Vsauce - wygląda dobrze, nie daje ci za to piwa, bo już dostałeś za gry o wojnie secesyjnej i mi się rozpijesz, ale to fanie, że się podzieliłeś.
Wiesz, mój największy sukces w życiu to ten dzień w którym w szpitalu po raz pierwszy zobaczyłem moje dzieci. Nic tego nie zmieni, a nie ma to związku z rozrywką - żadnego.
Obawiam się, że nie ma w tym aż tak wiele prawdy jak pozornie może się wydawać. Zbyt silna motywacja w długim okresie też będzie przeszkadzać, bo prowadzi do utraty kontaktu z rzeczywistością.
Myślę, że to o czym piszesz to jednak ciemna strona mocy, ludzie sukcesu mają więcej poczucia humoru niż się to na pierwszy rzut oka wydaje, no i co logiczne mają intuicję. To nie są pracoholicy, pracoholicy są po prostu nudni. Bolesne, ale taka prawda.
No i to tyle w temacie Star Wars.