Czy jakikolwiek eurosceptyk twierdził, że kraje nie powinny ze sobą współpracować? Na pewno znajdą się osoby, które tak stwierdzą, ale ogromna większość mówi o strefie wolnego handlu jak o czymś oczywistym. Ale czy do tego naprawdę potrzeba wspólnych władz? I jak by miało wyglądać ich wybieranie?
Każdy obywatel z krajów federacji głosuję na kandydatów ze wspólnej listy? Wtedy im więcej ludzi w kraju tym większe ma prawo głosu. Jasne, możesz stwierdzić, że nikt nie kierowałby się pochodzeniem, tylko kompetencjami. Dla mnie to naiwne, możesz mnie nazwać XX wiecznym patriotą, ale pomimo, że sytuacja polityczna się zmieniła, to ludzie ani trochę. Dalej będą kierować się własnymi interesami. Na dnie Bałtyku masz tego namacalny dowód: Nordstream pokazuje wszystkim, jak instrumentalnie traktują cały wschód Niemcy. Nie zgadzam się, że, "oni są nam 100 kroć bardziej potrzebni". To Niemcy są największym eksporterem w Europie, a cały wschód to ogromny rynek.
A może dać każdemu krajowi jakieś stanowisko do obsadzenia w swoim zakresie? Wtedy ta osoba odpowiadała by przed tylko tym narodem który ją wybrał, więc dbałby o jego interesy. Można kombinować, ale największą przeszkodą dla federacji są różnice etniczne i tego żadną ordynacją nie przeskoczysz. Ludzie wiedzą, że współpraca daje zawsze korzyści. A najlepiej współpracować z tymi, z którymi się ma się coś wspólnego. Stąd współpraca ludzi należących do jednego rodu, plemienia, miasta, narodu. Stąd nacjonalizm. Jedyną szansą na istnienie europejskiej federacji jest rozbełtanie narodów w nią wchodzących na jednolity naród europejski. Nie podoba mi się ta wizja. Wybacz, może jestem zacofany. Nazwiesz mnie ksenofobem. Powiem, wręcz przeciwnie. Podoba mi się to, że Europa jest tak różna etnicznie, a poznawanie kultur jest jak poznawanie opinii, światopoglądu innych, bo przecież każdy naród prezentuje odmienne zwyczaje i spojrzenie na świat. Ale łączenie ich jest chybionym pomysłem, jak byś próbował połączyć wszystkie filozofie w jeden moloch, który teoretycznie powinien dać coś lepszego od poszczególnych składowych. Na pewno by nie dał. Narody się mieszają, ale nie w ciągu paru lat. Właściwie cała twoja argumentacja opiera się na twierdzeniu, że bez Unii nie ma współpracy, więc trzeba ratować Unię za wszelką cenę. Otóż jest. Kraje poza Unią mają takie same umowy handlowe z krajami unii, jak te między sobą. Nie mają za to durnych przepisów ograniczających produkcję mleka, albo cukru (z jednego z największych eksporterów staliśmy się importerami. Skąd importujemy cukier? Z Niemiec) które chronią interesy innych.
Unia nie przetrwa, z tym się zgadzam. Nawet nie tyle śmieszne, co głupie jest sądzić, że pełen biurokracji i marnotrawstwa twór będzie bardziej wydajny przez oddanie władzy centrali. Masa urzędników nie jest potrzebna, żeby koordynować handel między krajami. Przedsiębiorcy dogadają się sami, sami też lepiej wiedzą, jakie mają być produkty, które chcą kupić. Nie trzeba im kolejnych dyrektyw o dopuszczalnej krzywiźnie bananów, czy energooszczędności żarówek.
"Może również pojęcie suwerenności powinno się w ten czy inny sposób zmienić?" Nie!!! Już o tym pisałem na przykładzie zmiany znaczenia płci. Suwerenność to suwerenność. Trzeba mówić prawdę: nie zależy mi na suwerenności. Możesz argumentować czemu ci nie zależy i tyle. Nie wiem czemu miałaby taka zmiana służyć jeśli nie celom propagandowym.
Zdajesz sobie w ogóle sprawę o czym Ty teraz piszesz? Jeśli nie, to odsyłam do KK, bo czasami swoimi tekstami pokazujecie ile warta jest dyskusja z wami...
Wyjaśnij, bo nie wiem o co ci chodzi. Nie wolno już wspomnieć o oszustwach wyborczych?