- Ruchowi Oporu? - roześmiał się mężczyzna szczerze. - Żałosne, doprawdy, istoty. Ruch Oporu to zupełnie nie moja bajka. I niech Pan nie nazywa mojej wiary herezją. Nie jest to ni Większe Dobro, ni Światło. To wszystko są kłamstwa. I proszę, niech Pan zważa na słowa. I przemyśli wszystko. Moi bogowie potrafią być hojni. - powiedział i wyciągnął mieszek z monetami, rzucając go przed Tobą. Następnie dopił wino, wstał i na odchodne rzekł. - Jeśli będzie Pan zainteresowany, proszę zjawić się jutro skoro świt przy tym stoliku. To może być dla Pana lukratywne.
Następnie dostojnym krokiem oddalił się i wyszedł z tawerny. Ty zaś zajrzałeś do mieszka i po przeliczeniu okazało się, że znajdowało się tam sto denarów.