Ghan
Wilk, kua, mhorski! Ślurp! Całymi dniami phierdzi w zydel, hep! Ćmok! Drobinki kości ludziom żałuje, obesłaniec! Tfu! Sturba, suka, zadziamdziana! Zaś jakiś odłamek w zęby mi wlazł, podłubię trochę paluchem... Nie, lepiej nożykiem... Haaark! Tfy! Wybacz czcigodna, to tylko drobna wydzielinka. ... To co że zielono-czerwono-czarna? Taki wikt w tej zasromanej tawernie! Że śmierdzi? A może ja żarłem kawior? Kawior też śmierdzi! I jest czarny i czerwony! Zielonego nie widziałem, ale, cholera go wie, może jest? No! Już, hik, wytarte! O, teraz to się bucik błyszczy! Jak psu te, co ich pan Wilk mhhorski nie ma... Będzie pani jadła jeszcze tę poleweczkę? Bo zdaje się karakan, harrr, w niej pływa... Jak nie! Pływa hup! Sam widziałem! To nie cebulka! Prędzej gówienko, ale gówienko nie ma tyle nóżek, wiem, bo jadłem... Nie to nie! Dama z Ostrogaru! Ostro do garów, he, he, he... A karakanka sam wrzuciłem! Niech robaczek też coś wpieprzy. Cholera, sam go mogłem zjeść... Ciekawe, jak smakuje, hyp, ten czerw?