciężarem autorytetu profesorów, to jednak takie zmiany znaczenia prowadzą do nieporozumień i niemożności określenia w jednym słowie jakiego systemu jest się zwolennikiem, a nie konserwatywne pojmowanie tych określeń. A jakie są zalety, oprócz propagandowych zmian znaczeń? No bo socjaliści używają teraz określenia wolności pozytywnej tj. wolności DO. Nie ma to nic wspólnego tradycyjnym i intuicyjnym pojmowaniem wolności, to właściwie inaczej nazwane prawo DO czegoś. Też mam uznać ten absurd jako obowiązujący?