Nie no, zaraz, zaraz, panowie, nie tak hop do przodu.
Gdyby to było takie proste, to każdy by w razie wielkiej potrzeby i choćby po to żeby zdobyć upragnioną gemmę(nie mówcie, że nie:) brał łuk do garści i Sobie na luziku wygrywał z każdym, zawsze i wszędzie.
Ale dobrze wiemy, ze tak nie jest.
Nie będę pisał dlaczego, bo bym musiał napisać parę komplementów pod własnym adresem, a tego raczej się wystrzegam, heh...
Krótko i na temat- jak ktoś uważa, że to jest taki chlebek powszedni z masełkiem ,to niech wystartuje jako łucznik konny( na normalnych ustawieniach i battlesierze >200), powiedzmy, 240-osobową armia na 'solo'(bez żadnych tam wasali) z prawie 1000 armią Maltise(o armiach noldorskich z 2.5 nie wspomnę) i wtedy porozmawiamy , nt tego czy to było takie łatwe i nudne:D
Aha , i żeby było ciekawiej, prawie całą kampanię w 2.5 prowadziłem z moimi Clarion Call'sami, przez wielu tu nieomalże wyśmiewanych jak przeciętne popychadła wojenne:)
Dopiero w 3.1 poszedlem na łatwiznę( tak , jak podejrzewam , większość tu piszących) i skorzystałem z usług Szedołsów.
A klimaty raszowania po skrzydłach i wdeptywanie w ziemię cięzkozbrojną konnicą( i ewentualne zajęcie wrogiego respawnu) znudziło mi się w pierwszej kolejności.
Bo jakby tu powiedzieć, łucznictwo konne wymaga jednak, IMHO, odrobiny wirtuozerii:)