- Chmielnicki ponoć na Sicz uciekł, listy królewskie Barabaszowi ukradł...A w listach tych, że król z nami, na pohybel królewiętom - rzekł Bohdan - Ale wiele nie wiem...Dziad przyjdzie jakiś to go wypytujcie. Chodzą od wsi do wsi...A zali najbardziej to po naszych chorągwiach rusinów, wieści niosąc. Chmiela znałem go, dobry żołnierz, człowiek obrotny a nasz rusin nie lach. Lada dzień tu może przyjdzie - Bohdan uśmiecha się - To z Jaremo może pohula jeśli król nie pójdzie na Turka. To i wy teraz uważajcie, bo dziś lachy tu siedzą a jutro, kto wie? - dokończył Bohdan uśmiechając się krzywo. Ni wiedział czy Chmielnicki przyjdzie czy nie, a i nie wierzył w to, że Chmielowi naprawdę uda się tu zajść...Gdyby jednak mu się udało, gdyby przeszedł Kudak i pomaszerował tu na Ukrainę, gdyby ta cała czerń powstała...Ale tak nie będzie - myślał dalej Bohdan. Hetmani nie mają po lat 15, bo Potocki jakkolwiek pijak, bić się umie, a są i inni. Jest wreszcie i straszny Jarema... Ale cóż. Chmiel połamie sobie zęby a tymczasem będzie można zaciągnąć się do chorągwi u Potockiego.
Dodał wreszcie do tłumu:
- Czekajcie tu bo idzie sąd Boży. Znaków nie widzicie? Wielki głód, zwiastuje wielką wojnę. Kosy na sztorc, a pochowajcie dobrze. A nam - ogarnął dłonią kompanię - nam dalej iść trzeba, bo jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. Wojna idzie, to i trzeba się przygotować. A zali patrzcie, gdzie są te lachy co były z nami...To już nie są Chodkiewicze i Żółkiewscy. Siedźcie tu cicho, to może doczekacie się malinowej chorągwi z archaniołem, przechodzącej tymi - wskazał na uciekających towarzyszy - polami którymi już teraz lachy uciekają.