"Nie usiedzem, co mnie tak niesie, łapy spocone, łyk gorzałki by się przydał" - szybkie myśli przelatywały przez niespotykanie trzeźwą głowę karczmarza.
- No czemu nie strzelacie, przecie już podpływamy! - krzyknął jednocześnie odrywając się od relingu. - Ładujcie w nich! - po czym wziął zamach i wyrzucił pustą butelkę w stronę wrogiego statku. Ta poszybowała wysoko obracając się jak wiatrak, a wytraciwszy prędkość szybko jęła spadać i cichutko chlupnęła w ciemnej toni. Mściwoj obserwował uważnie lot flaszki, a w jego oczach pojawił się jak gdyby żal. "I coś ty durniu zrobił, z tej wchodziło najlepiej..." - podsumował smutno swój wybryk i zrezygnowany dodał na głos.
- A zresztą róbta, co chceta, byleście mi w dupę strzałą nie trafili.
// Aharo - no mogłeś po prostu dać Mściwojowi flaszkę, a teraz widzisz, co wyrabia na trzeźwo :P