Pewnym, lecz ostrożnym krokiem przemierzyliście resztę korytarza i przeszliście przez kamienne wrota. Za nimi był kolejny korytarzyk, niezbyt długi i podobnie jak przedtem drogę oświetlały wam pochodnie. Po krótkiej chwili przemierzyliście go i wyszliście przez kolejne podobne wrota. Weszliście na ogromny kamienny balkon, a przed zeskoczeniem na dół chroniła was balustrada. Po prawej i po lewej stronie balkonu ciągnęły się kamienne schody, prowadzące na dół kompleksu świątynnego. Balkon był w cieniu, więc spokojnie mogliście obserwować co się dzieje w dole. Zauważyliście, że pod wami jest duży kamienny ołtarz oraz kamienny piedestał, na którym rozłożona była
księga, przy której stała
kainitka, którą rozpoznaliście jako przedstawicielkę klanu Toreador oraz David, który klęczał przed nią a skrzynkę trzymał nad sobą tak, jakby jej podawał. Kainitka ubrana była w długą czarną szatę z kapturem, na której wyszyty był wąż, który wyglądał tak jakby się wił. Kobieta odwróciła się w Waszą stronę, lecz nie patrzyła na Was, a pod balkon. Widocznie było tam więcej osób. Wzniosła ręce do góry i przemówiła:
- Tysiąc lat czekaliśmy na przebudzenie Gonggonga. Tysiąc lat temu nasz bóg został pokonany przez Zhuronga, pana Ognia, własnego ojca! Lecz tym razem ta historia się nie powtórzy! Przeciwko naszemu panu nie powstanie już nikt kto włada magią ognia, nie ma już takich potężnych istot pośród nas! Nawet klan Tremere i ich dzieci Ognia nie są w stanie przeciwstawić się nam! Dzisiaj tworzymy historię! - po czym gdy skończyła, usłyszeliście jednostajny krzyk kilkunastu osób
Gonggong! Gonggong! Brzmiało to jakbyście trafili na spotkanie całego kultu... Tymczasem kainitka zwróciła się ponownie w stronę Davida, wyciągnęła z kieszonki
klucz po czym umieściła go w zamku, przekręciła nim i powoli zaczęła otwierać skrzynię. Otworzyła ją do końca i wyciągnęła z niego
sztylet, który wzniosła do góry tak, jakby go podziwiała co z resztą robiła. Po chwili David zamknął skrzynię i odrzucił ją na bok, po czym skierował się w miejsce pod balkonem, widocznie chciał dołączyć do reszty. Tymczasem usłyszeliście mruczenie, widocznie członkowie kultu rozpoczynali ostatnie śpiewy. Kainitka gdy skończyła się przyglądać sztyletowi, odwróciła się w stronę dwóch ghuli, którzy stali przy dużej klatce. W środku była tam jakaś kobieta, lecz nie widzieliście stąd jej twarzy.
- Przyprowadźcie ofiarę! - po czym ghule otworzyły klatkę i wyciągnęły z niej ją. Kobieta była cała naga i przerażona nie na żarty. Gdy tylko została wyciągnięta z klatki, zaczęła się drzeć. Widocznie była świadoma tego, co się z nią może wydarzyć.
Co robicie?