Jean wychylił się zza przeszkody i z bliskiego dystansu, z muszkietu wypalił w kierunku wojownika. Szczęście, czy też dobre oko byłego jegra sprawiły, że trafił on w niewielką przerwę na karku w pancerzu samuraja. Ten zacharczał ciężko i padł na ziemię. Drugi spojrzał na swojego kompana i ze wściekłością następnie na Jean'a. Elynin wyciągnął swój rapier i stanął naprzeciw potężnego kitajca. Ten wystąpił prawą nogą naprzód i w tym samym czasie, trzymając katanę oburącz, wymierzy potężne uderzenie z ponad głowy, Marco zaś właśnie zakończył przeładowywanie swojego pistoletu. Aby dotrzeć do walczących musiałby wychylić się zza ławy...
Klaudia wyciągnęła kolejny swój pistolet i wymierzyła w wojownika. Oddała strzał, jednak kula dosłownie odbiła się od pancerza samuraja, który nic nie zrobił sobie z tej żałosnej próby. Wyciągnęła swoje bronie białe i zaczęła powoli kroczyć do tyłu w głównej nawie, w stronę ołtarza, starając się dostrzec jakąś mechanikę ruchów. Niemniej, wojownicy szli do niej omalże równym, ciężkim krokiem, oburącz trzymając nisko miecze, które połyskiwały w świetle przygasających lamp...
Kapłan obserwował uważnie Evara, na jego twarz wyraźne było zdenerwowanie.
- Na nic Ci nie pozwolę, heretyku. Ośmieliłeś się wkroczyć tam, gdzie nie powinieneś. Służysz bluźniercom, a wchodząc tutaj wydałeś na siebie wyrok. Rozumiesz? - plunął w Twoją stronę. - Żałosna istoto... służysz nie tym Panom, którym powinieneś. I za to właśnie zapłacisz życiem, heretyku.