Powstanie w getcie od powstania warszawskiego różnią się od siebie jak dzień od nocy. Jakiekolwiek porównania są bezcelowe.
O porównywanie tez nie prosiłem, tylko o odpowiedz czy powinni walczyć i jak się do tego maja niezawodne zasady Clausewitza.
Ale nie szkodzi, już się przyzwyczaiłem do ignorowania niewygodnych pytań. Uznam ze dowiodłem mojego argumentu :P.
Ne ujmując Clausewitzowi, wole jednak kierować się zasadami pana Boole’a.
Fakty:
27 lipca - ogłoszenie rozkazu o fortyfikacji Warszawy;
1 sierpnia - wybuch powstania;
3-4 września - przewidywane wkroczenie Rosjan;
17 stycznia - rzeczywiste wkroczenie Rosjan;
(zupełnie ignoruje tu dyskusje czy wkroczenie Rosjan to "bratnia pomoc" czy "niepowstrzymany żywioł" :P)
Teraz spekulacje, są dwie możliwości:
1) sytuacja na froncie nie była przewidywalna;
2) sytuacja na froncie była przewidywalna;
1) sytuacja na froncie nie była przewidywalna;
w tym wypadku powstańcy podjęli słuszną decyzje, a powstanie przy spełnieniu założeń miało szanse się powieść;
wniosek: nie można winić powstańców za brak umiejętności jasnowidzenia;
2) sytuacja na froncie była przewidywalna;
w tym wypadku powstańcy pomylili się w ocenach, a powstanie w tym terminie było błędem;
teraz błąd w logice krytyków, zakładając ze sytuacja była przewidywalna dla powstańców, tym bardziej przy dostępnych środkach była przewidywalna dla Niemców;
skoro dla Niemców sytuacja na froncie była przewidywalna, to planowali prace fortyfikacyjne w Warszawie od 27 lipca nawet do 17 stycznia;
pół roku prac fortyfikacyjnych nie wskazuje na zamiar oddanie miasta bez walki, nie brzmi tez jak sielankowe i bezpieczne miasto z "bajek dla dzieci" opowiadanych przez krytyków powstania;
wniosek: można winić powstańców za bledną ocenę sytuacji, ale nie za zniszczenie miasta;