Kate rozejrzała się po pomieszczeniu po czym podeszła do nie strzeżonego Assamity,
- przecież nie ucieknie, camarilla odeszła od karania kołem i ogniem jeszcze na długo przed tym jak mnie stworzono, mimo to sądzony tu jest traktowany jak sabatnik, bo chyba o tym zajściu będziemy mówić prawda ? - ponownie boleśnie skrzyżowała dłonie za sobą,
- przepraszam - szepnęła w stronę Assamity,
- wprosiłam się na to dochodzenie i proces za razem, proszę o wybaczenie książę - przyklękła na jedno kolano przed nim i zerknęła na Setha,
- przez wzgląd na mą matkę, nic nie rób - szept mógł być słyszalny tylko dla niego lub dla dowolnego Kainity który używał nadwrażliwości. Kainitka wstała i wyprostowała się z jeszcze boleśniej splecionymi rękoma za plecami,
- gdy dotarłam na miejsce ujrzałam rannych ludzi, doszło do strzelaniny gdzie z mej ręki co najmniej jeden nie ujrzy już blasku nocy, później rozdzieliłam się z matką znajdując rzeczy oskarżonego. Moja matka zastępcza ma tu większe doświadczenie dlatego liczyłam, że odnajdzie go szybciej, ja w tym czasie zaczęłam opatrywać rannych ludzi, nie jednemu tamtej nocy sprzedałam kłamstwo by kurtyna milczenia była nadal opadnięta i nie spałam tak długo aż w mym młodym kainickim umyśle nie wykształciła się myśl....załatwione, wiadomości wyglądają tak jak być powinny - podeszła bliżej biurka i spojrzała po siedzących, jej wzrok był surowy i pozbawiony emocji ale do tego stopnia wiercący duszę, że stał się oskarżycielskim,
- dziś się dowiaduje, że członek klanu Assamitów ! Staje przed moim księciem za zdradę ! - specjalnie akcentowała i podnosiła ton gdzie było potrzeba,
- dziś wszystkie tradycje blakną, bo jeden z naszego gatunku dopuścił się złamania najświętszej i najbardziej pilnowanej tradycji - ściszyła lekko ton,
- dziś widzę pod swymi stopami zdrajcę, który umrze o świcie, bo ośmielił się ją złamać - wyprostowała się i odeszła w stronę drzwi w milczeniu.
Jednak gdy prawie przy nich stała.....odwróciła się,
- widzę też kainitę, który pochodzi z klanu będącego poza camarillą - podchodziła powoli bliżej z ponownie splecionymi rękoma za plecami,
- widzę assamitę, który bronił camarilli przed zatajoną akcją sabatu - podeszła i stanęła przed księciem,
- widzę kainitę, którego nie zaślepiło uczucie a udźwignięcie barku jakiego mój klan ! Nie żaden inny tylko mój ! TREMERE ! Winien się podjąć bez oporu i zgasić życia tych dwoje, którzy śmieli wystąpić z klanu i wejść na drogę SABATU ! - nie szczędziła głosu,
- widzę gotowego na śmierć, choć chciał dobrze, widzę gotowego by umrzeć, choć tego nie planował, widzę....widzę was, stojących nad nim - tu mówiła już dużo ciszej, po czym podeszła do Setha i uklękła obok niego, przyjmując taką samą pozycję jak on,
- widzę siebie, członkinię klanu Tremere, spadkobierczynię wiedzy i ostatnią córkę mej stworzycielki i jako członek klanu żądam śmierci z ręki egzekutora za to, że jako członek własnego klanu, nie potrafiłam odszczepieńców klanu tremere zgładzić osobiście - pochyliła głowę i czekała.