Ta dziwaczna drużyna, okazała się nieco nieuprzejma. Co prawda poczęstowali was jedzeniem i zapewnili miejsce do noclegu, jednak ośmielili się określić was jako "paprochy", nie wiecie co to oznacza, ale chyba coś niemiłego.
Sugerują, że wchodząc do lasu powinniście mieć z sobą chleb elfów - lembas, czy srembas, albo chociaż żelazne racje żywnościowe - co za tupet! Dawać wam rady! Ośmielają się nawet sugerować, że nie zaopatrzyliście się w mikstury u alchemika, a po co wam mikstury!?
W każdym razie, szybko zasypiacie zmęczeni....
Gdy wstajecie, późnym porankiem widzicie tylko popiół po ognisku, pokrzepieni śmiało ruszczcie dalej. Jednak tym razem następny nocleg jest już zaplanowany przez Indianina Jana, widać wyciągnął wnioski, po ostatniej "przygodzie" i zachęca was do zbierania jagód i grzybów po drodze, kolejna noc, ognisko, sen....
Następnego popołudnia jesteście u celu!

Przed wami widzicie porozrzucane kamienie, które układają się w ścieżkę prowadzącą do jakiejś dziury w ziemi. Ponieważ widzicie połamaną łopatę, porzucone sznury i zepsute wiadra, wersja wydarzeń przedstawionych przez Jana Indianina wydaje się potwierdzona, z tym że zasypane osoby pewnie same zdążyły się uwolnić z pułapki i zniechęcone odeszły stąd.
Co teraz dalej, Indianin Jan zachęca do eksploracji "dziury w ziemi".
Czy podejmiecie jakieś działania w obecnej sytuacji?