To i ja się dołączę. Bardzo mnie zaciekawiła teoria spiskowa na temat tzw. Nowej Szwabii i rzekomych ciężkich walkach na tym terenie amerykańskiej ekspedycji wojennej tuż po II światowej. Był na You Tube nawet film dokumentalny na ten temat.
No dobra, sami tego chcieliście.
Zwrócono kiedyś uwagę na wypowiedź admirała Doenitza: "Niemiecka flota podwodna jest dumna ze zbudowania dla Fuehrera, w innej części świata Shangri-La na lądzie, niezwyciężonej fortecy" (1943 r.). Zaczęto szukać i zastanowiła, datująca się od 1938 r., dziwna aktywność niemieckich łodzi podwodnych w okolicach Ziemi Królowej Maud i archipelagu wysp Kergulen. Łodzie te przewoziły na Antarktydę tory kolejowe, urządzenia wiertnicze, wagony kolejowe, rtęć. Do tego celu naziści przeznaczyli na stałe 35 największych okrętów podwodnych, które zostały rozbrojone i przystosowane do zadań transportowych. Poza tym – według słów amerykańskiego oficera wywiadu płk Wendelle Stevensa – Niemcy zbudowali dodatkowo 8 wielkich transportowych okrętów podwodnych. Kilka tych łodzi w 1945 r. wpłynęło do portów w Argentynie i zostały internowane. Natomiast dalej było można oglądać wzmożony ruch innych łodzi jeszcze w 1946 r. No i Amerykanie powiedzieli dość. Zmontowali zespół uderzeniowy z lotniskowcem na czele, ponad 4000 ludzi i 14 okrętów. W odwodzie były 3 kolejne zespoły, przygotowane na następne wyprawy.
Współdowódcą był admirał Rychard E. Byrd, znany polarnik (wykonał on w 1929 r. pierwszy przelot nad biegunem południowym). Co ciekawe, pomagał w 1938 r. Niemcom organizować wyprawę w te same strony. Wśród badaczy Antarktydy mówiło się otwarcie, że USA gotują się do wojny na Antarktydzie, natomiast oficjalny cel wyprawy to sprawdzenie możliwości sprzętu w ekstremalnych warunkach.
Amerykanie wylądowali 27.01.1947 r. Zauważyli kilka jednostek podwodnych, z którymi nie zdołano nawiązać żadnego kontaktu radiowego. Podczas prób zbliżenia znikały w niewytłumaczalny sposób. Wysłane na ich poszukiwania małe łodzie podwodne nigdy nie powróciły. Grupa żołnierzy mających za zadanie spenetrowanie odcinka lądu, także przepadła jak kamień w wodę. Odebrano tylko urwany w pół słowa meldunek o dziwnych tunelach w lodzie i zapadła cisza. Dowództwo w Stanach nakazało przerwać misję.
Po 14 dniach Amerykanie wycofali się w popłochu, tracąc 4 strącone i 10 niezdatnych samolotów oraz około 100 zabitych, chociaż byli przygotowani na ponad pół roku pobytu. Oficjalnie podano komunikat o wielkim sukcesie wyprawy, a równocześnie uznano Byrda za wariata i zamknięto. Opowiadał on niestworzone historie o miejscach na Antarktydzie, które były pozbawione lodu i były porośnięte zieloną roślinnością ogrzewaną przez ciepłe źródła pochodzenia wulkanicznego, że Niemcy odkryli podziemny kompleks jaskiń z ciepłym powietrzem a nadto stwierdził, że konieczne jest, aby Stany Zjednoczone przygotowały się do obrony przed nieprzyjacielskimi myśliwcami, które mogą przylecieć z obszarów polarnych; w przypadku wybuchu nowej wojny, nad Stanami Zjednoczonymi będą latać nieprzyjacielskie myśliwce zdolne przemieszczać się z jednego miejsca na drugie z niesamowitą prędkością. Mówił też, on oraz piloci, że amerykańskie C-47 były przechwytywane nad Nową Szwabią przez niemieckie „dzwony” i zmuszane do lądowania.
W 1950 r. Komitet Połączonych Szefów Sztabów wydał rozkazy dotyczące kolejnej wyprawy wojennej na Antarktydę. Przygotowania opóźniła wojna w Korei i dopiero w 1954 r. mogła dojść ona do skutku. Co ciekawe na mocy rozkazu prezydenta Eisenhowera admirał Byrd został uznany za zdrowego psychicznie, powołany do służby czynnej i został dowódcą nowej wyprawy, której nadano kryptonim Operation Deepfreeze. Co się działo, nie wiadomo, natomiast Chile, Nowa Zelandia i Argentyna ostro zaprotestowały przeciwko użyciu broni jądrowej w rejonie Antarktydy. Operację zakończono w 1957 r.