Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Dywagacje o powstaniu warszawskim  (Przeczytany 19477 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Warder

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2296
    • Piwa: 239
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #15 dnia: Września 13, 2014, 19:08:20 »
    Gdyby, nie uwzględniano Rosjan, powstanie zaczęłoby się wcześniej. Kilka dni wcześniej, spójrz, że olanie rozkazu Fishera było jednoznacznym aktem tego, że Polacy mają go w nosie, bo zaraz go nie będzie. Powstanie, można było spokojnie zacząć wtedy. Może z lepszym afektem, bo Niemcy podbili prawie całą Europę, nie byli retardami. Po 28, wiedzieli, co się święci w 100%.
    Czekaliśmy na wieści o ruskich.

    Offline Waldzios

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 609
    • Piwa: 50
    • "Let me see your war face."
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #16 dnia: Września 13, 2014, 19:31:14 »
    Ależ ta pomoc była oczekiwana. Spodziewano się, że 3, góra 4 sierpnia Armia Czerwona włączy się do walki. Zresztą, nawet Mikołajczyk przebywający wtedy w Moskwie prosił Stalina o pomoc dla powstania.
    Dlaczego utożsamiasz wkroczenie Rosjan z pomocą??.
    Zakładano ze Rosjanie tak czy inaczej do Warszawy wejdą, to wydawało się oczywiste, chodziło o stworzenie dogodnej sytuacji dla AK w momencie wkroczenia Rosjan "myśmy co do Rosji nie mieli żadnych złudzeń, ale nie chcieliśmy się biernie przypatrywać wypadkom".

    Gen. Bór-Komorowski, Wiadomości nr 39, Londyn 1971, fragmenty:

    O Rosjanach:

    - Czy uważał Pan Generał to za pewne, że Rosjanie wejdą do Warszawy?
    Tak, uważaliśmy to za pewnik. Były wszelkie dane, że wejdą. O ile na wojnie może być coś pewnego.

    - Na jak długo Pan Generał planował walkę?
    Przypuszczaliśmy, że walka potrwa maksimum siedem dni, że trzeciego, czwartego dnia powstania Rosjanie wejdą do Warszawy.

    - Jak przed 1 sierpnia 1944 r. widział Pan Generał zachowanie się AK po wejściu Rosjan do Warszawy?
    Mówił o tym mój rozkaz z 12 września wydany po rozpoczęciu się sowieckiego natarcia na Pragę, zabraniający rozbierania barykad, dopóki nie wyjaśni się stosunek Rosjan do nas.

    - Czy Pan Generał przewidywał stawianie oporu Rosjanom, gdyby zachowali się agresywnie?
    Przewidywaliśmy walkę na wypadek gwałtu. Zastanawialiśmy się nawet, w jakim rejonie to uczynić. Ostatnio myśleliśmy skupić oddziały na północ od Hożej w rejonie Lwowskiej itd. Nie dalibyśmy się rozbroić bez walki.


    O akcji "burza":

    - Czy doświadczenia z Wołynia, Wilna itd. nie były wystarczające?
    Gros wiadomości o "Burzy" pochodziło z terenów na wschód od Bugu. Obszary te to były nasze ziemie wschodnie, które Rosja uważała za swoje. Nie wiedzieliśmy jak będzie po zachodniej stronie Bugu. Wydawało się nam, że nie ma rosyjskich zarządzeń centralnych określających stosunek Rosjan do AK i że w rzeczywistości stosunek był różny. Na przykład w Lubelszczyźnie Rosjanie dawali broń naszym oddziałom.

    - Jaki wpływ na decyzję wywołania powstania miało utworzenie PKWN?
    To było potwierdzenie rosyjskich tendencji. A więc umocnienie argumentu, że Rosja musi się wreszcie zdecydować - natrafiwszy na Warszawę zajętą przez AK. Myśmy co do Rosji nie mieli żadnych złudzeń, ale nie chcieliśmy się biernie przypatrywać wypadkom. Wiadomość o utworzeniu PKWN doszła do nas 23 lipca.

    - A jaki wpływ na decyzję wywarły sowieckie apele nawołujące Warszawę do walki?
    Apele te były li tylko potwierdzeniem naszych przypuszczeń, że celem sowieckiego uderzenia jest opanowanie Warszawy.

    Gdyby, nie uwzględniano Rosjan, powstanie zaczęłoby się wcześniej. Kilka dni wcześniej, spójrz, że olanie rozkazu Fishera było jednoznacznym aktem tego, że Polacy mają go w nosie, bo zaraz go nie będzie. Powstanie, można było spokojnie zacząć wtedy. Może z lepszym afektem, bo Niemcy podbili prawie całą Europę, nie byli retardami. Po 28, wiedzieli, co się święci w 100%.
    Czekaliśmy na wieści o ruskich.
    Oczywiście ze uwzględniano Rosjan, nie dało się nie uwzględnić Rosjan. Ruscy byli podstawą planu. Rychłe wkroczenie Rosjan uważano za fakt, co nie znaczy ze ktokolwiek łudził się ze to "pomoc".
    "There Ain't No Such Thing As A Free Lunch"

    Offline beanshee

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1543
    • Piwa: 175
    • Płeć: Kobieta
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #17 dnia: Września 13, 2014, 19:40:51 »
    Oczywiście że liczono na pomoc, taką jak w Wilnie chociażby. A że potem ruskie robili czystki to już inna sprawa.
    Łowy zaczęte! Bij, kto w Boga wierzy!
    I grzmij: "Bóg, Anglia, król i święty Jerzy!"

    Offline Waldzios

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 609
    • Piwa: 50
    • "Let me see your war face."
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #18 dnia: Września 13, 2014, 19:54:39 »
    Oczywiście że liczono na pomoc, taką jak w Wilnie chociażby. A że potem ruskie robili czystki to już inna sprawa.
    "pomoc - działanie podjęte dla dobra innej osoby"- słownik języka polskiego;
    W przypadku Wileńszczyzny z trudem można mówić o współpracy, na pewno nie można nazwać tego pomocą.
    Naprawdę uważasz ze AK-owcy byli tak naiwni ze uważali ze Sowieci zrobią cokolwiek dla ich dobra?

    "Wobec wkraczającej na ziemie nasze regularnej armii rosyjskiej wystąpić w roli gospodarza. Należy dążyć do tego, aby naprzeciw wkraczającym oddziałom sowieckim wyszedł polski dowódca mający za sobą bój z Niemcami i wskutek tego najlepsze prawo gospodarza. Miejscowy dowódca polski winien się zgłosić wraz z mającym się ujawnić przedstawicielem cywilnej władzy administracyjnej u dowódcy oddziałów sowieckich i stosować się do jego życzeń". Tadeusz Komorowski "Bór" 20 listopada 1943 roku

    Wkraczanie Rosjan było faktem, działania AK były reakcją na ten fakt, stanowiły alternatywę dla biernego przypatrywania się wypadkom, mówienie w tym kontekście o "pomocy" jest moim zdaniem mocno niewłaściwe.
    Nie "liczono na pomoc", tylko uprzedzano rosyjskie działania, to podstawowa różnica.

    Wracając do powstania, różnica miedzy naszymi poglądami wygląda tak:
    - ty twierdzisz "powstańcy liczyli na pomoc Rosjan";
    - ja uważam ze "powstańcy liczyli ze Rosjanie zachowają się w przewidywalny sposób";
    drobna, ale podstawowa różnica.

    BTW.  Nie jestem gloryfikatorem powstania, po prostu uważam ze powstańcy zasługują na sprawiedliwość w pewnych kwestiach.
     
    Zgódźmy się, ze się nie zgadzamy i wróćmy do tematu, powoli zaczynał się robić zabawny...
    Zreszta, nikt mi nie odpowiedział na pytanie czemu kłody, a nie dwutonowe głazy?
    « Ostatnia zmiana: Września 13, 2014, 20:46:41 wysłana przez Waldzios »
    "There Ain't No Such Thing As A Free Lunch"

    Offline beanshee

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1543
    • Piwa: 175
    • Płeć: Kobieta
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #19 dnia: Września 14, 2014, 00:05:35 »
    Inną definicją pomocy jest po prostu wsparcie. A na wsparcie sowietów na pewno czekano. Bo nie wierzę, żeby dowództwo powstania było aż tak nieudolne że liczyło na wyzwolenie Warszawy własnymi siłami.
    Oczywiście Rosjanie zachowali się w przewidywalny sposób. Dlatego uważam, że sama decyzja o rozpoczęciu powstania była najgorszą, jaką można było wtedy podjąć.
    Łowy zaczęte! Bij, kto w Boga wierzy!
    I grzmij: "Bóg, Anglia, król i święty Jerzy!"

    Offline Waldzios

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 609
    • Piwa: 50
    • "Let me see your war face."
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #20 dnia: Września 14, 2014, 00:44:28 »
    Nie uważasz ze to taka trochę bardziej rosyjska definicja ;), ja wolę tą słownikową :P.
    Ze wsparciem tez nie do końca się zgadzam, mimo ze "wsparcie Stalina" brzmi nieco inaczej niż "pomoc Stalina".

    Oczywiście ze czekano "Tak, uważaliśmy to za pewnik. Były wszelkie dane, że wejdą.", takie było założenie planu. Nikt temu nie przeczy. Problem w tym ze zgranie działań z zakładanym terminem wejścia sowietów nie oznacza od razu sowieckiej pomocy czy współpracy, ot synchronizacja działań.

    Szczerze jaką decyzje według ciebie należało podjąć?  i co by to zmieniło ?.
    Według wszelkich danych sowieci byli od 3 dni od Warszawy, a AL było gotowe zorganizować własne powstanie, załóżmy ze Bór miał proroczy sen, załóżmy nawet ze AL zrezygnowało, a sowiecki front rzeczywiście musiał się zatrzymać, minęło kilka dodatkowych miesięcy, w Warszawie zginęło kolejne kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy cywili, a Sowieci ruszyli dopiero za pół roku, naprawdę uważasz ze mimo zapowiedzi wszystkich ważniejszych przywódców Niemieckich Warszawę oddano by sowietom bez walki, ze nie ufortyfikowano by miasta, ze liczba ofiar była by mniejsza?
    "There Ain't No Such Thing As A Free Lunch"

    Offline beanshee

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1543
    • Piwa: 175
    • Płeć: Kobieta
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #21 dnia: Września 14, 2014, 02:01:25 »
    To definicja ze Słownika Języka Polskiego, wydanie PWN :)
    Uważam, że należało prowadzić dalszą walkę typowo partyzancką. Nawet nie w samej Warszawie, co na tyłach frontu. Paraliżować niemieckie transporty, rozbijać posterunki, nękać wycofujące się oddziały.
    Liczba ofiar mogłaby być mniejsza. Zwłaszcza że Niemcy w Warszawie w ostatnich dniach lipca byli w fatalnym stanie. Administracja wiała gdzie popadnie, w mieście było niewiele wojska w dodatku o złamanym morale. Tak naprawdę powstanie było prezentem i dla Stalina i dla Hitlera. No i przedłużyło wojnę o ładnych parę miesięcy.
    Łowy zaczęte! Bij, kto w Boga wierzy!
    I grzmij: "Bóg, Anglia, król i święty Jerzy!"

    Offline Waldzios

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 609
    • Piwa: 50
    • "Let me see your war face."
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #22 dnia: Września 14, 2014, 02:21:58 »
    To definicja ze Słownika Języka Polskiego, wydanie PWN :)
    Według sjp wsparcie to "pomoc udzielona komuś, zwłaszcza pomoc materialna", czyli wracamy do punktu wyjścia :).
    Poza tym wsparcie w sensie pomoc, i wsparcie jako termin militarny "działania bojowe mające na celu wzmocnienie głównego ataku; też: oddziały bojowe prowadzące takie działania" to są różne znaczenia :P.
    Zwłaszcza że Niemcy w Warszawie w ostatnich dniach lipca byli w fatalnym stanie. Administracja wiała gdzie popadnie, w mieście było niewiele wojska w dodatku o złamanym morale.
    To raczej brzmi jak argument za powstaniem :).
    Tak naprawdę powstanie było prezentem i dla Stalina i dla Hitlera. No i przedłużyło wojnę o ładnych parę miesięcy.
    Pytanie jak wyglądała by Europa zachodnia bez tych paru miesięcy. Bez berlina zachodniego, możliwe ze bez zachodnich Niemiec, nieprzyjemna perspektywa.
    "There Ain't No Such Thing As A Free Lunch"

    Offline beanshee

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1543
    • Piwa: 175
    • Płeć: Kobieta
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #23 dnia: Września 14, 2014, 02:36:55 »
    Ja mam taką definicję: 1. działanie zmierzające do poprawienia czyjejś sytuacji, wsparcie;
    To byłby argument za powstaniem pod jednym warunkiem- gdybyśmy mieli czym walczyć. Pokonanie nawet słabego wroga bez artylerii, broni p-panc z niedostatkiem ckm-ów, jest praktycznie niemożliwe. Czytałam niedawno wspomnienia jednego z powstańców. Jego pluton dostał rozkaz zajęcia lotniska bielańskiego. I to pomimo tego, że wyposażeni byli jedynie w kilka granatów i pistoletów. Samobójstwo.
    Nawet gdy powstanie już się zaczęło można było jeszcze uratować tyle ile się da. Gdy było już pewne, że Sowieci nie wkroczą a w Warszawie nie udało się osiągnąć żadnego z celów strategicznych należało przerwać tę rzeź. Przebijać się do Kampinosu i tam podjąć dalszą walkę partyzancką.
    Jakby wyglądała Europa? Któż to wie. Ale Churchill raczej nie dałby Stalinowi zbyt dużych wpływów w Europie.To by było zbyt wielkim zagrożeniem dla Brytanii. Wiem za to, że Polska wyglądałaby o niebo lepiej. Ci, którzy zginęli to byli najlepsi z najlepszych. Bezcenne, nowe elity kraju. Dobrze wykształcone jeszcze przed wojną.
    Łowy zaczęte! Bij, kto w Boga wierzy!
    I grzmij: "Bóg, Anglia, król i święty Jerzy!"

    Offline Waldzios

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 609
    • Piwa: 50
    • "Let me see your war face."
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #24 dnia: Września 14, 2014, 03:36:51 »
    Ja mam taką definicję: 1. działanie zmierzające do poprawienia czyjejś sytuacji, wsparcie;
    Dla ścisłości ta definicja pochodzi ze słownika SJP.PL ("Redakcją słownika zajmują się hobbyści.")
    Łatwo go pomylić z sjp.pwn.pl ("Wydawnictwo Naukowe PWN")
    Ale nie chwytajmy się za słówka bo to bez sensu i do niczego nie prowadzi.
    To byłby argument za powstaniem pod jednym warunkiem- gdybyśmy mieli czym walczyć. Pokonanie nawet słabego wroga bez artylerii, broni p-panc z niedostatkiem ckm-ów, jest praktycznie niemożliwe. Czytałam niedawno wspomnienia jednego z powstańców. Jego pluton dostał rozkaz zajęcia lotniska bielańskiego. I to pomimo tego, że wyposażeni byli jedynie w kilka granatów i pistoletów. Samobójstwo.
    Pomijasz całkowicie kontekst.
    Warszawa z miasta liczącego 1.3mln mieszkańców, skurczyła się do kilkuset tysięcy, ludzie ginęli tysiącami, liczba ofiar stale rosła. Dodatkowo w lipcu po ogłoszeniu PKWN rosyjskie plany stały się jasne.
    Nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwał od Rosjan pomocy (ani wsparcia). Sytuacja była tragiczna.
    Piszesz jakby powstańcy wybierali miedzy walką a sielanką, mogli walczyć albo dać się wymordować, innego wyjścia nie było.
    Nie było magicznej teleportacji do czasów współczesnych, ci którzy przeżyli powstanie musieli jeszcze przetrwać resztę wojny i represje stalinowskie.
    Wiem za to, że Polska wyglądałaby o niebo lepiej. Ci, którzy zginęli to byli najlepsi z najlepszych. Bezcenne, nowe elity kraju. Dobrze wykształcone jeszcze przed wojną.
    Dla mnie to myślenie życzeniowe, jestem przekonany ze Warszawa skończyła by zburzona tak czy inaczej.
    Istnieje cała masa dokumentów/rozkazów które krytycy powstania ignorują.
    Warszawa była skazana już w 1940r („Plan Pabsta” ), większość ludności miasta została wymordowana zanim wybuchło powstanie (~700tys ludzi).
    Gdyby powstanie nie wybuchło, a front mimo to się zatrzymał, to przy rosnącym tempie egzekucji i mordów, po pół roku straty mogły przekroczyć te z powstania.
    Rzeczywiście szanse na sukces powstania były nikłe, nawet powstańcy to przyznawali, niestety alternatywą dla powstania nie było życie, tylko bierne przypatrywanie się wypadkom.
    Poza tym naprawdę się łudzisz ze gdyby nie powstanie Stalin pozwolił by przeżyć tym "bezcennym, nowym elitom kraju", dodatkowe kilka tys ofiar to dla niego jak splunąć.
    "There Ain't No Such Thing As A Free Lunch"

    Offline beanshee

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1543
    • Piwa: 175
    • Płeć: Kobieta
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #25 dnia: Września 14, 2014, 03:46:45 »
    Część z nich miałaby szanse przeżyć. I walczyć dalej. Każdy wielki teoretyk wojny, od Sun Tzu po von Moltkego tłukł swoim adeptom do głowy zasadę, że lepiej poczekać niż atakować za wszelką cenę w walce skazanej na porażkę. Ba, von Clausewitz radził nawet, żeby czekać do momentu aż zwycięstwo będzie pewne.
    Zdaję sobie sprawę, że życie w Warszawie sielanką nie było. Ale powstańcy zostali zaprowadzeni jak barany na rzeź. Budynki można odbudować, pola obsadzić na nowo, ale żołnierzy nie da się odzyskać. Dlatego należy nimi dowodzić z najwyższą ostrożnością.
    Łowy zaczęte! Bij, kto w Boga wierzy!
    I grzmij: "Bóg, Anglia, król i święty Jerzy!"

    Offline sir Luca

    • Marszałek Maruda
    • Administrator
    • Użytkownik
    • ***
    • Wiadomości: 5276
    • Piwa: 154
    • Płeć: Mężczyzna
    • Otaczają mnie tęgie, tępe buce...
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #26 dnia: Września 14, 2014, 14:09:08 »
    Pozwolicie, że wstawię tu obszerny cytat zawierający wypowiedzi pana Davies'a, z którymi w zupełności się zgadzam, może trochę pomoże wam w dyskusji;-)

    (click to show/hide)
    "Demokracja: dwa wilki i owca, debatujący co będzie na obiad"

    Offline Warder

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2296
    • Piwa: 239
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #27 dnia: Września 14, 2014, 14:16:12 »
         Gryzie mnie ten rząd w Londynie. Moim zdaniem, to, że grom ważnych decyzji podejmowano w salonach, gdzie sytuacje okupowanego kraju znano z opowiadań, było złe. Decyzje powinny być podejmowane wyłącznie w Polsce, przez wojskowych tutejszych. Czasem mam wrażenie, że Londyńczycy bali się tego, że gdyby wojna zakończyła się dla nas pomyślnie, do władzy doszedłby jakiś rodzimy Tito, spychając tych wszystkich Mikołajczyków na daleki plan.
       Główny błąd Luco, tych założeń to dla mnie takie nagminne mieszanie polityki i wojska. O tym, że w sferze wojskowej decyzje podejmuje się tylko w odniesieniu do wojskowości i możliwości a nie polityki, świadczy milion przykładów. Choćby Napoleon, tak dobierał marszałków, bojąc się o swoją sławę i pozycję we Francji, że potem gdy przyszło co do czego Ci ludzie dostawali ogromny wpiernicz. Ney był wierny (Ale też lekkomyślny, i podatny na wpływ otoczenia) ale co z tego, skoro w większości kampanii odznaczał się jako człowiek średnich zdolności. Świetnie dowodził żołnierzami na polu, tam gdzie trzeba im było widoku wodza który, spokojnie przeżuwa tytoń koło ruskiej reduty, tam właśnie był Ney. I Ney wtedy pod Borodino był wielki! Tam gdzie trzeba było, człowieka który gdy żołnierze uciekają i rzucają broń, ten ją podniesie i sam będzie strzelał do kozaków też był Ney. Ney, świetnie dowodził, żołnierzami, nie znał strachu. Ale jak się okazało dowodzić żołnierzami a korpusami to dwie inne rzeczy. To Neyowi powierzał zaś cesarz najważniejsze sprawy, bo posłać Davouta by zajął Berlin był strach, czy aby we Francji nie powiedzą, że ojczyznę uratował Cesarz czy ktoś inny.
    Po Austerlitz i Jeną, Cesarz bał się tego, że Davout odnosił sukcesy większe niż Napoleon. Gdyby myślał tylko w kategoriach wojskowych, to by posłał go do Hiszpanii i nie umieścił swojego brata nad nim w Rosji (tego faktu, nie jestem pewien). Gdyby powstańcy myśleli w kategoriach tylko wojskowych, to albo postawiliby sobie cel, zdobyć miasto, albo nie wszczynać powstania w takiej formie.


       Waldzios, ustalmy pewne fakty. Bo dyskusja trwa o to jak nazwać, oczekiwanie Komorowskiego i powstańców, że Rosjanie wkroczą. To jest pomoc, bo ktoś by nas wsparł. To, że potem nie wiadomo jakby się potoczyły wypadki, nie oznacza, że nie atakowalibyśmy wspólnie Niemców. Jeśli Stalin chciałby nas wesprzeć, użyłby artylerii i lotnictwa, nie musiałby słać wojsk. To chyba na tego typu wsparcie liczyli powstańcy. Byłoby to w interesie Rosjan, bo zamiana wielkiego miasta, w wielką twierdzę mogłaby kosztować i Rosjan dużo krwi.

    Offline Waldzios

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 609
    • Piwa: 50
    • "Let me see your war face."
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #28 dnia: Września 14, 2014, 14:20:56 »
    Pozwolicie, że wstawię tu obszerny cytat zawierający wypowiedzi pana Davies'a, z którymi w zupełności się zgadzam, może trochę pomoże wam w dyskusji;-)
    Wkopałeś się :P,  już kiedyś tego próbowałem, teraz zacznie się dyskusja jak niewiarygodnym historykiem jest Davies.
         Gryzie mnie ten rząd w Londynie. Moim zdaniem, to, że grom ważnych decyzji podejmowano w salonach, gdzie sytuacje okupowanego kraju znano z opowiadań, było złe. Decyzje powinny być podejmowane wyłącznie w Polsce, przez wojskowych tutejszych. Czasem mam wrażenie, że Londyńczycy bali się tego, że gdyby wojna zakończyła się dla nas pomyślnie, do władzy doszedłby jakiś rodzimy Tito, spychając tych wszystkich Mikołajczyków na daleki plan.
    Od 26 lipca 1944 r prerogatywy w sprawie powstania miał Delegat Rządu przebywający na miejscu, wiec opowiadasz bzdury, ostatecznej decyzji wcale nie podejmowano w Londynie.

    W lipcu ogłosił się PKWN, wcześniej nie było mowy o powstaniu w Warszawie, oni się nie bali, oni wiedzieli!!!
    "There Ain't No Such Thing As A Free Lunch"

    Offline Warder

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2296
    • Piwa: 239
    Odp: Dywagacje o powstaniu warszawskim
    « Odpowiedź #29 dnia: Września 14, 2014, 14:26:18 »
    Trochę tu winy sanacji, wpakowaliśmy zbyt wielu mężów stanu do ciupy, a potem właśnie zabrakło ich.