Co robicie z inflacją? Zwalczacie ją czy w imię stabilnych finansów czy też pozwalacie jej rosnąć byle tylko dochód był jak najwyższy?
Radzę utrzymywać na poziomie 0.
Ja niedawno skończyłem grę Wielkim Księstwem Moskiewskim.
Jak zapewne wiecie początek gry (1453 rok) tym państwem nie maluje się łatwo, małe terytorium, fatalne stosunki dyplomatyczne i potężni sąsiedzi. Na szczęście na początku ułożyłem się z Nowogrodem i powoli zacząłem prowadzić agresywne i błyskawiczne podboje (Blitzkrieg :D), najpierw padł Kazań, następnie, warta uwagi, część Syberii. Jedną z moich bolączek był brak fortyfikacje, ale gdyż ustaliłem sobie "początkowy model państwa", zawsze najpierw inwestuję w rząd, aby móc zdobyć pierwszą doktrynę - mianowicie Ekonomię Smith'a, potem inwestuję w technologię produkcji, również do pierwszego poziomu, aby móc budować warsztaty, następnie jeżeli państwo jest słabo rozwinięte technologia lądowa i fortyfikacje. Po jakże dynamicznym rozwoju moje państwo, (niczym Szwecja w czasie potopu :D) nie było w stanie wytrzymać tego, ale dzięki umiarowi wszystko poszło gładko, gdyż rozplanowałem długo terminowe inwestycje. Zajmowałem się jedynie produkcją, gdy w każdej prowincji było widać mury i słychać narzekania pracujących ruszałem z ofensywą, lecz wtedy na Nowogród ruszył Zakon Krzyżacki i ku mojemu zdziwieniu został niemalże rozgromiony, lecz szybko interweniowałem i udało się bez strat, może poza zrzeknięciem się roszczeń do paru prowincji narodowych ze strony Nowogrodu. Następnie zaryzykowałem atak na Litwę, lecz utworzenie stabilnej i trwałej gospodarki pozwoliło na zdobycie i przejęcie 3 litewskich prowincji (teraz to już będą szanować mniejszości narodowe :D) i rozochocony tymi zdobyczami, po wygaśnięciu rozejmu ponownie nań ruszyłem, tym razem zajął calutką Litwę, co sporo mnie kosztowało, moje państwo było niestabilne i rozciągnięte, jakby niemowlę zjadło 5 pączków (lipna metafora :P), a najgorsze było to iż uzyskałem jedynie 3 prowincje... Mój gniew był niewyobrażalny, po wielu niehonorowych czynach (zerwanie rozejmu) zgniotłem targaną pożogą Litwę. Tak oto przez dobrych parę lat powracałem do okresów świetności. Gdy wszędzie był warsztat i fort ruszyłem na Złotą (M)Ordę, zdobywszy ją i część (M)Ordy Nogajskiej (w międzyczasie Nowogród został zajęty całkowicie przez Austrię...), postanowiłem walczyć z Austrią. Początkowo mimo, iż okupowałem większość tamtych prowincji, nie mogłem żadnej wziąć dla siebie, lecz pod naporem moskiewskich wojsk "azjatycka" część Austrii padła. Potem nadszedł czas niesamowitego rozwoju produkcji, infrastruktury i administracyjnych nowości, (Ba, nie wspomnę o mej armii) postanowiłem zająć się kolonizacją (wówczas nadszedł [w końcu] czas na zmianę nazwy na Rosję). W skrócie w okresie 100 lat (1650-1750) skolonizowałem, północ Meksyku, Luissiene'a, Kalifornię oraz całe wschodnie WYBRZEŻE dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. W Europejskiej części sporo się nie działo poza konfliktem z Timurudżi, który przyniósł powrót do status quo, wojna Meklemburgią i Szwecją (tą zaś zająłem w połowie, acz ich terytorium sumowało się z Meklemburgią, wyszło że zająłem zaledwie 20%, co nie pozwoliło mi na zdobycie jakiejkolwiek prowincji), również z tym samym efektem i ostatecznie moje państwo wysoce rozwinięte pod względem trzech dziedzin:
- Technologii lądowej
- Technologii rządowej
- Technologii produkcji
Zakończyło grę z dochodem bodajże 6. na świecie.
P.S
W ogóle nie korzystam z handlu, ten system jest żałosny.
Gram bez kodów.
Gram na poziomie normalnym.