To może ja się wypowiem krótko na temat i niezbyt na temat ;).
Na pierwszą myśl:"Czy boję się śmierci?" Myślę sobie, kurde, czego tu się bać, w końcu dowiem się czy coś jest dalej, co mnie czeka. Zmienię się w jakiegoś karalucha, którego ktoś rozdepnie, bo taki obrzydliwy robak nie ma prawa żyć. Może trafię do Chrześcijańskiego nieba, w co wątpię (ponieważ jestem bardziej skłonny wierzyć w reinkarnację, niż kompletne bujdy), a może do piekła lub czyśćca. Później znowu myślę, że fajnie byłoby prowadzić beztroskie życie jako duch, który ukrywa się w opuszczonym domu. A może wszystko trafię do hadesu? Czyli wychodziłoby na to, że lepiej jest umrzeć i żyć w raju, niźli żyć na zasranym świecie, na którym jest tyle zła i krzywdy.
Następnie jednak dochodzę do wniosku, że co z moimi bliskimi? Co z ludźmi, którym na mnie zależy? Jest w końcu tyle rzeczy, które trzymają mnie na tym świecie, dla których bym nie chciał odejść. Ludzie, których kocham, którym zawdzięczam wspaniałe chwilę w moim życiu lub drobnostki, które wywołują uśmiech na mojej twarzy. Dla czegoś takiego jest warto żyć i nie chciałbym tego NIHUJA stracić. Mam głęboko w dupie, czy dostanę w jakimś zasranym raju wszystko czego pragnę, ale nie będzie tam ludzi, do których się przywiązałem i ciężko byłoby się z nimi rozstać.
Kolejną sprawą jest to, że jeśli o samą śmierć chodzi, to chciałbym żeby była jak najmniej bolesna i szybka, nie koniecznie dla mnie. Nie chciałbym, aby moja rodzicielka lub brat widział, jak mnie ktoś torturuje lub konam w męczarniach, ponieważ byłoby im ciężko pozbierać się po tym. Sama śmierć jako dla siebie samego mnie nie przeraża, ale podejście do tego na luzie, czyli "najwyżej umrę i kij z tym, może będzie lepiej", jest egoistyczne i dziecinne. Człowiek powinien myśleć nie tylko o sobie, ale także o bliskich mu osobach, ponieważ to właśnie te osoby będą cierpieć przez lata, a nie nieboszczyk.
Tak więc odpowiadając na pytanie, czy boję się śmierci, odpowiem: tak, z powodów, które wymieniłem wyżej.
Teraz mały offtop.
Jestem ciekawy, ile userów w moim lub podobnym wieku do mojego, tak naprawdę się zastanowiła nad swoją odpowiedzią w tym temacie. Najprościej jest pomyśleć, że czego tu się bać, jak umrę to umrę i hooy lub w ogóle nie myśleć i pokazać w internecie jakim to jest się "kozakiem". Jeśli ktoś porównuje nas do naszych pra pra... pra przodków, to gratuluję, bo jak dla mnie, to umysł człowieka jednak się rozwiną. W tamtych czasach, jeśli ktoś bliski umarł, to trudno, reszta musi przeżyć. Teraz jest inaczej, po starcie bliskiej osoby tj. ojciec lub brat nie powiemy sobie "Stało się to się stało, grunt by plemię przeżyło. Nie ma co się zamartwiać". Jeśli ty tak potrafisz, to nic tylko pogratulować. Mi niestety uczucia na takie coś nie pozwalają, więc porównywanie tych czasów do tamtych jak dla mnie jest głupie i mija się z celem. Oczywiście jest to twoje zdanie, do którego masz prawo, ale nie wiem czy to do końca przemyślałeś. Wszystkich postów w tym temacie nie przeczytałem, więc nie mam na czym się jeszcze wzorować, więc chyba już zakończę ten temat, bo jest późno, a muszę rano wstać.
To by było tyle ode mnie.