@proud
Oczywiście, że nie jest to OK, ale tylko raz spotkałem się z filmem reprezentującym tzw. konserwatywny punkt widzenia. A filmy postępowe starałem się oglądać do końca, ale jeśli jakiś błazen jedzie do friedmanowców tylko po to, żeby się z nich pośmiać nie widząc potrzeby odpowiedzi na to, co faceci mówią to cały film traci sens. Nadaje się tylko do mobilizowania do krucjaty pewnej grupy ludzi, do której się nie zaliczam. Nie mam nic do dokumentu reprezentującego inny pogląd niż mój, ale nie mam zamiaru oglądać coś, co przez godzinę dosłownie mówi mi, że jestem upartym debilem, co najmniej niebezpiecznym dla społeczeństwa, nie dając prawa głosu (z przyczyn oczywistych), ani mojemu "adwokatowi". Po prostu niech autor filmu udaje chociaż sędziego słuchającego stron, a nie wygłaszającego werdykt z uzasadnieniem.