Pchnięcia ze grzbietu są od tej pory nieruszane - nie da się manewrować lancą, która wyprowadza cios, w sumie nie byłoby w tym nic złego, pod warunkiem, że każą jednostka wyprowadzająca pchnięcia, nie mogłaby zmieniać kierunku ataku podczas wyprowadzania owego pchnięcia. Tak, to konnica dostaje po tyłku...
Nowa "fizyka" lancy jest tak odmienna od dotychczasowej, że wszystkie nasze treningi można powiesić na kołku i o nich zapomnieć...
Generalnie trafienie jest możliwe pod warunkiem, że cel będzie ciągle stał w miejscu w które pierwotnie celowaliśmy
(albo nie zmieni kierunku jazdy przez 1 sekundę czyli całą wieczność), lub też przewidzimy idealnie jego ruchy.
Ale z tym jeszcze dało by się może żyć (po 3 minutach walki na US miałem 9 killsów) - niestety ta fizyka powoduje,
że bardzo często lanca "leci" zupełnie w inną stronę niż wynikało by to z naszych "obliczeń"...
Uczucie trochę jak na sporym rauszu, a trochę jakbyśmy mięli skrępowane ręce i jakiś dziwny magnes
ciągnący lancę losowo w różne strony...
Inna dziwna i trochę śmieszna rzecz, po puknięciu szabelką w tarczę przeciwnika on się przewraca czasem jakby dostał dwumetrowym młotem...
Ciekawe co tam dali jeszcze oprócz czarnych płatów przed oczami, bardzo ciekawy efekt swoją drogą ;)