theme de JeanTajemnicza postać milczała, w uwadze słuchając słów Jean'a. Po jego pytaniu ponownie nastąpiła cisza i następnie odpowiedź.
- Nie jest to istotne w chwili obecnej. - po chwili dostrzegł, że coś zaczęło wyłaniać się z cienia powolnym krokiem. Dogasające świece oświetliły
sylwetkę, która spokojnie zbliżyła się do mężczyzny. Szok, który wywołała na Jean'ie zwołał kolejną ciszę, a zakapturzona postać przyglądała się Elynowi dokładnie.
- Oferuję Ci więc zemstę. Za to, czego doświadczyłeś od najeźdźców, za lincz, którego doświadczyłeś z rąk ludzi. Oferuję Ci zemstę.
Walka z demonem trwała dalej. Odniósł co prawda kilka ran, jednak nie przeszkadzało mu to w kontynuowaniu walki. W końcu, z defensywy przeszedł do ofensywy i zaczął atakować Inkwizytorów swoimi rękoma, które były nad wyraz potężne i nawet w zetknięciu z blokiem ostrza obyło się bez choćby draśnięcia. W końcu, Komandor znalazł słaby punkt całej postawy demona i przekierowując jego ataki na Claudię (która ledwo zdołała się wybronić), wymierzył potężny kop na kolano oponenta, przez co ten opadła piętro niżej. Następnie zamachnął się i cięciem zmierzał w kierunku szyi przeciwnika. Wtedy nastąpiło coś dziwnego - mroczny oponent dosłownie złapał w powietrzu ostrze jedną ręką, a następnie odrzucił Komandora i skierował się w stronę Claudii.
- Jego zostawię sobie na deser... - syknął i wywiązała się walka. Po chwili Santangel straciła ostrze i otrzymała kopnięcie w pierś. Odsunęła się oszołomiona kilka kroków w tył, a demon zamachnął się i otwartą ręką wykonał pchnięcie. Inkwizytorka zamknęła oczy pewna nadchodzącej śmierci, a po chwili usłyszała dźwięk łamanych kości i rozrywanych wnętrzności. Gdy otworzyła oczy dostrzegła przed sobą Komandora, zwróconego w jej stronę twarzą, na której wymalowany były strach i ból. Spojrzała na jego tors... z dziury w samym jego środku sterczała ręka demona, trzymająca w dłoni bijące jeszcze serce.
- Łowcy... czarownic... - wypowiedział jeszcze Komandor, a wtedy ręka wycofała się. Demon rzucił serce na ziemie, a Komandor wpadł w ramiona Claudii...
- Evar! - krzyknął idąc w stronę mężczyzn. - Zabieraj swego koleżkę. Wychodzimy stąd!