Marcus Trethvey
- Coś mnie się zdaje, że wyjdziesz jeszcze na ludzi, Marcusie - powiedział ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli do pomieszczenia, stanęli na baczność przed ważnym w oczekiwaniu na rozkazy. Ważny schował dokumenty do torby, po czym wstał i podszedł do nich. Ważny powiedział - Macie go zaprowadzić go wyjścia. Tam macie poczekać na oddział strażników miejskich. Gdy zobaczycie dowódcę straży, dacie mu to pismo - gdy ważny mówił te słowa podał strażnikowi dokument - to wszystko, wykonać - po czym ważny zaczął zajmować się swoimi sprawami. Strażnicy wzięli Cię za ramiona, po czym zatargali Cię do wyjścia. Przed schodami zaczęły się kłopoty, ponieważ z zakutymi kajdanami na nogach ledwo szedłeś. Strażnicy wpadli na pomysł, by jednak częściowo Cię rozkuć. Rozkuli Ci nogi, po czym popchnęli w stronę schodów. Ledwo utrzymałeś równowagę w zdrętwiałych nogach lecz poszedłeś za strażnikiem, drugi trzymał się za tobą. Gdy dotarliście do wyjścia popchnęli Cię na ławkę, byś siadł. Jeden z nich (ten z dokumentem) wyszedł z więzienia by poczekać na strażników przed drzwiami. Ten drugi podszedł powoli do zawieszonej na kołku pałki, wziął ją po czym odwrócił się w twoją stronę i bezczelnie się uśmiechnął. Gdy podchodził do Ciebie powiedział - Pan zapłacił za obicie kulasów. Nikt nie zauważy kolejnej rany na skazańcu - po czym zaczął powoli podchodzić do Ciebie.
Roland "Nieobliczalny"
- Masz dosyć wygórowane żądania jak na skazańca, mości "rycerzu", lecz przystanę na część twoich warunków. Spodziewaj się mnie za parę dni, przyjdę po Ciebie - rzekł ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli do środka, stanęli wyprostowani przed nim. Ważny powiedział do jednego ze strażników - masz go zabrać do jego celi, lecz najpierw ma prawo wziąć kawałek chleba i kawałek jagnięciny - po czym zaczął pakować dokumenty do torby. Strażnik wyznaczony przez ważnego wręczył Ci mały kawałek chleba i lekko nadgryziony kawałek jagnięciny. Nie zadowolony, że reszta przypadnie dla jego kolegi wypchnął Cię z celi wprost na ścianę. Zatrzymałeś się na niej, lecz nie upadłeś. Gdy szliście do celi, usłyszałeś jeszcze, jak ważny daje rozkaz drugiemu strażnikowi, by poszedł po jakiś patrol i przyprowadził go więzienia. Strażnik poprowadził Cię do celi. Po chwili stanął razem z tobą przed celą, chwilę poszukał klucza i otworzył drzwi. Po czym przypomniał sobie, że trzeba by Cię rozpiąć z kajdan. Rozpiął Ci kajdany, po czym bez żadnych ceregieli wziął Cię za ramię i popchnął do środka i zatrzasnął drzwi. Gdy wracał do siebie, słyszałeś jak pod nosem przeklinał wszystkich ważnych. Zostałeś sam z jedzeniem, które dostałeś od ważnego. Bolały Cię ramiona i nogi po kajdanach lecz doszedłeś do rogu celi i tam spocząłeś. W następnym dniu zauważyłeś, że w podobny sposób potraktowali jakiegoś innego człowieka. Sposób działania był podobny. Po pewnym czasie zauważyłeś, że strażnik wepchnął do środka więźnia nie ściągając mu nawet kajdan. Spotykasz Garvaletha (nie znacie się, lecz możecie się zapoznać. Masz prawo opisać co działo się przez resztę twojego dnia po rozmowie z ważnym oraz parę godzin do momentu gdy Garvaleth został wepchnięty do celi).
Garvaleth
- Widzisz Garvalethcie, ja potrafię zmieniać ludzi. Przyjdę po Ciebie za parę dni, bądź gotowy na wszystko - rzekł ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli spytali się czy coś on potrzebuje, ważny odrzekł że trochę ich uwagi. Ważny rozkazał im, by zabrali Cię z powrotem do twojej celi. Strażnicy nie patyczkując się wzięli Cię za ramiona i zatargali Cię do celi. Nie patrząc na to, że jesteś jeszcze skuty wsadzili Cię do celi, gdzie zostałeś sam sobie - przynajmniej tak myślałeś. Kątem oka zauważyłeś, że jakiś inny więzień przypatruje się Tobie. Był to Roland (Nie znacie się obydwoje, lecz możecie się zapoznać).
Sheldon "Baryłka" Yaricdo
- Zadowoli mnie to, wrócę po Ciebie za parę dni, wydobrzej krasnoludzie. Przez ten czas nie wrócisz do pracy by niepotrzebnie stracić siły. - powiedział ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli do środka, jeden z nich zapytał się jak może pomóc. Wyrywnemu ważny rozkazał, by zaprowadził Cię do celi. Wyrywnemu w moment zrzedła mina, po czym pod nosem zaczął przeklinać wszystkich bogów za swój niewyparzony język. Zanim strażnik wypchnął Cię z celi rozpiął Ci kajdany na nogach. Poczułeś ulgę, gdy krew dotarła do zdrętwiałych nóg. Prawie się przewróciłeś, lecz byłeś przytomny na tyle, by zdążyć oprzeć się o ścianę. Gdy byłeś oparty o ścianę usłyszałeś jeszcze, jak ważny rozkazał "mniej wyrywnemu" by zabrał całe żarcie i piwo do ich kanciapy. "Wyrywny" jeszcze bardziej zaczął przeklinać pod nosem i miał gdzieś jak się czujesz po czym zatargał Cię do twojej celi. Przed drzwiami do celi omal nie upadłeś, więc strażnik kazał Ci siąść. Nie bacząc na brud i kałuże ze szczyn klapłeś na podłodze. Strażnik chwilę pomęczył się z zamkiem, po czym otworzył drzwi i podniósł Cię brutalnie do góry. Rozpiął Ci kajdany, po czym wrzucił do środka i zamknął drzwi. Poczułeś ponownie ulgę gdy krew dotarła do końca rąk. Nie bacząc na wszystko doczołgałeś się na jakiś siennik i zasnąłeś. Zacząłeś śnić(opisz swój sen i dzień następny. W skrócie nic ważnego się nie wydarzyło.). Widziałeś, jak z twojej celi strażnicy tak samo potraktowali człowieka jak Ciebie. Po pewnym czasie zauważyłeś, że strażnik i przesłuchiwany wrócili do celi, po czym więzień został wepchnięty do celi. Spotykasz Arnulfra (jeszcze się nie znacie, lecz być może się zapoznacie, jeżeli będzie taka wasza wola).
Xander
Siedzisz w karcerze i rozmyślasz o swoich błędach i być może straconej szansie na wyjście z tego pudła.
//Dostajesz ostrzeżenie. Jeżeli nie zaczniesz rozbudowywać swoich postów, nawet jak siedzisz w karcerze to twoja postać ucierpi - GM
Arnulfr Brokvar
Ważny lekko uśmiechnął się do Ciebie i powiedział - cieszy mnie twój wybór. Wrócę po Ciebie za parę dni, wypocznij - rzekł ważny i wezwał strażników. Gdy tamci weszli, "Wyrywny" i "mniej Wyrywny" stali cicho, tylko wyprostowali się przed ważnym w oczekiwaniu na rozkazy. Wiedzieli już, że ważny nagradza i karze za ich postępki, więc trzeba było stać i oczekiwać na rozkazy. Gdy ważny zauważył, że jest zbyt cicho(a był zajęty pakowaniem dokumentów) spojrzał na nich, po czym pokiwał im twierdząco głową. Wiedzieli co z tobą zrobić. "Mniej wyrywny" rozpiął Ci kajdany u nóg i wyprowadził Cię z celi. "Wyrywny" w tym samym czasie zabrał żarcie i skierował się do swojej kanciapy. "Mniej wyrywny" zaprowadził Cię do celi, rozpiął Ci kajdany u rąk i wsadził do celi. W głębi celi zauważyłeś krasnoluda, który leżał cały czas tam, gdzie zdążył się podczołgać. Zauważyłeś, że on również Ciebie obserwuje, lecz nie bezpośrednio. Spotykasz Sheldona. (To samo co u Peterova, nie znacie się, lecz możecie się zapoznać. Pamiętaj że między twoim przesłuchaniem a przesłuchaniem Sheldona minął jeden dzień).
Domenic Neil "Duce" Agvassi
Ważny roześmiał się gdy usłyszał twoje porównanie. Gdy przestał się śmiać, powiedział - tam również śmierdzi krwią, tylko ukryta jest między aksamitami i jedwabiem. Przyjdę po Ciebie za parę dni, wypocznij - po czym ważny wezwał strażników. Gdy tamci weszli, wiedzieli już co mają zrobić. Jeden z nich rozpiął Ci kajdany u nóg a drugi oczekiwał na rozkazy. Pierwszy wypchnął Cię z pomieszczenia i zaprowadził Cię do twojej celi. Jako że jesteś "polityczny" siedziałeś w drugim karcerze. Tam Cię strażnik zaprowadził. Po krótkim przemarszu podeszliście do karceru po czym strażnik znów uderzył Cię w głowę i straciłeś przytomność. Gdy upadłeś znów jak worek kartofli rozpiął Ci kajdany u rąk, po czym otworzył drzwi do karceru i wrzucił Cię tam na podłogę. Poczułeś jak uderzasz o podłogę i przez mgłę usłyszałeś rechot strażnika i trzask drzwi. Gdy byłeś nieprzytomny zacząłeś śnić. (opisz sen)
Aleksandra vel Truśka
Zadowolony z twojej decyzji ważny powiedział - Widzisz, każdy chce wyjść z tego gówna. A być może nawet zmyjesz z siebie swoje złe uczynki - oraz wezwał strażników. Gdy tamci weszli od razu zabrali się do swoich czynności. Gdy jeden z nich (ten co Cię polizał) próbował wyjść z tobą, drugi zastawił mu drogę i powiedział, że on się tobą zajmie. Gdy ważny usłyszał jego słowa rzekł - nie zaprowadzisz ją do celi. Masz zaprowadzić ją do wyjścia i tam na mnie poczekać - po czym zaczął pakować dokumenty do torby. Pierwszy usłyszawszy rozkaz ważnego zmarkotniał, lecz wiedział że nie ma prawa protestować. Drugi zaprowadził Cię do wyjścia i starał się być nawet miły. Gdy doszliście do wyjścia, posadził Cię na ławce i usiadł obok Ciebie w oczekiwaniu na ważnego. Po chwili zauważyliście, że Pierwszy prawie biegiem wpadł do kanciapy trzymając się za jaja. Po drugiej chwili zauważyliście jak ważny wchodzi schodami i podchodzi do was, widać było że jest z czegoś zadowolony. Gdy podszedł do was rozkazał drugiemu by ściągnął Ci kajdany. Gdy to zrobił poczułaś ulgę gdy krew dotarła do dłoni i poczułaś mrowienie. Ważny powiedział Ci, byś chwilę odpoczęła po czym poszedł z Drugim do kanciapy. Gdy weszli do środka usłyszałaś rechot strażnika, po czym jak oparzony wyleciał Pierwszy w stronę drzwi i wręcz wyleciał z nimi na zewnątrz. Nie wiesz czemu Drugi tak się śmiał oraz czemu Pierwszy wyleciał jak oparzony. Ważny podszedł do stojaka z uzbrojeniem i zaczął zbierać swój sprzęt.