W sumie odkop w p***u ;) ale jak zobaczyłem, że na naszej poczciwej Tawernie nawet taki temat jest, to nie mogłem się powstrzymać żeby coś tu napisać ;)
Tak wgl to tabaczę od jakichś 2 lat - i na początku też miałem takie popierdzielone pomysły, żeby wciągać krechy długości ławki, no ale...
Ale teraz to co innego, paę razy dziennie z "dołeczka" na dłoni fajnie jest sobie snufnąć, i wbrew niektórym opiniom, też używam do tego lufki, bo lepiej mi się wciąga.
Najważniejsze, żeby potem to wysmarkać, żeby zatok nie zapchało ;)
Jeśli o moje ulubione chodzi, to zaczynałem od Ozony Spearminta, taka niezbyt mocna, ale aromacik ma :D, był krótki epizod z Red Bullem, a mniej więcej od roku tylko Lowen Prise - zajefajna :D. Ktoś tam mówił o afrykańskiej tabace - ja kiedyś próbowałem takiej białej, indyjskiej "White Elephant" - rzekomo z kości słonia o_O, bardzo mocna, medyk się chowa :D Dobra jest tylko wtedy, jak się zmiesza z jakąś inną, bo sama nie ma smaku.
To tyle.