- Krzyczowski. Z Rusi. Szlachcic, od jednego pokolenia, ojciec wywalczył szlachectwo. Padł pod Cecorą, ja uszedłem ledwie z życie, zajeździłem konia, ale dopadłem pod Chocim, cudem przed tatarami uciekłszy. Źle było, a i co by nie mówić, zdradziły nas królewięta i starosty, wielcy Panowie, jeden tylko hetman Żółkiewski utrzymał przy woli całą armię. Potem w taborze walczyłem i pamiętam jak, żeśmy patrzyli jak lachiw rozjechały Osmanów. Rzucił sułtan swych Janczarów a po chwili kilka tysięcy trupów, a husaria ot, pomknęła dalej- powiedział Bogdan uważnie przypatrując się zebranym. - Także, chłopcze wierz mi, zaraz step się utwardzi, jazda będzie szła po nim jak huragan, tylko się okopać. A jak się okopać w taborze, to skazać się na głód, mizerię i wydanie wodza. Ot co. Jest też...Jarema - dodał spluwając - Rzeczpospolita gromiła Turka, Szweda i Moskala. Jak Hetmany będą miały oleju w głowie, to zwołają Jaremę, królewięta i od razu zduszą bunt w zarodku, pod murami Kudaku. A gadaj tak, to pala nie Chmiela się tu doczekasz...- Bohdan machnął ręką z niesmakiem, dając do zrozumienia, że i jemu nie podoba się taka prawda.