- Wioski nie opuścimy - uśmiechnął się Bohdan - Bośmy głodni. Roboty szukaliśmy, zima, step mokry, jazda nie pójdzie jeszcze nigdzie. A Ci? Ni to mi brat, ni to swat. Ot, nasz człowiek, step niebezpieczny, trzeba się trzymać z kimś w kupie. Albo na Sicz jechać...- Machnął ręką- Ale na siczy, to wam powiem, że też beczka prochu, pono znowu chcą iść na Ukrainę, rabów bożych, dobrych ludzi wyzwolić, królewięta pognać i sam Król z nimi, bo widzi tą - ogarnął wioskę dłonią - krzywdę. Jeno zwleka, bo może będzie wielka wojna, ostatnia wojna z Turczynem co nam dzieci na stambulskie rynki wywozi... A wojny nie będzie, to sąd ostateczny przejdzie przez Ukrainę. Tak mi dziad mówił, co go spotkałem i śpiewał z lirą... Dziad z siczy...Także, w większej kompanii bezpieczna podróż.