Jean podniósł się z wysiłkiem na równe nogi i z płaczem pobiegł w stronę zakrystii teraz już pustej, aby się tam schować. "Demon" spojrzał na niego przelotnie i uśmiechnął się, a w jego oku można było dostrzec jakby błysk. Następnie wrócił na otaczających go Inkwizytorów, którzy z obydwu stron rzucili się na niego. Mężczyzna przeczekał chwilę, a potem błyskawicznie, w oka mgnieniu przesunął się kilka kroków w tył, iż Pani Inkwizytor zaatakowała Komandora. Przypadkiem. Ten jednak obronił się sprawnie, rzucił swój słynny uśmieszek i następnie obydwoje skierowali się na przeciwnika. Wywiązała się walka, gdzie buzdygan i miecz ze wszystkim możliwych stron próbowały zranić "demona", ten z nieludzką precyzją i szybkością, wciąż trzymając ręce w kieszeniach płaszcza uchylał się i unikał. W końcu jednak Komandorowi udało się drasnąć go w ramię. Mężczyzna ewidentnie się tego nie spodziewał, gdyż momentalnie zmienił wyraz twarzy na zdziwiony. Ten ułamek sekundy wystarczył Pani Inkwizytor, aby wyprowadzić wcześniej zaplanowany cios na bark, który się powiódł. Oponent skulił się pod wpływem siły uderzenia. Po chwili jednak wstał na równe nogi i z gniewem skierował rękę na Komandora, po czym odrzucił ją w bok, a mężczyzna groteskowo przeleciał cały ołtarz, aby uderzyć w ścianę obok drzwi do przeciwległej zakrystii. Następnie, demon zamachnął się prawą ręką z prawej strony, niczym gepard do udrapania, aby zadać cios Inkwizytorce...
Dwaj mężczyźni - Evar i Marco opadli na ziemię. Destone czuł kulę w swoim ramieniu i ból był potworny. Tym niemniej jego oponent, gdy już opadł na ziemię i adrenalina odpłynęła został bólem dosłownie sparaliżowany - nie uświadczywszy pełnej pomocy medycznej cierpiał i zaczynało się mu kręcić w głowie. Powoli czuł, jak odpływa jego świadomość, czuł nadchodzącą utratę przytomności... jeżeli nie wymyśli czegoś to może opaść z sił, a wówczas Evar będzie miał doskonałą okazję do poczynienia zemsty...