To ja może dorzucę swoje 3 grosze.
Po pierwsze – świetny poradnik i bardzo mi pomógł, zwłaszcza na początku.
Gram już jakieś 2-3 tygodnie (sporo bo częściowo na chorobowym byłem :) ). Nie będę pisał o % trudności, bo to mało istotne. Ważne są poszczególne ustawienia, czyli obrażenia normalne (drużyna), połowa dla siebie, obecnie przy lepszej zbroi, normalne dla siebie, AI dobre. Wielkość bitwy 100.
O ile poradnik bardzo ładnie i dużo mówi o walce razem z drużyną to ja chciałbym dodać coś o wykorzystaniu nas samych w bitwie. Jest to trochę inne podejście.
Może najpierw zacznę od tego od czego sam zacząłem.
Zdobywanie w „pojedynkę” zamku miasta:
Dlaczego napisałem w „pojedynkę” w cudzysłowie. Bo w pojedynkę się nie da, lub jest to co najmniej trudne i zależy od szczęścia. Jak stoimy pod miastem to w 8 osób (my i 7 npc) to zaraz nas zaatakuje oddział dezerterów lub jakiś lord ze 100+ woja i z oblężenia nici, a nawet jakbyśmy wygrali to zabiera to nasz czas i zdrowie (szkoda tego czasu – o bitwach później). Więc atakujemy powiedzmy zamek z 50 ludźmi i z 400, 500 czy nawet 800 obrońcami.
Wymagania:
- dobra zbroja (około 44 i więcej ochrony – podobnie głowa – nogi można mniej),
- jak nie mamy takowej to trzeba brać tarczę, najlepiej o rozmiarze ponad 80,
- dobre opanowanie łuku (120 i więcej, jak nie mamy to na oblężeniach szybko zrobimy),
- bierzemy łuk i 3x strzały ( ok. 90 strzał),
- dobry łuk (około 20 obrażeń),
Dlaczego nie kusza? Bo jest za wolna.
Zamek + drabiny.
Najczęstsza konfiguracja. Zazwyczaj zamek jest położony w górach, ale nie zawsze. Każemy żołnierzom nie ruszać się (F1). Rozglądamy się i szukamy za naszymi plecami osłony (zbocza góry). Jak jest to biegniemy tam i wciskamy F5 (wstrzymanie ostrzału - bez tego łucznicy będą strzelać i nie wycofają się =szybko padną) i ponownie F1. Teraz nasza drużyna jest w miarę bezpieczna. Co jeśli nie ma takiego miejsca? Bierzemy drużynę tak daleko jak się da i każemy im stać oraz wstrzymać ostrzał. Problem jest tylko z wojakami, którzy nie mają tarcz – trzeba na to zwrócić uwagę przed rozpoczęciem oblężenia. Ogólnie na pierwszą linie biorę zawsze rekrutów i inne mięso. Teraz najmilsza rzecz. Staramy się zdjąć wszystkich łuczników z muru i wierz. W zależności od frakcji i naszych zdolności zajmie nam to 40-60 strzał. Jak brakuje przeciwników (nie marnujemy strzał na tych za tarczami) to wchodzimy na drabinę. I tu się zaczyna prawdziwa zabawa. Podchodzimy na metr-dwa. Czekamy aż przeciwnik odchyli tarcze aby wyprowadzić cios i walimy heada, po czym odchodzimy. Powtarzamy do wyczerpania strzał (właściwie to cały czas strzelamy). W czasie wchodzenia na drabinę musimy patrzeć na boczne baszty i w razie konieczności rozwalić pozostałych strzelców. Co po wyczerpaniu strzał? Możemy wsiąść jakąś broń (długi miecz lub pikę) i próbować tego samego, ale to już nie będzie to samo – zbyt łatwo paść, ale zawsze mnie kusi. Najlepiej się wycofać i powtórzyć oblężenie. Ile możemy zabić. Za pierwszym razem udało mi się z kuszy (50 bełtów) ściągać 7-10 obrońców na jeden szturm. Przy łuku i dobrej zbroi 45-50 obrońców, przy dużej liczbie łuczników tylko 30 (najwięcej zabijamy na drabinie, nie pod murami). Co jak nie mamy zbroi – wtedy nie zostaje nam nic innego jak tylko schować drużynę, wyciągnąć tarczę i iść na prawą lub lewą część zamku (obrońcy są tylko z przodu i kawałku boków). Pod murami jesteśmy bezpieczni (jak tylko nikt z obrońców nie „zbuguje się” na murach – stanie w rozkroku na jednej pięcie na krawędzi muru). Podchodzimy pod basztę lewą lub prawą basztę i strzelamy w wyłom i basztę przeciwną, potem idziemy pod drugą basztę i powtarzamy, a na końcu drabina. Niestety z tarczą będziemy mieli tylko 60 strzał.
Zamek + wieża oblężnicza.
Tu się nie da. Nie możemy wydawać rozkazów, tzn. nikt nas nie posłucha. Wieża buduje się 2-3 dni – szkoda czasu na ponowny atak. Jedyne co możemy zrobić to wybić z łuku tylu ilu się da, dostać się na mury i z łuku dalej wspierać naszych (strzały prawdopodobnie będą się w sporej ilości znajdować na murze). W ciągu takiego oblężenia wystrzeliwuje 150-200 strzał, czyli o jakieś 60-70 mniej wrogów dla naszych.
Miasto + drabina.
No i tu jest problem. Jak ostatnio atakowałem 100 na 1000 obrońców to obrońcy wychodzą przed mury i ja z moimi 5 rycerzami (tyle dostaje za -25, -30 do bitwy) nie zdziałam za wiele. Można skakać, uciekać, ale teren jest tak mały, że i tak nas dopadną. Jedyny sposób to oblegać – niekoniecznie atakować, ale drabiny budować i czekać aż lordowie zaczną wychodzić – przyjąć bitwę i czekać do momentu aż przewaga wroga zmaleje do jakiś 100 na 500.
Miasto + wieża.
Tylko szturm, ale przerywamy budowę jak 2-3 lordów wyjdzie – uszczuplimy obrońców.
Zalety:
Brak lub minimalne straty – mała zaleta ale jest.
Możemy zdobyć zamki/miasta w których siedzi po kilkunastu lordów z armią.
DOŚWIADCZENIE!!! – jeśli wykończymy powiedzmy 400 wrogów (10 prób – to wcale nie tak długo trwa), zabijając wroga średnio za 130 pkt (w zamkach jest dobra załoga i 130 to bezpieczne założenie) to zdobędziemy za oblężenie 52000 doświadczenia!!! Pryz zamkach najczęściej obleganych 150 obrońców to będzie 20000. To mówi samo za siebie.
Wady.
Obleganie trwa relatywnie długo.
Brak bonusów za oblężenie (jeńcy, itemy).
Bitwa z Khergitami (czy jakoś tak):
W poradniku jest skład mieszany. Ja preferuje samych rycerzy i żadnych nowych rozkazów – wychodzę bez strat lub z minimalnymi w rozsądnej przewadze wroga (300 na 60-70). Jak nie mamy takiej przewagi? Nie ma problemu. Jesteśmy samą konnicą więc jesteśmy szybsi od wroga. Odciągamy kilku lordów i mamy bitwę na naszych warunkach. Nie wiem jak te ślimaki to robią ale doganiają konnych łuczników i radzą sobie z nimi. Ja tak nie potrafię, a właściwie nie mam cierpliwości.
Co robi bohater, czyli my? Ja mam dwa sposoby. Stary. Rumak 43-45 prędkości oraz dwuręczny miecz – nigdy szabla – musi mieć pchnięcie! Początek jest ten sam. Podchodzimy z lewej strony i walimy pierwszego ciosem z prawej strony (ten dłuższy cios). Zataczamy krąg i atakujemy tych co jeszcze nie ruszyli. Na początku jest spore kłębowisko i możemy spokojnie uwalić 5-8 przeciwników. Potem jest już trudniej.
Wypatrujemy przeciwników idących na nas i ustawiamy się w szarży na nich (idziemy na czołówkę). Długi cios i po przeciwniku. Jak tacy się skończą i bitwa się rozciągnie to nie pozostaje nam nic innego jak bawić się w uganianie za przeciwnikiem. Gonimy przeciwników korzystając z przewagi szybkości jednocześnie próbując ściąć dystans między naszą ofiarą. Jeśli zauważymy, że przeciwnik do nas celuje to nie wierzmy w naszą zbroje czy szczęście. Odbijajmy w prawo. Łucznik konny może strzelać tylko w promieniu 180 st. po swojej lewej stronie. Atakując go od prawej jesteśmy bezpieczni. Siadamy mu na ogonie lekko z prawej i używamy tylko pchnięcia. Walka na wymianę ciosów nasz długi, jego krótki to zły pomysł. I tak nas w końcu trafi. Walka na wymianę z drugie strony – jeszcze głupszy pomysł. Najlepiej atakować go pchnięciem.
Co jak mamy opancerzonego konia? Początek ten sam, ale gonienie nie ma sensu. Musimy zainwestować co najmniej 4 pkt. W strzelanie z konia (z siodła?). Jak dla mnie szybszy i pewniejszy sposób na łuczników konnych. Bierzemy miecz, łuk i 60 strzał i walimy po plecach.
Walka z piechotą (również działa na mieszany skład):
W poradniku jest o taranowaniu wroga. Fakt. Skuteczne, ale póki nie nadziejemy się na grupę pikinierów – wtedy bez strat ciężko. Poza tym. Ja jestem w gorącej wodzie kąpany i za wcześnie zawracam kawalerię i wszystko się po 2-3 szarżach sypie :) Obecnie gram w składzie:
40 rycerzy – ustawionych na końcu
60-70 hołoty – zbieranina tego co wpadnie, głównie odbici jeńcy
Z tej hołoty to robię albo jazdę (jak się da), albo łuczników – piechoty nie biorę. W sumie różnie to bywa ale zazwyczaj mam w pierwszej bitwie 2/3 jazdy– reszta łucznicy. Jak mam za dużo rannych i dochodzi do tego, że rycerze walczą ta wszystko jest po zamiatane i nie ma nawet kiedy tego doświadczenia nabić :/
Początek.
Zatrzymujemy wszystkich i idziemy na zwiad. Teraz mamy 2 możliwości. Lepsza armia będzie szła do nas w szeregu – atak na nią nawet ciężką jazdą nie jest za mądry. Jak idzie w rozsypce to już wygraliśmy – F3 i dołączamy się do bitwy. Jak idą w szeregu to może być łatwo i przyjemnie, albo nie. Zazwyczaj to pierwsze. Zbliżamy się z boku (może być po przekątnej ale nigdy od frontu) na odległość naszego celnego strzału (trudność strzału 6-8 – nie bliżej!). Przy takiej odległości i dobrej zbroi nawet kusznicy zadają nam minimalne obrażenia o ile w ogóle trafią (koń oczywiście opancerzony). Próbujemy się wstrzelić i rozwalamy łuczników, ale nie wszystkich. Celujemy TYLKO w maruderów, którzy idą w tyle. Ci co idą szeregu nas nie widzą. Po wykończeniu maruderów wyszukujemy w rzędzie najpierw pozostałych łuczników/kuszników, a następnie nie osłoniętych tarczą. Rozwalamy ich z łuku idąc koniem za kolumną wroga – odległość – 30m albo większa – zależy ilu na oko wypatrzymy strzelców wroga. Po wybiciu wszystkich strzelców reszta kolumny odwróci się do nas przodem zasłaniając się traczami. Strzelanie w głowę odpada. Walimy w prawą nogę (ta bardziej odsłonięta) z odległości 10m. W tym czasie powinniśmy być blisko naszych linii. Jeśli mamy swoich łuczników to zaczną strzelać (czasami mogą nas trafić :) ). Normalnie byliby nieskuteczni, ale teraz będą walić po plecach. Jak w kolumnie zostanie około 5-10 chłopa to pójdzie w rozsypkę i zacznie nas gonić. Wtedy F3 (lub jak będą już 15m od naszej kolumny). Coś o AI kompa. Wbrew pozorom nie jest takie głupie. Czasami jak wybijemy wszystkich łuczników, po zabiciu 2-3 z kolumny komp decyduje, że dalszy marsz w szyku nie ma sensu i kolumna idzie w rozsypkę próbując nas obrać sobie za cel. Po rozwaleniu pierwszej linii przyjdą posiłki (właściwie to przyjdą przy dobijaniu). Druga linia to już nie problem bo idzie zazwyczaj chaotycznie, ale nie zawsze. Jeżeli nam dobrze poszło z pierwszą (czyli szybko i wojsko nie porozbiegało się) możemy uzupełnić strzały w skrzyni i powtórzyć zabieg z rozbiciem linii. Trzecie posiłki to już tylko resztki.
Co jeśli mamy dużo łuczników (50% i więcej). Musimy iść na wymianę ognia z dalekiej odległości (trudność strzału 9-10). Właściwie to problem jest tylko z wstrzeleniem się. Potem już idzie łatwo, tylko strzały wypada uzupełnić. Co ważne – podczas takie wymiany rozbija się przynajmniej część linii przeciwnika. Jak przeciwnik będzie blisko naszych linii- F3 (w linii nie powinno zostać dużo wrogów, większość to w końcu strzelcy), a my od tyłu wybijamy strzelców, którzy nie są już takim dużym zagrożeniem dla nas bo spora część z nich zacznie strzelać do naszych oddziałów. Jeżeli przeciwnik ma ponad 50% strzelców często nawet nie ruszy się z miejsca. Z ciekawostek. Podczas takie próby wstrzelania się jadąc może z prędkością piechura (może ciut wolniej) walnąłem heada (nie pamiętam czy śmiertelny) z trudnością 14,4. Odległość dawała strzały z trudnością na oko 9 może 9,5 (nie trafiałem, więc nie mogę potwierdzić – to był jedyny strzał trafiony – później było bliżej).
NPC.
W sumie to szkoda NPC na pierwszy ogień. Ja ma 8 NPC. 3 na zdolności (jeden – chirurgia, leczenie ran, pierwsza pomoc, dwa – tropienie, spostrzeganie i to trzecie :D, trzy – inżynieria i taktyka – jeszcze jest jeden z handlem, ale on jest nie aż tak istotny. Każdy się zgodzi że te zdolności są bardzo istotne. Pierwsza pomoc oddaje nam część utraconego zdrowia z poprzedniej rundy, leczenie przyspiesza dochodzenie naszego oddziału do zdrowia, któreś tam przyspiesza marsz na mapie. To są kluczowe zdolności drużynowe, a jeśli zranią naszego npc to nie będzie z nich mogła korzystać cała drużyna! Dlatego tych 3 daje na sam koniec, bo zanim uleczą się do tych 30% (będą mogli korzystać ze zdolności) może minąć nawet 24 godziny (nie sprawdzałem, ale coś koło tego).
Wszystkie wyżej opisane techniku ukierunkowane są pod względem zdobywania doświadczenia przez bohatera, co oznacza, że wcale ni muszą być najlepsze, ale przyjemność z machania mieczem i strzelania do wrogów rekompensuje wszelkie niedociągnięcia.