Pomyślałem, że przyda się przejrzysty temat na temat plusów i minusów Warband'a dla tych którzy planują zakup lub jeszcze się wahają. Ponieważ moja własna opinia nie będzie wystarczająco obiektywna, bo gusta są różne. Prosiłbym chętnych do wypowiedzi o wypunktowanie zalet i wad wg poniższego wzorca.
Wątek widzę stary, więc pewnie moje uwagi nikogo nie zachęcą lub nie zniechęcą do kupna :)
Ale, że dostalem od żony pod choinkę Warbanda i próbuję w nim od Wigilii sił to pozwolę sobię na kiilka uwag na gorąco. Zaznaczam - nie zapoznałem się jeszcze ze wszystkimi możliwosciami gry, więc piszę o tym, co szczególnie mnie razi lub się podoba w porównaniu z ukochanym klasycznym M&B
Plusy:
- nowa frakcja w ciekawych pejzażach
-dodatkowe lokacje, także w starych miejscach - kryjówki bandytów, rozbójników, korsarzy.
-duzo nowych towarów, większe możliwości uzyskania handlowych informacji w dialoogach z npcami
-nowe, ciekawsze zadania, zwłaszcza w porównaniu ze stereotypem M&B (eskorta karawany, dostarczanie listów, pędzenie bydła i niewiele ponadto)
-nowe możliwości dzialania postaci - kupno ziemi, inwestycje w manufaktury, małżeństwo itd
Minusy
- brak wiekszości tak przydatnego na początku rozgrywki japońskiego rynsztunku, w normalnym trybie dostępny (przez zapomnienie?) tylko w Rivacheg, resztę trzeba zdobywać przez sztuczki z trybem edycji, a to już chyba cheatowanie.
- brak mozliwości uzupełniania strzał ze skrzyni z ekwipunkiem w czasie bitwy w polu. Może to był bug klasycznej wersji, bo praktycznie można było te strzały uzupełniać w nieskończoność, wystarczyło włożyć i wyjąć ze skrzyni :) Ale jak to ułatwiało życie :)
- imho gorzej zrobiona konna walka kopią. W klasycznym MB przy galopie broń drzewcowa ładnie ustawiała się i można było precyzyjnie wycelować uderzenie. Tylko nagłe zwroty, jazda pod górkę lub z górki powodowała pionizację broni. Tu jest jakoś inaczej, może jest jakoś metoda, ale narazie to kopie ustawiają się do boju kiedy chcą, choć inwestuję mocno w umiejętność.
- gorsze tłumaczenia. Pomijajac pozostawione gdzie-niegdzie akapity angielskie i takie kwiatki jak tarcze obite
skurą (!!!) to nie wiem czy był sens wprowadzania dziwnych i nieprecyzyjnych określeń feudałów w poszczególnych frakcjach. Książęta w Królestwie Rodoków, które chyba wszystkim, zapewne zgodnie z intencja autorów, kojarzyły się ze Zwiazkiem Szwajcarskim? Nojonowie byli mongolskimi dowódcami, a nie feudalami. W ogóle wprowadzanie precyzyjnych nazw w tej, tak skomplikowanej dziedzinie wydaje mi się absurdem. Uproszczenie jest niemozliwe, wprowadza chaos i jest błedne historycznie. Wprowadzenie poprawnych nazw wymagało by wielkiej wiedzy o strukturach feudalnych różnych państw, gdzie sie podziali bejowie, begowie, mirzowie, berlejbejowie? gdzie baronowie, wicehrabiowie, landgrafowie, margrabiowie, wielcy książęta? Zastosowana nomenklatura błednie sugeruje, że tytuł nojona odpowiadał tytułowi emira, księcia, hrabiego i bojara, a toż to bzdura. Zastosowane w klasycznym M&B określenie Lord do wszystkich feudałów z wszelkich frakcji było też uproszczeniem, ale sensownym, i mającym nawet tradycje historyczne. Lordami niektórzy kronikarze anglosascy czasu wojej krzyżowych nazywali też panów muzułmańskich. Niepotrzebnie wprowadzone dziwne nazwy urzędników - np fantazyjna nazwa "mistrz gildii" zamiast normalnej, historycznej i adekwatnej "wójt". Nazwy niektórych broni też przetłumaczone gorzej niż w klasycznym M&B, tłumacz nie musi być fachowcem bronioznawstwa, ale warto aby sięgał po Żygulskiego czy Królikiewicza przy takich okazjach, albo chociaż zajrzał do Wiki.
- o gustach się nie dyskutuje, ale bardziej podobały mi się oznaczenia tekstowe nad głowami własnych wojsk, niz dziwne dyski (klejnoty heraldyczne?!) w Warbandzie.
- nie pasuje mi osadzenie lansjerów kergickich na ciężkich opancerzonych koniach bojowych. Przyzwyczaiłem się do tego, że jazda kergicka jest jazdą lekką, zresztą zgodnie z historycznymi tatarskimi asocjacjami. Kergita na koniu pasujacym ciężkiej swadiańskiej kawalerii jakoś mi zgrzyta.
- niekore lokacje zostały imho przebudowane (unowocześnione?) bez sensu. Gospoda w Veluce miała styl typowego drewnianego chaletu z Alp. A teraz kamienna budowla, o nieokreślonym stylu. Niektóre lokacje w nowej wersji wygladają lepiej, zwłaszcza wikińsko - nordyjskie miasta, ale wygląda jakby autorzy nie umieli w porę powsztrzymać zapału twórczego.
- nie rozumiem czemu zmieniono kolory napisów frakcji? Znaczna część graczy pewnie grała w klasyczną wersję. Jaszne, że to szczegół, ale trzeba się przestawiać. Ja mam już odruch, gdy widzę niuebieskie wojsko, przygotowuję się do walki z plebejską piechotą, a zielone, z oddziałami Vaegirów :)
- to już szczegół, w związku z powyższym - bardziej podobały mi się grafiki ozdabiające okienko startowe (ładowanie gry) i okienka wyboru przed bitwą czy akcją w stosunku do napotkanych grup. Tamte, w sepii, miały swoj czar, lekkość. Te są zbyt kolorowe, i sprawiają wrażenie przemęczonych, jakby artysta zbyt długo nad nimi siedział.
- ostatnia sprawa to cyrograf tworcow gry z firmą Steam. Nic nie jest o tymj napisane na opakowaniu, żadnego ostrzęzenia czy informacji, a w czasie instalacji, zamiast gry instaluje mi się inny produkt. Planuję grę w sieci, której jeszcze nie próbowalem nigdy, ale może lepiej było by pozostawić decyzję o instalacji dodatkowego produktu nabywcom.
Ogólnie rzecz biorąc chyba bardziej podobał mi się klasyczny M&B, ale to może po części dlatego, że lepiej go znałem. Warband może być chyba ciekawszy i chyba trudniejszy.
pozdrawiam
Tomek Steifer
PS
kilka uwag ogólnych, dotyczących niestety też podstawowej wersji M&B. Grymaszą, zamiast poprawić, bo nie znam się na informatyce i tworzeniu modów. Może ktoś poprawi.
- okienka zamykają się po kliknięciu na konkretny napis, np "dalej", "kontynuuj". W większości gier, gdy nie ma wyboru opcji takie okienko można zamknąć enterem lub klikając myszką gdziekolwiek w obrębie okna.
-każdy wie, że warto sprzedawać łupy wojenne po wsiach, ceny są często wyższe niż u kupców w miastach. Ale po kilku takich operacja wieś bywa uzbrojona jak oddział zaciężnego wojska. Warto by było wprowadzić współczynnik opóźniający splądrowanie wsi, w zależności od jej arsenału.
- W Warbandzie jeszcze nie jestem na tym etapie, ale w M&B wiele razy wkurzali mnie lordowie z mojej frakcji, najczęściej rebelianckiej, którzy mimo licznych nadań alodialnych nagle zdradzali i przechodzili do innej frakcji. Żałowałem zawsze, że nie ma modu z szubienicą, gilotyną lub tradycyjnym szafotem :)
- Podobnie kwestia dezerterów. Wojsko nakarmione, bitwy wygrane, a morale czegóś niskie. Ach, gdybym tych dezerterów mógł wyłapać i powywieszać. Jasne, że mogłem się zawsze wyładować na innych bandach dezerterów, ale jakże by było miło, gdyby jedna miała kolorowy napis informujący, że to dezerterzy z mojej drużyny.
Już trochę więcej pograłem, kilka zamków, kilka miast. Niektóre moje negatywne spostrzeżenia za dzieńdobry potwierdzaja się. Tłumaczenie jest denne, chyba automat z gógla, bez żadnej korekty. Bo w to, że renomowana firma zatrudniła analfabetę nie chce mi się wierzeć. Walka konna kopią czy lancą dużo gorsza niż w M&B klasycznym - wygląda na to, że nie mamy wpływu na broń i jej działanie, a trafienie czy zadane obrażenia są generowanym przez system przypadkiem. Zacinanie się gry, mimo niższych ustwaień niż w klasiku M&B, w bitwach mniej licznych. Wina Steama? Natomiast kilka rzeczy nowych, które znajduję bardzo pozytywnie:
- lepiej zrównoważone dochody i wydatki. W klasycznym, przy kilku zamkach i miastach, dobrze obsadzonych zawsze byłem w długach. Za bardzio gra real przypominała. A tu jest OK, cztery wioski, browar, farbiarnia i zawsze trochę do przodu.
- niezły pomysł ta możliwość zbierania strzał na ziemi w czasie oblężenia lub obrony. W klasycznej wersji było to możliwe tylko gdy jakiś kołczn leżał przy trupie, tu można po jedne, po kilka szybko uzupełnić, najlepiej oczywiście gdy wśród wrogów są łucznicy.
- miłe zrównoważenie zdrad wlasnych lordów, to że nowi lordowie sami, bez naszej perswazji przystępują do naszej frakcji.
Nie wiem czy to jest błąd, bug czy mentalne easter egg. Wojsko jak świat światem zawsze było mięsożerne. A tu jak jacy trawożercy, weganie? Kupowane kurczaki czy wieprzowina, albo świeża wołowina zawsze się psuje. Rozumiem, że Sarranidzi mogą nie jeść wieprzowiny. Ale to dotyczy wszystkich narodowości. Jakieś tajemne pacyfistyczne przeslanie autorów:) ?