Verator
Brak czasu i dystansu, żeby strzelić z bicza. Wymierzasz cios kindżałem, ale wróg zasłania się mieczem i zręcznie zbija twoją broń, gdyż cios wymierzony lewą ręka nie był zbyt mocny. Wróg przechodzi do ataku, jego pierwszy cios udaje ci się jakoś sparować, ale naciera dalej...
Thorbjorn
Uderzasz wroga z rozpędu tarczą, odrzucając go i dezorientując. Następnie tniesz ukośnie mieczem, wróg próbuje się instynktownie zasłonić się ręką, twój cios prawie odcina mu przedramię. Ranny w szoku odsuwa się z rykiem, wypuszcza z ręki broń... Kątem oka widzisz, że drugi Vaegir atakuje Veratora.
Leif
Widocznie w biegu po schodach gdzieś zgubiłeś swój podręczny oręż. (//no cóż, skoro tak piszesz :P)
Vladimir cię zignorował i wyszedł, być może znajdziesz w pomieszczeniu jakąś broń. Po słowach Mściwoja w środku zapanował ruch, jedni woje wlewają do gardła gorzałę aż im łzy i pot ciekną po twarzy, inni gotują się do walki i przesuwają kilka mebli, żeby zabarykadować wejście.
Vladimir
Wychodzisz na zewnątrz, na malutki "dziedziniec" przed strażnicą podtrzymywany przez wbite w zbocze pale. W ciemności niewiele widzisz, coś się rusza nad strażnicą, po chwili za tobą ktoś zeskakuje, próbujesz się obrócić, ale już masz nóż na gardle, a zza ucha słyszysz cichy głos.
-Vaegir, ale czy swój? Gadaj ilu w środku i coś za jeden!
Aldred
Wróg jest w zasięgu wzroku twojej grupy... a to znaczy, że ona w jego, tym bardziej jeśli jest jedyną zbitą grupką ludzi na całej długości schodów. Niezdecydowanie i stanie w miejscu wykorzystuje wróg, nad waszymi głowami syczą przelatujące strzały, ktoś pada, ktoś próbuje strzelać w mrok, jedni próbują kryć się gdzieś w załomach zbocza, ktoś ucieka, ktoś wyrywa się w górę do strażnicy. Nie wiesz co się dokładnie dzieje, leżysz na boku, strzała przebiła ci łydkę, dwie inne z vaegirskimi szpikulcowymi grotami przebiły kolczugę i przeszywanicę i wbiły się w bark i bok, ból mgli ci oczy, ale nadal żyjesz.
// była pauza, sorry. Teraz też nic specjalnego, ale dziś mnie czerep boli od południa, argh..