Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Jak myślicie,mam dalej pisać?

    Jak najbardziej,pisz;)
    116 (62.7%)
    Możesz pisać
    19 (10.3%)
    Obojętne mi to...
    19 (10.3%)
    Zasatanów się czy warto...
    10 (5.4%)
    Nie
    4 (2.2%)
    Kategorycznie przestań
    17 (9.2%)

    Głosów w sumie: 184

    Autor Wątek: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.  (Przeczytany 43386 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Czarny Rycerz

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 48
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #165 dnia: Lipca 02, 2013, 18:34:05 »
    Moim zdaniem powinieneś dalej pisać. Nawet jeśli to opowiadanie niedługo skończy swój proces powstania, to pisz następne. Twoją prozę dobrze się czyta, ogólnie dobre obrazowe porównania i  zwięzły język. Podziwiam odwagi węstawienia na publicz osąd swojej pracy.
    Why so serious?

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #166 dnia: Lipca 02, 2013, 18:57:39 »
    Przede wszystkim, taki "średniowieczny świat postapokaliptyczny" jest ciekawym i nieszablonowym rodzajem fantastyki.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #167 dnia: Lipca 05, 2013, 09:59:02 »
      Rozdział .9.



       Zataczał się wokół ciągle walących się budynków i panikujących ludzi na ulicach miasta Uxhal. Czarny i śmierdzący dym drażnił oczy i nos, co chwila musiał przecierać oczy by łzy całkowicie nie zasłaniały widoku. Niemal nie wpadł na Beriena który biegł w stronę bramy .
       - Czemu do cholery opuszczasz pozycje?? Kalian! Mamy rozkaz trzymać się ciągle przy bramie, siódma kompania włóczników nie wymięka na widok rhodoków!!!
       - Pieprzę już to Berien! Tam już naszych nie ma, wyrżnęli co do jednego! Musimy uciekać do cytadeli!
       Rozmowę przerwała im kobieta która potykając się ciągle wrzeszczała i niemal nie zwaliła obu z nóg gdy brutalnie przebiegła obok. Rozległ sie kolejny huk, kawałek ściany karczmy najpierw się skruszył a następnie rozsypał się całkowicie. Jakiś mężczyzna wyleciał jak z procy rozbijając się na miazgę o bruk poniżej. Wśród czarnego i gęstego dymu obaj zobaczyli szybko wyłaniających się rhodockich żołnierzy. Ci nie szczędzili nikogo, czy to dziecko czy kobieta, każdy ginął zarąbany na kawałki. Ten widok wystarczył młodemu Kalianowi, zignorował zawołania towarzysza i wyrzucając z dłoni włócznie zaczął biec w stronę głównej warowni. Po chwili i stary towarzysz zrobił to samo...za późno jednak. Któryś z wrogów  posłał go na grunt. Kątem oka młodzieniec zauważył włócznie wystającą z jego pleców, nie był pewien, ale była niemal identyczna do tej którą przed chwilą wyrzucił.
       Jeszcze kawałek pomyślał, to jeszcze tylko kila przecznic. Dasz radę, tamci posuwają się wolniej  By mieć czas na zabijanie każdego. W tedy przed nim za rogu wyłonił się oficer Pirster wraz z mocno przetrzebionym odziałem. Kaliana oblał zimny pot, jeśli teraz oficer zauważy jak pierzcha...Szybko wpadł do jakiegoś domostwa i zamknął drzwi. Modlił się by tamci go nie zauważyli, szybko wbiegł na górę, zaczął panikować, czuł to. Ale ten strach dodawał mu sił. Szukał teraz jakiegoś wyjścia, nie mógł sie tu przecież ukrywać, wróg na pewno sprawdzi skrupulatnie każdy budynek.A  w tedy znajdą i jego. Z ciekawości jak i ze strachu gdzie jest wróg dyskretnie zerknął zza okno. Oficer i jego odział zablokowali całą ulicę. Wyciągając las włóczni w stronę wroga. Pirster poprawiając hełm wykrzyczał te same dyrdymały do podkomendnych jakimi i jego raczono jeszcze wczoraj w koszarach. O tym że honor i godność, że dumą jest umierać za kraj...
       Z naprzeciwka spokojnie i miarowo szli rhodocy, glewie, tasaki...każda broń już była cała we krwi. Gdy zauważyli ludzką barykadę ryknęli ze smiechu, poszły inwektywy ze strony ich jak i swadian. Po chwili wzajemnego ubliżania sobie i pokazu swych zdolności...Agresor rzucił się do natarcia. Pierwsza linia włóczni momentalnie zdała egzamin, tylko nieliczni rhodocy w porę zasłaniali się pawężami. Druga i trzecia linia szybko odpowiedziała, posyłając w objęcia śmierci tuzin kolejnych i kolejnych. Z tego co Kalian zdążył zrozumieć szybko pojął że to podstawowa technika swadii walk w wąskich gardłach. Pierwsza linia, w zasadzie jej marny cień szybko wskoczyła na tyły. Tam mieszczanie wręczali im kolejne włócznie. Kilku zza pleców swadian ciskało różnymi przedmiotami.
       W tedy nie wiedzieć czemu szyk swadian momentalnie się złamał, na domiar tego natarcie rhodoków także stanęło w miejscu. Obie strony przerwały walkę. Młodzieniec długo wpatrując się nie mógł dojrzeć przyczyny takiego obrotu spraw. Gdy dopiero nieludzki ryk uświadomił go dlaczego. Martwi zaczęli powstawać!!.Nie tylko ci walczący tutaj pod oknem. Głęboko zza oddziałami rhodoków także ustał zgiełk walk. Owszem, słychać było krzyki, ale nie bojowe, były to krzyki zdziwienia i przerażenia. Impas przerwał pierwszy z powstałych ludzi, rzucił się na ciągle zdziwionego rhodoka, jedną ręką rozszarpał mu pierś. Następnie odwracając się ciosem dłoni zgniótł hełm swadiańczyka...łącznie z głową. Dotychczasowi wrogowie desperacko zaczęli bronić siebie samych. Wszędzie walający się polegli żołnierze, cywile...Obie strony były gorzej niż otoczone...były teraz zaszczute.
       Kalian odwrócił sie na pięcie i błyskawicznie zaczął szukać drogi ucieczki. Sam na własne życzenie dał sie zamknąć w pułapce. Otworzył drzwi do pokoju. W środku nie było nikogo, przeróżne rzeczy walały się po podłodze. Mieszkańcy musieli w pośpiechu opuszczać dom, wrzawa na zewnątrz przybrała na sile. Istne pandemonium zapanowało w mieście. Nie był pewny ale chyba przed chwilą usłyszał kroki na dole. Stanął w bezruchu i nasłuchiwał. Ale przez te hałasy nie mógł się dobrze wsłuchać. Nie był sam w mieszkaniu, pytanie kto jeszcze zechciał tu wejść. Szybko chwycił za starą komodę i zabarykadował drzwi. Podszedł do okna które wyglądało na drugą stronę budynku, na dole widział tylko licznych mieszczan, panował wszędzie chaos. Już nikt nie koordynował działań. Każdy był skazany tylko na siebie. Pierwotne lęki brały górę nad racjonalnym myśleniem. Wybił szybę w oknie, na dół było parę metrów. Ryzykował że po prostu sie połamie gdy spadnie z takiej wysokości. Usłyszał głośne uderzenie w drzwi. Komoda minimalnie sie przesunęła. Gdy usłyszał dzikie jęki wiedział już że to ożywiony truposz...Chwycił za rynnę i zjechał po niej na dół. Ostre kawałki metalu oraz gwoździe poharatały mu obie dłonie, te zaczęły krwawić z licznych miejsc. Nie miał czasu na to, nawet nie czuł bólu. Strach był silniejszy. Skierował wzrok nad budynki. Nad dachami budynków górowały strzeliste wieże cytadeli. To tam musiał się teraz udać. To było obecnie najbezpieczniejsze miejsce w całym mieście. Wybiegł z alejki i ruszył boczną uliczką. Po drodze mijał ludzi, zignorował nawet samotne dziecko które stało ubrudzone swoimi fekaliami i płakało. Nie miał czasu i ochoty zgrywać bohatera. Gdy dobiegł na rozległy plac przed cytadelą....Ślina zaschła mu w gardle. Momentalnie stracił wszelką nadzieję na to że wejdzie do zamku. Cały plac był zapełniony ludźmi którzy jak zwierzęta parli do wrót, z tej odległości nie widział czy w ogolę kogokolwiek tam wpuszczają. Musiał łokciami i siłą przeć do przodu,l udzie stale napływali do placu. Kątem oka widział zadeptanych na śmierć ludzi, albo starych albo zbyt słabych by walczyć o swoje miejsce. Zajęło mu dłuższą chwilę nim był już w połowie drogi. Mimo lamentów, płaczu i wszechobecnego krzyku Kalian ze zgrozą dosłyszał inny dźwięk. Głęboko za nim rozległy się te same ryki jakie słyszał gdy ukrywał się w budynku. Po chwili zaczęły wtórować im inne, z każdej strony, z każdą chwilą więcej i więcej. Słyszał jak ludzie krzyczą..."zmarli!", "atakują nas potwory!", "wołajcie wojsko, niech przyślą nam kogoś na pomoc!".
       Młodzian ruszył jeszcze brutalniej niż przedtem do przodu. Po drodze wybił zęby jakiemuś wyrostkowi, potrącił ciężarną kobietę. Zaklął w myślach, nigdy by nie przypuszczał że może być takim zwyrodnialcem. Nigdy by nie ważył się tknąć bezbronnego. Wszak jako strażnik miejski wielokrotnie ratował takich ludzi z opresji. Czyżby wiedza że jeśli nie zacznie się martwić o swoje życie całkowicie zabijała w nim człowieczeństwo? Pierwszy raz w swoim życiu wiedział że jeśli nie wygłuszy ludzkich odruchów zginie. Zginie albo od rhodockiego ostrza albo zagryziony przez trupy. Cały czas wmawiał sobie że to tylko zły sen. Że obudzi się nagle w koszarach i pójdzie zjeść syty posiłek. Następnie ruszy na miasto z patrolem. Poderwie kilka kobiet...Jakim był idiotą że dał się wciągnąć do siódmej kompanii. Mówili że to tylko zabezpieczenie wrót miasta, a w razie problemów zostaną wycofani na plac...ta...Z tym że nikt nie przypuszczał że ich wróg zbierze taką armie, zdolną na szybkie oblężenie. Które nie trwało nawet dnia, ci szaleńcy po prostu od razu rzucili sie do forsowania murów. Do tego jeszcze te ich przeklęte katapulty i trebusze. To one skutecznie przełamały zewnętrzny pierścień.  To one sprawiły że za murami było nie mniej groźnie niż na zewnątrz.
       Był już prawie na przodzie ,gwardia lordowska skrupulatnie wpuszczała ludność. W pierwszej kolejności jednak wpuszczano kobiety i dzieci, starców i chorych. Powoli ale jednak wpuszczano każdego, nad bramą kusznicy strzelali daleko zza nich. Odgłosy bestii były coraz głośniejsze i coraz bliżej, Kalian czuł że jeszcze moment i po prostu popuści w spodnie. W końcu znalazł się przy strażnikach, ci bezceremonialnie odepchnęli go.
       - Żołnierzu! Co wy do licha wyprawiacie?? Na tyły i bronić cywili do momentu gdy nie będą bezpieczni!
       Że co?? A co on niby teraz może, że niby wpadnie tam i ma ich ot tak zabić? A da się zabić coś co potrafiło powstać mimo że umarło? Oglądnął się zza siebie, sam widok zamieszania daleko w tyle skutecznie sprawiał że Kalian nie miał najmniejszej ochoty tam iść.
       - Jestem ranny! Wpuście mnie, opatrzę rany i szybko ruszę do walki.
       Strażnicy albo go nie usłyszeli albo po prostu całkowicie go zignorowali. Zmagali się teraz z masą ludzi którzy gdyby im pozwolić, stratowali by każdego z nich, byleby tylko znaleźć się za bramą. Zdesperowany i całkowicie pijany mężczyzna wyłonił sie nagle z tłumu i naparł na strażników z widłami, krzycząc przy tym, "Nikt nam nie zabroni być w bezpiecznym miejscu łajdaki!".
       Jeden ze strażników za późno go zauważył i został przebity widłami, ostrza wbiły się głęboko w gardło. Gdy pijany mocował się z bronią by ją uwolnić ,inny strażnik bez wahania ciął go w pierś. W tedy zdesperowany tłum, oburzony i od dawna wystraszony naparł na straż. Tylko nie to ,pomyślał Kalian, teraz straż w obawie przed nimi zamknie bramie, i wszyscy zostaną pokarmem dla bestii. Po raz kolejny oglądnął się za siebie, zza pleców ludzi dojrzał jednego z truposzy który bestialsko zaatakował tę samą ciężarną kobietę którą on sam chamsko odtrącił. Trupów tylko przybywało jak i przybywało więcej nienawiści i strachu. Młodzieniec widział co najmniej czterech strażników leżących na ziemi, byli dosłownie żywcem deptani. Doskoczył na przód, w tedy otrzymał bolesny cios łokciem w szczękę. W głowie mu zawirowało, wywróciłby sie teraz gdyby nie oparł się o jakiegoś kupca. Był zgubiony, bramę właśnie zawarto a zrozpaczony tłum walił pięciami o grube wrota.
       U góry pojawił się jakiś kapitan i siląc się na jak najgłośniejszy krzyk rzucił w stronę tłumu szybkie zdanie.
       - Nie możemy nikogo więcej wpuścić, za duże ryzyko że jest wśród was ktoś zarażony. Szukajcie schronienia i czekajcie do czasu gdy wojsko nie zacznie odbijać miasta. Odwagi ludzie!!
       Kalian nie słyszał w tym momencie nic, w głowie szumiało mu niemiłosiernie. Wszystko wydawało się toczyć w ślimaczym tempie. Zauważył jednego z ożywionych, jego ręka z zakrzywionymi i połamanymi pazurami...ślina ,krew i pot. Smród śmierci,i bezgraniczny strach...następnie ciemność i błogi spokój. Czy umarł??
       Wstał, oczy zaszły mu mgłą, słyszał słowa w obcym języku. Doskonale rozróżniał żyjących ludzi. Czuł do nich nienawiść, pragnął teraz zanurzyć zęby w ich pulsujących żyłach. Chciał skosztować każdego z nich. Ten mały człowieczek na rękach innego...wyglądał na dobre pożywienie. Odruchowo spojrzał w duł...w kałuży odbijało się jego oblicze. Był inny niż pamiętał....w tedy żył bez celu, teraz pan dał mu nowe, lepsze życie, bez cierpienia. Każdemu darował szanse na zemstę. Cesarcy zdrajcy nadeszli....nowa armia, czas pokuty i skruchy....
       Żałosny człowieczek natarł na niego mieczem, odciął mu lewą dłoń...Kalian uśmiechnął się ku przerażeniu napastnika. Uderzył na odlew w twarz nieszczęśnika. Zaskoczył się że pozornie słaby cios potrafił zmiażdżyć mózg człowieka. Wcześniej zaiste był słaby, i służył złym panom. Teraz dotarło do niego, i zrozumiał w jakim celu został obdarowany tak wspaniałą mocą...Jednak teraz nieco zakosztuje tej mocy....Następnie wraz z innymi wiernymi zejdzie w duł, w mrok taki sam jaki teraz zaległ całe jego nowe i silne ciało...
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #168 dnia: Lipca 20, 2013, 23:26:31 »
    Cała powieść powoli zbliża się do końca... myślałeś o jakimś nagłym zwrocie akcji, np inwazja regularnej armii spoza Calradii?

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #169 dnia: Lipca 21, 2013, 08:03:15 »
       Tak i nie, nagły zwrot akcji będzie, jednak stopniowo go buduję i trzymam w niepewności. Wielu pewnie zadaje sobie pytanie :Kim są tak naprawdę rycerze za morza...czy Hreth ma racje co do tego że nie są tak do końca szczerzy. Czy oni chcą obronić znaną Carladie pokonując "Tego Który Śpi" czy na odwrót. Kto wytłumaczył czy ten spod krypty nie przebudził sie aby właściwie...
    Ech, zresztą co ja będę pisał, nie mogę odsłaniać wielu kart przed czasem. Tyle co podałem powinno w jakiś sposób podsycić ciekawość i samo w sobie zbudować taką aurę niepewności.
       Na koniec, czy nie zauważyliście że najemnicy, Turegor z jeźdźcami, swadianie, i inni...wszyscy świadomie lub nie, zmierzają do "Krwawych Głazów"? Czy na pewno tam odnajdą odpowiedz czy tylko beznadziejną śmierć. Co sie dzieje z Krisem, zabójcą. Wyruszył aby znaleźć wszystkie kamienie, ale czy aby nie wprowadzał sprytnie w błąd Vorda i resztę?
       Staram się aby w moim opowiadaniu nie było dobra i zła, przynajmniej jawnego podziału na to. Tylko odcień szarości...nawet cny rycerz może pohańbić kobietę we wsi, potem ratować tą samą wieś przed kilkoma zbirami...Carladia popadła w chaos....i postaram się aby do końca opowiadania czytelnik niczego nie był pewien. Pozdrawiam  stałych jak i nowych czytelników;)
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline huth

    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #170 dnia: Lipca 21, 2013, 11:57:17 »
    Kurczę... ja bym to całe przeczytał, ale w takim formacie na forum po prostu nie mogę, linijki mi się gubią i w ogóle...

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #171 dnia: Lipca 22, 2013, 19:06:15 »
    Możesz to sobie zawsze skopiować i przeczytać w jakimś programie od tego. Polecam, jedna z... Trzech? Może czterech lektur które przeczytałem bardzo chętnie, które mnie wciągnęły na maksa.
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline huth

    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #172 dnia: Lipca 22, 2013, 19:40:19 »
    Hmm może jak już będzie skończone, to się zrobi z tego ładnego pdfa...

    Offline Kinro

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 86
    • Piwa: 1
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #173 dnia: Lipca 28, 2013, 19:39:53 »
    Czemu akurat ładny PDF?

    Jak dla mnie jest to dobra rozgrzewka na początek kariery pisarza
    Życie jest jak śmierć.
    Tylko... nie do końca...

    Offline huth

    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #174 dnia: Lipca 28, 2013, 21:05:34 »
    no bo pdf jest od takich publikacji. Chodzi o to, żeby się ładnie czytało.
    Tak jak np. ta nowela wydana w związku z modem Brytenwalda: http://www.novaregula.com/brytenwalda/140/I_fought_in_Haethfelth-Alberto_Fuentevilla.pdf (ładne?)

    Offline Netoman

    • Bajkopisarz
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #175 dnia: Sierpnia 05, 2013, 17:23:12 »
    Było by do fajne, sam czytam opowiadania od początku, i zdecydowanie mi się podobają. Jak coś, to mogę być korektorem (xD), bowciąż błędy się wkradają, chodź jest ich mniej niż na początku.

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #176 dnia: Sierpnia 06, 2013, 09:49:49 »
    Aldred co do tych twoich przypuszczeń jakie pytania sobie zadajemy... To przynajmniej ja nie zadaje sobie takich pytań :P Bardziej mnie ciekawi jak się to skończy ogółem. Oraz skąd np. swadiańscy zbrojni i inni żołnierze w jakimś hotelu zamiast w Uxkhal bronić resztek swojej ojczyzny o_O
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #177 dnia: Października 06, 2013, 11:27:30 »

    Ciąg dalszy rozdziału 9


    "Nie potrafimy powiedzieć czym jest rzeczywistość, potrafimy jedynie powiedzieć, jaka nam się wydaje"(Bechelard)

       Ciemność całkowicie skrywała złowróżbnie wyglądające drzewa. Niczym skamieniałe olbrzymy groteskowo spoglądały na grupkę ludzi poniżej. Gdzieś na zachodzie zawył wilk dodając tym samym nieco od siebie jeszcze więcej grozy. Światło księżyca bojaźliwie przedzierało się przez gałęzie, dając ułudę swojego blasku. Powietrze było przesiąknięte chłodem po niedawnych ulewach, oblepiało wszystko dookoła. Przez to powietrze raz po raz przebijały się odgłosy ludzi, ciche, bojaźliwe i niewyraźne.
       - Daleko jeszcze? - zagaił po raz któryś już Kerwin.
       Tervil mimo ciężkiej zapewnie zbroi przedzierał się przez las niczym łowca, Kerteba również mu nie ustępował. Prowadzili wszystkich w dość szybkim tempie. Vord miał jednak trudności z podłożem, już parę razy ratował się od upadku podtrzymując sie drzew. Nigdy nie lubił brodzić po lasach, a już na pewno nie w nocy. Szczerze gdyby ktoś go teraz zapytał gdzie są to nie usłyszałby odpowiedzi. Byli w lesie, gdzieś daleko od cywilizacji, zdani na łaskę i niełaskę przewodników. Kątem oka zobaczył Livmera który radził sobie jeszcze gorzej od niego. Nawet z tej odległości słychać było okrutnie ciężkie dyszenie. Podbiegł do niego i z współczuciem wyłapał jego wzrok. Ten uśmiechnął się jakby na siłę, zamruczał że po prostu dawno nie spacerował po lesie. Hreth był z tyłu, co chwilę przystawał i nasłuchiwał. Obawiał sie pewnie pościgu, pytanie czy chciał go uniknąć czy wręcz chciał doprowadzić do walki. Jego chęć walki z dnia na dzień była większa, znacząco sie różnił od momentu ich pierwszego spotkania. A może on taki był od zawsze ,tylko skrzętnie to ukrywał?
       - Parę mil - przerwał ciszę Tervil - Wkrótce wybiegniemy na równiny i od tamtej pory musimy jeszcze bardziej być czujni.
       - Miejsce do którego zmierzamy to Krwawe Głazy...- wtrącił Kerwin - Alem nigdy nie słyszał by coś oprócz kamieni tam było. Jestescie pewni że tam coś jest?
       Jeśli rycerz znał odpowiedz to najwyraźniej nie miał zamiaru jej udzielać. Przyspieszył jeszcze bardziej, wszyscy musieli zdwoić wysiłek by nie stracić go z oczu. Powoli las zaczął się przerzedzać, ukazując tym samym jasną poświatę równin. Vord czuł się teraz całkiem nagi na takim terenie. Jeśli musieliby teraz się schować przed kimś to nie mieliby zbyt dużego pola manewru. Trawa sięgała im do kolan, tutejsza roślinność nie imponowała wysokością. Farmerzy słusznie narzekali na ziemie w tutejszych terenach. Była nieokiełznana od lat. No ale przecież dawniej, ludzie prowadzili tu bujnie gospodarkę. Jak tego dokonali?
       Przerwał te myśli które tylko niepotrzebnie zawracały mu umysł, a ten miał być czysty i gotowy na wszystko. Kerwin poprawił kuszę na plecach i smarknął donośnie. Jakby chciał przerwać tę ciszę. Kerteba odwrócił się w biegu i utkwił w nim surowy wzrok. Kerwin tylko sie uśmiechnął do niego.
       Młodzian zastanawiał się jak tak bardzo nie zgrana drożyna ma współdziałać. Napięcie na linii Tervil i Hreth było dobrze odczuwalne. Nie sposób było aby mieli wspólne zdanie. Przez tych dwóch i inni nie pałali do siebie szczególną przyjaźnią. Przyboczny kapitana rycerzy sprawiał na każdym kroku wrażenie , że jeśli by mu tylko pozwolić...pozabijał by najemników. Widać było że nie jest zadowolony z ich obecności, ale rozkaz swego pana skutecznie powstrzymywał go przed samowolą. Może gdyby nie buńczuczne nastawienie Hretha, byłby bardziej otwarty na bezkonfliktową współpracę. Trzeba było więc tylko się łudzić i mieć nadzieję że jeśli dojdzie co do czego, wszyscy jak jeden mąż wspólnie będą działać. Czyż nie przyjemnie i pokrzepiająco było tak właśnie myśleć?
       Gdy dobiegli na niewielkie wzgórze Tervil zatrzymał wszystkich. Wpatrywał się w ledwo widoczny mały punkt przed nimi. Kerteba rozglądał się dookoła. Oboje niczym sokoły lustrowali otoczenie. Wietrzyli zapewne zasadzkę lub coś równie niepożądanego.
       - Dziwne...-  z nutą rozczarowania w głosie rzekł Tervil i kontynuował - Myślałem ze "śpiący" postara się nam uniemożliwić dotarcie do głazów. Jednak nie wyczuwam aby w pobliżu znajdowali się jego pachołki. Gdyby był widoczny wróg, mielibyśmy jakiś obraz tego jak działać. Teraz tym niepewnej i niebezpiecznie będzie zbliżać się do celu. Taka niewiadoma...jest dla nas bardzo niekorzystna.
       Hreth ku zaskoczeniu Vorda nie skomentował słów kapitana w tak dobrze znany arogancki sposób. Także obserwował odległy punkt. Zupełnie zatracił się w myślach, milczał i miał poważny wyraz twarzy. Można było zauważyć jak jego prawa dłoń kurczowo ściska stylisko toporka, aż tak bardzo że palce miał niemal białe. Vord chciałby teraz wiedzieć jakie myśli przewalają się przez głowę starego. Co planował i najważniejsze jak się zachowa gdy dotrą na miejsce.
       Livmer korzystając z chwili postoju opadł ciężko na ziemię, Kerwin w tym czasie sprawdzał kuszę. Tylko on nie wiedział co ze sobą zrobić. Każdy wydawał się odnajdować w swojej roli ,każdy wiedział co robić. A on? Jedyne co potrafił to zalewać siebie masą pytań. Rozmyślać o wszystkim i o niczym. Przeklął siebie za to, nie jest nawet teraz przygotowany do nadchodzących wydarzeń. Mimo tylu wydarzeń nie jest gotowy. Zupełnie jakby te na siłę tylko go porywały.
       - Nie jesteśmy sami.
       Tervil ze zdziwieniem odwrócił się do Hretha. Ten kontynuował widząc malujące się pytanie na twarzy rycerza. Nawet Kerteba był zupełnie zaskoczony słysząc starego.
       - Skoro nie ma w pobliżu głazów poczwar...to w grę wchodzi inny wróg, myślę że Nurvel doskonale o tym wie, i z jakiegoś powodu nie próbuje nas zatrzymać. Pytanie jaki ma w tym interes i z kim przyjdzie nam się zmierzyć.
       Odpowiedz przyszła równie szybko. Na prawo wśród morza traw pojawiły sie liczne sylwetki jeźdźców. Z tej odległości nie mogli stwierdzić kto to jest. Było ich kilka tuzinów, może mniej? Mgła nie rzedła a ranek nie nadejdzie jeszcze prędko. Instynktownie wszyscy przykucnęli i obserwowali w nerwowym milczeniu. Konni zmierzali wprost do Krwawych Głazów, co do tego nie było wątpliwości. Czy to nowi strażnicy "śpiącego"?
       - Proponuję powoli podchodzić bliżej, idźcie schyleni na tyle na ile to możliwe, roślinność nam dopomoże.
       Wszyscy wysłuchali Tervila i ruszyli do przodu, nikt nic nie mówił. Zapewne każdy w duchu przygotowywał się do nadchodzących wydarzeń. Może wspominali rodzinę? By po raz ostatni ujrzeć ich twarze, uśmiech i miłość. Tak bardzo brakującego ciepła ot tak dawna, uczucia bezpieczeństwa. Od długiego czasu żyli w mroku i ciągłym strachu, każdy czuł że musi podjąć to ryzyko. Może ostatnie i decydujące? Vord na moment poczuł się niczym bohater opowiadań. Gdzie rycerz wyrusza w góry i pokonuje pana zła. Ratuje świat, zdobywa bogactwa i ukochaną. By żyć później  długo i...szczęśliwie. Ciekawe czy którykolwiek pisarz zadawał sobie pytanie na ile coś takiego jest realne. Czy jeden człowiek lub garstka może zrobić coś by uratować nie siebie, nie królestwo, lecz cały świat?
       Po dłuższym czasie musieli znowu się zatrzymać. Tym razem z przeciwnej strony zmierzała spora grupa ludzi. Tych jednak mogli już odgadnąć. Swadianie, w grupie jeszcze większej, kilku konnych, reszta to piechota. Zmierzali także w stronę Głazów. Jednak szybko zatrzymali się widząc innych konnych już przy kamieniach. Nastał impas i obie strony zdawały się zastygnąć w bezruchu.
       Ktoś ich uprzedził, najwyraźniej nie oni jedni chcieli sie dostać do tych podziemi. Bo po cóż innego mieli by sie tu pojawić?



       - Do jasnej cholery!! - Krzyknął Aleric - Dlaczego żołnierze się wycofują?!
       Vordemor podążył wzrokiem w stronę miasta, faktycznie, cała armia biegła na złamanie karku byle tylko jak najdalej od miasta. Czyżby swadianie posiadali więcej żołnierzy niż twierdzili szpiedzy??
       Lord nie ukrywał złości, zawołał na jednego z kapitanów oddziału rhodockich "Czarnych Glewii".
       - Bierz swój odział, i czym prędzej zawrócić mi tą hołotę, jeśli trzeba będzie zabijcie kilku dla posłuchu! Nie możemy teraz odpuścić!
       Kapitan chwile sie zawahał ale szybko wykonał rozkaz, odział runął po zboczu w dół. Z rożnych stron pola bitwy odzywały się trąby, to grały aby zagrzać do walki a jednak większość grała do odwrotu. Lord zastanawiał się co sie stało że ze zwycięzców stali się pokonanymi. Przecież cytadela była już prawie ich. Skąd ci przeklęci swadianie nabrali na tyle sił aby wyprzeć przeważającą liczebnie armie rhodoków. Armia vaegirów i odział Turegora były już daleko w drodze, nie mógł liczyć zatem na odwody. Wsiadł szybko na konia, za jego przykładem poszedł Vordemor.
       - Co robimy?- spytał nieśmiało.
       - Jak to co?? Musimy szybko przejąć dowodzenie i poprowadzić ludzi, w każdej chwili gotowi są zwiać, cała pieprzona armia!
       Ruszyli galopem w dół, teraz więcej żołnierzy biegła na wzgórza, nieliczne odziały nadal nacierały na miasto. W powietrzu czuć było panikę, losy całej armii zawisły na włosku. Morale drastycznie malało, jak do tej pory na wyłomach muru nie zauważyli ani jednego wroga. Gdy dojechali do bramy lord niemal nie krzyknął ze strachu. Wszędzie toczyła się walka, brutalna i zajadła. Ale nie ze samymi swadianami....rhodocy nie dość że walczyli ze swadianami to na dodatek i ze swoimi. W zasadzie walczył każdy z każdym, cóż to za szaleństwo?
       Ustąpili oddziałowi Czarnych Glewii, ci wpadli w tłum tłukąc każdego na swej drodze,  zmierzali wprost na cytadelę. Za wyłomu pojawił się nagle rhodocki żołnierz, cały w potarganym stroju, trzymał w zębach ludzką dłoń. Gdy zobaczył dwójkę jeźdźców, wypluł dłoń i z rykiem, nieludzkim rykiem rzucił sie na nich. Dopiero teraz dotarło do Alerica co  właściwie sie działo, to ożywieńcy, czytał i słyszał o nich. Słudzy pana spod krypty...Lord szybkim cięciem pozbawił poczwarę głowy. Vordemor zmagał sie teraz z kolejnymi dwoma, szarpali go wściekle, gryźli wierzchowca. Szybkim zwrotem wyrwał osłupionemu z przerażenia trębaczowi instrument i zagrał...na odwrót. Zrozumiał teraz że tego w ten sposób nie wygrają, a on nie może sobie pozwolić na utratę armii, była mu potrzebna.
       Jednak ożywieni ludzie byli wszędzie, zbyt mało żywym udawało się wydostać poza mury. Obaj jeźdźcy także zaczęli się wycofywać.
       - Kusznicy! Kusznicy! Ostrzał,już!!!
       Zastępy kuszników posłało w momencie pierwszą salwę, wiele bełtów trafiało w żywych.Ale  Aleric nie miał wyboru, musiał poświęcić część ludzi dla dobra całej armii. Minęli mur pikinierów, ci powoli zaczęli się wycofywać, przodem do miasta. Odwrót dopiero teraz wyglądał na taktyczny i zdyscyplinowany. Lata jakie lord spędził na bitwach i potyczkach wyuczyły w nim instynkt przywódcy. Wszak niejednokrotnie pokonywał liczniejszych vaegirów, watażki morskich najeźdźców...
       Vordemor obok niego stękał, prawą nogę miał strasznie poszarpaną, na dodatek wypluwał wielkie ilości krwi. Gdy większa część armii była już na wzgórzu, medycy przystępowali do szybkiego leczenia. Lord spoglądał teraz z bezpiecznej odległości w stronę miasta. Truposze o dziwo nie ruszyły za nimi, wykańczali pewnie każdego żyjącego w mieście. Zastanawiał się co doprowadziło do takiego stanu rzeczy, w którym momencie popełnili błąd gdy pierwszy raz odnaleźli kryptę...Czyżby stary Bellen miał racje? Ostrzegał że porywają się na coś co ich przerasta i zagraża całej krainie. Dlatego tez odszedł nie chcąc w tym uczestniczyć. Jedynym wyjściem było jak najszybsze otwarcie ostatniej krypty, i oby Turegor sobie z tym poradził. Ktokolwiek tam jest zamknięty ma władzę aby przywrucić zmarłych. I czy nie będzie czuł się zobowiązany wynagrodzić tego który go uwolni? Tylko ta wersję przyjmował, bał się nawet myśleć że może się mylić. Ale o nie Alericu, pomyślał, sam od poczatku tego chciałeś. Nie pora na wahanie, cel jest już na wyciągniecie ręki, trzeba tylko nieco się wyciągnąć by go dosięgnąć.


       Wpatrywał się w pusty kufel od dłuższego czasu, za oknem w dole słychać było słabnące odgłosy walk. Mężczyzna prychnął, otworzył plecak i wysypał całą zawartość na stolik. Oprócz suchego prowiantu i kilku drobiazgów było coś jeszcze. Pięć złotych naszyjników z kamieniem zapewne dość drogim by kupić sobie pałac. W ciągu miesiąca udało mu się zebrać tylko tyle. Niby dobry wynik, jednak miał niedosyt i uczucie rozczarowania. Jakim był głupcem że myślał ze w tak krótkim czasie odnajdzie wszystkie. Drzwi się otwarły i do zaciemnionego pomieszczenia weszła kobieta. Szybko zamknęła za sobą drzwi i stała nieruchomo w przejściu.  Oboje wpatrywali sie  na siebie bez słowa.
       - Kris...mam to co chciałeś - Arisa mówiła tak cicho że ledwie można było ją usłyszeć - Ale proponowała bym ci na razie nie opuszczać tego miejsca. Dalej walczą...
       - Nie prosiłem cie o rady tylko o ten jeden papier.
       Kris wstał i podszedł do okna ,uchylił nieco kotarę i zerknął w dół. Faktycznie, na dole już mało się działo, nieliczni ludzie biegali w popłochu gonieni przez watahy potworów. Arisa była informatorką zabójców od wielu lat. Tylko przez wzgląd na dawne uczucia do Krisa zgodziła się mu pomóc mimo że ten już nie należał do sekty. Nadal piastowała stanowisko głównej matrony w burdelu "Siedem Róż". Doskonała przykrywka czy utarty schemat?
       - To ja już pójdę...zostawiłam ci informacje na stole. Nie proś mnie już o nic więcej i...
       Kris szybko sie odwrócił do niej i przeszył ją wzrokiem, była nadal niezgorszej urody. Jednak lata spędzone na takiej a nie innej robocie nieco ja odmieniło. I pomyśleć że dawniej mogli być już małżeństwem. Czy po tym jak się to nie udało ona chciała na złość mu wstąpić do bractwa? I obracać się w tak żenującym towarzystwie kurtyzan?
       - I co? - powiedział - Mam po prostu pozwolić im na to wszystko? Jestem jedyną osobą obecnie spoza bractwa która zna tajne wejście. Nie martw się, w końcu zaczniesz pracować na swój rachunek gdy tych...ludzi zabraknie. A teraz zostaw mnie już w spokoju, muszę pomyśleć.
       Arisa po chwili - jakby nie chętnie - wyszła z pomieszczenia. Kris zdjął z wieszaka płaszcz z kapturem. Szybko go nałożył. Spod ściany porwał małą kuszę i szybko ją schował. Krótki miecz przymocował przy pasie do którego także przymocował kilka sztyletów. Był gotowy na ostateczne wyrównanie starych porachunków z Cesem i całą resztą. Plecak nałożył na plecy, najpierw musi wysłać całą zawartość do ruin gdzie stacjonowali Tervil i reszta. Gdyby zginął...zafundowałby darmowy prezent bractwu.
       Zastanawiał sie teraz czy nie powiadomić dyskretnie któregoś lorda swadiańskiego o tym że on przeżył i wraca upomnieć się o swoje. To by nieźle namieszało w i tak umierającej swadii...
       Może jeszcze nie, musi wykonać to co najważniejsze wpierw, na wszystko i wszystkim przyjdzie pora...



       Siwiejący mężczyzna siedział w zrujnowanej baszcie, na zewnątrz strażnicy ćwiczyli. Opatulił sie szczelniej płaszczem, pomacał ślad na szyi. Brakowało mu już tam tego przedmiotu. Wiedział że mądrze zrobił przekazując ten przedmiot owemu człowiekowi. Wiedział też że jemu podobni powinni jak najszybciej ruszyć do "Krwawych Głazów".
       Skoro on po tylu latach piastowania tak ważnego stanowiska to wyczuł, to tym bardziej i reszta. Zasmuciło go tylko jedno...że nikt go nie szukał, że postawiono na nim krzyżyk. To się zmieni, wszystko sie zmieni, pytanie czy reszta z posiadaczy kamieni zrozumie że należy na nowo zrobić to co ich przodkowie sprzed setek lat.
       W kącie zamajaczyła na na moment posępnie wyglądająca korona...pogięta i ubrudzona, nie używana długi czas...nie była już potrzebna?Nad nią tchniona nagłym podmuchem wiatru załopotała zniszczona chorągiew królewska...lew na niej był już ledwo widoczny. Zupełnie jak istnienie niegdyś wielkiej Swadii...


    *Mam nadzieję że po takim czasie nadal trzymam stary poziom czy już nie bardzo;/
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline SwinkaBabe5

    • BANITA
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 0
    • Piwa: 0
    • Płeć: Kobieta
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #178 dnia: Października 08, 2013, 21:10:14 »
    Dawno nic tak nie przykuło mojej uwagi. Mimo że z pozoru dla mnie tekst wydaje się dłuuuugi i nużący, to chętnie do niego zajrzałam. I podoba mi się ostatni rozdział, a najbardziej tytuł: "Nie potrafimy powiedzieć czym jest rzeczywistość, potrafimy jedynie powiedzieć, jaka nam się wydaje." Supertrafne. ;)

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #179 dnia: Października 15, 2013, 20:02:35 »
    Okurde to jest świetne, tylko pisz troche częściej bo ostatnio czytałem w lipcu i mi sie wszystkie imiona pomieszały już XD