E, ludzie...
Człowiek jest taki mądry, a nie potrafi w swojej główce zmieścic wyobrażenia o własnym nieistnieniu, albo, na przykład nie moze sobie wyobrazić jak coś może istnieć zawsze, bez początku. (Np.: Tak jak to twierdzą nasi kochani katolicy o Bogu, który jest od zawsze. Ide o lewe jądro, ze nitk z Was nie jest w stanie sobie wyobrazić istnienia od zawsze, kazdy głęboko wierzy, choćby nie wiem jak przekonywał innych, ze musi być poczatek wszystkiego. Od czegoś musi się zaczac). No i zazwyczaj, jak zaczynamy myśleć o czyms tak bardoz nierealnym, wpadamy w dziwną przepaść bez odpowiedzi, no bo nie ma zadnego racjonalnego wytlumaczenia. Dla większości jest nierealne to, ze nagle się zaśnie i się nie obudzi. No bo jak? Po całym zyciu nagle umrzec i nawte nie zdawac sobie sprawy z tego, że sie nie żyje? Noo, czyli nie być, bo na tym polega śmierc, jakby się wiedziało, że się nie żyje, to by nie była to śmierć. Od razu uprzedzam, że te wszystkie życia poza grobowe mnie naprawde odrzucają i w poście tym ich nie będzie. Odrzuca mnie też reinkarnacja w róznych postaciach, teorie na temat stałej liczby ludzi, śmierci fizycznej (pomijając "duchową" jak to ludzie pięknie piszą) itd. No, powiem wprost, dla mnie to jest głupie. I nie mówie tego, żeby kogoś obrazic. Po prostu, wg. mnie ludzie wymyślają takie rzeczy, żeby nie wpadać we wcześniej opisaną przeze mnie przepaść, to znaczy, żeby znaleźć sobie jakies wytłumaczenie (nawet abstrakcyjne). Jak umre pójde do nieba. Jak umre, zmienie się w kogos innego i nic nie będe pamiętał. Jak umre narodze się od poczatku. Jak umre, moja dusza będzie żyła nadal. I tak dalej. To samo dotyczy religii - ludzie wymyślają takie rzeczy, żeby mięc świadomość panowania nad nimi. Żeby myśleć, że coś istnieje, że jest coś większego, nad nimi (lub pod nimi, obok, jak tam chcecie). Moga też chcieć dzieki temu usprawieliwiać swoje czyny, zrzucać wine na postacie rodem z fantasty, albo uwieczniac się jako częśc wielkiego planu, w którym nie mają wpływu na nić i zyją pod kloszem jakieś boskiej postaci. Sami zobaczcie - to bardzo wygodne. Zrzucic odpowiedzialność z siebie i przyjąć istnienie czegoś, co jest wazniejsze, większe, władcze - a tak zawsze przedstawia się bogów i religie. Tworzenie wielkich, heroicznych, idealnych, boskich postaci, wklepanie w nich całego idealizmu i wszelkich zalet... To takie naciągane, że aż śmierdzi.
Człowiek fizycznie jest najdoskonalsza formą, organizmem, najwyżej położonym "technologicznie" w naszej liście matki natury. Ale idealny nie jest, a to wszystko przez to głupie myślenie i nikomu niepotrzebny mózg. Słowem? Jestesmy tylko masą komórek ludzie. No, dosyć skomplikowaną, w kończu dzielimy się na atomy, cząsteczki, komórki, tkanki, jesteśmy chodzącą reakcją chemiczną i tak dalej... No ale to nic nie zmienia, bo to nadal świat fizyczny. No i nie możecie przyjąć, że kiedyś, wskutek czegoś po prostu "rozpadniecie się"? Komórki zostaną w jakis sposób naruszone i nie będą mogły funkcjonować. Tyle. A skąd się bierze tyle myślenia i zastanowienia, ja nie wiem. Żeby tłumaczyć sobie śmierc, powinno się patrzec na siebie jak na zwykły organizmn, taki jak ryba, dzik, czy grzyb i bakteria. A to, że mamy uczucia i potrafimy całkiem dobrze myśleć (teoretycznie) to tylko miły dodatek do naszego jakże dziwnego życia (które polega na ciągłym spłenianiu potrzeb, tak samo jak i inne organizmy robią), no i ten dodatek zresztą nie zawsze jest taki miły. Co nie zmienia faktu, że jako ciało, kiedyś się rozpadniemy, zgnijemy, grzybki porosną, bakterie zjedza, staniemy się częścią gleby no i tak dalej... Nie ma co filozofować, jesteście komórkami, i tyle.
Umrzecie. I to wszystko. I zapewniam, nikt nie będzie was prowadził do nieba. Po prosu przestaniecie raz na zawsze istnieć i nie będziecie o tym wiedzieć. Zapadniecie w sen bez snów i koszmarów, taka nieświadomość. No, tyle, że się nie obudzicie na rano, bo nigdy się nie obudzicie, a to za sprawa niefunkcjonującego organizmu, który was nie zbudzi. Kiedyś widziałem swoją droga, taki bardzo ciekawy eksperyment. Obcięto głowe kurczakowi, ale mimo wszystko karmiono wszystkimi potrzebnymi substancjami przez wsytrzykiwanie ich. Kurczak żył jeszcze miesiąc i miał się całkiem dobrze, nawet od czasu do czasu wykonywał ruchy i to nie takie małe. Ale wątpie aby myślał, chociaz nadal chodził. Bakteria też nie myśli, a ma się dobrze. Ciekawe czy się zastanawia nad tym, co się stanie z nią po "śmierci".