Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I  (Przeczytany 48647 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #15 dnia: Października 07, 2014, 12:09:36 »
    Garvaleth
    Ewidentnie zmieszany i nie przygotowany na taką reakcję ze strony ważnego (w końcu to on zawsze był myśliwym) syczy z bólu i marszczy twarz. Widać po nim, że nie lubi takiego traktowania, lecz wie że musi teraz być uległy.

    Może... może rzeczywiście przesadziłem?- cholera, jak boli!- dodaje w międzyczasie- odpowiadając na zadane mi pytanie, nie dbałem o konsekwencje tego co powiem. Nie zależało mi na życiu. Ale po tym uderzeniu... coś we mnie drgnęło- mówił to z głębokim przekonaniem- jeżeli moją szansą na dalsze życie, jest bycie pod czyimiś rozkazami, to chyba mogę na to przystać i być lojalnym. Chyba że z góry przyszedłeś mnie przesłuchać tylko po to, by wysłuchać historyjki losowego więźnia, a potem i tak go skazać. Wtedy i tak już jestem martwy.
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline Netoman

    • Bajkopisarz
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #16 dnia: Października 07, 2014, 14:57:23 »
    Domenic Neil "Duce" Agvassi
    Słowa te uderzyły mnie niczym grom. "Ten sukinsyn w kilku zdaniach zniszczył wszystkie moje argumenty. Budowana przez kilka minut chojracka linnia obrony została zniszczona. Co teraz? Jeśli jestem spłukany, to zaczynam od zera. Jedyne co mi zostało to długi u kilku osób... ale nie o tym czas myśleć." Przekręciłem głowę by spojrzeć przesłuchującemu prosto w oczy.
    Delikatnie ruszam nadgarstkami, by pozbyć się bólu w niewygodnie zapiętych kajdanach. Nic to nie dało.
    "Co mogę teraz zrobić? Nie mogę dać po sobie poznać, że zabrał mi wszystkie dobre karty."
    - Ciężko się nie zgodzić z tym, że głowę chciałbym zachować. "Każde słowo trzeba rozważyć. Wygląda na to, że ten człowiek w tej chwili decyduje o moim życiu." Otwieram usta, oblizuję wargi
    - Przedstawiłeś sytuację w dość jasnym świetle człowieku Ostatnie słowo przecedziłem przez zęby. Czy możesz mi zagwarantować, że jeśli będę dla was pracował, to zostanę oczyszczony z zarzutów i wypuszczony?
    Krzywy uśmiech wkradł się na moje usta
    - Przecież was nie oszukam, i nie ucieknę. Dla osób zadzierających z WYWIADEM świat zrobi się mały. Po powiedzeniu tego zdania zmrużyłem oczy czekając na reakcję
    - Cholera. Ani piwa, ani świeżego powietrza powiedziałem, chcąc na chwilę odejść od kłopotliwego dla mnie tematu. Śmierdzi tu tylko grzybem, pleśnią, krwią i uryną. Moglibyście cholera przesłuchiwać na dworze. Tam przynajmniej nie śmierdziałoby krwią

    Offline huth

    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #17 dnia: Października 07, 2014, 15:38:58 »
    Aleksandra vel Truśka

    Ostrożnie przygarnęła zakutymi rękami kubek i zaczęła pić. Ze względu na okoliczności było to bodajże najlepsze piwo jakie w życiu piła. Uważnie słuchała ważnego, a oczy otwierały się jej coraz szerzej.
    - Na stryczek! - opluła się piwskiem, a w myślach przemknął jej obraz sponiewieranej, zgwałconej wiszącej siebie na sznurze. - Oj, nie, nie chcę, to tak być nie może... tyle przeszłam i to ma się skończyć w takim gnoju. Panie, pan mówisz, że jak się zgodzę, to tyż mogę zginąć... pan masz moje życie w swoich rękach! - Ukłuło ją dziwne poczucie bezradności, tak niewiele znaczącego jej życia. - Pójdę z panem, po choć jeden dzień poza tym miejscem. - Skupiona wróciła do zapijania najbardziej trzeźwego stanu jej umysłu jak dotąd.

    Offline Altharis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 666
    • Piwa: 4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Tovarisch Volksdeutsch
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #18 dnia: Października 07, 2014, 18:10:51 »
    Arnulfr Brokvar

    Przez chwilę patrzę zamyślony na torbę w której znajduje się, trzymany jeszcze przed chwilę przez Pana ważnego, testament. Spodziewałem się takiego obrotu spraw, ale lekkie niedowierzanie jest. Co jednak ważniejsze, fakt że ktoś się pofatygował po kopię dokumentu był pokrzepiający, jeśli mieliby mnie zabić nikt by się tym nie przejmował. Po chwili mówię:
    - Oczywiście, że nikt się nie zorientuje, gdyby tak było już dawno bym leżał martwy. A jeśli mam wybierać między szansą śmierci a pewną śmiercią przez podpalenie...Wybór chyba jest prosty, oczywiste że chcę jeszcze pożyć. Więc, co dokładnie trzeba zrobić i kiedy wyruszamy?

    Offline Peterov

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1858
    • Piwa: 104
    • Płeć: Mężczyzna
    • Die for the Emperor or die trying
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #19 dnia: Października 07, 2014, 20:00:36 »
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo
    Sięgam drżącą lekko ręką po kufel i wychylam zawartość. Choć to pewnie szczochy to teraz nie ma znaczenia, zawsze coś do picia.
    Powiem Ci tak człowieczku, zabierz mnie stąd a zrobię co zechcesz. Jeśli to Cię zadowoli to dobrze. Lecz proszę, odprowadźcie mnie bez użycia siły. - Poprawiam, odkładam kufel i siedzę zamyślony.

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 4301
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #20 dnia: Października 07, 2014, 22:18:03 »
    Marcus Trethvey
    - Coś mnie się zdaje, że wyjdziesz jeszcze na ludzi, Marcusie - powiedział ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli do pomieszczenia, stanęli na baczność przed ważnym w oczekiwaniu na rozkazy. Ważny schował dokumenty do torby, po czym wstał i podszedł do nich. Ważny powiedział - Macie go zaprowadzić go wyjścia. Tam macie poczekać na oddział strażników miejskich. Gdy zobaczycie dowódcę straży, dacie mu to pismo - gdy ważny mówił te słowa podał strażnikowi dokument - to wszystko, wykonać - po czym ważny zaczął zajmować się swoimi sprawami. Strażnicy wzięli Cię za ramiona, po czym zatargali Cię do wyjścia. Przed schodami zaczęły się kłopoty, ponieważ z zakutymi kajdanami na nogach ledwo szedłeś. Strażnicy wpadli na pomysł, by jednak częściowo Cię rozkuć. Rozkuli Ci nogi, po czym popchnęli w stronę schodów. Ledwo utrzymałeś równowagę w zdrętwiałych nogach lecz poszedłeś za strażnikiem, drugi trzymał się za tobą. Gdy dotarliście do wyjścia popchnęli Cię na ławkę, byś siadł. Jeden z nich (ten z dokumentem) wyszedł z więzienia by poczekać na strażników przed drzwiami. Ten drugi podszedł powoli do zawieszonej na kołku pałki, wziął ją po czym odwrócił się w twoją stronę i bezczelnie się uśmiechnął. Gdy podchodził do Ciebie powiedział - Pan zapłacił za obicie kulasów. Nikt nie zauważy kolejnej rany na skazańcu - po czym zaczął powoli podchodzić do Ciebie.
    Roland "Nieobliczalny"
    - Masz dosyć wygórowane żądania jak na skazańca, mości "rycerzu", lecz przystanę na część twoich warunków. Spodziewaj się mnie za parę dni, przyjdę po Ciebie - rzekł ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli do środka, stanęli wyprostowani przed nim. Ważny powiedział do jednego ze strażników - masz go zabrać do jego celi, lecz najpierw ma prawo wziąć kawałek chleba i kawałek jagnięciny - po czym zaczął pakować dokumenty do torby. Strażnik wyznaczony przez ważnego wręczył Ci mały kawałek chleba i lekko nadgryziony kawałek jagnięciny. Nie zadowolony, że reszta przypadnie dla jego kolegi wypchnął Cię z celi wprost na ścianę. Zatrzymałeś się na niej, lecz nie upadłeś. Gdy szliście do celi, usłyszałeś jeszcze, jak ważny daje rozkaz drugiemu strażnikowi, by poszedł po jakiś patrol i przyprowadził go więzienia. Strażnik poprowadził Cię do celi. Po chwili stanął razem z tobą przed celą,  chwilę poszukał klucza i otworzył drzwi. Po czym przypomniał sobie, że trzeba by Cię rozpiąć z kajdan. Rozpiął Ci kajdany, po czym bez żadnych ceregieli wziął Cię za ramię i popchnął do środka i zatrzasnął drzwi. Gdy wracał do siebie, słyszałeś jak pod nosem przeklinał wszystkich ważnych. Zostałeś sam z jedzeniem, które dostałeś od ważnego. Bolały Cię ramiona i nogi po kajdanach lecz doszedłeś do rogu celi i tam spocząłeś. W następnym dniu zauważyłeś, że w podobny sposób potraktowali jakiegoś innego człowieka. Sposób działania był podobny. Po pewnym czasie zauważyłeś, że strażnik wepchnął do środka więźnia nie ściągając mu nawet kajdan. Spotykasz Garvaletha (nie znacie się, lecz możecie się zapoznać. Masz prawo opisać co działo się przez resztę twojego dnia po rozmowie z ważnym oraz parę godzin do momentu gdy Garvaleth został wepchnięty do celi).
    Garvaleth
    - Widzisz Garvalethcie, ja potrafię zmieniać ludzi. Przyjdę po Ciebie za parę dni, bądź gotowy na wszystko - rzekł ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli spytali się czy coś on potrzebuje, ważny odrzekł że trochę ich uwagi. Ważny rozkazał im, by zabrali Cię z powrotem do twojej celi. Strażnicy nie patyczkując się wzięli Cię za ramiona i zatargali Cię do celi. Nie patrząc na to, że jesteś jeszcze skuty wsadzili Cię do celi, gdzie zostałeś sam sobie - przynajmniej tak myślałeś. Kątem oka zauważyłeś, że jakiś inny więzień przypatruje się Tobie. Był to Roland (Nie znacie się obydwoje, lecz możecie się zapoznać).
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo
    - Zadowoli mnie to, wrócę po Ciebie za parę dni, wydobrzej krasnoludzie. Przez ten czas nie wrócisz do pracy by niepotrzebnie stracić siły. - powiedział ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli do środka, jeden z nich zapytał się jak może pomóc. Wyrywnemu ważny rozkazał, by zaprowadził Cię do celi. Wyrywnemu w moment zrzedła mina, po czym pod nosem zaczął przeklinać wszystkich bogów za swój niewyparzony język. Zanim strażnik wypchnął Cię z celi rozpiął Ci kajdany na nogach. Poczułeś ulgę, gdy krew dotarła do zdrętwiałych nóg. Prawie się przewróciłeś, lecz byłeś przytomny na tyle, by zdążyć oprzeć się o ścianę. Gdy byłeś oparty o ścianę usłyszałeś jeszcze, jak ważny rozkazał "mniej wyrywnemu" by zabrał całe żarcie i piwo do ich kanciapy. "Wyrywny" jeszcze bardziej zaczął przeklinać pod nosem i miał gdzieś jak się czujesz po czym zatargał Cię do twojej celi. Przed drzwiami do celi omal nie upadłeś, więc strażnik kazał Ci siąść. Nie bacząc na brud i kałuże ze szczyn klapłeś na podłodze. Strażnik chwilę pomęczył się z zamkiem, po czym otworzył drzwi i podniósł Cię brutalnie do góry. Rozpiął Ci kajdany, po czym wrzucił do środka i zamknął drzwi. Poczułeś ponownie ulgę gdy krew dotarła do końca rąk. Nie bacząc na wszystko doczołgałeś się na jakiś siennik i zasnąłeś. Zacząłeś śnić(opisz swój sen i dzień następny. W skrócie nic ważnego się nie wydarzyło.). Widziałeś, jak z twojej celi strażnicy tak samo potraktowali człowieka jak Ciebie. Po pewnym czasie zauważyłeś, że strażnik i przesłuchiwany wrócili do celi, po czym więzień został wepchnięty do celi. Spotykasz Arnulfra (jeszcze się nie znacie, lecz być może się zapoznacie, jeżeli będzie taka wasza wola).
    Xander
    Siedzisz w karcerze i rozmyślasz o swoich błędach i być może straconej szansie na wyjście z tego pudła.
    //Dostajesz ostrzeżenie. Jeżeli nie zaczniesz rozbudowywać swoich postów, nawet jak siedzisz w karcerze to twoja postać ucierpi - GM
    Arnulfr Brokvar
    Ważny lekko uśmiechnął się do Ciebie i powiedział - cieszy mnie twój wybór. Wrócę po Ciebie za parę dni, wypocznij - rzekł ważny i wezwał strażników. Gdy tamci weszli, "Wyrywny" i "mniej Wyrywny" stali cicho, tylko wyprostowali się przed ważnym w oczekiwaniu na rozkazy. Wiedzieli już, że ważny nagradza i karze za ich postępki, więc trzeba było stać i oczekiwać na rozkazy. Gdy ważny zauważył, że jest zbyt cicho(a był zajęty pakowaniem dokumentów) spojrzał na nich, po czym pokiwał im twierdząco głową. Wiedzieli co z tobą zrobić. "Mniej wyrywny" rozpiął Ci kajdany u nóg i wyprowadził Cię z celi. "Wyrywny" w tym samym czasie zabrał żarcie i skierował się do swojej kanciapy. "Mniej wyrywny" zaprowadził Cię do celi, rozpiął Ci kajdany u rąk i wsadził do celi. W głębi celi zauważyłeś krasnoluda, który leżał cały czas tam, gdzie zdążył się podczołgać. Zauważyłeś, że on również Ciebie obserwuje, lecz nie bezpośrednio. Spotykasz Sheldona. (To samo co u Peterova, nie znacie się, lecz możecie się zapoznać. Pamiętaj że między twoim przesłuchaniem a przesłuchaniem Sheldona minął jeden dzień).
    Domenic Neil "Duce" Agvassi
    Ważny roześmiał się gdy usłyszał twoje porównanie. Gdy przestał się śmiać, powiedział - tam również śmierdzi krwią, tylko ukryta jest między aksamitami i jedwabiem. Przyjdę po Ciebie za parę dni, wypocznij - po czym ważny wezwał strażników. Gdy tamci weszli, wiedzieli już co mają zrobić. Jeden z nich rozpiął Ci kajdany u nóg a drugi oczekiwał na rozkazy. Pierwszy wypchnął Cię z pomieszczenia i zaprowadził Cię do twojej celi. Jako że jesteś "polityczny" siedziałeś w drugim karcerze. Tam Cię strażnik zaprowadził. Po krótkim przemarszu podeszliście do karceru po czym strażnik znów uderzył Cię w głowę i straciłeś przytomność. Gdy upadłeś znów jak worek kartofli rozpiął Ci kajdany u rąk, po czym otworzył drzwi do karceru i wrzucił Cię tam na podłogę. Poczułeś jak uderzasz o podłogę i przez mgłę usłyszałeś rechot strażnika i trzask drzwi. Gdy byłeś nieprzytomny zacząłeś śnić. (opisz sen)
    Aleksandra vel Truśka
    Zadowolony z twojej decyzji ważny powiedział - Widzisz, każdy chce wyjść z tego gówna. A być może nawet zmyjesz z siebie swoje złe uczynki - oraz wezwał strażników. Gdy tamci weszli od razu zabrali się do swoich czynności. Gdy jeden z nich (ten co Cię polizał) próbował wyjść z tobą, drugi zastawił mu drogę i powiedział, że on się tobą zajmie. Gdy ważny usłyszał jego słowa rzekł - nie zaprowadzisz ją do celi. Masz zaprowadzić ją do wyjścia i tam na mnie poczekać - po czym zaczął pakować dokumenty do torby. Pierwszy usłyszawszy rozkaz ważnego zmarkotniał, lecz wiedział że nie ma prawa protestować. Drugi zaprowadził Cię do wyjścia i starał się być nawet miły. Gdy doszliście do wyjścia, posadził Cię na ławce i usiadł obok Ciebie w oczekiwaniu na ważnego. Po chwili zauważyliście, że Pierwszy prawie biegiem wpadł do kanciapy trzymając się za jaja. Po drugiej chwili zauważyliście jak ważny wchodzi schodami i podchodzi do was, widać było że jest z czegoś zadowolony. Gdy podszedł do was rozkazał drugiemu by ściągnął Ci kajdany. Gdy to zrobił poczułaś ulgę gdy krew dotarła do dłoni i poczułaś mrowienie. Ważny powiedział Ci, byś chwilę odpoczęła po czym poszedł z Drugim do kanciapy. Gdy weszli do środka usłyszałaś rechot strażnika, po czym jak oparzony wyleciał Pierwszy w stronę drzwi i wręcz wyleciał z nimi na zewnątrz. Nie wiesz czemu Drugi tak się śmiał oraz czemu Pierwszy wyleciał jak oparzony. Ważny podszedł do stojaka z uzbrojeniem i zaczął zbierać swój sprzęt.

    Offline Netoman

    • Bajkopisarz
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #21 dnia: Października 07, 2014, 23:10:50 »
    Domenic Neil "Duce" Agvassi
    *Idę ciemnym korytarzem, który cały jest zasypany dziwnym, zielonym proszkiem. Poruszam się po pięknym, nilfgaardzkim dywanie, niestety ukurzonym, poplamionym i przypalonym. Ściany są wykonane z zimnego, ciosanego kamienia, łączonego sypiącą się już zaprawą. Zamiast sufitu widzę niebo. Ale nie takie zwykłe. Zwyczajna czerń zastąpiona została ciemnym fioletem, a gwiazdy błyszczą błękitem. Widzę konstelacje, niczym te na suficie Świątyni Wiecznego Ognia w Novigradzie.
    Po przejściu wielu kroków, dostrzegam portrety na ścianach. Nie były to obrazy. Zielony proszek z podłogi i ścian wznosi się, i układa się w te portrety. Powoli rozpoznaję postacie. To osoby które spotkałem już w swoim życiu. Na początku tylko wyniosłe elfy, następnie ludzie, krasnoludy, później już wszystko mieszało mi się, nie byłem w stanie rozpoznawać wszystkich tych osób.
    Korytarz skręca
    Raz po raz zmieniam kierunek, wiem że muszę przyspieszyć. Gdy odwracam się, widzę podążający za mną cień. Biegnę. Nie czuję zmęczenia, a jednak widzę jak lniana koszula przylega mi do ciała, mokra od potu, a stopy nie mogą oddychać w przepoconych onucach.
    Za kolejnym zakrętem korytarz się kończy. Tu poznaję strażników którzy zaprowadzili mnie do lochów. Następnie koledzy z więzienia. W jeszcze nie naruszonym stanie. Chwilę potem portrety których nie poznaję. Wyraźniejsze od reszty 6 mężczyzn, krasnolud i kobieta. Nie, zaraz. Jednego już znam. To ten sk*rwysyn który mnie przesłuchiwał. Zaraz za tymi portretami korytarz kończy się. A tam kolejny obraz. Jakaś postać, w grosteskowo namalowanej zbroji. Nie widać twarzy, rozmywa się, jakby ukryta była za mlecznobiałą mgłą. Za plecami słyszę powolny, miarowy oddech. Czuć w nim gorzałkę i dziczyznę. Jakaś siła nie pozwala mi się odwrócić. Po kilku piekielnie długich chwilach obracam się i...*
    Nagle budzę się ze snu. Piekielny ból głowy daje wrażenie jakby mi ona pękała, mokra koszula styka się z zimną podłogą, co daje niemiłe wrażenie. Długie włosy, całe mokre przyklejają się do czoła, policzków i karku. Nie widzę przez nie nic, sytuacji nie poprawia zaawansowana ciemność. Chcę odgarnąć włosy z czoła, jednak "przyleżałem" sobie rękę. Robię to drugą. Po chwili, gdy mrowienie w członkach ustało, a ból przestał doskwierać, unoszę się na łokciach. Widzę tylko zdarte do krwi własne kolana, zdecydwanie niewygodne kajdany na nogach, i zniszczone buty. Czuję delikatny zapach chleba i sera.
    Nie dane mi było jednak go zlokalizować, gdyż zmęczony padłem na posadzkę i zasnąłem

    Offline huth

    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #22 dnia: Października 08, 2014, 01:11:13 »
    Aleksandra vel Truśka
    Choć cieszy się z uwolnienia Trusia siedzi, rozciera przeguby i zamartwia się przyszłością. Zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie wypadła z gnojówki do rynsztoka. Dziwne zachowanie klawiszy przy natłoku myśli jej nie ruszają, poza tym obawia się teraz o to pytać. Interesują ją inne sprawy.
    - Proszę pana - zaczyna ostrożnie. - Czy fatygował się pan tu tylko po mnie? Gdzie chcesz pan mnie wysłać? I... I co z tamtą jeleniną?

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #23 dnia: Października 08, 2014, 07:00:51 »
    Marcus Trethvey
    K***a. Do przewidzenia. W moim umyśle rozpoczyna się istna gonitwa myśli wywołanych strachem. Po chwili krystalizuje mi się w głowie plan. Tak, przede wszystkim przeżyć. Jeśli widzę jakiekolwiek sposób na ucieczkę stąd bez konfrontacji z przeciwnikiem, korzystam z tego. Jeśli, nie, poszukuję czegokolwiek czym mógłbym walczyć, jeśli ręce w kajdanie mam na brzuchu. Jeśli nie widzę nic takiego, lub ręce zakute mam na plecach, cofam się do najbliższej ściany.
    « Ostatnia zmiana: Października 08, 2014, 15:49:09 wysłana przez lllew »

    Offline Peterov

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1858
    • Piwa: 104
    • Płeć: Mężczyzna
    • Die for the Emperor or die trying
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #24 dnia: Października 08, 2014, 08:58:25 »
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo
    (click to show/hide)

    (click to show/hide)

    Jeżeli współwięzień nie odpowie:
    (click to show/hide)

    Offline Altharis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 666
    • Piwa: 4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Tovarisch Volksdeutsch
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #25 dnia: Października 08, 2014, 09:47:32 »
    Arnulfr Brokvar

    No no, przyjemniaczek mi się trafił. To co powiedział krasnolud odrobinę mnie zaniepokoiło. Jeśli on także został "zaproszony" przez Ważnego, to kto jeszcze? No cóż, nie ważne jaka kompania, będzie to lepsze niż podpalenie żywcem. Zresztą i tak wszystkiego się dowiem za kilka dni. Oglądam jeszcze przez chwilę celę w której dane mi było przesiadywać i zwracam się do Sheldona:
    - Arnulfr Brokvar. I tak, zgadłeś. - Rzekłem i kładę się na wolnej pryczy, jeśli zaś takowej nie ma to siadam na podłodze w miejscu, gdzie jest w miarę czysto.

    Offline Lwie Serce

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 756
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #26 dnia: Października 08, 2014, 11:42:45 »
    Roland "Nieobliczalny"
    Zaraz po wtrąceniu mnie do celi zjadam to co dostałem z wielkim smakiem i apetytem. Wyczekuję dalej, rozmyślając o tym co może mnie spotkać.

    O czyzby kolejny szczęśliwiec? - pytam jakby prześmiewczo gdy straże wrzucają do celi nieznajomego.

    Offline Xander

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 109
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #27 dnia: Października 08, 2014, 12:16:08 »
    Xander
     Siedzę w karcerze czekając na koniec kary. Po pewnym czasie wstaję i  krzyczę:
    - Wypuście mnie z tej przeklętej celi, już będę grzecznie odpowiadał na pytania szanownego pana i obiecuję że nikogo nie ugryzę. - Mówiąc to uderzam łańcuchem o drzwi karceru.

    Offline ZdzisiuDywersant

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 567
    • Piwa: 26
    • Płeć: Mężczyzna
    • Nie było ziemnioków, jeno tylko głód i mróz
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #28 dnia: Października 08, 2014, 20:37:18 »
    Garvaleth
    Garvaleth usiadł w miejscu i spojrzał się w stronę współwięźnia. Nie przyglądał mu się dokładnie bo jego głowę zaraz zajęła myśl, że ktoś jest w takim samym bagnie jak on. Od razu wpadł mu do głowy pomysł, że być może jeżeli połączyłby siły z nieznajomym to może jakoś by się wydostali z beznadziejnej sytuacji. Zdawał sobie sprawę że ten człowiek nie jest w tym miejscu za niewinność, ale Garvaleth nawet się tym nie przejął.

    Szczęśliwiec?- lekko się uśmiechnął odpowiadając na zadane pytanie- Musisz być w takim samym gównie co ja, jeżeli tu jesteś. Tak przy okazji jestem Garvaleth, syn.. w sumie nikogo ważnego. A jak brzmi twoja godność?
    Suprajs, podpisu brak!

    Offline Claudie

    • Corleone
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 4301
    • Piwa: 75
    • Płeć: Kobieta
    • Miłość jest najpotężniejszą siłą w tym świecie
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
    « Odpowiedź #29 dnia: Października 08, 2014, 23:38:04 »
    A teraz kochani uczestnicy zadamy trochę chaosu :D

    Czas: Druga godzina po południu 21 lipca 1269 roku
    Miejsce:Tretogor. Hol loszku Straży Miejskiej.
    Marcus Trethvey
    Strażnik podchodził do Ciebie z tępym uśmiechem na ustach poklepując pałką o rękę. Wiedziałeś, że jesteś praktycznie bez szans, ponieważ ręce miałeś zakute z tyłu. Uciekasz w głąb ściany i obserwujesz jak twój przyszły oprawca ciągle zbliża się do Ciebie. Gdy był już blisko zauważyłeś, jak ktoś podchodzi szybkim lecz cichym krokiem do strażnika. Zacząłeś się cicho modlić do wszystkich bogów, by ten ktoś zdążył. Gdy strażnik zamachnął się na Ciebie, ten ktoś uderzył mocno strażnika w kręgosłup. Strażnik krzyknął z bólu, po czym ze złym grymasem odwrócił się do Ciebie tyłem i rozpoczął szamotaninę z twoim "wybawcą". To jest twoja szansa na atak.
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas: Po południe 23 lipca 1269 roku.
    Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
    Roland "Nieobliczalny" oraz  Garvaleth
    Rozmawiacie o wszystkim, na co macie ochotę.
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas: Po południe 25 lipca 1269 roku.
    Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
    Sheldon "Baryłka" Yaricdo oraz  Arnulfr Brokvar
    Rozmawiacie o wszystkim, na co macie ochotę.
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas: Pora bliżej nie określona 26 lipca 1269 roku(przed snem) oraz 27 lipca 1269 roku (po śnie).
    Miejsce:Tretogor. Pierwszy karcer w loszku.
    Xander
    Twoje prośby odbiły się jak groch uderzony o ścianę. Pamiętając o tym, że ważny przyjdzie do Ciebie jutro kładziesz się na podłodze i starasz się zasnąć. Po wielu próbach w końcu Ci się udaje i zapadasz w sen. Śnisz o swoim domu, swojej kryjówce. Miejsce, gdzie tak dobrze pamiętałeś z popełnionych zbrodni. Widzisz dokładnie swoje ofiary, wszystkie te stworzenia, które zabiłeś i zjadłeś. W pewnym momencie usłyszałeś głuchy huk. Nie wiesz dokładnie skąd dochodzi, lecz wiesz że się nasila. Nagle podłoga zapadła się a ty razem z nią. Spadasz jakimś ciemnym tunelem. Po chwili upadasz z głośnym hukiem. Boli Cię wszystko lecz jednak wstajesz. Rozglądasz się po pomieszczeniu i zauważasz że wszystko skąpane jest we krwi. Ze ścian zwisają pordzewiałe łańcuchy, w drewniane belki wbite są różnego rodzaju noże i tasaki. Zauważasz, że w tle coś się porusza. Nagle ktoś chwyta Cię mocno za nogi oraz ręce i rozciąga Cię wzdłuż stołu. Krzyczysz przez sen oraz wołasz o pomoc. Krzycząc niemiłosiernie starasz się wyrwać z uchwytu, lecz jest on jak imadło. Gdy nachylasz głowę przed siebie zauważasz, że za nogi trzyma Cię jedna z twoich ofiar. Za ręce to samo, lecz nie możesz określić która. Zauważasz tylko, że miejsca gdzie nacinałeś swoją ofiary są pozszywane grubymi nićmi. Ofiary uśmiechnęły się do Ciebie i zaczęły się demonicznie śmiać. Z ust wyleciały setki much, które momentalnie obsiadły ściany. Z głębi usłyszałeś jak coś pobrzękuje. Spojrzałeś tam i zauważyłeś, jak w twoją stronę idzie jakiś twór pozszywany z różnych części ciała a za sobą coś ciągnie. Zobaczyłeś, że to topór katowski, taki sam jak widziałeś swego czasu w wiosce, w której mordowałeś. Zacząłeś znowu krzyczeć, lecz to nie pomagało. W końcu to Coś podeszło do Ciebie i zauważyłeś, że ma twarz jednej z kobiet, którą poćwiartowałeś. Stworzenie zamachnęło się i zobaczyłeś jak topór opada na twoje nogi... Nagle obudziłeś się z krzykiem oraz zlany potem. Usłyszałeś, że ktoś za ścianą również krzyknął i podszedłeś do niej.
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas: Pora bliżej nie określona 27 lipca 1269 roku.
    Miejsce: Tretogor. Drugi karcer w loszku.
    Domenic Neil "Duce" Agvassi
    Z braku sił wpadłeś znów sen-wizję. Śnisz o mieście, nie wiesz dokładnie którym. Znajdujesz się po środku jakiejś alejki, w której leży mnóstwo ciał - kobiet, mężczyzn i dzieci - głównie ludzi, ale zauważasz również trupy elfów i krasnoludów obojga płci. Odwracasz się za siebie i widzisz jak dwaj ludzie i krasnolud walczą zwróceni plecami do siebie z jakimiś bandytami. Wiesz, że to są twoi towarzysze, lecz nie możesz im pomóc. Musisz biec, musisz komuś pomóc, lecz nie wiesz komu. Opuszczasz głowę i widzisz, że w rękach trzymasz zakrwawiony elfi miecz. Nie wiesz skąd go masz, ale wiesz że walczyłeś nim przeciwko komuś. Pomagałeś komuś, komuś kto walczył niczym wiedźmin przeciwko wszystkim. Ruszyłeś mu z pomocą razem ze swoimi towarzyszami, lecz straciłeś orientację. Musisz biec, musisz biec przed siebie. Gdy spojrzałeś do przodu z bocznej alejki wyleciał On. Twój cel. Nie wiesz dlaczego On jest tak ważny, wiesz że jest On twoją przepustką na wolność. Zauważyłeś, że On zaczął uciekać. Pobiegłeś za nim. Po drodze mijasz innego krasnoluda, który dusi kolejnego bandytę. Wiesz, że to twój sojusznik, ale nie masz czasu by mu pomóc. Biegniesz za Nim. Po krótkim sprincie przez miasto zauważyłeś jak On skręcił w boczną alejkę. Pobiegłeś za nim. Gdy wybiegłeś zza rogu On już czekał na Ciebie z kuszą w dłoniach. Nacisnął spust i bełt wystrzelił z kuszy... Budzisz się nagle z krzykiem zlany potem. Nie wiesz ile czasu minęło, lecz wiesz, że ważny wkrótce przyjdzie po Ciebie. Usłyszałeś, że ktoś za ścianą również krzyknął. Zaciekawiony tym podszedłeś do ściany.
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Czas: 28 lipca 1269 roku.
    Miejsce:Tretogor. Hol loszku Straży Miejskiej.
    Aleksandra vel Truśka
    Gdy Ważny uzbrajał się w miecz i sztylety powiedział - Nie Truśko, nie tylko po Ciebie. Jesteś częścią większej grupy, lecz wszystko w swoim czasie - po czym ważny podszedł do niej. Strażnik, który siedział obok Ciebie wstał i poszedł do kanciapy. Ważny usiadł obok Ciebie nie przejmując się zapachem, który pochodził od Ciebie. Chwilę tak razem siedzieliście w ciszy. Po dłuższej chwili przyleciał Pierwszy i zameldował Ważnemu, że patrol czeka za drzwiami. Ważny pokiwał głową, po czym nakazał Ci wstać i ruszyć za nim. Poszłaś za ważnym i zauważyłaś, że wyszedł przez drzwi. Gdy ty również wyszłaś uderzyło w Ciebie jaskrawość słońca. Trochę oszołomiona oparłaś się o drzwi i zaczęłaś przecierać oczy. Nie mogłaś uwierzyć, że znów jesteś prawie na wolności. W tym czasie gdy ty stoisz oparta o drzwi Ważny dał jakiś dokument Strażnikowi Miejskiemu, który był dowódcą patrolu oraz mały mieszek. Dowódca zasalutował tylko i zaczął Cię obserwować. Ważny podszedł do Ciebie i rzekł - Widzisz Truśko, ja potrafię dotrzymać słowa. Teraz chciałbym, byś ty dotrzymała swojego. Pójdziesz z tym patrolem do pewnego domu. Tam będzie na Ciebie czekać inny mężczyzna, który został już poinformowany. Rób wszystko co on Ci każe, a będziesz całkowicie wolna - po czym Ważny poszedł do stajni.