Z jednej strony boję się śmierci,a z drugiej nie. Mam dwie teorie: albo po śmierci jest nic ( a raczej go nie ma), albo jest druga kraina (nie do opisania, może każdy sam sobie ją tworzy? Przeciętny człowiek wykorzystuje 4-5% swojego mózgu, wybitni geniusze ok 8%, pomyślcie sobie jaką mielibyśmy władze i jakie stany mogli byśmy osiągać wykorzystując 100% swojego umysłu). Ja osobiście wolałbym, aby prawdziwa była ta druga opcja, chciałbym żyć w krainie, pełnej łąk, lasów, gór, rzek, gdzie człowiek żył by w idealnej harmonii z naturą, coś ala Nangijala a raczej Nangilima z moim zdaniem świetnej książki (czytałem ją bardzo dawno temu) pt. Bracia Lwie Serce. Śmieszy mnie również większość katolików - wierzy, że istnienie człowieka sięga ok. 3 tys. lat? Nie wierzy, że kiedykolwiek istniały dinozaury? A tak poza tym, to czemu rzekomo zwierzęta niby nie mają duszy? Skoro zwierzęta jej nie mają to człowiek też nie, tak ogólnie rzecz biorąc to człowiek też jest zwierzęciem, tyle, że inteligentnym.
Ile może być planet na którym żyją istoty inteligentne, myślące - i nie chodzi mi tu o zielone ufoludki, mogą być podobni do nas, żyć własnym życiem, mieć prace, rodzinę, swoje marzenia, hobby, wierzenia, przecież wszechświat jest nieskończony, a więc i takich planet może być nieskończenie wiele.
A tak z innej beczki. Przecież na pyłku kurzu może też być życie, jakieś organizmy tylko, że tak mikroskopijne, że nawet nie wiem jakim mikroskopem czy nie wiem co jeszcze ich nie ujrzymy, może uznacie mnie za debila.... ale myślę, że to jest możliwe, może tak samo jest w naszym przypadku?