Gryzie mnie ten rząd w Londynie. Moim zdaniem, to, że grom ważnych decyzji podejmowano w salonach, gdzie sytuacje okupowanego kraju znano z opowiadań, było złe. Decyzje powinny być podejmowane wyłącznie w Polsce, przez wojskowych tutejszych. Czasem mam wrażenie, że Londyńczycy bali się tego, że gdyby wojna zakończyła się dla nas pomyślnie, do władzy doszedłby jakiś rodzimy Tito, spychając tych wszystkich Mikołajczyków na daleki plan.
Główny błąd Luco, tych założeń to dla mnie takie nagminne mieszanie polityki i wojska. O tym, że w sferze wojskowej decyzje podejmuje się tylko w odniesieniu do wojskowości i możliwości a nie polityki, świadczy milion przykładów. Choćby Napoleon, tak dobierał marszałków, bojąc się o swoją sławę i pozycję we Francji, że potem gdy przyszło co do czego Ci ludzie dostawali ogromny wpiernicz. Ney był wierny (Ale też lekkomyślny, i podatny na wpływ otoczenia) ale co z tego, skoro w większości kampanii odznaczał się jako człowiek średnich zdolności. Świetnie dowodził żołnierzami na polu, tam gdzie trzeba im było widoku wodza który, spokojnie przeżuwa tytoń koło ruskiej reduty, tam właśnie był Ney. I Ney wtedy pod Borodino był wielki! Tam gdzie trzeba było, człowieka który gdy żołnierze uciekają i rzucają broń, ten ją podniesie i sam będzie strzelał do kozaków też był Ney. Ney, świetnie dowodził, żołnierzami, nie znał strachu. Ale jak się okazało dowodzić żołnierzami a korpusami to dwie inne rzeczy. To Neyowi powierzał zaś cesarz najważniejsze sprawy, bo posłać Davouta by zajął Berlin był strach, czy aby we Francji nie powiedzą, że ojczyznę uratował Cesarz czy ktoś inny.
Po Austerlitz i Jeną, Cesarz bał się tego, że Davout odnosił sukcesy większe niż Napoleon. Gdyby myślał tylko w kategoriach wojskowych, to by posłał go do Hiszpanii i nie umieścił swojego brata nad nim w Rosji (tego faktu, nie jestem pewien). Gdyby powstańcy myśleli w kategoriach tylko wojskowych, to albo postawiliby sobie cel, zdobyć miasto, albo nie wszczynać powstania w takiej formie.
Waldzios, ustalmy pewne fakty. Bo dyskusja trwa o to jak nazwać, oczekiwanie Komorowskiego i powstańców, że Rosjanie wkroczą. To jest pomoc, bo ktoś by nas wsparł. To, że potem nie wiadomo jakby się potoczyły wypadki, nie oznacza, że nie atakowalibyśmy wspólnie Niemców. Jeśli Stalin chciałby nas wesprzeć, użyłby artylerii i lotnictwa, nie musiałby słać wojsk. To chyba na tego typu wsparcie liczyli powstańcy. Byłoby to w interesie Rosjan, bo zamiana wielkiego miasta, w wielką twierdzę mogłaby kosztować i Rosjan dużo krwi.