Ghan
Rozgląda się ostrożnie na boki i szeptem mówi do Argjolfa: Poszedł? Na potwierdzające skinięcie głową, ryczy:
Ha! Rozpustny rybojadzie! Słuchaj mej ballady i drżyj!
(tu zaczyna melorecytować)
Szedł Argjolf krokiem dziarskim,
Z prostym sprzętem wędkarskim
Znudziły mu się grzyby
Więc wybrał się na ryby…
Na które poczuł chętkę.
Tak więc zarzucił wędkę,
Wędzisko proste: kij, sznurek,
A na przynętę ogórek…
(ale nie Magdalena,
bo jej już nigdzie nie ma, ech...)
Łowi, a wokół spokój,
Lecz nagle srogi okoń
Z ogórkiem w ryju wyskoczył!
(całego go wodą zmoczył)
I krzyknął :granda niewąska!
Hakiem nabita zakąska?!
Niegodne to praktyki!
Zwleczone z Ameryki.
Być może R`ylekhtanie
Dali Ci to zadanie!
Takim niegodnym trybem
Mordować godną rybę!
Owe zwierzątka wodne
Drapieżne i łagodne
Dręczone bez sumienia
Dostają rozwolnienia!
Bo w R`ylekht delicją główną
Jest właśnie rybie gówno!
Jedzone razem z boczkiem
I malinowym soczkiem…
Wysapawszy się, zwraca się do sir Gawaine`a: Mości rycerzu, nie mam godnego tak zacnej persony pasa, lecz jeśli nie pogardzisz rzemykiem od mego bębenka, z chęcią służę, byś mógł opasać swe lędźwie bowiem jak pisał klasyk: "woj bez pasa traci wiele na atrakcyjności..."