W sumie to ziemia, [lub jak kto woli "wszechświat"] może być tylko jakimś małym "pyłkiem kurzu" w jakimś wielkim świecie. Choć jestem katolikiem to dla mnie jest śmieszne [i pewnie się bóg z nas śmieje ;x] że nie wierzymy nie możemy wierzyć w dinozaury i inne tego typu "nasze poprzedniki"... Przecież nauka już dawno określiła że są organizmy od nas o wiele mniejsze ale również szuka większych o wiele od nas. Choć na razie nic nie znalazła to nauka nie może zaprzeczyć że jest życie [pewnie nawet bardziej rozwinięte] na innych planetach... Ale przecież na naszej planecie "podobno" było życie które coś, lub ktoś, zakłóciło lecz, które było od nas o wiele bardziej rozwinięte. A nasza zagłada ma "podobno" zacząć się pod koniec 2012. Wiem że się pewnie zaśmiejecie ale ja wieże że może nastać "koniec świata" który tak naprawdę tylko zatrze to co się do dziś [i będzie się działo] dzieje i wszystko zacznie się od nowa...
A co do śmierci to sam nie wiem, ale raczej podobnie jak shadow nie jestem w 100% przekonany czy rzeczywiście jest takie coś jak piekło, niebo, czyściec. Po prostu myślę że jak ktoś ma zmartwychwstać [za dobre życie doczesne] to to się stanie a jak był "zuy" to po prostu dla niego koniec i tyle... Choć może jest takie coś jak "druga szansa" i wszystko jest z duszy "kasowane" i człowiek rodzi się w tym świecie na nowo [ale tak od razu, nie chodzi mi o zmartwychwstanie], bo w końcu ile razy się mówi że "Gdy ktoś umiera to ktoś inny się rodzi"...